Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Estonia: ile równości w równości?
2014-10-15
Tomasz Otocki

 

Estonia stała się pierwszym krajem posowieckim, który zalegalizował jednopłciowe związki partnerskie.

 

 

Gdyby sugerować się przekazami polskich portali internetowych czy tak opiniotwórczych pism jak „Gazeta Wyborcza", można by odnieść wrażenie, że Estonia stała się wzorem postępu – wzorem na miarę naszej posowieckiej rzeczywistości, a może nie tylko. Własny mit Estonii ma już zatem nie tylko polska wolnorynkowa prawica kochająca Marta Laara, ale także sympatycy idei równościowych. W komentarzach próżno jednak szukać informacji o tym, że ustawa o legalizacji jednopłciowych związków partnerskich została przyjęta bardzo niewielką liczbą głosów oraz, iż towarzyszyły jej spore jak na tak mały kraj protesty. Nie mówi się też o tym, że Estonii wciąż daleko do miana kraju równościowego.



Niespodzianka w głosowaniu

Estonia rzeczywiście jest pierwszym posowieckim krajem, który wprowadza prawo przyjazne społeczności LGBT. Litwa i Łotwa jeszcze długo na to poczekają – może nawet piętnaście lat. Ale na tym postępowym wizerunku Tallina są także rysy.

Wiele wskazywało, że czwartek 9 października będzie wielkim dniem dla tych, którzy walczą w Estonii o równouprawnienie. W mediach wydarzenie to porównywano – może trochę na wyrost – do zniesienia segregacji rasowej w RPA czy upadku totalitaryzmu w Europie Wschodniej. Estońska prawica spod znaku Marta Laara straszyła nowym prawem, wszystkie organizacje i wspólnoty religijne protestowały (katolicka organizacja windowana przez polskie towarzystwo ks. Piotra Skargi z Krakowa zebrała czterdzieści pięć tysięcy podpisów przeciw ustawie, co jak na zamieszkiwany przez 1,3 miliona osób kraj stanowi dużą liczbę). Część konserwatywnych posłów szykowała z kolei wniosek o referendum: chciano połączyć marcowe wybory do Riigikogu z plebiscytem: „za" bądź „przeciw" ustawie. Nikt nie miał jednak wątpliwości – prawo wsparte przez trzy partie parlamentarne (socjaldemokratów, liberałów oraz centrystów Edgara Savisaara) zostanie uchwalone, a Estonia stanie się krajem, który wytyczy drogę postępu Łotwie czy Litwie.

Głosowanie było kubłem zimnej wody dla zwolenników równouprawnienia. W trzecim czytaniu opracowany przez posłów projekt poparło zaledwie czterdziestu posłów (Riigikogu liczy 101 deputowanych, obecna koalicja posiada większość pięćdziesięciu dwóch posłów, ponadto ustawę mieli poprzeć popularni wśród mniejszości rosyjskiej centryści – łącznie zatem prawo mogłoby uzyskać siedemdziesiąt trzy głosy). Okazuje się zatem, że aż siedemnastu posłów socjalliberalnej koalicji nie poparło ustawy, zaś centryści w ostatniej chwili zagłosowali przeciw.

Wynikało to z kalkulacji: aż osiemdziesiąt procent Rosjan w Estonii odrzuca ideę równouprawnienia mniejszości seksualnych (przykład idzie z Moskwy Władimira Putina, wiele osób wierzy też w zasady głoszone przez cerkiew), również wśród etnicznych Estończyków więcej jest przeciwników niż zwolenników nowego prawa. Gdyby głośny przeciwnik praw LGBT, lekkoatleta i poseł konserwatystów Erki Nool, przyszedł na głosowanie, a konserwatysta Marko Mihkelson nie wstrzymał się od głosu, regulacja upadłaby. I cieszyłby się Varro Vooglaid, katolicki prawnik, który w rozmowie ze mną podkreślał, że prawo to idea modernizacji Estonii na zasadzie „kopiuj-wklej" (od starszego brata), a za prawami mniejszości seksualnych w Estonii optują głównie ambasady krajów Unii Europejskiej (co po części jest prawdą).

 

Odważna decyzja

Trzeba przyznać otwarcie – przyjęcie ustawy byłoby niemożliwe, gdyby nie odważna decyzja nowej koalicji centrolewicowej (podjęta na rok przed wyborami), by wreszcie zająć się kwestią LGBT. Zdecydowanego poparcia reformatorom udzielił prezydent Toomas Hendrik Ilves. To że ustawa za rok wejdzie w życie, jest więc rezultatem kroków podjętych przez polityków.

Odwrotnie było w Europie Zachodniej, gdzie legalizację związków homoseksualnych wymusiła postępująca od dziesięcioleci społeczna liberalizacja, a politycy się do niej dostosowali (przykładem są Niemcy, gdzie podobną regulację przyjęto po trzydziestu latach dyskusji, w 2000 roku). W Estonii politycy wyznaczyli społeczeństwu kierunek, wbrew jego woli – w tej małej bałtyckiej republice nigdy po 1990 roku nie toczyła się poważna debata o prawach człowieka;nie ma w Estonii też ani jednego znanego polityka, który powiedziałby niczym berlińczyk Klaus Wowereit (lub w Polsce Robert Biedroń czy Krystian Legierski) – „jestem gejem i tak jest dobrze". „Po pierwsze, jesteśmy małym narodem. To oznacza, że ludzie chronią swoją prywatność bardziej niż przedstawiciele dużych społeczności. Po drugie, obywatele muszą pełnić różne role społeczne i mogą obawiać się tego, że zaklasyfikowani jako osoby homoseksualne mogą nie być już poważnie traktowani w innej roli. Są w Estonii także osoby uważane za homoseksualistów, które nigdy nie powiedziały o tym publicznie" – komentował parę dni temu dla Radia Wnet popierający nowe prawo działacz na rzecz praw człowieka Kari Käsper.



Wiele mniejszości

Konstytucja nakazuje równe traktowanie wszystkich obywateli. W społeczeństwie, które szanuje prawa człowieka także pary homoseksualne mają prawo do życia rodzinnego, prawo, by nie być potępianym przez społeczeństwo ani nie doświadczać nierównoprawnego traktowania" – powiedział po uchwaleniu ustawy prezydent Ilves. Następnie ją podpisał.

W rosyjskojęzycznym Internecie – głównie na portalu Delfi.ee – co bardziej umiarkowani dyskutanci zaczęli pytać, czy prezydent Ilves troszcząc się o mniejszości, zaproponuje coś także Rosjanom. Wciąż osiemdziesiąt sześć tysięcy osób nie ma w Estonii obywatelstwa, zaś 100 tysięcy przyjęło rosyjskie. Publicystka Julia Tomberg na portalu Delfi (w artykule „Czy naprawdę jesteście za równymi prawami, czy tylko za kampanią wyborczą?") mówi politykom „sprawdzam" i żąda od nich zajęcia się także problemami mniejszości rosyjskiej. Twierdzi, że wtedy będą mieli prawo mówić o prawach człowieka.

Estonia kreując się na nowoczesne państwo równościowe (wzorem Finlandii) nie może dłużej ignorować sporej mniejszości rosyjskiej. Jest to istotne również w kontekście Krymu. Byłoby głupstwem przyznanie językowi rosyjskiemu takiego statusu jak ma szwedzki w Finlandii – inne były warunki historyczne kształtujące prawo o języku, w dodatku mieszkańcy Narwy muszą wciąż odrobić lekcję estońskiego (nie znają go). Pytanie jednak, dlaczego z tak niewinnymi reformami (choć ważnymi dla starszych ludzi), jak instrukcje po rosyjsku dołączane do leków, Estonia musiała czekać na dojście do władzy socjaldemokratów?

Wielu ekspertów uważa, że Tallin, inaczej niż Ryga, mógłby przyznać obywatelstwo bezpaństwowcom. Przyjęłoby je najwyżej około dwudziestu procent apatrydów, a Estonia pokazałaby Radzie Europy, że prawa człowieka to nie tylko polityczna mantra powtarzana, gdy przyjmuje się postępowe ustawy à la Skandynawia. O takim rozwiązaniu mówił mi jeden z liderów socjaldemokratów Wadim Biełobrowcew. Czy Tallin się na to odważy?

Dowodem na to, że idee równościowe znaczą w Estonii więcej niż jeszcze parę lat temu jest Jewgienij Osinowski – bodaj pierwszy w historii kraju rosyjski minister, gwiazda socjaldemokratów z Narwy (niektórzy wróżą mu „za jakiś czas" tekę premiera). Wielu estońskich Rosjan pyta się jednak – czy w kraju, w którym mniejszość słowiańska stanowi trzydzieści procent mieszkańców, powinniśmy obnosić się tym jednym ministrem?

I czekają na konkretne rozwiązania zaproponowane przez Osinowskiego…



Kobiety na szarym końcu listy

W Europie Zachodniej równouprawnienie płci uważa się za jeden z priorytetów demokracji. To że Polska ma w tym przypadku jeszcze dużo do zrobienia, jest jasne. W Estonii sytuacja jest jednak pod wieloma względami nawet gorsza. „W tej dziedzinie trudno nam się cały czas porównywać nie tylko do krajów Zachodu, ale nawet do niektórych państw postkomunistycznych, na przykład Słowenii. Gender pay gap, które sięga dwudziestu ośmiu procent jest najwyższym wskaźnikiem w krajach Unii Europejskiej – to kwestia właściwego rozumienia praw człowieka" – narzekała w zeszłym roku w rozmowie ze mną posłanka lewicy Marianne Mikko. Polityk dodawała, że paradoksem jest fakt, iż statycznie w Estonii kobiety są lepiej wykształcone niż mężczyźni, jednak za wykształceniem nie idzie wysokość płac.

Estonia ma duży problem z niewielką reprezentacją kobiet w polityce: wyjątek wieloletniej przewodniczącej Riigikogu Eny Ergmy tylko potwierdza regułę. Żadną z partii politycznych w Estonii nie kierują kobiety (na Łotwie trzy ważne ugrupowanie prowadzone są przez panie – Āboltiņę, Żdanok, Sudrabę, na Litwie i Łotwie kobiety były lub są prezydentami). W rządzie powołanym przez Andrusa Ansipa w 2011 roku znalazła się tylko jedna kobieta – na stanowisku ministra ochrony środowiska, u Łotyszy w tym samym czasie sytuacja wyglądała o wiele lepiej. W socjalliberalnym rządzie Estonii jest już nieco inaczej – mamy w nim trzy panie. Ale wciąż do równouprawnienia droga daleka.

***

Wszystkie te problemy wymieniam nie po to, by na siłę szukać dziury w całym. Imponuje mi odważna droga Estończyków do Europy – przez pięćdziesiąt lat okupowani przez Związek Radziecki na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku startowali z gorszego pułapu niż my, a tymczasem wyprzedzili nas w wielu dziedzinach życia; e-wybory, bardzo dobra znajomość angielskiego wśród urzędników, niska korupcja, czy państwo przyjazne przedsiębiorcom to wciąż niedościgniony wzór dla Polaków.

Interesujące będzie jednak, czy Estonia spocznie na laurach, jako pierwszy posowiecki kraj, w którym związki osób tej samej płci są możliwe. Może będzie jednak inaczej i Tallin zajmie się problemami mniejszości rosyjskiej z Narwy, która nie potrafi przebić się na pierwsze strony popularnych portali bądź kobiet, które nie potrafią przebić „szklanego sufitu".



Tomasz Otocki jest dziennikarzem Programu Bałtyckiego Radia Wnet, stale współpracuje z polskimi portalami na Litwie: Delfi oraz Wiadomości znad Wilii.






Powrót
Najnowsze

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Wymiana więźniów: sukces czy porażka?

09.09.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu