Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Tarcza antyrakietowa to zagłada dla Polski
2015-07-24
Kuba Benedyczak

Rosjanie mogą utracić możliwość odpowiedzi nuklearnej wobec USA. Amerykanie staliby się wówczas światowym hegemonem, zdolnym narzucać swoją wolę. Nie tylko Rosji.



 

„Szybkość pocisku w niskiej temperaturze
zależy w znacznym stopniu od własności celu,
od pędu do ogrzania się w muskulaturze
torsu lub szyi węźlastym spleceniu"
Josif Brodski, Wiersze o kampanii wrześniowej 1980 roku

 

Sekretarz obrony USA Ash Carter zapowiedział, że USA rozlokują 250 czołgów i pojazdów opancerzonych, a także drony i sprzęt artyleryjski w Polsce, Bułgarii, Rumunii, Estonii, Niemczech, na Łotwie i Litwie. Szefowie Sojuszu Północnoatlantyckiego podjęli również decyzję o zwiększeniu potencjału sił szybkiego reagowania w Europie z kilkunastu do 40 tysięcy żołnierzy. Jeszcze na wrześniowym szczycie NATO wydzielono tzw. szpicę, czyli 5 tysięcy żołnierzy zdolnych zareagować w ciągu dwóch dni. Plany zostaną wdrożone w przyszłym roku. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej.



Ich wybór

Uczestnictwo Polski w strategii NATO jest logiczne i racjonalne. Obecny rząd nie ma jednak zamiaru rezygnować z tarczy antyrakietowej: w 2018 roku w Redzikowie koło Słupska zostaną rozmieszczone pierwsze elementy amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Polska wpada więc coraz bardziej w amok, za który może bardzo drogo zapłacić. O wiele drożej niż w 1939 roku.

O ile rozbudowa sił NATO w Europie „jedynie" zdenerwowała Rosjan, o tyle wiadomość o tarczy antyrakietowej doprowadziła ich do szewskiej pasji. Zastępca sekretarza rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Jewgienij Łukjanow tego samego dnia ostrzegł, że Polska i Rumunia rozmieszczając elementy tarczy rakietowej narażają się na duże niebezpieczeństwo. Powiedział o Warszawie i Bukareszcie: „Jeśli podoba im się to, by z powodu amerykańskich zbrojeń stać się celami, to jest to ich wybór".

Nie są to tradycyjne strachy na Lachy.



Nie tylko rosyjskie trolle

W 2001 roku pięćdziesięciu amerykańskich laureatów Nagrody Nobla zaapelowało do Georga W. Busha, by ten nie podejmował kroków niezgodnych z tymczasowym traktatem o ograniczeniu rozwoju, testowania i rozmieszczania systemów antybalistycznych. Mieli na uwadze nie tylko wadliwość amerykańskiego Systemu Obrony Antybalistycznej, ale też fakt, że w ten sposób rozpocznie się nowy wyścig zbrojeń. Po zamachu na World Trade Center Stany Zjednoczone wypowiedziały traktat. Rosja uczyniła to rok później.

W 2009 roku w podobnym tonie do Baracka Obamy napisało dwudziestu amerykańskich laureatów Nagrody Nobla: „Ten system nie ma żadnej zdolności obrony (…) rozmieszczając elementy tarczy antyrakietowej podkopiemy relacje z Rosją, która jest niezbędna, by osiągnąć postęp w wielu kwestiach związanych z bezpieczeństwem, włączając w to redukcję broni atomowej i zatrzymanie irańskiego programu nuklearnego".

Z kolei jeszcze pod koniec czerwca tego roku, wiceszef należącej do Departamentu Obrony Agencji Obrony Antybalistycznej generał Kenneth Todoroy powiedział: „Nie możemy dalej kupować wartych wiele milionów dolarów przeciwrakiet, które mają przechwytywać coraz tańsze rakiety przeciwników". Przyznał tym samym, że system wymaga gruntownej reformy, ponieważ – nie gwarantuje bezpieczeństwa.

Od 2001 roku przez Czechy i Niemcy wielokrotnie przetoczyły się demonstracje przeciwko planom rozmieszczenia tarczy antyrakietowej w ich krajach. Za protestami nie stały jednak tylko rosyjskie trolle, użyteczni idioci, niepoprawni ekolodzy i rosyjska piąta kolumna.



Skorpiony w butelce

Mainstreamowe polskie media nie mówią prawdy o systemie obrony antybatalistycznej. Długofalowym założeniem tarczy antyrakietowej jest zatrzymanie potencjału nuklearnego Rosji, a w przyszłości być może Chin. Kilka lat temu pułkownik Eugeniusz Januła w magazynie „Obywatel"pisał: „Tylko człowiek o niewielkim ilorazie inteligencji może wierzyć, że Kim Dzong Il wyśle swoje rakiety (…) torem równoleżnikowym poprzez terytorium Polski na Stany Zjednoczone. Również irańskie rakiety (…) musiałyby nadłożyć około 2500 km, żeby lecąc optymalną trasą nad biegunem północnym zboczyć nad terytorium Polski, aby dać się tam zestrzelić. Rakiety startujące z terytorium Iranu najlepiej jest zestrzeliwać z obszaru sąsiedniej Turcji, natomiast te, które przeniknęłyby przez pierwszą strefę obrony, byłyby strącane z końcówki włoskiego buta".

Amerykański autorytet w dziedzinie obrony antybatalistycznej profesor Theodor Postol wyliczył, że jeśli do 2035 roku Amerykanom udałoby się zainstalować w Europie (tak jak to planują) skomplikowany system antyrakietowy, Rosjanie utracą możliwość odpowiedzi nuklearnej wobec USA. Dotychczas zarówno Waszyngton i Moskwa, zgodnie ze słowami Roberta Oppenheimera „żyły jak zamknięte w butelce dwa skorpiony, jeden może zabić drugiego, ale tylko ryzykując własnym życiem". W ten sposób utrzymywały „równowagę strachu", która sprawdzała się przez cały okres zimnej wojny oraz po upadku ZSRR. Plany Amerykanów, choć ci konsekwentnie temu zaprzeczają, zakładają możliwość zestrzelenia rosyjskich rakiet z głowicami nuklearnymi, tak by te nie doleciały do ich terytorium. Amerykanie staliby się wówczas światowym hegemonem, zdolnym narzucać swoją wolę. Nie tylko Rosji.

Znamienne, że kiedy Moskwa zaproponowała Waszyngtonowi zgodę na umieszczenie tarczy w Polsce pod warunkiem podpisania umowy o nieużywaniu jej przeciwko Rosji, otrzymała odpowiedź odmowną.



Nowy wyścig zbrojeń

W amerykańskim planie tkwi wszakże „pewna luka". Rosjanie (i na razie słabsi w tym względzie Chińczycy, ale też Indie, Wielka Brytania, Pakistan czy Francja) nie zamierzają siedzieć z założonymi rękami i czekać, co wymyślą za oceanem. Tu leży pies pogrzebany, bowiem Amerykanie swoim projektem wywołali dżina wyścigu zbrojeń. Rosjanie i Chińczycy zrobią wszystko, by Amerykanie nie zdobyli statusu nuklearnego hegemona.

Od kilku lat trwa modernizacja rosyjskiego arsenału nuklearnego. Co więcej, możliwe, że Moskwa łamie traktat o likwidacji pocisków rakietowych średniego zasięgu z 1987 roku. Chińczycy zapowiedzieli uzbrojenie swoich łodzi podwodnych w rakiety atomowe. W ich zasięgu znajdą się Stany Zjednoczone, co w dalekiej przyszłości może zakwestionować dominację USA na Pacyfiku. Amerykanie natomiast już rok temu zapowiedzieli trzydziestoletni program zbrojeniowy, mający kosztować bilion dolarów (najdroższy program w historii). Do tego dojdą jeszcze inwestycje amerykańskich koncernów zbrojeniowych, niezwykle wpływowych jeśli chodzi o podejmowanie decyzji politycznych. O zwiększeniu zbrojeń nuklearnych Indii i Pakistanu nie trzeba nawet wspominać.

Od 2001 roku sytuacja polityczna nie sprzyja rozbrojeniu, bo w tym czasie świat doświadczył napaści amerykańskiej „koalicji" na Irak i Afganistan, arabskiej wiosny, powstania państwa islamskiego, rosyjskiej aneksji Krymu i podpalania przez nią wschodniej Ukrainy.



Miękkie serce Amerykanów

Jak ma się do tego Polska? Najlepiej wyraził to Wiktor Litowkin, wojskowy komentator agencji TASS w „Gazecie Wyborczej" „Każda jądrowa głowica rakiety balistycznej ma na stałe zaprogramowaną drogę do konkretnego celu. Mamy dziś 515 pocisków balistycznych jedno- i wielogłowicowych. Władimir Putin zapowiedział, że w tym roku rakietowe wojska strategiczne otrzymają kolejnych 40. Niektóre z nich zostaną pewnie na sztywno zaprogramowane na wasze Redzikowo".

Aktywne uczestnictwo Polski w NATO to jedno, ale Polska zamierza wcisnąć głowę między młot a kowadło w wyścigu zbrojeń, który właśnie powrócił. W przypadku (nieuchronnej?) konfrontacji Rosji ze Stanami Zjednoczonymi staniemy się jednym z pierwszych celów rosyjskich rakiet. Będąc poligonem starcia dwóch potęg nuklearnych z Polski niewiele pozostanie.

Wbrew temu co powiedziała premier Ewa Kopacz w Polskim Radiu, Waszyngtonowi nie „leży na sercu bezpieczeństwo Polski". Kraj ten, wyjątkowo pragmatyczny, ma swoje interesy i zatargi. Polska jest jedynie instrumentem w jego rękach. Naszemu państwu przydałaby się amerykańska pragmatyka. I nie chodzi tu wcale o serwilizm wobec Rosji. Fetyszyzowana tarcza antyrakietowa po prostu nas przed nią nie obroni, ponieważ system jest wadliwy i Rosjanie go ominą. Kreml przyspieszy zbrojenia jeszcze bardziej niż do tej pory, nawet kosztem własnej gospodarki i społeczeństwa. Jedyny efekt amerykańskiego systemu dla Polski jest taki, że znajdziemy się na pierwszej linii frontu, będąc jak karp, oczekujący na wigilię. Chyba, że sami uzyskalibyśmy dostęp do broni atomowej – na to się jednak nie zanosi…

 

Człowiek przetrwał tylko dzięki zbrodniom swym

Polskiej gorączce towarzyszy dodatkowo fascynacja siłą militarną NATO (czytaj: militaryzmem) i poczucie, że należy pokazać Rosji gdzie jej miejsce. Kiedy przez Polskę przejeżdżała kawalkada amerykańskich transportowców i hummerów na ulice wyszli uradowani ludzie, a media triumfalnie informowały o demonstracji siły sojuszniczej armii.

Tworzy to niebezpieczną sytuację – w sensie psychologicznym. Rosjanie są święcie przekonani, że Amerykanie wraz z sojusznikami chcą zniszczyć ich kraj, dlatego muszą się przed nimi bronić – z tego punktu widzenia rosyjskie zbrojenia stanowiłyby jedynie odpowiedź na zachodnie zagrożenie. Amerykanie i Unia Europejska uskuteczniają narrację o nieobliczalnym Putnie, zdolnym wysadzić kulę ziemską w powietrze i którego trzeba powstrzymać. Wniosek: również z naszego punktu widzenia zbrojenia są odpowiedzią na niebezpieczeństwo ze strony rywala. Wzrasta obustronna tolerancja dla konfliktu zbrojnego, podbijana medialną atmosferą obrzydzania i karykaturyzowania „tych po drugiej stronie".

Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia przed I wojną światową. Obywatele państw ententy mieli pewność, że wszelkimi sposobami muszą zatrzymać pruski militaryzm. Sposób myślenia Niemców wyraził jeden z liderów początkowo przeciwnej wojnie SPD Otto Brau: „Czy mamy pozwolić, aby półazjatyckie, spite wódką hordy rosyjskich kozaków tratowały niemieckie niwy, męczyły niemieckie kobiety i dzieci, niszczyły niemiecką kulturę? Na takie pytanie należy teraz odpowiedzieć!".

UE i USA po jednej stronie, a Rosja i jej sojusznicy po drugiej, zaczynają dochodzić do punktu, w którym nikt już nie pamięta od czego zaczął się konflikt. Ponad wszelką wątpliwość wiadomo tylko jedno: przeciwnika należy rzucić na kolana. Należy postąpić z nim wedle słów Kurta Weilla: „Tak masz człowieku żyć, żeby się nie dać/ więc musisz innych zgnębić, zdusić, w ziemię ich wryć!/ I wy musicie się pogodzić z tym, że człowiek przetrwał tylko dzięki zbrodniom swym!".

Głosy mówiące, że to Rosjanie zaczęli, zaanektowali Krym, wspierają separatystów można sobie podarować. Są nieistotne, gdy w grę wchodzi broń atomowa: nie ma znaczenia kto zaczął, ważne jak wszyscy możemy skończyć.



Czytajcie Fromma!

Znamienne, że Polacy po raz kolejny w swojej historii utracili czysto zwierzęcy instynkt przetrwania, nie czując strachu przed rosyjskimi głowicami nuklearnymi, które za chwilę zostaną skierowane na Pomorze. Trzeba to sobie uświadomić. W Kaliningradzie, trochę ponad 150 kilometrów od Gdańska staną jądrowe głowice rakiet balistycznych wycelowane w nasz kraj, który jest wobec nich całkowicie bezbronny. Zgoda na tarczę antyrakietową, może sprowadzić na Polskę katastrofę gorszą niż ta w 1939 roku. W przypadku wojny grozi nam nie okupacja czy utrata niepodległości, ale całkowite unicestwienie. Insurekcje i tajne komplety przestaną być potrzebne.

Być może ludzie, którzy widzą, w jaką otchłań pchają Polskę jej rządzący – dwie największe partie polityczne osiągnęły konsensus, uważając, że tarcza jest „niezbędna" – powinni przypominać, wydawałoby się już przestarzałych Ericha Fromma czy Andrieja Sacharowa. Pierwszy pisał pod koniec życia: „Niebezpieczeństwo wojny nuklearnej jest tak blisko odczuwalne, że wydaje się prawdopodobne, że człowiek osiągnie nowy stan barbarzyństwa, zanim nawet będzie miał szansę znaleźć drogę do humanistycznego industrializmu (...) Jeśli więcej ludzi uświadomi sobie różnice między miłością życia a miłością śmierci, jeśli uświadomią sobie, jak daleko już posunęli się w kierunku nekrofilii, sam ten szok może wywołać nowe, zdrowe reakcje. Co więcej, może wzrosnąć wrażliwość skierowana na tych, którzy przedkładają śmierć; wielu będzie mogło przeniknąć nabożne racjonalizacje zwolenników śmierci i zmienić swój podziw dla nich w odrazę".

A może zwierzęcy strach zwycięży w Polakach nad nekrofilią?



Kuba Benedyczak


Powrót
Najnowsze

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Paszinjan kontra sądy

20.05.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Świadek Wieku – Na nowy wiek. Setne urodziny Herlinga-Grudzińskiego

19.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego 2019

17.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Litewska tradycja karania rządzących

16.05.2019
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Festiwal Filmów Polskich „Wisła”: Konkurs Główny

14.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu