NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Krok naprzód

kategorie: Publicystyka
dodano: 2012-01-12 00:00:00 przez: Wojciech Wojtasiewcz

Wydarzenia zeszłego roku nie pozwoliły zapomnieć o Gruzji. Wkroczenie do polityki Bidziny Iwaniszwilego może pomieszać szyki obecnemu prezydentowi Micheilowi Saakaszwilemu, który nie myśli o oddaniu władzy. Gruzja ponownie znalazła się w kręgu zainteresowania zagranicznych partnerów. Czy to szansa na zbliżenie z zachodnimi strukturami?

Dobry finisz, nieudana rewolucja i nowy gracz

W 2011 roku Gruzja świętowała dwudziestolecie swojej niepodległości po rozpadzie Związku Radzieckiego. Pomimo trudności w pierwszym półroczu podwyżki cen zostały opanowane, a inflacja w listopadzie wyniosła zaledwie 1,9 procent, wzrost gospodarczy w 2011 roku wyniósł aż 6,5 procent. Przede wszystkim przyczynili się do tego turyści coraz liczniej odwiedzający Gruzję – w minionym roku było ich ponad dwa miliony siedemset tysięcy.

Pod koniec maja w Tbilisi odbyły się protesty antyrządowe zorganizowane przez Nino Burdżanadze – liderkę Ruchu Demokratycznego-Zjednoczonej Gruzji. Demonstranci domagali się odejścia prezydenta Micheila Saakaszwilego i przedterminowych wyborów, jednak plan zakończył się fiaskiem (niska liczba protestujących, brak udziału pozostałych ugrupowań opozycyjnych), a demonstracje zostały w brutalny sposób rozpędzone przez służby porządkowe.

W zeszłym roku siły opozycyjne próbowały ponownie się jednoczyć, jednak bez większego powodzenia. Sytuacja zmieniła się, gdy w październiku na scenie politycznej pojawił się nowy gracz – najbogatszy Gruzin, biznesmen i filantrop Bidzina Iwaniszwili. Zapowiedział on powołanie nowej partii, wraz z którą zamierza wygrać wybory parlamentarne w 2012 roku i zostać premierem bądź przewodniczącym parlamentu. Za priorytety swojego programu Iwaniszwili uważa członkostwo Gruzji w NATO i Unii Europejskiej, kontynuowanie strategicznego partnerstwa z USA, poprawę stosunków z Federacją Rosyjską oraz reformy konstytucyjne, sądownicze i gospodarcze.

Władze nerwowo zareagowały na pojawienie się poważnego konkurenta. Iwaniszwilemu odebrano gruzińskie obywatelstwo, aby uniemożliwić mu założenie partii i udział w wyborach. Biznesmen powołał więc ruch społeczny Gruzińskie Marzenie. Trudno ocenić szansę Bidziny Iwaniszwilego na sukces wyborczy, jednak zyskać niewykluczone, że zyska on spore poparcie Gruzinów zmęczonych rządami Micheila Saakaszwilego. W 2012 roku zapewne będą liczyły się dwa bloki polityczne – ugrupowanie obecnego prezydenta i ruch Iwaniszwilego stowarzyszony z resztą opozycji.

Mimo nieprzewidywalności tej potyczki, mało prawdopodobne jest, aby władze zdecydowały się na sfałszowanie wyborów, gdyż oznaczałoby to oddalenie perspektywy członkostwa Gruzji w Unii Europejskiej i NATO.

Afery i zmiany

W lipcu ubiegłego roku kontrwywiad zatrzymał czterech fotografów pracujących w otoczeniu gruzińskich władz i oskarżył ich o szpiegostwo na rzecz Federacji Rosyjskiej. Zdarzenie to zostało uznane za przejaw antyrosyjskiej histerii obecnego kierownictwa państwa oraz zamach na wolność słowa. Ostatecznie oskarżeni zostali skazani na wyroki w zawieszeniu, po tym jak przyznali się do zarzutów. Prawnicy fotoreporterów twierdzili, że ich klienci zostali zmuszeni do takiego kroku.

W tym samym miesiącu doszło do zaostrzenia stosunków na linii państwo-kościół. Katolikos Gruzińskiej Cerkwi Prawosławnej Ilja II sprzeciwił się nowym regulacjom prawnym nadającym mniejszościowym związkom wyznaniowym w kraju osobowość prawną. W Tbilisi odbyły się wielotysięczne protesty.

Pod koniec roku pojawiły się poważne rozstrzygnięcia w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych w roku 2012 i prezydenckich w 2013 roku. Gruziński parlament uchwalił nowe prawo dotyczące finansowania partii politycznych i nowy kodeks wyborczy. Zmianie ulegną zasady ich wyboru deputowanych: 73 (dotychczas 75) będzie wskazywanych w jednomandatowych okręgach wyborczych, a 77 (do tej pory 75) będzie wybieranych z list partyjnych w systemie proporcjonalnym. Restrykcje dotyczące finansowania ugrupowań politycznych wydają się w głównej mierze uderzać w inicjatywę polityczną Bidziny Iwaniszwilego.

Kierunek: Gruzja

W zeszłym roku został przełamany pewien brak zainteresowania Gruzją kluczowych aktorów stosunków międzynarodowych, jaki można było obserwować po konflikcie z sierpnia 2008 roku. W styczniu 2011 roku doszło w Waszyngtonie do drugiego spotkania prezydentów Gruzji i Stanów Zjednoczonych Micheila Saakaszwilego i Baracka Obamy, który zapewnił o poparciu dla gruzińskiej suwerenności i integralności terytorialnej oraz członkostwa Gruzji w Sojuszu Północnoatlantyckim. Podczas czerwcowego spotkania w Rzymie gruziński przywódca poinformował wiceprezydenta USA Joe Bidena, że w 2012 roku Gruzja zwiększy o kolejny batalion swój kontyngent wojskowy w ramach Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) w Afganistanie. W najbliższych miesiącach Tbilisi ma odwiedzić sekretarz stanu USA Hillary Clinton. Spotkania te świadczą o pewnym ożywieniu kontaktów na linii Tbilisi-Waszyngton po okresie ochłodzenia stosunków w związku z ustanowioną przez Obamę polityką „resetu” wobec Federacji Rosyjskiej.

W lipcu Gruzję odwiedził prezydent Polski Bronisław Komorowski, w październiku prezydent Francji Nicolas Sarkozy, a w listopadzie sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Anders Fogh Rasmussen. Wszyscy trzej zadeklarowali poparcie dla suwerenności i integralności terytorialnej Gruzji (brak uznania niepodległości Abchazji i Osetii Południowej) oraz aspiracji członkowskich w Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckim. Nicolas Sarkozy zaapelował do władz Federacji Rosyjskiej o wypełnienie postanowień porozumienia kończącego wojnę pięciodniową z sierpnia 2008 roku. W trakcie przemówienia na stołecznym placu Wolności francuski prezydent powiedział, że w Tbilisi czuje się jak w Europie, co wywołało entuzjazm zgromadzonych Gruzinów. Po wizycie Rasmussena odżyła nadzieja na otrzymanie przez Gruzję Planu Działań na rzecz Członkostwa w NATO na następnym szczycie Sojuszu w Chicago.

Nie należy jednak przeceniać znaczenia tych wizyt. Stany Zjednoczone zajęte są w dalszym ciągu walką ze skutkami światowego kryzysu gospodarczego, sytuacją w Afganistanie, narastającym napięciem wokół Iranu czy zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Celem Sarkozy’ego było podreperowanie przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi we Francji własnego wizerunku męża stanu i dyplomaty rozwiązującego problemy międzynarodowe (Libia – obalenie Muammara Kaddafiego, Gruzja – nadzór nad realizacją umowy kończącej konflikt sierpniowy). Również pełnym członkostwem Gruzji w Sojuszu Północnoatlantyckim nie są zainteresowane ani główne europejskie stolice, ani amerykańska administracja Baracka Obamy, a Moskwa z pewnością zrobi wszystko, żeby takie plany zdusić w zarodku.

Stabilizacja na linii Moskwa-Tbilisi

W minionym roku w dwóch separatystycznych republikach zostały przeprowadzone wybory prezydenckie. W Abchazji zmarłego prezydenta Siergieja Bagapsza zastąpił Aleksander Ankwab, natomiast w Osetii Południowej elekcję wygrała opozycyjna kandydatka Ałła Dżyojewa, która miała przejąć rządy po Eduardzie Kokojtym, jednak wybory zostały anulowane i powtórnie odbędą się w marcu tego roku. W obydwu przypadkach wybory okazały się prestiżową porażką Moskwy, ponieważ przegrali popierani przez nią kandydaci. W 2012 roku uzależnienie Abchazji i Osetii Południowej będzie się pogłębiać, a nowi liderzy parapaństw, chcąc uniknąć gruzińskiego zwierzchnictwa, będą musieli być w pełni lojalni wobec Rosji. Nie należy spodziewać się uznania separatystycznych regionów na arenie międzynarodowej ani żadnych nowych, a zarazem skutecznych mechanizmów zaproponowanych przez Tbilisi, mających doprowadzić do przywrócenia integralności Gruzji.

We wrześniu odbył się w Warszawie drugi szczyt Partnerstwa Wschodniego, w którym obok pięciu innych byłych republik radzieckich uczestniczyła Gruzja. Kraj ten został uznany za lidera unijnej inicjatywy, a na początek następnego roku zapowiedziano rozpoczęcie negocjacji umowy o strefie pogłębionego i kompleksowego wolnego handlu. Stosunki gruzińsko-unijne powoli, acz konsekwentnie rozwijają się w pożądanym kierunku.

W listopadzie doszło do zawarcia kompromisowego porozumienia pomiędzy Gruzją a Federacją Rosyjską w sprawie zgody Tbilisi na członkostwo Moskwy w Światowej Organizacji Handlu. W zamian za brak gruzińskiego weta Rosjanie zgodzili się obecność międzynarodowych obserwatorów na granicy gruzińsko-rosyjskiej (również na odcinku abchaskim i osetyjskim) i przekazywanie informacji o przepływach handlowych. Suchumi i Cchinwali oprotestowały te ustalenia. Porozumienie Tbilisi i Moskwy jest promykiem nadziei na normalizację stosunków między krajami, jakkolwiek trudno oczekiwać przełomu w tych relacjach w 2012 roku. Na Kreml w wyniku marcowych wyborów prezydenckich najpewniej wróci Władimir Putin, po którym nie należy spodziewać się koncyliacyjnych gestów wobec Gruzji.

Rok na lekkim plusie

Wizyty kilku znaczących zachodnich liderów, wysoki wzrost gospodarczy, dalsze zacieśnianie stosunków z Unią Europejską i Sojuszem Północnoatlantyckim, stabilizacja polityczna oraz poszerzenie spektrum aktorów krajowej polityki o Bidzinę Iwaniszwilego należy uznać za pozytywne wydarzenia. Nowy 2012 rok rozpocznie niezmiernie ważny czas dla Gruzji. Odbędą się wybory parlamentarne, a w 2013 roku prezydenckie, które rozstrzygną, czy kraj ten będzie podążał demokratyczną ścieżką i zbliżał się do członkostwa w Unii Europejskiej oraz Sojuszu Północnoatlantyckim. Także otwartym pozostaje pytanie, kto będzie u władzy – czy ponownie Micheil Saakaszwili wraz ze Zjednoczonym Ruchem Narodowym czy może liderem kraju zostanie opozycyjny polityk? Sprawy te nie są w żaden sposób przesądzone, a rok 2012 zapowiada się nie mniej ciekawie niż minione dwanaście miesięcy.

Wojciech Wojtasiewicz jest doktorantem w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezesem Stowarzyszenia „Most do Gruzji” i stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej”.

Brak komentarzy