Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Doktryna ULB – koncepcja Giedroycia i Mieroszewskiego w XXI wieku
2010-07-02
Zdzisław Najder*
„O Giedroycia sporu nie ma” – zapewnia minister Radosław Sikorski w „Nowej Europie Wschodniej” (1/2010). Rzeczywiście, tak zwana doktryna ULB, głoszona przez „Kulturę”, stała się kanonicznym składnikiem ideowym polskiej polityki zagranicznej. Jestem zdania, że jako zespół zasad doktryna zasługuje na pozycję aksjomatu; co nie znaczy, że jej głoszenie może zastąpić praktykę polityczną, gospodarczą, społeczną i kulturową, ani też, że sam Jerzy Giedroyc był nieomylny w jej rozumieniu i realizacji.

Treść doktryny (w uproszeniu) zawiera dwa składniki:

 1. Polacy powinni pogodzić się z aktualnymi granicami ich państwa i nie wysuwać żadnych żądań rewizjonistycznych wobec Ukrainy, Litwy i Białorusi.

2. Polska powinna przyjaźnie popierać niepodległość tych państw i wzmacniać ich związki z zachodnią cywilizacją polityczną.

Pierwszy składnik wywołał swego czasu – ponad pół wieku temu – burzę. Drugi jest oczywistą kontynuacją myśli Józefa Piłsudskiego; Jerzy Giedroyc przyznawał się do tego bez zastrzeżeń (pamiętam własne z nim rozmowy z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych). Jest to oczywiście – zwłaszcza w publicystyce Juliusza Mieroszewskiego, który wiernie odczytywał myśli Redaktora – kontynuacja dopasowana do nowych okoliczności.

Pierwszy postulat zrywał ze stanowiskiem polskiej emigracji niepodległościowej, był natomiast zbieżny z linią rządu w Warszawie po 1945 roku. Przejmując stanowisko komunistycznego rządu, Jerzy Giedroyc zderzał się i z uporem emigrantów, i z nastrojami milionów Polaków, którym trudno było pogodzić się z wizją Polski bez Wilna i Lwowa. Takiej Polski Polacy nie znali od XV wieku.

W swoim programie Giedroyc uczynił z konieczności cnotę. Kazał nam pogodzić się z pojałtańską rzeczywistością (zmiana byłaby możliwa chyba tylko na drodze wojny). W jego wykonaniu nie był to jednak gest ideowej kapitulacji, lecz samodzielna decyzja w ramach nowej wizji stosunków ze wschodnimi sąsiadami. Giedroyc zderzał się frontalnie z rządem RP na wychodźstwie, natomiast dla polityków postkomunistycznych z Aleksandrem Kwaśniewskim na czele jego stanowisko okazało się łatwe do przyjęcia. Jednakże Polska, w której imieniu przemawiali Giedroyc i Mieroszewski, nie była wasalskim PRL-em, lecz Polską Niepodległą, i program przyjęcia narzuconych nam siłą, sprzecznych z historią granic stawał się ideowo programem ofensywnym. Giedroyc mógł sobie pozwolić na takie stanowisko – dzięki Instytutowi Literackiemu i „Kulturze”, dzięki swojej ogromnej, niestrudzonej, zakonniczej pracy, do której wciągnął ludzi o niepodważalnym niepodległościowym autorytecie, jak Józef Czapski (przede wszystkim!), Gustaw Herling-Grudziński, Zbigniew Brzeziński i Konstanty Jeleński, mógł nadać głoszonemu programowi walor politycznej suwerenności.

Zasługi Jerzego Giedroycia są więc ogromne, chociaż nie polegają ani na oryginalności w widzeniu stosunków polsko-wschodnich, ani na zanegowaniu zastanej rzeczywistości. Polegają na realistycznym rozpoznaniu, jak można współcześnie kontynuować kierunek wytyczony niegdyś przez Piłsudskiego.

Doktryna ULB jest ideologią pewnej polityki wschodniej, ale nie może jej zastąpić. Tymczasem polityka prowadzona przez RP w ciągu ubiegłych dwudziestu lat zbyt często sprowadzała się do powtarzania zasadniczych haseł i za mało w niej było praktycznego dążenia do zakładanych celów. Ideologię tę „uzupełniono” o swoistą odruchową antyrosyjskość. Giedroyc antyrosyjski wcale nie był, wierzył w sens i możliwość współpracy między Polską a demokratyzującą się Rosją; tyle że taka Rosja dotychczas jakoś się nie pojawiła, na co mamy wpływ bliski zeru.

Należy jednak wymienić cztery inne składniki programu Giedroycia, które nie miały charakteru aksjomatycznego, ale wpłynęły na możliwość i sens jego realizacji.

1. ULB był formalnie jednolity tylko dopóki istniał ZSRR. Po roku 1989 okazał się obszarem zasadniczo i głęboko zróżnicowanym. Litwa jest dziś członkiem Unii Europejskiej i NATO. Białoruś pozostaje jedyną w Europie nieskrywaną ostoją autokracji. Ukraina poczyniła wyraźny postęp w stronę demokracji, ale jest to demokracja szczególna, zawłaszczona przez oligarchów. Ponadto to właśnie Ukraina, największe i kluczowe państwo obszaru, jest zarazem państwem o najniższej stopie życiowej i najbardziej niejasnej przyszłości. Prowadzenie wobec tych trzech państw podobnej polityki byłoby pozbawione sensu.

2.  Giedroyc myślał o polityce wschodniej przede wszystkim w kategoriach polskich obowiązków. I słusznie: byliśmy i jesteśmy jako państwo i jako kultura silniejsi i lepiej sytuowani; mamy też szczególne obowiązki wobec wspólnej przeszłości, bo I RP była zdominowana przez Polaków – na dobre i na złe. Nie znaczy to jednak, że możemy nie stawiać sąsiadom wymagań. Polityka prowadzona przez rządy Litwy, Białorusi i Ukrainy musi niejednokrotnie wywoływać polskie sprzeciwy – za każdym razem z innych powodów. RP miała i ma jednak problemy z oddzieleniem bezwarunkowego poparcia dla faktu niepodległości tych trzech państw od oczywistej potrzeby sygnalizowania władzom w Wilnie, Mińsku i Kijowie naszego niezadowolenia z takich czy innych ich poczynań. Sprawa Stepana Bandery jest jednym z przykładów. Zwłaszcza od Litwy, która jest już po bezpiecznej stronie cywilizacji, można oczekiwać większego szacunku dla polskich oczekiwań.

3. Redaktor „Kultury” przyjmował do aprobującej świadomości istnienie i rozwój wspólnot europejskich, ale mało się nimi interesował i w swoich wizjach nie brał pod uwagę ani ich integrującej roli, ani ich struktur, ani możliwości wpływania przez nie na sąsiedztwo. Polską politykę wyobrażał sobie jako politykę państwa-samotnika (choć związanego z Zachodem). Środki do uprawiania polityki zagranicznej przez takie państwo i w tej części Europy nie mogą być silne. Być może polska opieszałość (całkiem niedawno porzucona w akcie utworzenia Partnerstwa Wschodniego) w rozumieniu i wykorzystaniu narzędzi, jakie daje nam do ręki Unia Europejska w polityce wschodniej, miała korzenie w podobnej krótkowzroczności.

4. Polacy zamieszkujący od ponad pół tysiąca lat obszary dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy nie odgrywali ważniejszej roli w koncepcjach politycznych Giedroycia. Myśląc o „ścianie wschodniej”, Redaktor obawiał się raczej polskiej zarozumiałości i chęci dominowania. Również materialnym świadectwom wspólnoty naszych kultur nie poświęcał dość uwagi – choćby dlatego, że za jego czasów były one nieporównanie lepiej zachowane.

My w XXI wieku mamy obowiązek dbać o pozostałe resztki – zanim będzie za późno. I powtarzać: albo utrwalimy wspólną przeszłość, albo okaże się, że żadnej rzeczywistej przeszłości już nie ma.

* prof. Zdzisław Najder jest historykiem literatury, w latach 1982-1987  był dyrektorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Profesor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera.

Tekst ukazał się w "Komentarzu Międzynarodowym Pułaskiego: Doktryna ULB – koncepcja Giedroycia i Mieroszewskiego w XXI wieku"

Powrót
Najnowsze

Kaspijska szachownica

17.08.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu