Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Marzenie o stabilizacji
2016-10-10
Wojciech Wojtasiewicz

Zaskakuje skala zwycięstwa Gruzińskiego Marzenia-Demokratycznej Gruzji w wyborach parlamentarnych. Rządząca partia ma dużą szansę na większość konstytucyjną, a to może napawać niepokojem.

Fot. Shuvaev (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org

 

W Gruzji siedemdziesiąt siedem mandatów obsadza się w głosowaniu z list partyjnych, kolejne siedemdziesiąt trzy – w jednomandatowych okręgach wyborczych.Na partię rządzącąw wyborach z list partyjnych zagłosowała prawie połowa osób biorących udział w wyborach – 48,6 procent. Na drugim miejscu uplasowała się główna siła opozycyjna – Zjednoczony Ruch Narodowy: 27,14 procent. Ostatnie miejsce na podmium zajął prorosyjski i antyzachodni Sojusz Patriotów Gruzji, który uzyskałrówne 5 procent głosów. To ostatnie ugrupowanie balansuje jednak na granicy (wynoszącego właśnie 5 procent) progu i wciąż nie wiadomo, czy wejdzie do legislatywy: przeliczono dotychczas głosy z 3699 na 3702 komisji obwodowych.

Takie wyniki oznaczają, że gruziński parlament będzie składał się zaledwie z dwóch lub trzech partii – pozostałe zostały zmarginalizowane. Frekwencja wyniosła 51,63 procent i była o ponad osiem procent niższa niż w wyborach parlamentarnych cztery lata temu.

 

Większość, ale jaka?

Ogłoszone w sobotni wieczór dwa sondaże exit poll znacznie różniły się od ostatecznych wyników głosowania. W pierwszym z nich (zleconym przez gruzińską telewizję publiczną oraz stacje Imedi, Maestro i GDS) GM-DG uzyskać miało aż 53,8 procent głosów, a ZRN zaledwie 19,5. W drugim badaniu(zrealizowanym na zlecenie sprzyjającej głównej partii opozycyjnej telewizji Rustawi 2) partię rządzącą poparło 39,9 procent wyborców, a ZRN 32,74. Później okazało się, że rzeczywiste rezultaty były średnią dwóch sondaży.

W jednomandatowych okręgach wyborczych (powtórzmy: siedemdziesiąt trzy mandaty do obsadzenia) rządzącemu ugrupowaniu udało się w pierwszej turze głosowania zdobyć dwadzieścia mandatów. Oznacza to, że partii władzy brakuje kilku miejsc w parlamencie do zwykłej większości (aby ją uzyskać, należy zdobyć siedemdziesiąt sześć na sto pięćdziesiąt możliwych mandatów). W pięćdziesięciu trzech okręgach, w których wybory nie przyniosły rozstrzygnięcia,w ciągudwudziestu pięciu dni od pierwszej tury odbędzie się druga.

W czterdziestu siedmiu JOW drugiej turze dojdzie do walki pomiędzy GM-DG a ZRN, w dwóch kandydat partii władzy zmierzy się z przedstawicielem Naszej Gruzji-Wolnymi Demokratami, a w kolejnych dwóch – politycy GM-DG staną w szranki z kandydatami niezależnymi. W jednym okręgu spotkają się politycy ugrupowań Przemysł Uratuje Gruzję i GM-DG, a w ostatnim (w którym GM-DG nie wystawiła kandydata)kandydat ZRN i bezpartyjna była minister spraw zagranicznych Samole Zurbaiszwili (w nieformalny sposób popierana przez GM-DG).

Można zakładać, że w niemal wszystkich okręgach zwycięży GM-DG. Posiadająca silny elektorat negatywny partia Saakaszwilego prawdopodobnie w żadnym z nich nie zdobędzie ponad 50 procent głosów. Jeśli tak się stanie, GM-DG może mieć 120 na 150 możliwych mandatów w parlamencie, co da temu ugrupowaniu większość konstytucyjną (wynosi ona trzy czwarte składu parlamentu, czyli 113 mandatów). Marzenie Bidziny Iwaniszwilego, które wypowiadał podczas kampanii, ziści się. Przez najbliższe kilka tygodni najpewniej czeka nas ostra walka wyborcza.

 

Tłok pod progiem

Prozachodniemu ugrupowaniu byłego ministra obrony Irakliego Alasanii, Naszej Gruzji-Wolnym Demokratom, zabrakło niewiele, aby dostać się do legislatywy: na partię oddało głos 4,61 procent Gruzinów. Kolejne miejsca zajęli: Ruch Demokratyczny Nino Burdżanadze (3,54 procent) i Państwo dla Ludzi Paaty Burczuladzego (3,45 procent). Projekt polityczny śpiewaka operowego, który miał być czarnym koniem wyborów, zakończył się porażką. Do parlamentu ponownie nie dostał się ekscentryczny Szalwa Natelaszwili i jego Partia Pracy (3,13 procent poparcia). Kompletną klęską zakończył się start Partii Republikańskiej przewodniczącego parlamentu Dawida Usupaszwilego, na którą głos oddało zaledwie 1,55 procent Gruzinów. Niecały procent głosów uzyskały blok wyborczy Przemysłowcy-Nasza Ojczyzna (0,78 procent) oraz Forum Narodowe (0,72 procent). Pozostałe partie i bloki wyborcze odnotowały śladowe poparcie.

Gdyby liderzy ugrupowań prodemokratycznych, prozachodnich i proreformatorskich, jak Wolni Demokraci i Republikanie, zdecydowaliby się wspólnie wystartować w wyborach tworząc blok wyborczy, dostaliby się do gruzińskiej legislatywy.

Gaśnie i tak już wyblakła gwiazda Nino Burdżanadze. Jeszcze dwa lata temu w wyborach samorządowych jej partia zdobyła ponad 10 procent głosów, a sama liderka w wyborach prezydenckich w 2013 roku osiągnęła podobny wynik.

Wbrew przewidywaniom ekspertów siły prorosyjskie nie umocniły się w Gruzji. Kompletnym fiaskiem zakończył się projekt Paaty Burczuladzego, który pogubił się w kampanii wyborczej, a poparcie dla niego topniało z tygodnia na tydzień – sondaże jeszcze niedawno dawały mu nawet kilkanaście procent głosów.

 

Burdżanadze i Patrioci w Adżarii

Wraz z wyborami do gruzińskiej legislatywy odbyła się elekcja do Rady Nawyższej Autonomicznej Republiki Adżarii. Tutaj również zwyciężyło GM-DG (44,91 procent), a drugie miejsce zajął ZRN (29,3 procent). W przeciwieństwie do parlamentu krajowego, do lokalnego ciała przedstawicielskiego dostał się też Ruch Demokratyczny Nino Burdżanadze (6,08 procent) oraz Sojusz Patriotów Gruzji (5,71 procent). Rada liczy dwudziestu jeden członków, z czego piętnastu wybieranych jest w systemie proporcjonalnym, a sześciu w systemie większościowym w jednomandatowych okręgach wyborczych. Walka o sześć JOW rostrzygnie się w drugiej turze, w której zmierzą się kandydaci GM-DG i ZRN.

 

Kilka incydentów

Międzynarodowa Wyborcza Misja Obserwacyjna (połączone siły NATO, UE, Rady Europy i OBWE) we wstępnym oświadczeniu uznała wybory za wolne, dobrze zorganizowane oraz pluralistyczne. Najwięcej zastrzeżeń obserwatorzy mieli do procesu liczenia głosów w obwodowych komisjach wyborczych (chodziło o problemy proceduralne, wynikające z nieznajomości przepisów, a nie próby fałszowania wyników).

Misja odnotowała cztery dość poważne incydenty. Niedaleko miejscowości Marneuli, na południe od Tbilisi, zwolennicy opozycji próbowali szturmem przejąć komisję wyborczą. Interweniować musiała policja. Następnie przed jednym z lokali w Kutaisi doszło do bijatyki. Z kolei w jednej z wsi niedaleko Zugdidi w zachodniej Gruzji dwie komisje wyborcze zostały zaatakowane: sprawcy zniszczyli materiały wyborcze. Incydenty te jednak nie wpłynęły na przebieg i wyniki głosowania.

Na wieczorze wyborczym partii rządzącej jej liderzy, premier Giorgi Kwirikaszwili i faktyczny przywódca Bidzina Iwaniszwili, uznali rezultaty za wielkie zwycięstwo. Zgoła odmienne nastroje panowały w sztabie ZRN. Jego liderzy stwierdzili, że władze próbują im ukraść zwycięstwo i zaapelowali do zwolenników o uczestnictwo w demonstracji przed budynkiem Centralnej Komisji Wyborczej. Protest rozpoczał się o trzeciej w nocy z soboty na niedzielę. Doszło do spotkania liderów ZRN z przewodniczącą CKW. W niedzielę nastroje protestu zaczęły słabnąć, politycy głównej siły opozycyjnej powoli zaczęli godzić się z przegraną.

 

Test z demokracji

Pomimo apatii i zniechęcenia społeczeństwa do polityki oraz faktu, że do ostatniej chwili kilkadziesiąt procent wyborców nie wiedziało, na kogo oddać swój głos, Gruzini ostatecznie ponownie powierzyli rządy Gruzińskiemu Marzeniu-Demokratycznej Gruzji. Skala zwycięstwa partii rządzącej okazała się znacznie wyższa niż pokazywały wszystkie przedwyborcze sondaże. Gruzini postawili na siłę, która może nie spełniła ich wszystkich oczekiwań, lecz jest znana i oswojona.

Poparcie dla ZRN jest przyzwoite, znacznie wyższe niż wskazywały wyniki badań. Jednak nad partią tą zawisł szklany sufit, którego nie będzie ona w stanie przebić z dotychczasowymi liderami – w tym, w szczególności, z Micheilem Saakaszwilim. Gruzini zbyt dobrze pamiętają przewiny tego ugrupowania z czasów jego rządów. Zjednoczony Ruch Narodowy musi postawić na nowe twarze. Nie pomogła tu nawet popularna była pierwsza dama, Sandra Roelofs-Saakaszwili (powalczy jeszcze w drugiej turze głosowania w jednomandatowym okręgu wyborczym).

GM-DG najpewniej wygra w zdecydowanej większości JOW, utworzy samodzielny rząd i nie będzie musiało iść na żadne ustępstwa z partiami koalicyjnymi – jak miało to miejsce w miajającej kadencji. Ułatwi mu to rządy i zapewni większą spójność programową oraz polityczną. Z drugiej strony silny mandat może sprawić, że rządzący ulegną pokusie i będą nadużywali władzy – tak jak miało to miejsce za czasów Saakaszwilego. Politycy GM-DG już zapowiadają zmianę konstytucji i sposobu wyboru prezydenta: z bezpośredniego na pośredni, a więc – przez parlament. Prezydent Giorgi Margwelaszwili, z którym Bidzina Iwaniszwili ma fatalne relacje, może zostać usunięty ze stanowiska na drodze impeachmentu.

Abstrahując od wyników wyborów, należy podkreślić, że Gruzja po raz kolejny zdała test z demokracji. Zarówno kampania wyborcza, jak i samo głosowanie miały charakter demokratyczny i pluralistyczny. To wielki sukces Gruzji, który przybliża ją do Zachodu.

 

Wojciech Wojtasiewicz


Powrót
Najnowsze

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

Polskie spory o pamięć. Wizyta studyjna

12.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Miejsca i duchy bułgarskiej pamięci

11.10.2019
Krzysztof Popek Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu