Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Oblężenie Białego Domu
2015-03-31
Tomasz Pugacewicz

Amerykańskie dostawy broni dla Ukrainy mogą zmienić oblicze wojny. Obama wciąż się jednak na nie nie decyduje – mimo poparcia Kongresu i wielu wojskowych.


Pomimo nieudanej próby unormowania relacji z Rosją, prezydent USA wciąż sprzeciwia się dostawom broni na Ukrainę. Kontrastuje to z nastrojami kierownictwa sił zbrojnych USA oraz większości członków Kongresu. Barack Obama wciąż może uzasadniać swoje stanowisko brakiem poparcia dla takich dostaw ze strony amerykańskich obywateli.

 



Niezrealizowany plan Obamy

Pod koniec ubiegłego roku na blogu Bloomberg ukazał się artykuł Josha Rogina Niejawne wsparcie Obamy dla Rosji. Tekst powstał w oparciu o (jak się wydaje co najmniej w części kontrolowany) przeciek ze strony wysokiego szczebla pracowników Urzędu Białego Domu i Departamentu Stanu.

Autor zasugerował, że prezydent Obama chce kontynuować współpracę z Rosją – tak w relacjach dwustronnych, jak i w rozwiązywaniu światowych problemów. Mowa była także o „planie Obamy", który przewidywał, że w zamian za zniesienie części zachodnich sankcji, Rosja zrealizuje wrześniowe porozumienie z Mińska, a więc m.in. wycofa swoje siły zbrojne ze wschodniej Ukrainy. Kwestia uregulowania sprawy Krymu miała zostać odłożona.

Ważną przeszkodą w wypracowaniu porozumienia miała być jednak wzajemna nieufności i niechęć między prezydentami USA i Rosji. Jedynym oficjalnym kanałem komunikacji pozostały spotkania ministrów spraw zagranicznych obu państw (przy czym to John Kerry miał przejawiać najwięcej optymizmu, co do wypracowania porozumienia i rozpoczęcia współpracy).

Obama postanowił wykorzystać do negocjacji również Henry'ego Kissingera. Były sekretarz stanu uchodzi za osobę mającą dobry kontakt z Putinem, przyczynił się m.in. do wypracowania amerykańsko-rosyjskiego porozumienia w sprawie wycofania broni chemicznej z Syrii. Kissinger już na początku marca 2014 roku wezwał do uregulowania „kryzysu ukraińskiego" w oparciu o częściową realizację postulatów strony rosyjskiej.

Na początku bieżącego roku wydawało się, że amerykańsko-rosyjskie porozumienie jest bardziej realne niż kiedykolwiek. Wznowienie działań wojennych na wschodzie Ukrainy w połowie stycznia sprawiło, jednak że realizacja amerykańskiego planu pokojowego stała się trudna do uzasadnienia. Jednocześnie w USA coraz więcej osób zaczęło popierać dostawy broni na Ukrainę.

Jedną z osób, które zmieniły zdanie w sprawie dostaw na Ukrainę, jest Kerry. Już 5 lutego dziennikarz Rogin wskazał, że sekretarz stanu zajął nowe stanowisko, ponieważ wszystkie propozycje zgłaszane przez ostatni rok przez stronę amerykańską zostały przez Rosjan odrzucone. Kilka dni później ten sam dziennikarz w relacji z dorocznej konferencji o bezpieczeństwie w Monachium stwierdził, że w prywatnych rozmowach Kerry przyznaje, iż jest zwolennikiem dostarczenia Ukrainie broni.

Szef amerykańskiej dyplomacji dołączył tym samym do szerokiego grona pracowników Departamentu Stanu, którzy od dawna popierają dozbrojenie Kijowa. W szczególności dotyczy to pełniącej swoją funkcję od końca 2013 roku asystent sekretarza stanu ds. europejskich, Victorii Nuland – Rogin i „Der Spiegel" twierdzą, że należy ona do najgorętszych zwolenników rozpoczęcia dostaw sprzętu nad Dniepr.



Wojskowi z własnym zdaniem

To czego dyplomaci z Departamentu Stanu nie chcieli powiedzieć publicznie, zrobili za nich inni urzędnicy. Ważni dowódcy wojskowi i politycy związani z obronnością również popierają wysłanie uzbrojenia na Ukrainę.

Już na początku lutego, w czasie przesłuchań przed senacką komisją sił zbrojnych, ówczesny kandydat na sekretarza obrony, Ashton B. Carter stwierdził, że jest „bardzo pozytywnie nastawiony" do dostarczania broni Ukrainie, gdyż „musimy wspierać Ukraińców w samoobronie". Podobne stanowisko pod koniec lutego zaprezentował gen. Philip Breedlove, który pełni funkcję szefa Dowództwa Sił Zbrojnych USA w Europie i Naczelnego Dowódcy Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie. Także przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu USA gen. Martin Dempsey w marcu po raz pierwszy publicznie stwierdził, że „powinniśmy bezwarunkowo rozważyć dostarczanie pomocy w formie broni (lethal aid)". Tego samego dnia także dowódca Wojsk Lądowych USA w Europie gen. Ben Hodges wezwał do dostarczania broni Ukrainie.

Stanowisko amerykańskich wojskowych poparł dyrektor amerykańskiego wywiadu narodowego James Clapper. Stwierdził, że USA powinny dostarczyć Ukrainie broń wykorzystywaną głównie do celów obronnych. Zastrzegał jednak, że nie jest to oficjalne stanowisko wywiadu („To mówię tylko ja, James Clapper").

Presja wywierana na Obamę przez odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe przedstawicieli administracji federalnej wynika z prostego faktu: po przejęciu przez Republikanów kontroli nad Senatem, prezydentowi trudniej przeforsować w ich miejsce lojalne wobec siebie osoby.

Ponadto, czym bliżej końca drugiej kadencji Obamy, tym mniejsze są jego wpływy polityczne. W efekcie podwładni prezydenta będą poszukiwać porozumienia z którymś z potencjalnych następców. Z jednej strony, może to oznaczać ich zbliżenie do dominującego w Kongresie stanowiska Partii Republikańskiej, a z drugiej poparcie faworyta Partii Demokratycznej na kandydata w prezydenckich wyborach – Hillary Clinton. Clinton z kolei stara się pozycjonować nieco w opozycji do urzędującej głowy państwa i popiera dostawy broni na Ukrainę.



Kongres się niecierpliwi

Partia Republikańska od stycznia 2015 roku dominuje w obu izbach Kongresu USA. Wbrew głosom, że taka sytuacja doprowadzi do diametralnej zmiany stanowiska legislatywy w zakresie polityki USA wobec Ukrainy, niewiele się zmieniło. Zachowanie status quo wynika z faktu, że jeszcze przed wyborami do Kongresu w obu izbach został wypracowany konsensus co do potrzeby wspierania bronią Ukrainy. Jego pokłosiem była między innymi wspólna propozycja Ustawy o wspieraniu wolności na Ukrainie.

Jedyne co uległo zmianie to poziom frustracji amerykańskich polityków – zwiększa się on wobec braku dostaw broni. Dzieje się tak mimo faktu, że wspomniana ustawa przewiduje wysyłanie uzbrojenia i została podpisana przez prezydenta jeszcze w grudniu. Równie frustrujące okazały się informacje z końca 2014 roku o tym, że nawet dostawy wyposażenia wojskowego (non-lethal aid) nie są w pełni realizowane przez USA. Wynika to z niewystarczającego zaangażowania Urzędu Białego Domu.

Nie może więc dziwić, że dotychczasowa luźna koalicja senatorów z obu partii popierających dostawy broni na Ukrainę uległa sformalizowaniu. 9 lutego została powołana senacka grupa ds. Ukrainy, która stawia sobie za cel rozpoczęcie transferu uzbrojenia.

Kongres odgrywa także ważną rolę jako forum dla przedstawicieli administracji federalnej USA (do wyrażania poparcia dla dostaw) lub stwarzając okazję do ujawniania informacji sprzyjających rozpoczęciu wysyłania uzbrojenia (na przykład o skali obecności Rosji na Ukrainie).



Nieugięty prezydent

Swojego stanowiska nie zmienili jednak ani Barack Obama, ani jego najbliższe otoczenie w Urzędzie Białego Domu – w szczególności doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego, Susan Rice oraz szef personelu Denis McDonough.

Brak zgody na dostawy otoczenie Obamy tłumaczy przywołując pięć argumentów. Po pierwsze, ich zdaniem Rosja jest w stanie zrównoważyć każdą ilość dostarczanej przez USA broni, zwiększone zaangażowanie Moskwy doprowadzi zaś do dalszej eskalacji konfliktu. Po drugie, jednostronne rozpoczęcie amerykańskich dostaw – wobec sprzeciwu Niemiec – doprowadzi do dezintegracji wspólnej polityki państw NATO wobec Rosji. Te dwie tezy dominują. Po trzecie, od czasu zawarcia drugiego zawieszenia broni w Mińsku, Obama chce skupić się na rozwiązaniach dyplomatycznych. Po czwarte, jeśli dojdzie do dostaw amerykańskiego uzbrojenia, pojawi się pytanie o skalę obecności amerykańskich szkoleniowców na Ukrainie. Po piąte, istnieje niebezpieczeństwo, że amerykańskie uzbrojenie trafi w ręce separatystów.

Wobec dominacji zwolenników dostaw broni na Ukrainę wśród amerykańskich decydentów, Obama może liczyć na niewielkie wsparcie. W tej sytuacji rolę czołowego sojusznika prezydenta w USA w tej kwestii odgrywają przedstawiciele Niemiec. Kiedy na początku lutego pojawiły się głosy o tym, że Urząd Białego Domu ponownie rozważa wysyłkę uzbrojenia, w trakcie swojej wizyty 9 lutego w Waszyngtonie kanclerz Angela Merkel przekonywała o potrzebie powstrzymania się od takiego korku. I choć Obama podkreślał wtedy publicznie, że bierze się taką możliwość pod uwagę, Rogin pisał, iż prezydent przychylił się do zdania strony niemieckiej. Także Frank-Walter Steinmeier w trakcie swojej wizyty w USA w pierwszej połowie marca, podjął szereg działań na rzecz promocji niemieckiego stanowiska.

Możliwe, że również z inspiracji niemieckich władz w „Der Spiegel" 6 marca ukazał się artykuł krytykujący amerykańskich zwolenników dostaw broni na Ukrainę – w szczególności Nuland, Breedlove'a oraz Hodgesa. W tekście ujawniono, że Urząd Kanclerski uważa za „propagandę wojenną" twierdzenia Breedlove'a o tym, że Rosja dąży do koncentracji dużych sił wojskowych przy granicy z Ukrainą i prowadzi otwartą inwazję. Na poparcia stanowiska przytoczono oceny OBWE i niemieckiego wywiadu BND. Sam minister Steinmeier miał skrytykować wypowiedzi amerykańskiego generała w rozmowie z sekretarzem generalnym NATO.



Obywatele przeciwni?

Prezydent USA kontynuuje dotychczasową linię polityczną i wciąż nie zdecydował się na bezpośrednie negocjacje z Władimirem Putinem. Po pierwsze, wobec braku gwarancji sukcesu i fiaska zabiegów Kerry'ego, dyplomatyczne uregulowanie konfliktu jest scedowane na europejskich liderów. Jednocześnie USA wyrażają poparcie dla strony ukraińskiej przed kolejnymi rundami negocjacji w formacie normandzkim.

Po drugie, Obama popiera dalsze udzielanie pomocy gospodarczej Ukrainie. Trudno sobie wyobrazić, że najnowszy pakiet pomocy finansowej MFW dla Ukrainy może być realizowany bez zgody USA.

Po trzecie, prezydent Stanów Zjednoczonych w ograniczonym stopniu udziela pomocy wojskowej Ukrainie – i nie dotyczy to tylko całkowitego powstrzymywania się od dostaw broni. Z ujawnionych pod koniec 2014 roku informacji wynika, że USA dostarczyły zaledwie 50 procent wyposażenia wojskowego (non-lethal aid) z obiecanego sprzętu o łącznej wartości 118 milionów dolarów Ponadto Obama opóźnił szkolenia kilku ukraińskich batalionów przez amerykańskich wojskowych.

Po czwarte, nadal ważnym narzędziem oddziaływania pozostają nałożone na Rosję sankcje gospodarcze. Obama 4 marca przedłużył ich obowiązywanie o rok, a tydzień później objął sankcjami kolejnych ośmiu „separatystów" oraz jeden rosyjski bank.

 

***

 

W sporze o to, czy USA powinny dostarczać broń Ukrainie, obie strony zgadzają się, że dostawy nie doprowadzą do zwycięstwa wojskowego w starciu z Rosją. Dla przeciwników takich działań jest to argument przeciwko wysyłaniu uzbrojenia, gdyż doprowadzi ono do eskalacji konfliktu przez Rosję, która wciąż jeszcze nie „poszła na całość". Dla zwolenników dostaw, mają one podnieść cenę rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Dlaczego jednak zdecydowana presja nie przekonała Obamy do zmiany stanowiska? Wynika to z konstytucyjnych zapisów i praktyki politycznej – Kongres współkształtuje politykę zagraniczną USA, ale głównie poprzez zmienianie i korygowanie planów prezydenta, w szczególności poprzez modyfikowanie lub całkowite blokowanie jego pomysłów. O wiele trudniej jest Kongresowi zmusić prezydenta od podjęcia jakiegoś konkretnego działania, nawet jeśli znajdą się stosowne zapisy na ten temat w ustawach.

Ważne są też nastroje społeczne: dostawom sprzeciwia się wciąż większość obywateli USA.



Dr Tomasz Pugacewicz jest pracownikiem Uniwersytet Jagiellońskiego, gdzie w styczniu obronił rozprawę doktorską o mechanizmach kształtowania polityki zagranicznej USA.


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Pugacewicz
Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Donbas – pokoju nie będzie

08.08.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu