Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Odessa drugim Batumi
2015-06-01
Wojciech Wojtasiewicz

Przyjmując obywatelstwo ukraińskie, Saakaszwili straci gruzińskie. Być może stwierdził, że jego czas w Gruzji się skończył.

(Fot. Vladimer Shioshvili (cc) flickr.com)

 

Pierwsze pogłoski o nominacji Micheila Saakaszwilego na stanowisko gubernatora obwodu odeskiego pojawiły się w piątek wieczorem. Potwierdził je wiceszef administracji prezydenta Ukrainy Walerij Czały, a w sobotę rano w jego ślady poszli kolejni współpracownicy Petro Poroszenki oraz byłego prezydenta Gruzji. Wreszcie późnym popołudniem w Oddesie Poroszenko wręczył Saakaszwilemu akt powołania na stanowisko gubernatora obwodu odeskiego.

Jak poinformował rzecznik prezydenta Ukrainy Swiatosław Cehołko, nominacja była odpowiedzią na inicjatywę byłego prezydenta Gruzji. W swoim wystąpieniu po otrzymaniu nominacji ten ostatni powiedział, że Odessa powinna stać się „stolicą całego Morza Czarnego".

 

Odsunąć marionetkowy rząd

Wraz z przyjęciem oficjalnego stanowiska państwowego na Ukrainie i ukraińskiego obywatelstwa Micheil Saakaszwili powinien stracić obywatelstwo gruzińskie: tak stanowi gruzińskie prawo, które umożliwia Gruzinom posiadanie nie więcej niż jednego obywatelstwa. Ten sam przepis został zastosowany wobec byłego premiera i nieformalnego lidera koalicji Gruzińskie Marzenie Bidziny Iwaniszwilego, kiedy ten zaangażował się w działalność publiczną. Miliarderowi odebrano obywatelstwo gruzińskie po tym jak okazało się, że przyjął on w przeszłości francuskie.

Decyzja Micheila Saakaszwilego o objęciu stanowiska gubernatora obwodu odeskiego kłóci się z jego niedawnymi zapowiedziami, że w niedługim czasie wróci do Gruzji i przejmie w niej władzę, aby odsunąć od sterów państwa „oligarchę Iwaniszwilego i jego marionetkowy rząd". Z formalnego punktu widzenia utrata gruzińskiego obywatelstwa uniemożliwi mu sprawowanie jakichkolwiek funkcji państwowych w Gruzji – o ile zechciałby do niej wrócić (poza granicami kraju przebywa od jesieni 2013 roku). Sam Saakaszwili jeszcze kilka miesięcy temu podkreślał jak ważne jest dla niego zachowanie gruzińskiego obywatelstwa – właśnie z tego powodu miał odmówić objęcia na początku bieżącego roku stanowisk wicepremiera Ukrainy oraz szefa biura antykorupcyjnego.

Jak jednak podkreślił sam zainteresowany, kwestia ta nie stanowi dla niego problemu. Saakaszwili odwołał się do przypadków Eduarda Szewardnadzego i Iwaniszwilego, którzy przejmując władzę w Gruzji także nie posiadali gruzińskiego obywatelstwa. Jego utrata w perspektywie krótkoterminowej może być dla niego wręcz korzystna: według minister sprawiedliwości Tei Culukiani zarzuty gruzińskiej prokuratury wobec byłego prezydenta staną się bezprzedmiotowe, gdy Misza straci obywatelstwo Gruzji.

 

Dawny prezydent, przyszły premier?

Można wskazać kilka hipotetycznych przyczyn postępowania Miszy.

Po pierwsze, Micheil Saakaszwili mógł stwierdzić, że popełnił kilka miesięcy temu błąd odmawiając Poroszence objęcia wysokich stanowisk państwowych. Być może funkcja osobistego doradcy prezydenta Ukrainy i szefa Międzynarodowej Rady Konsultacyjnej ds. Reform na Ukrainie nie zaspokaja jego ambicji.

To ryzykowny krok. Saakaszwilemu udało się zgromadzić w Radzie grupę doświadczonych polityków (w jej skład weszli m.in. Aleksander Kwaśniewski, były szef szwedzkiego MSZ Carl Bildt, byli premierzy Słowacji i Litwy Mikuláš Dzurinda i Andrius Kubilius). Odniósł w ten sposób sukces i miał szansę na wypracowanie przydatnych rekomendacji.

Na nowym stanowisku Saakaszwili może ponieść porażkę. Będzie musiał podjąć się reformy obwodu w niemal wszystkich sferach oraz naruszyć lokalne układy (spore wpływy w regionie ma m.in. Ihor Kołomojski) i powiązania korupcyjno-polityczno-biznesowe. Pojawiają się również głosy, że Poroszenko zdecydował się na tę nominację, aby w przyszłości, po odniesieniu sukcesu przez byłego prezydenta Gruzji, powołać go na stanowisko premiera.

Otwartym pozostaje pytanie, kogo Saakaszwili poprosi o pomoc? Nie można wykluczyć, że zdecyduje się na ściągnięcie na Ukrainę kolejnych byłych współpracowników, co będzie oznaczało osłabienie potencjału jego partii – Zjednoczonego Ruchu Narodowego.

 

Naczynia połączone

Po drugie, Saakaszwili mógł w końcu dojść do wniosku, że jego czas w gruzińskiej polityce minął: mimo rozczarowania części Gruzinów polityką obecnych władz, zaufanie do jego partii (i do niego osobiście) nie wzrasta. Choć ZRN nie rozpadł się po przegranych wyborach parlamentarnych 2012 roku i jest największą partią opozycyjną, nie jest w stanie wygrać kolejnej elekcji i przejąć władzę. Partia najpewniej targana jest konfliktami wewnętrznymi: mówił o tym niedawno premier Irakli Garibaszwili (według niego ugrupowanie Saakaszwilego w niedługim czasie rozpadnie się na trzy części). O problemach świadczy także zeszłotygodniowe odejście czterech deputowanych z klubu parlamentarnego. W szeregach ZRN brakuje nowych twarzy, a partii atrakcyjnego programu politycznego, który mógłby być odpowiedzią na kryzys gospodarczy w kraju (jego przejawem jest m.in. spadek o około 30 procent wartości narodowej waluty lari).

Chaos w ZRN może pogłębić się jeszcze bardziej w związku z koniecznością zrezygnowania przez Saakaszwilego z funkcji przewodniczącego partii. Bez gruzińskiego obywatelstwa były prezydent nie będzie mógł być formalnym liderem ugrupowania, choć może pozostać jego nieformalnym patronem.

 

Gubernator zamiast belfra

Po trzecie, decyzja o objęciu stanowiska gubernatora obwodu odeskiego mogła być podjęta pod wpływem impulsu – możliwe, że niezaspokojone ambicje nie pozwalały mu dłużej odgrywać nieeksponowanej roli doradcy prezydenta Ukrainy. Były prezydent Gruzji mógł chcieć zyskać namiastkę realnej władzy, otrzymać w swój zarząd cały obwód – pod względem terytorium i potencjału ludnościowego zbliżony do swojej ojczyzny.

***

Jedno jest pewne: były prezydent Gruzji rozpoczyna kolejny etap swojej nietuzinkowej kariery. Wydarzenia na Ukrainie stały się dla Saakaszwilego wielką szansą na kontynuację działalności publicznej. Na nowym stanowisku będzie ona bardziej ekscytująca niż praca wykładowcy na jednej z amerykańskim uczelni wyższych – a tym jeszcze do niedawna zajmował się Misza.

 

Wojciech Wojtasiewicz

 


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu