Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Głodne imperium
2014-12-19
Iwan Preobrażeński

Na rosyjskiej prowincji panika: Chińczycy licznie wykupują towary na rosyjskim Dalekim Wschodzie, migrantom zarobkowym z Azji Centralnej nie odpowiada już pozostawanie w Rosji i wracają do domów.

Ogromny, dwudniowy spadek wartości rubla zatrzymał się, jednak Rosjanie wcale się nie uspokoili. Największa panika panuje na prowincji – w Moskwie kto mógł, ten już wymienił ruble na dolary czy euro, masowo kupowane są samochody, mieszkania i sprzęty elektroniczne. Tylko podczas dzisiejszej „Wielkiej konferencji prasowej" Władimira Putina w ciągu kilku godzin wartość rosyjskiej waluty w stosunku do amerykańskiej zmieniała się o trzy-cztery ruble.

 

Oszczędności w pralkach

Jak reagują na to, co się dzieje Rosjanie? Przede wszystkim należy oddzielić Moskwę (i do pewnego stopnia Petersburg) od reszty kraju. Stolica od początku jesieni jest przygotowana na drastyczny spadek wartości rubla. Większość tych, którzy trzymali oszczędności w tej walucie, zdążyła jeszcze w środku jesieni ulokować je w innych walutach (głównie w euro i dolarach) – wówczas gdy kurs dolara wahał się w okolicach czterdziestu-czterdziestu pięciu rubli.

Dlatego też dziś Moskwa i Petersburg najspokojniej reagują na walutowe zawirowania. Mało tego – wielu mieszkańcom tych miast udało się wykorzystać sprzyjający moment. Dzieje się tak, ponieważ osoba, która sprzedała moskiewskie mieszkanie we wrześniu, a tym bardziej latem, może dziś za otrzymane pieniądze kupić nie jedno, a dwa analogiczne mieszkania w stolicy – o ile oczywiście kwotę w porę zamieniła na inną walutę.

Niektórzy z nich część swoich oszczędności zamienili jednak z powrotem na ruble, aby rzucić się na szybko taniejące (w stosunku do wartości dolara) sprzęty elektroniczne. Wyraźnie wzrósł też popyt na samochody. W stosunku do ubiegłego roku, niemal o 30 procent wzrosła wartość zakupów, które robi się w ostatnich miesiącach roku.

Wszystko to pokazuje, dlaczego w stolicy nie ma paniki. Denerwują się może tylko ci, którzy zaryzykowali i trzymali swoje oszczędności w bankach na rachunkach dolarowych – oni próbują jak najszybciej zmienić „wirtualny pieniądz" w gotówkę. Nie zawsze się to jednak udaje, ponieważ liczne rosyjskie organizacje finansowe ograniczają możliwości wypłaty środków z kont. Bez przedłożenia dokumentów świadczących, gdzie wypłacane pieniądze trafią, można z rachunku bankowego otrzymać nie więcej niż 600 tysięcy rubli (bądź równowartość tej kwoty w zagranicznej walucie zgodnie z bieżącym kursem rubla), a więc niecałe 10 tysięcy dolarów. Z kolei za granicę (bez owych dokumentów) przetransferować można nie więcej niż 5 tysięcy dolarów. Widać więc, że nawet mieszkańcy Moskwy, którzy trzymali oszczędności w dolarach czy euro, mają powody do niepokoju.

 

Chińczycy wracają po swoje

Poziom niepokoju w Moskwie jest jednak znacznie niższy, niż w regionach – tam króluje panika, a napędza ją często „mentalność prowincji". Na przykład w stolicy północnokaukaskiego Dagestanu, Machaczkale, w bankomatach (których zresztą nie ma tam zbyt wiele) zabrakło nie tylko zagranicznych walut, ale nawet rubli – urządzenia stoją puste. W bankach z kolei, żeby wypłacić więcej niż 10-15 tysięcy rubli, trzeba zapisywać się z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Kiedy już ludziom udaje się wypłacić środki z konta, wielu z nich pędzi nie do kantorów (tam od dawna nie ma już czego szukać) i nie na bazar, gdzie w ciągu dwóch pierwszych dni kryzysu rublowego można było kupić za 100 rubli jednego dolara i za 120 – jedno euro. Ludzie pędzą zamiast tego do sklepów, gdzie podobnie jak w dzieje się to w Moskwie – kupują elektronikę. Ci, którzy mają mniej pieniędzy trafiają do sklepów spożywczych.

Podobnie sprawy mają się na rosyjskim Dalekim Wschodzie – z tą tylko różnicą, że tam walutą rezerwową jest chiński juan, który wart jest już piętnaście rubli. Władywostok czy Chabarowsk tłumnie odwiedzają dziś mieszkańcy Chin, którzy sprawnie skupują większą elektronikę własnej produkcji, a nawet samochody.

Niepokój panuje w całym kraju, wyjątek stanowią jedynie regiony najbardziej rolnicze i patriarchalne, jak obwód biełgorodzki. Tam ludzie niemal nie posiadają oszczędności (większość z nich to mieszkańcy wsi) i drastyczny spadek wartości rubla nie jest dla nich problemem. Na razie nie rozumieją, jakie niesie on ze sobą zagrożenia, ponieważ są przekonani, że będą jedli tylko rodzime produkty, a o innych sprawach myśleć nie trzeba będzie.

Zresztą to nie Chińczycy zaczęli dziś najwięcej w Rosji kupować. Znacznie wzrosła wartość zakupów, które robią tam obywatele Białorusi, Kazachstanu i Armenii. Kazachowie i Białorusini poza samochodami, kosztownościami i elektroniką kupują nawet nieruchomości w przygranicznych rejonach.

 

Kirgiz wraca do domu

Znacznie mniej szczęścia mają inni obcokrajowcy w Federacji Rosyjskiej. Pracujący tam Tadżycy, Kirgizi i Uzbecy znaleźli się w jeszcze większych tarapatach niż sami Rosjanie. Symptomatyczne, że w kirgiskiej stolicy Biszkeku i tadżyckiej Duszanbe liczne banki przestały wymieniać ruble, ponieważ kurs tej waluty spadł tam niemal dwukrotnie. Dziś wielu migrantom po prostu nie odpowiada już przebywanie w Rosji i zaczynają wracać do domów – oczywiście ci, których na powrót stać.

Tymczasem mieszkańcy dużych rosyjskich miast muszą zacząć się zastanawiać, kto będzie prowadził autobusy, sprzątał ulice czy budował taniejące domy. W końcu wszystkie te zawody wykonywali przede wszystkim migranci zarobkowi z krajów centralnoazjatyckich. Za te same pieniądze, jakie płacono tym ostatnim (szczególnie w razie dalszego spadku wartości rubla) nie znajdzie się nikt, kto będzie chciał ich zastąpić.

Kryzys rublowy ma zresztą też wiele innych konsekwencji: mimo obowiązujących umów zatrzymane zostają dostawy, tymczasowo zamykane są niektóre sklepy, autosalony itd. Gdy gospodarka jest tak niestabilna, umowy oparte na starych cenach nie są przestrzegane – nikt nie chce z własnej woli popaść w biedę. W rezultacie wymiana handlowa zwalnia, później to samo dzieje się z działalnością producentów, którym brakuje materiałów i części zamiennych. W sklepach spożywczych brakuje zaś żywności.

Wszyscy mieszkańcy dawnego obozu socjalistycznego to znają: deficyt towarów. A co się dzieje, gdy spada ilość towarów? Rośnie niezadowolenie społeczne. Pytanie tylko, czy władzy uda się udowodnić obywatelom, że winnych nie powinno się szukać na Kremlu, a za oceanem bądź wśród przedstawicieli mitycznej „piątej kolumny", a więc – w samej Rosji.

 

Przełożył Zbigniew Rokita

 

Iwan Preobrażeński jest politologiem, członkiem klubu eksperckiego PL-RU, współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej".


Polecamy inne artykuły autora: Iwan Preobrażeński
Powrót
Najnowsze

Ochrońmy wspólnie Zamek na wodzie!

23.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Startuje 12. Festiwal "Wisła" w Moskwie!

23.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

Ciemna Noc Muzeów w Gdańsku, czyli historia kontrowersyjnej ballady

21.05.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Wrocław: Polska – Ukraina. Różne perspektywy wspólnej historii. Debata w Centrum Historii Zajezdnia

21.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Prof. Adolf Juzwenko laureatem nagrody PAU im. Jerzmanowskich

20.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu