Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Łotewska niespodzianka dla dużych
2014-10-07
Tomasz Otocki

Na Łotwie odbyły się wybory parlamentarne – czołowe siły parlamentarne zostały znacznie osłabione, w Sejmie pojawiły się też nowe ugrupowania.



Rosjanie wygrali!" – informowały nagłówki polskich portali. Obwieszczały w ten sposób zwycięstwo partii Zgoda w sobotnich wyborach parlamentarnych. Zgoda zdobyła trzydzieści osiem procent, jednak media nie zauważyły, że rezultat dotyczył jedynie elekcji w zrusyfikowanej Rydze.

Rosjanie – bardziej i mniej radykalni – nie tylko nie wygrali (przewaga jednego głosu w Sejmie nad prawicową Jednością jest niewielka), ale stracili wiele mandatów. Podobny los spotkał Jedność (Vienotība). Oba ugrupowania muszą zastanowić się nad dalszą strategią.

Wyniki przedstawiają się następująco: Na partię mniejszości rosyjskiej Zgoda oddano dwadzieścia trzy procent głosów, zaś na koalicyjne ugrupowania prawicowe kolejno: 21,87 procent (Jedność), 19,53 procent (Związek Zielonych i Rolników) oraz 16,61 procent (narodowcy). Dwa nowe ugrupowania, którym jeszcze w lipcu nikt nie dawał szans, zebrały odpowiednio 6,85 procent (Od serca dla Łotwy) oraz 6,66 procent (Łotewskie Zjednoczenie Regionów).

 

Rachuby spaliły na panewce

Majowe wybory do Parlamentu Europejskiego dla prawicowej Jedności (rządzącej partii Valdisa Dombrovskisa i premier Laimdoty Straujumy) były bułką z masłem. Pomogła im aneksja Krymu (Łotysze wciąż boją się sąsiada ze wschodu), pomogła także dobra, pełna kompetentnych kandydatów lista. „Nie narobimy sobie w Europie wstydu" – myślało wielu Łotyszy wrzucając do przezroczystej urny głos na Vienotībę.

Z listy Zgody do Strasburga dostał się z kolei tylko dziennikarz Andriej Mamykin. Z trzynastu procent, które otrzymało ugrupowanie Uszakowa, głośno śmiała się bojowniczka o prawa Rosjan na Łotwie i na Krymie Tatiana Żdanok. Kontrowersyjna polityk przebojem weszła do Parlamentu Europejskiego po raz trzeci. Dziś wciąż oskarża Mamykina o zdradę interesów Rosjan – ostatnio były dziennikarz Pierwogo Bałtijskogo Kanała głosował za integracją Ukrainy z Unią Europejską. Żdanok zapytała na swoim kanale You Tube łotewskich Rosjan, czy na prawdę chcą takiego reprezentanta.

Ugrupowanie Uszakowa przed krajowymi wyborami parlamentarnymi musiało przemeblować listę – zerwano koalicję z Łotewską Partią Socjalistyczną (następczynią promoskiewskiej Komunistycznej Partii Łotwy), synów ostatniego szefa KPŁ Alfrēdsa Rubiksa zepchnięto na środek listy, zaś połowę miejsc zagwarantowano Łotyszom. Chodziło o to, by zerwać z wizerunkiem partii „rosyjskiej", „kremlowskiej".

Uszakow złapał wiatr w żagle za sprawą sankcji, które uderzyły w Łotwę – partia Zgoda już wcześniej ostrzegała, by nie angażować się zbytnio w ukraińskie sprawy. Korzystna dla niego była również decyzja rządu Laimdoty Straujumy o sprzedaży państwowego banku Citadele amerykańskiemu inwestorowi – odżyły lęki Łotyszy przed podporządkowaniem „większemu bratu". Od sprzedaży banku zdystansowali się nawet koalicjanci Jedności. Wydawało się, że z dobrą listą wyborczą partia Zgoda osiągnie co najmniej tak dobry wynik jak w 2011 roku (wówczas otrzymała trzydzieści jeden miejsc w Sejmie). Niektórzy działacze marzyli nawet o przejęciu władzy.

Sondaże nie były jednak jednoznaczne: dawały zwycięstwo bądź partii rosyjskiej bądź Jedności. Obu ugrupowaniom jeszcze w sierpniu wróżono około sześćdziesiąt-siedemdziesiąt miejsc w Sejmie (łączna liczba mandatów wynosi sto). Jedność na swoje listy zaprosiła działaczy umierającej Partii Reform prezydenta Valdisa Zatlersa (w tym bardzo popularnych szefa MSZ Edgarsa Rinkēvičsa oraz ministra gospodarki i etnicznego Rosjanina Wiaczesława Dombrowskiego), a także wielu „regionałów" – porozumienie o współpracy z Jednością podpisali na przykład działacze Partii Łatgalskiej, Partii Tukumskiej czy Partii Valmiery. We wrześniu politycy ugrupowania mówili mi nawet, że skoro startują z dobrą listą, mogą otrzymać czterdzieści mandatów.

Uszakow liczył na niechęć Łotyszy do neoliberalizmu gospodarczego Jedności (1 stycznia partia ta wprowadziła wbrew woli większości obywateli euro). Vienotība oczekiwała z kolei, że jej pięcioletnia praca w rządzie, dobrze przygotowani kandydaci oraz strach części społeczeństwa przed promoskiewską koalicją (istnieje porozumienie między Jedną Rosją a partią Uszakowa, którego ten ostatni nie chce zerwać) doprowadzi ugrupowanie szczęśliwie do mety. Rezultaty wyborczego wieczoru były jednak dla obu głównych partii druzgocące.



Kubeł zimnej wody

W 2011 roku podczas wyborów parlamentarnych partia Uszakowa oraz ugrupowania tworzące obecnie Jedność uzyskały łącznie sześćdziesiąt osiem procent głosów. Niedzielne wybory pokazały, że dwaj najważniejsi gracze sceny politycznej posiadają jedynie czterdzieści pięć procent poparcia. Wielu Łotyszy pomyślało nad urną – „Co nam przyszło ze sporów Vienotīby z Uszakowem?". I dali szansę mniejszym ugrupowaniom.

Korki od szampana strzelały być może najgłośniej w Ventspils, portowym mieście w Kurlandii. Jego burmistrzem od czasów Michaiła Gorbaczowa jest Aivars Lembergs. Odsądzany przez Vienotībę od czci i wiary, ciągany po sądach polityk został zaproponowany na stanowisko premiera przez Związek Zielonych i Rolników. Lembergs jeszcze raz pokazał „sorosistom" z Jedności, gdzie ich miejsce.

Jego partia ZZS (stanowi część gabinetu Laimdoty Straujumy, choć ma własne zdanie niczym Polskie Stronnictwo Ludowe) otrzymała tylko o dwa mandaty sejmowe mniej niż Jedność i zajęła trzecie miejsce. Ugrupowanie zanotowało największy wzrost poparcia z wszystkich partii parlamentarnych.

Sam Lembergs premierem oczywiście nie zostanie. Polityk już zapowiedział, że choć Straujuma powinna kontynuować pracę, to on w nowej kadencji wytarguje dla Ventspils i siebie znacznie więcej. Jego pozycja rośnie – zwłaszcza, że wprowadza do Sejmu trzech osobistych przedstawicieli (Ventspils ma własną partię polityczną podporządkowaną Lembergsowi – nazywa się Łotwie i Ventspils).

Powody do radości mają także narodowcy, na których zagłosowało prawie siedemnaście procent wyborców. Partia, której w 2010 roku wszyscy wróżyli polityczną śmierć, dziś jest niezbędnym składnikiem każdej koalicji rządowej. Chętnie głosują na nią prawicowcy, którzy bardziej niż Jedności boją się Moskwy oraz chcą państwa bardziej socjalnego. Na narodowców głosuje także wielu młodych ludzi, którym imponują radykalne hasła i najniższa spośród czołowych partii średnia wieku. Liderzy narodowców – Raivis Dzintars, Jānis Dombrava czy Romāns Naudiņš –urodzili się już po 1980 roku.

Charakterystyka nowego Sejmu nie byłaby pełna, gdyby nie wspomnieć o dwóch zupełnie nowych partiach. Są nimi: Od serca dla Łotwy (6,85 procent) oraz Łotewskie Zjednoczenie Regionów (6,66 procent).

Pierwsze ugrupowanie to autorski projekt Inguny Sudraby – byłej kontroler państwowej (instytucji podobnej do Narodowej Izby Kontroli), która zrobiła karierę krytykując całą klasę polityczną oraz wysuwając propozycje reform ustrojowych (postulowała na przykład wprowadzenie bezpośrednich wyborów prezydenckich).

To kandydatka Moskwy, my wiemy skąd ma pieniądze, po wyborach zawiąże koalicję z Uszakowem" – mówili mi we wrześniu Łotysze spotkani w Saulkrasti (nawet tam dotarły nachalne billboardy Sudraby). To samo powtarzali przedstawiciele Jedności. Sama Sudraba straszy sądem tych którzy przypisują jej związki z Kremlem. W nowym Sejmie będzie izolowana, bo nikt nie zamierza z nią zawiązać koalicji.

Zjednoczenie Regionów to z kolei partia stawiająca na zrównoważony rozwój Łotwy. Ugrupowanie chce, aby środki z budżetu centralnego nie trafiały tylko do Rygi i okolic, ale także do bardziej zacofanych regionów kraju, na przykład do Łatgalii. Zjednoczenie Regionów w nowym Sejmie może porozumieć się z centroprawicą – chociażby przy wyborze prezydenta. Choć mają swojego szefa, ich twarzą stał się nagle Artuss Kaimiņš: popularny aktor Teatru Narodowego w Rydze, autor popularnego show Suņu Būda (Psia buda). Do Sejmu wszedł dopiero z trzydziestego piątego miejsca na stołecznej liście.



Dalsze układanki

Sejm czeka wybór nowego rządu. Choć niektórzy kwestionują przywództwo Laimdoty Straujumy, to wszystko wskazuje, że zachowa ona urząd premiera. Będzie musiała jednak dokonać przemeblowania w rządzie, by usatysfakcjonować narodowców oraz partię Lembergsa.

Zwolniło się z kolei stanowisko przewodniczącej Sejmu – dotychczasowa marszałek Solvita Āboltiņa nie weszła do parlamentu (startowała z pierwszego miejsca w Kurlandii). Āboltiņa jest formalnie szefową Jedności – to tak jakby polscy wyborcy nie zaprosili do parlamentu Ewy Kopacz albo Jarosława Kaczyńskiego. Łotysze potrafią.

Choć notowania Niła Uszakowa spadły, zażądał on od prezydenta, by ten powierzył Zgodzie misję formowania rządu. Głowa państwa zapowiedziała już, że nie zamierza tego uczynić, a rząd stworzą partie, które mają na to szanse. Powstała w styczniu koalicja będzie zatem trwała – w trakcie zbliżającej się prezydencji Łotwy w Radzie Unii Europejskiej (2015 rok) nikt nie będzie chciał wywracać stolika. Raczej nie będzie to jednak rząd, którzy dotrwa do końca kadencji.

Mniejszość rosyjska na długo jeszcze pozostanie w opozycji – zarówno tej pozaparlamentarnej (partia Żdanok), jak i sejmowej (partia Uszakowa). Łotewski podział na partie łotewskie i rosyjskie może nie jest dobry, ale za to bardzo trwały. „Proszę pana, oni się już podzielili władzą. Uszakow ma Rygę, Łotysze rząd. Po co to zmieniać?" – zapytał mnie jeden z mieszkańców łotewskiej stolicy.

No właśnie – chyba nikt nie wie, po co.



Tomasz Otocki






Powrót
Najnowsze

Muzyczne polowania na czarownice

17.12.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Sport postawiony pod ścianą

15.12.2018
Krzysztof Popek Piotr Rowicki
Czytaj dalej

Obserwatorzy w Działaniu

14.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Jak de-rumunizowała się Rumunia?

13.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu