Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Być czy mieć
2015-11-04
Krzysztof Kolanowski

Prezydent Andrzej Duda zawetował 26 października nowelizację ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym.

Fot. Lukas Plewnia/www.polen-heute.de (cc) commons.wikimedia.org

 

Gest głowy państwa nie zmieni sytuacji mniejszości, czyli nie uszczupli jej praw. Projekt ustawy te prawa porządkował, a w pewnych przypadkach rozszerzał. Obecnie użycie pomocniczego języka usankcjonowane jest jedynie na poziomie gmin. Zwykle prawo to wiąże się z podwójnym zapisem nazw wsi czy miast – w Polsce takich miejscowości jest 1211, najwięcej w województwach opolskim i śląskim (język niemiecki), podlaskim (litewski i białoruski), pomorskim (kaszubski) i małopolskim (łemkowski). Dotychczasowa ustawa daje również możliwość używania swojego języka w kontaktach oficjalnych obywatelom należącym do mniejszości narodowych w gminach, w których mniejszość ta stanowi przynajmniej 20 procent mieszkańców. Dzięki niej można zwrócić się do władz gminnych w języku pomocniczym i na żądanie otrzymać w tym języku odpowiedź. W Polsce mamy trzydzieści trzy takie gminy.

Nowelizacja gwarantowałaby podobne prawa na poziomie powiatów, a także możliwość uzyskiwania zaświadczeń w języku polskim i pomocniczym. Również obcokrajowcy z państw UE i EFTA mogliby wykorzystywać język pomocniczy w kontaktach z urzędami. Nowelizacja byłaby więc logiczną kontynuacją dotychczasowej polityki.

Nie byłaby to rewolucja i nie wymagałaby dużych nakładów. Witold Liszkowski (Vytautas Liškauskas), wójt Puńska (gminy na Suwalszczyźnie zamieszkałej w większości przez ludność litewską i używającą języka litewskiego jako pomocniczego) twierdzi wręcz, że koszty byłyby zerowe. Argument prezydenta, jakoby skutki finansowe tej nowelizacji były niedoszacowane, nie wydaje się mieć mocnych podstaw.

 

Witkowski – Vitkauskas

Weto Dudy z uwagą odnotowały media litewskie. Przez ostatnie kilka lat bacznie przyglądały się one sytuacji mniejszości litewskiej w Polsce. I choć państwa nie kształtują swej polityki wobec mniejszości narodowych na zasadzie wzajemności, polscy politycy chętnie wskazywali na własne praktyki w tym zakresie. Miało to skłonić drugą stronę do większych ustępstw i nadania praw swym mniejszościom etnicznym (zwłaszcza polskiej).

Litewskie media prawicowe (konserwatywne lub narodowe) często informowały, że sytuacja mniejszości litewskiej w Polsce (chodziło zwłaszcza o możliwość publicznego używania języka litewskiego bądź zapisu nazwisk zgodnie z ortografią litewską) wygląda zgoła inaczej, niż ją rysują działacze mniejszości polskiej na Litwie bądź polscy politycy. W doniesieniach tych w emocjonalnym tonie zarzucano często polskiej stronie dwulicowość. Cykl takich tekstów otworzył Alvydas Butkus, znawca języka łotewskiego i znany orędownik pojednania obu narodów bałtyckich. W 2010 roku wrócił oburzony z Puńska i okolic, gdzie w wielu miejscach nie dostrzegł dwujęzycznych tabliczek z nazwami ulic, dowiedział się także, że w dokumentach miejscowych Litwinów ich nazwiska są pisane zgodnie z fonetyką polską.

Problemy Litwinów w Polsce zwykle nie wynikały jednak z braku odpowiednich regulacji, lecz z miejscowych realiów. Przykładowo, niewiele osób skorzystało z ustawowej możliwości przywrócenia litewskiej pisowni swojego nazwiska – powstrzymywano się od tego kroku, by uniknąć wymiany wszystkich dokumentów oraz konieczności ciągłego przeliterowywania nazwiska w polskich urzędach i instytucjach (zwłaszcza gdyby miało ono zawierać litewskie znaki diakrytyczne). Niektórzy obawiali się utrudnień, a nawet szykan. W związku z tym większość polskich Litwinów nadal używa dwóch wersji swojego nazwiska – urzędowej-polskiej (np. Witkowski, Gryguć, Uździło, Gasperowicz) i prywatnej-litewskiej (Vitkauskas, Grygutis, Uzdila, Gasperavičius).

 

Oddemonizować

Teraz środowiska te otrzymują jednak nowy argument. Weto prezydenta pokazuje, że ustalanie ram prawnych dla funkcjonowania mniejszości narodowych również w Polsce nie przebiega bez trudności. Oczywiście, takie argumenty mają usprawiedliwić utrzymanie status quo na Litwie – Litwini mogą spytać, dlaczego mają być bardziej papiescy niż papież.

Symptomatyczna jest entuzjastyczna reakcja bardzo eurosceptycznego i prawicowego (w duchu orbanowskim) litewskiego dziennika „Respublika" – prezydent Duda przedstawiony został tam jako obrońca narodowych wartości, który rzekomo „zablokował możliwość wykorzystania języków mniejszościowych w kontaktach z samorządami", przez co pokazał, „co w jego państwie jest najważniejsze – język urzędowy". Autor artykułu ubolewa, że sytuacja na Litwie jest inna. Jego zdaniem Litwini zbytnio tolerują żądania mniejszości polskiej, która jakoby chce „język państwowy uczynić nieobowiązkowym i uzupełnić alfabet litewski o dodatkowe litery" (aluzja do postulatu, by polskie nazwiska zapisywać zgodnie z ortografią polską).

Oficjalne Wilno jest jednak bardziej powściągliwe niż media. Minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius zastrzegł, że nie spieszyłby się z kategoryczną oceną. „Litwa i Polska mogą w duchu dialogu i dobrego sąsiedztwa rozwiązywać wszelkie kwestie związane z mniejszościami narodowymi" – powiedział on. Przy okazji zaznaczył, że na Litwie do urzędów należy się zwracać w języku państwowym, jednak „nikt nie traktuje tego zbyt biurokratycznie i gdyby obywatel zwrócił się elektronicznie w języku mniejszości narodowej, nie zostałby zignorowany."

Weto prezydenta Dudy utrzymuje status quo, czyli nie ogranicza ani też nie poszerza praw mniejszości narodowych. Jednak w kontekście sukcesu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości wpisuje się ono w odwieczną dyskusję o tym, czy państwo jest tworzone przez naród, czy przez swych obywateli, a także czy mniejszości narodowe są podmiotem, czy tylko przedmiotem jego polityki.

Praw współobywateli (podkreślmy: takich, którzy od pokoleń zamieszkują ziemie współczesnej Polski) do używania własnego języka nie powinno się rozpatrywać pod kątem kosztów, jakie ich egzekucja może generować. To zresztą koszty znacznie niższe niż te, których wymagałoby wypełnienie którejkolwiek obietnicy wyborczej z ostatniej kampanii. W tym przypadku weto to działanie na rzecz odpodmiotowienia części społeczeństwa, która w świetle Konstytucji ma takie same prawa jak polskojęzyczna większość. Z kolei w kontekście relacji polsko-litewskich takie posunięcie może sprawić, że będą jeszcze mniej słyszalne głosy tych polityków i intelektualistów z Litwy (litewskich i polskich), którzy nawołują do oddemonizowania kwestii związanych z prawami mniejszości polskiej i nadania jej podobnych praw.

 

Krzysztof Kolanowski


Polecamy inne artykuły autora: Krzysztof Kolanowski
Powrót
Najnowsze

Rycerz w mitycznej skórze

11.12.2017
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Białoruskie antypody

08.12.2017
Karolina Słowik
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu