Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Świat to bałagan
2014-11-07
Tomasz Pugacewicz

Republikanie wygrali wybory i kontrolują obie izby parlamentu. W jaki sposób wpłynie to na politykę USA wobec Rosji?

 

W listopadowych wyborach Partia Republikańska nie tylko utrzymała swoją dominację w izbie niższej Kongresu, ale także przejęła z rąk Partii Demokratycznej kontrolę nad amerykańskim Senatem. Nie oznacza to jednak automatycznie znaczącej zmiany polityki Stanów Zjednoczonych wobec pełzającej inwazji rosyjskiej na Ukrainie. Zmiana nie jest pewna z co najmniej kilku powodów.



Ukraina przegrała z ISIS

Po pierwsze, kwestia tzw. kryzysu ukraińskiego nie jest priorytetem w polityce zagranicznej Waszyngtonu – amerykańscy decydenci mają głowy zaprzątnięte także innymi problemami. Doskonale obrazują to słowa b. sekretarz stanu Madeleine Albright, która komentując znaczącą liczbę występujących jednocześnie w 2014 roku konfliktów stwierdziła: The world is a mess.

Rosyjska inwazja w USA nie jest więc postrzegana jako główne zagrożenie – widzi się je raczej w rebelii radykałów islamskich w Syrii i Iraku. Ich sukcesy wojskowe oraz utworzone państwo wywołują lęk przed rosnącym zagrożeniem terrorystycznym w samych Stanach Zjednoczonych. Może dojść bowiem nie tylko do ataków na placówki dyplomatyczne USA (jak miało to miejsce w 2012 roku w Libii), ale także do działań przeprowadzanych bezpośrednio na amerykańskim terytorium (przypomina się rok 2001).

Widać to w najnowszej analizie opublikowanej przez monitorującą pracę Kongresu gazetę „The Hill" (siedziba Kongresu USA znajduje się na Wzgórzu Kapitolu). Zawiera ona listę obszarów w których Partia Republikańska będzie chciała wykorzystać dominację w Kongresie do narzucenia swoich rozwiązań w zakresie polityki zagranicznej. Dziennikarz gazety, Martin Matishak, co prawda wspomina w tym kontekście o Ukrainie, ale zajmuje ona ostatnie miejsce po innych problemach: walce z islamskimi radykałami w Iraku i Syrii, sprzeciwie wobec wycofania wojsk USA z Afganistanu, powstrzymaniu cięć w budżecie sił zbrojnych oraz zapobiegnięciu ustępstwom w negocjacjach z Iranem.



Senat vs Prezydent

Po drugie, przejęcie przez Republikanów kontroli nad Senatem nie oznacza zmiany stanowiska czołowych przedstawicieli izby wyższej wobec rosyjskiej inwazji. Jeszcze przed listopadowymi wyborami ukształtowało się tam porozumienie przedstawicieli obu partii co do potrzeby przyjęcia bardziej restrykcyjnych sankcji wobec Rosji i rozpoczęcia dostaw broni (lethal weapons) dla Ukrainy.

Doskonałym przykładem jest zgłoszony przy okazji wrześniowej wizyty prezydenta Petro Poroszenki w Kongresie projekt Ustawy o wspieraniu wolności na Ukrainie. Jej głównym inicjatorem był przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych Robert Menendez (Partia Demokratyczna), a pomagał mu senator Bob Corker (Partia Republikańska), który jest typowany na nowego przewodniczącego wspomnianej komisji.

Choć ustawa cieszyła się poparciem obu partii w każdej z izb, to wciąż jednak nie wyszła ona poza senacką komisję spraw zagranicznych. Na razie nic nie wskazuje też na to, żeby uchwalenie tej ustawy było priorytetem. Tymczasem 3 stycznia 2015 roku końca dobiegną prace 113. Kongresu USA (kadencja 2013-2015) i wszystkie nieuchwalone ustawy przepadną. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ponownie zaproponować ich rozpatrzenie w nowej kadencji.



Gospodarka głupcze!

Po trzecie, większe zaangażowanie USA w tzw. kryzys ukraiński napotyka opór niektórych amerykańskich gospodarczych grup interesu. Sprzeciwiają się one nie tylko dalszemu pogłębieniu sankcji, ale także kodyfikacji dotychczasowych za pomocą ustawodawstwa.

Dotychczas sankcje były wprowadzane dyrektywami wykonawczymi Baracka Obamy, co oznacza, że jedną swoją decyzją prezydent może je cofnąć. Jeśli obecne lub przyszłe sankcje zostaną zapisane w ustawie przyjętej przez Kongres, to ich odwołanie może nie być już takie łatwe. Doskonałym przykładem takiej sytuacji jest tzw. poprawka Jacksona-Vanika, która wprowadziła w 1974 roku restrykcje w handlu z ZSRR. Udało się ją unieważnić (w odniesieniu do Rosji) dopiero niedawno, czyli po prawie czterdziestu latach obowiązywania.

Nie może więc dziwić, że amerykańskie przedsiębiorstwa z sektora paliwowo-energetycznego oraz finansowego starają się zapobiec przyjęciu wspomnianej Ustawy o wsparciu wolności na Ukrainie w pierwotnie zaproponowanym kształcie. Projekt przewiduje m.in. nałożenie sankcji na firmy, które zdecydują się inwestować w niekonwencjonalne złoża rosyjskiego gazu oraz instytucje finansowe współpracujące z wybranymi sektorami rosyjskiej gospodarki.

Poparcie gospodarczych grup interesu może prędzej zdobyć ustawa nakładająca sankcje na rosyjskie firmy zbrojeniowe (m.in. Rosoboronexportu). Grupy te mogą się także opowiedzieć za przekazaniem w 2015 roku siłom zbrojnym Ukrainy wyposażenia i uzbrojenia wojskowego za kwotę 350 milionów dolarów. Dzieję się tak, ponieważ sankcje mogą zmniejszyć udział rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego w światowym handlu w tym sektorze; ponadto przynajmniej część ewentualnie dostarczanego Ukrainie wyposażenia i uzbrojenia będzie wówczas wyprodukowana przez amerykańskie przedsiębiorstwa.

Ostatnia kwestia może być jednak problematyczna: ukraińskie siły zbrojne dotychczas korzystały głównie z uzbrojenia poradzieckiego i dozbrojenie ich bronią amerykańską generuje koszty szkoleń. Jest jednak częściowe rozwiązanie: amerykańscy wojskowi zabiegają już m.in. o to, aby Chorwacja przekazała Ukrainie śmigłowce Mi-8 (oparte o radziecką technologię), w zamian za co sama miałaby otrzymać helikoptery UH-60 Black Hawk (amerykańskiej produkcji). W ten sposób Ukraina zyskałaby uzbrojenie podobne do dotychczasowego, zaś Chorwacja otworzyłaby się na amerykański przemysł zbrojeniowy.



Ustąpi, ale częściowo

Po czwarte, dominacja opozycyjnej wobec prezydenta Partii Republikańskiej nie musi oznaczać, że nie będzie on mógł realizować swoich celów politycznych. System amerykański sprzyja dominacji głowy państwa w obszarze polityki zagranicznej, a żeby uległo to zmianie Kongres nie tylko musi być kontrolowany przez partię opozycyjną, ale też zdeterminowany do działania. Amerykańskie partie charakteryzują się ograniczoną dyscypliną, trudno będzie więc też o determinację Republikanów – szczególnie w przypadku Ukrainy, która kwestią priorytetową nie jest.

Oczywiście, Obama mimo wszystko będzie zmuszony do częściowej zmiany swojego stanowiska. Podobnie było za prezydentury Billa Clintona w 1995 roku, gdy Republikanie przejęli obie izby oraz George'a W. Busha, gdy w 2007 roku to samo zrobili Demokraci. Pierwszy był zmuszony do rezygnacji z głębokich cięć w budżecie sił zbrojnych, a jednocześnie coraz częściej sięgał po rozwiązania militarne w polityce zagranicznej (np. Irak w 1998 roku, Kosowo w 1999 roku). Z kolei George W. Bush zdecydował się wymienić sekretarza obrony: utożsamiany z jednostronną inwazją na Irak Donald Rumsfeld został zastąpiony przez nastawionego na międzynarodową współpracę Roberta Gatesa.

Obaj jednak zachowali w wielu sprawach niezależność. Najlepiej świadczy o tym fakt, że do końca swojej kadencji Clinton nie autoryzował rozpoczęcia wdrażania systemu obrony przeciwrakietowej forsowanego przez Partię Republikańską, gdyż obawiał się, iż zaszkodzi to stosunkom z Federacją Rosyjską.

Jednym z podstawowych narzędzi, jakimi będzie posługiwał się Obama, aby utrzymać niezależność, będą jego dyrektywy wykonawcze i działania podległej mu administracji federalnej. Pozwoli to wysuwać propozycje ustaw zanim zdąży zrobić to parlament: projekty będą podobne, ale nie identyczne i w ten sposób prezydent będzie osłabiać zapał Kongresmanów do przyjęcia własnych rozwiązań.

Obama będzie starał się nie dopuścić do urzeczywistnienia planów Partii Republikańskiej tym bardziej, że Rosja wciąż pozostaje ważnym partnerem w realizacji niektórych prezydenckich priorytetów w polityce zagranicznej. Dowiodło tego ostatnie porozumienie amerykańsko-rosyjskie o współpracy przy zwalczaniu islamskich radykałów w Syrii i Iraku (ma dotyczyć m.in. wymiany danych wywiadowczych na ich temat). Także zwalczanie proliferacji technologii budowy broni atomowej zależy w dużym stopniu od Rosji (przede wszystkim Moskwa odgrywa istotną rolę w negocjacjach na ten temat z Iranem). Ostatnio kwestia ta uwidoczniła się, gdy przedstawicieli rosyjskich zabrakło na spotkaniu przygotowawczym przed kolejnym tzw. szczytem nuklearnym w 2016 roku (idea jest promowana przez prezydenta USA).

***

Nie można wykluczyć, że w konsekwencji listopadowych wyborów zmieni się stanowisko amerykańskie wobec tzw. kryzysu ukraińskiego (m.in. rozpoczną się dostawy broni). Wciąż jednak nie jest to przesądzone. Możliwe też jest porozumienie Obamy i Republikanów – mogłoby polegać np. na złagodzeniu zapisów ustawy o sankcjach w zmian za gotowość prezydenta do dostaw uzbrojenia dla Ukrainy. Czas pokaże.



Tomasz Pugacewicz przygotowuje w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ rozprawę doktorską na temat mechanizmów kształtowania polityki zagranicznej USA wobec wybranych państw poradzieckich


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Pugacewicz
Powrót
Najnowsze

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu