Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Walka o wodę
2016-03-30
Ewa Polak

Po ponad tygodniowej wojnie psychologicznej uzbeckie wojska wycofały się ze spornych terenów w Kirgistanie. Problemu jednak nie rozwiązano, a niepokój pozostał.

Fot. U.S. Air Force  (cc) commons.wikimedia.org

Granice państw w Azji Centralnej tworzą zygzaki, są często nieregularne. Kotlina Fergańska jest wręcz podręcznikowym przykładem zasady „dziel i rządź": ziemie zostały tam podzielone przez radziecką Moskwę w ten sposób, aby mogły wywoływać spory. Teraz, gdy centralnoazjatyckie państwa są niepodległe, same muszą stawić czoła konfliktogennemu bałaganowi.

 

Noworoczna eskalacja

Około czterdziestu uzbeckich żołnierzy wraz z dwoma ciężarówkami i pojazdami opancerzonymi wkroczyło 18 marca na terytorium Kirgistanu w okolicach miejscowości Czalasart. To sporne ziemie, które znajdują się pomiędzy uzbeckim obwodem namangańskim a kirgiskim obwodem dżalalabadzkim. W ten sposób odcięto drogę do kirgiskich miejscowości Kerben i Ala-Buka. Kirgizi nie pozostali Uzbekom dłużni. Wprowadzili analogiczne siły i zablokowali drogi do uzbeckich enklaw – Soch i Szahimardan. Kirgiski prezydent Almazbek Atambajew zapowiedział, że Kirgistan nie dąży do wojny, jednak w razie ataku, jest w stanie na niego odpowiedzieć. Po ponad tygodniu napięcia i niepewności liczebność wojsk po obu stronach została zmniejszona, a następnie całkowicie je wycofano.

 

Mimo tlących się od dziesięcioleci i wciąż nierozwiązanych sporów granicznych w Azji Centralnej, wybuch uzbecko-kirgiskiego konfliktu przyjęto z zaskoczeniem. W przeszłości funkcjonariuszom Uzbekistanu niejednokrotnie zdarzało się użyć broni palnej, jednak głównie w stosunku do osób nielegalnie przekraczających granice. To, że Taszkent traktuje otrzymane w spadku po ZSRR granice jako niepodważalne, świadczy retoryka Uzbekistanu. Ponadto prezydent Islam Karimow lubi grać – wobec społeczności międzynarodowej i współobywateli – kartą pokoju i stabilności: w ten sposób kontrastuje sytuację w swoim kraju z wojną domową w Tadżykistanie czy rewolucjami z Kirgistanie. Co zatem skłoniło Uzbeków do kontestowania status quo?

 

Uzbecka bolączka

Choć Uzbecy nie są skorzy do wywoływania konfliktów o ziemię, ich poważnym zmartwieniem jest woda. W czasach ZSRR Uzbekistan stał się jedną z największych na świecie plantacji bawełny, a republika była blisko katastrofy ekologicznej. Monokultura „białego złota" doprowadziła do wyjałowienia ziemi, wysychania dwóch największych rzek Azji Centralnej – Amu-Darii i Syr-Darii – oraz zniszczenia Jeziora Aralskiego.

 

Podejmowane są starania mające na celu zwiększenie areału upraw roślin jadalnych, jednak wymagająca nawadniania bawełna wciąż stanowi największą część uzbeckiej produkcji rolnej. Dlatego też Taszkent sprzeciwiał się budowie zapory Rogun na Wachszu w Tadżykistanie. Zdaniem strony uzbeckiej wymusiłaby ona ograniczenie uprawy bawełny, której sprzedaż stanowi około 60 procent wartości krajowego handlu zagranicznego.

 

Do czasu uzbecko-kirgiskiego konfliktu granicznego znacznie mniej uwagi poświęcano natomiast spornej kwestii zbiornika Orto-Koi – wypłynęła ona teraz. Znajdujący się na terenie Kirgistanu (choć leży jedynie około pięć kilometrów od granicy z Uzbekistanem) rezerwuar wodny został zbudowany z polecenia Moskwy; następnie był powiększany i odrestaurowywany przez Uzbeków, którzy do dziś są przekonani, że mają do niego prawo. Kirgizi zaś nie bez racji zauważają, że zbiornik znajduje się na ich terytorium, więc to oni mogą stawiać warunki korzystania z niego.

 

Bezpośrednio przed pojawieniem się wojsk uzbeckich na spornych terenach, Taszkent sygnalizował, że coraz bardziej interesuje się Orto-Koi. Według specjalnego wysłannika kirgiskiego rządu do spraw granicznych Kurbanbaja Iskandarowa Uzbecy mieli się zwrócić z prośbą o zgodę na wysłanie specjalistów i przeprowadzenie prac restauracyjnych zbiornika. Prośba została odrzucona, co musiało urazić uzbecką dumę oraz potencjalnie zagrozić ich wodnym interesom w regionie. Ponadto zdaniem uzbeckiego MSZ już od początku marca Taszkent zabiegał o zgodę na przekazanie noworocznej (Nowruz obchodzony jest zarówno przez Uzbeków, jak i Kirgizów) pomocy humanitarnej Uzbekom, żyjącym w enklawach na terytorium Kirgistanu – również w okolicach Orto-Koi. Taszkent twierdzi, że czterokrotnie zwracał się w tej kwestii do kirgiskich władz, a Biszkek, iż konieczne są wcześniejsze konsultacje na poziomie ministrów obu państw.

 

Kirgistan ma świadomość, że mimo iż Uzbekistan jest znacznie silniejszym państwem, to pewnym zabezpieczeniem interesów Biszkeku jest członkostwo w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Uzbekistan zaś musi pamiętać, że choćby nawet chciał rosyjskim wzorem odwołać się do „ochrony etnicznych Uzbeków" poza granicami państwa lub wykorzystać pretekst „pomocy humanitarnej", nikt nie może dać mu gwarancji, że Rosja pochwaliłaby naśladowcę. „Bo co wolno wojewodzie..."

 

Ewa Polak jest antropolożką polityki na terenach byłego ZSRR, badaczką terenową. Analityczka w Analytical Centre on Globalization and Regional Cooperation w Erywaniu.

 

Polecamy również:

Ewa Polak: #MójUzbekistan

Młodzi Uzbecy są przekonani o wielkości swojego narodu – do głowy by im nie przeszło, aby dziękować Rosjanom za wkład w jego historię. Nie tylko nie ma za co dziękować, ale jeszcze warto domagać się przeprosin".

 


Powrót
Najnowsze

Okiem Kremla: jak Polska fałszuje historię

03.01.2020
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Kraków: Polacy w Petersburgu na przełomie XIX i XX wieku

29.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Wojtyła, czyli prometeizm w Watykanie

27.12.2019
Cornelius Ochmann
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

22.12.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Rusza nabór do Akademii Ziem Zachodnich i Północnych

19.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Gacharia sucharia i kurczaki, czyli o kolejnym miesiącu antyrządowych protestów w Gruzji

19.12.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu