Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nieodwzajemniona
2014-12-23
Maria Hys

Replika do tekstu Przyjaciel którego nie widać Piotra Pogorzelskiego z 8.12.2014.

Myli się Piotr Pogorzelski, gdy twierdzi, że Polska nie udziela pomocy Ukrainie oraz gdy pisze, iż na Ukrainie o Polsce jako o przyjacielu mówi się z przyzwyczajenia. Jest chyba dokładnie odwrotnie niż twierdzi.

Wygląda na to, że po raz kolejny w historii (podobnie postępowano za czasów Wiktora Juszczenki i Wiktora Janukowycza) władze ukraińskie uważają natomiast, iż polska przyjaźń się im po prostu należy i nie musi być proporcjonalnie odwzajemniana.

Być może ma Pogorzelski natomiast rację, gdy twierdzi, że przeciętni Ukraińcy tej pomocy nie widzą. To wielka szkoda.

 

Format „trzy minus jeden"

Najlepszym dowodem na brak zainteresowania Ukrainy pogłębianiem relacji z Polską jest spóźniona wizyta prezydenta Petra Poroszenki w Warszawie – doszło do niej pół roku po zaprzysiężeniu ukraińskiej głowy państwa. Warto pamiętać, że polski prezydent znalazł czas, by przyjechać na inaugurację Poroszenki. Jeszcze w trakcie rządów Janukowycza to były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski współtworzył z Patem Coxem (byłym szefem PE) specjalną grupę unijną, która negocjowała uwolnienie Julii Tymoszenko. Mimo rzeczywistego wsparcia, jakie przywódcy Majdanu otrzymali od Radosława Sikorskiego podczas słynnych ubiegłorocznych rozmów ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Francji i Polski z Janukowyczem, Ukraina nie wsparła pomysłu, by format ten odtworzyć w przypadku rozmów z Rosją. Do obecnego grona – nazwijmy to – negocjatorów dyskutujących z Władimirem Putinem o przyszłości konfliktu zbrojnego, wchodzą jedynie Niemcy i Francja. Ponadto Kijów na początku proponował włączenie do tej nieformalnej grupy także Wielkiej Brytanii, Włoch czy Holandii. Dlaczego wśród zaproszonych nie było Warszawy?

Nie można tłumaczyć tego brakiem wsparcia finansowego czy politycznego ze strony Polski. Gdyby władze ukraińskie rzeczywiście o nie zabiegały, polski konwój humanitarny do Doniecka pojechałby już dawno, bardziej zaawansowane byłyby też rozmowy o ewentualnej sprzedaży broni. Ile razy i w jak różnorodnych formatach prezydent Poroszenko czy premier Arsenij Jaceniuk rozmawiali z władzami USA zanim ustawa o wsparciu Ukrainy została przegłosowana przez amerykański Kongres, czy nawet ze wspominaną przez Pogorzelskiego Kanadą?

Tymczasem na poziomie unijnym Ukraina zawsze mogła liczyć na polskie wsparcie polityczne dla sankcji wobec Rosji czy separatystów. Polskie władze przyjęły też wszystkich poszkodowanych z Majdanu, którzy chcieli przyjechać na leczenie. Warto pamiętać, że to Polska jest głównym krajem docelowym dla ukraińskich cudzoziemców i to polskie konsulaty udzielają obywatelom Ukrainy największej ilości wiz w całej UE (obecnie jeszcze więcej niż dawniej – wynika to ze wzmożonego zainteresowania tzw. wizami schengeńskimi wśród Ukraińców).



Tylko tyle i aż tyle

Taka postawa władz ukraińskich ma dwie przyczyny.

Po pierwsze, Polska nie jest tak wpływowa i zamożna jak Niemcy czy Francja. Ponadto, mimo usilnych starań w ciągu ostatnich paru lat Warszawie nie udało się pozbyć łatki rusofoba – jak widać także w oczach Ukraińców.

O ile o pierwszej przyczynie komentatorzy wspominają często, o tyle o drugiej rzadziej. A jest nią chyba nadmierne wsparcie Ukrainy przez Polskę w poprzednich latach, zgodnie z zasadą, że powinnyśmy Ukraińców wspierać w każdych okolicznościach i w imię politycznej poprawności nie wspominać o sprawach dla nas ważnych. Do tego dochodzi też czynnik percepcyjny – ambiwalentny stosunek Ukrainy do Polski oraz niedocenianie polskiego potencjału gospodarczego i roli Warszawy w Europie. W oczach elity ukraińskiej Polska niby jest Zachodem, a jednak nim nie jest; niby jest ważnym inwestorem, ale zbyt rozdrobnionym; niby Lwów był kiedyś polski, ale o wiele łatwiej przyznać się do austro-węgierskiego dziedzictwa tego miasta. I nie można całej tej ambiwalencji tłumaczyć niewłaściwą polityka narodowościową II RP.

Zarówno polskie elity, jak i społeczeństwo nie roszczą sobie praw do Lwowa i całym sercem wpierają niepodległość i integralność terytorialną Ukrainy. Ale chcą też poszanowania swoich własnych interesów i poglądów. Tylko tyle i aż tyle.



Maria Hys jest dziennikarką zajmującą się problematyką wschodnią.




Powrót
Najnowsze

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Paszinjan kontra sądy

20.05.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Świadek Wieku – Na nowy wiek. Setne urodziny Herlinga-Grudzińskiego

19.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego 2019

17.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Litewska tradycja karania rządzących

16.05.2019
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Festiwal Filmów Polskich „Wisła”: Konkurs Główny

14.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu