Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
To dopiero początek
2014-12-18
Andrzej Szeptycki

Petro Poroszenko odwiedził Polskę. Ukraińcy liczyli m.in. na sprzęt wojskowy: Warszawa wolałyby go sprzedać, a Ukraińcy dostać. Z Polski na Ukrainę rusza zaś konwój z pomocą.

 

To ważna wizyta, której towarzyszyło m.in. wystąpienie prezydenta Ukrainy na forum połączonych izb parlamentu i ratyfikacja przez Polskę umowy stowarzyszeniowej.

Nie zmienia to jednak faktu, że jest to wizyta spóźniona. Od nowoobranego przywódcy „strategicznego partnera" należałoby oczekiwać złożenia pierwszej wizyty po paru dniach czy najwyżej paru tygodniach po objęciu urzędu – nie po pół roku. To zresztą nie tylko wina strony ukraińskiej; po polskiej stronie zaciążył „efekt Kopacz", zmęczenie sprawą ukraińską (zwłaszcza odkąd „operacja antyterrorystyczna" poniosła faktyczną porażkę na przełomie sierpnia i września), a także odejście z urzędów Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego.

Marzyciel, cynik, mąż stanu?

Polska oczekiwała po tej wizycie przede wszystkim potwierdzenia, że Ukraina traktuje ją jako ważnego partnera oraz, iż Kijów jest szczerze zainteresowany realizacją niezbędnych reform. Prezydent Poroszenko (przynajmniej na poziomie deklaracji) nie zawiódł tych nadziei. „Polacy wyciągnęli do nas braterską rękę, gdy wróg przeskoczył próg naszego domu. O waszej pomocy nie można zapomnieć. W tej szczególnej chwili chcę podziękować za to, że pozostajecie z nami w najtrudniejszych momentach współczesnych dziejów naszego państwa i narodu" – mówił w Sejmie.

Dziękował również za pomoc udzieloną w czasie Majdanu i teraz, podczas wojny z Rosją. O reformach mówił mniej, wychwalał przede wszystkim polskie doświadczenie w tym zakresie. Szerzej podjął ten temat wieczorem w TVP Info, gdzie zapewnił, że reformy na Ukrainie zostaną przeprowadzone bardzo szybko – chciałby zakończyć je w ciągu sześciu lat przeprowadzić zmiany, a następnie „zorganizować referendum, by naród Ukrainy wypowiedział się, w którym kierunku chce iść". Poroszenko podjął też temat wspólnej trudnej historii. Słowa „wybaczamy i prosimy o wybaczenie" skierowane do polskich posłów i senatorów zapiszą się na kartach naszych dziejów i być może zamkną okres wiecznych oskarżeń pod adresem Ukrainy o niechęć do rozliczenia przeszłości.

Zwracał się Poroszenko do Polaków, zwracał się i do Ukraińców. Tym drugim mówił o wielkości narodu ukraińskiego, o rezygnacji ze statusu państwa pozablokowego, o dążeniu do członkostwa w Unii Europejskiej i (bardziej oględnie) w NATO. Zwłaszcza te dwa ostatnie cele wydają się kompletnie nierealne. „Marzyciel" – powiedzą jedni; „cyniczny gracz" – stwierdzą drudzy. Być może jednak żadne z tych określeń nie jest trafione, a Poroszenko po prostu jest mężem stanu. Bronisław Komorowski nieprzypadkiem przypomniał, że Polski również ponad dwadzieścia lat temu nikt nie chciał w strukturach zachodnich, ale dzięki naszemu uporowi udało się do nich dołączyć. Polityk-przywódca powinien wyznaczać ambitne cele; powinien jednak również umieć do nich konsekwentnie dążyć, a z tym Ukraina ma już problem.

 

Bez fajerwerków

Czego Ukraina spodziewała się po tej wizycie? Tego, czego potrzebuje kraj w zapaści gospodarczej toczący wojnę z silniejszym przeciwnikiem: konkretnej pomocy gospodarczej i wojskowej. Z pewnością znaczące było ratyfikowanie przez Polskę umowy stowarzyszeniowej, choć Polska nie była tutaj (inaczej niż gdy w 1991 roku uznawała niepodległą Ukrainę) pierwsza. Pomoc w reformie samorządowej, której w ramach współpracy wyszehradzkiej udzielić ma Warszawa, też ma znaczenie. Przeoranie kraju, osłabienie wszechwładzy administracji, oddanie kompetencji w ręce lokalnych społeczności są niezbędne, by Ukraina wyrwała się z poradzieckiej przeszłości. Równie ważne są walka z korupcją czy reforma sądownictwa. Polskie doświadczenia mogą tu odegrać istotną rolę, choć warto pamiętać, że były one realizowane już ćwierć wieku temu, w zupełnie innym kontekście.

Reforma samorządowa to jednak znowu część Ukrainy-jakiej-chciałaby-Polska, a niekoniecznie pomocy-jakiej-chce-Ukraina. To know-how w długiej perspektywie kluczowe, w sytuacji kryzysowej zaś drugorzędne – gdy płonie dom za późno już na szkolenie przecipożarowe. Jeśli chodzi o pomoc to być może najbardziej symboliczne (oby zostało dostrzeżone) jest wysłanie przez Polskę właśnie dziś konwoju z pomocą dla wschodniej Ukrainy. Dobrze że jest to konwój: skoro Rosjanie mogli mieć swój „konwój" (cudzysłów nieprzypadkowy), również my możemy mieć swój (już bez cudzysłowu). Dobrze też, że wysłała go premier Ewa Kopacz, o której po jej niefortunnych wypowiedziach Ukraińcy nie mieli najlepszego zdania.

Co do pomocy wojskowej, sytuacja jest niejednoznaczna. Najwyższe władze niby deklarują, że nie widzą przeszkód by ją przekazać, ale wolałyby sprzedać, a Ukraińcy chcieliby dostać. Ukraińcy w Polsce i ich przyjaciele kupują sprzęt „podwójnego przeznaczenia", jak noktowizory, który potem jest zatrzymywany przez polskie służby graniczne. Pomocy wojskowej nie zastąpi kolejny symbol, jakim jest spotkanie Poroszenki z litewsko-ukraińsko-polską brygadą w Lublinie.

Koniec końców, jak powiedział doradca prezydenta RP ds. międzynarodowych Roman Kuźniar: „Nie oczekujmy fajerwerków. To dopiero początek". Oby tak było.

 

Andrzej Szeptycki


Powrót
Najnowsze

Ukraina – walka o parlament

21.07.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

93 lata temu zmarł Feliks Dzierżyński. W Rosji jego kult jest wciąż żywy

20.07.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Zamiast fait accompli – chaos

18.07.2019
Mariusz Antonowicz
Czytaj dalej

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu