Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Mądrość lamparta
2010-12-11
Dariusz Kałan
W nocy z czwartku na piątek Wiktor Janukowycz zdymisjonował ośmiu ministrów rządu Mykoły Azarowa i zlikwidował cztery resorty. Oficjalny powód? Oszczędności. Ukraina do wczoraj miała jeden z najliczniejszych gabinetów w Europie – składał się z dwudziestu czterech członków, w tym czterech wicepremierów. Tymczasem ukraińska „nocna zmiana” ma przynieść zmniejszenie liczby etatów w najważniejszych urzędach władzy centralnej o blisko połowę i znacznie wzmocnić państwowy budżet.

Jednak mimo dymisji szefów ważnych resortów gospodarczych oraz tych zajmujących się tematyką społeczną (według „Ukrajinśkiej prawdy”, rozważane były także zmiany na stanowisku ministra spraw zagranicznych i obrony narodowej, ale ostatecznie do nich nie doszło), trudno mówić o prawdziwej politycznej rewolucji. Komuno-oligarchiczna struktura rządu pozostała niezmieniona. Czystka nie objęła ani najbardziej wpływowych (Andrij Klujew i Borys Kołesnikow), ani najbardziej popularnych (Serhij Tihipko), ani nawet najbardziej kontrowersyjnych (Dmytro Tabacznyk i Jurij Bojko) członków gabinetu. Także liczba wicepremierów i skład osobowy tej grupy pozostały nienaruszone. Nadal jest ich aż czterech, a łączy ich długi staż w Partii Regionów, olbrzymie majątki i bliska znajomość z Wiktorem Janukowyczem.

Zamiast o rewolucji należy raczej mówić o łagodnym przewietrzeniu kadr. Niektórzy zdymisjonowani już znaleźli nowe posady, na przykład dotychczasowy szef resortu gospodarki Wasyl Cuszko dziś rano został przedstawiony jako kandydat na prezesa Komitetu Antymonopolowego. Ich następcy to ludzie reprezentujący interesy wszystkich ukraińskich koterii, od najbardziej znaczących lobbystów, przez oligarchów i sieroty po RosUkrEnergo, po Administrację Prezydenta. Janukowycz – zgodnie z filozofią sprawdzoną za czasów Leonida Kuczmy – umiejętnie balansuje między różnymi i nierzadko zwalczającymi się grupami wpływów, i ustawia się w roli życzliwego arbitra.

Inna lekcja, tym razem z okresu rządów Wiktora Juszczenki mówi bowiem, że prezydent nie może sobie pozwolić na dominację którejkolwiek z grup. Musi niewzruszenie stać ponad bieżącymi sporami swoich stronników i twardo umacniać swój autorytet; inaczej czeka go los lidera pomarańczowej rewolucji, który popadł w niełaskę donieckich baronów. Utrwaleniu pozycji Janukowycza służy nie tylko spektakularność „nocnej zmiany”, lecz także powierzenie każdemu z wicepremierów osobnego ministerstwa. Dotychczas nie byli oni szefami resortów, czyli działali w komforcie braku politycznej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Od tej pory, w przypadku utraty zaufania do któregoś z nich, prezydent łatwo znajdzie pretekst do odwołania go ze stanowiska. Prościej bowiem pozbyć się niesprawnego ministra niż szarej eminencji bez jasno rozpisanych kompetencji.

Zwraca uwagę także fakt, że „nocna zmiana” nie jest odosobnionym przykładem ograniczania liczby decydentów na ukraińskiej scenie politycznej. Janukowycz w ostatnim czasie regularnie przetasowuje rządowe szeregi, chociaż nigdy wcześniej nie robił tego w sposób tak widowiskowy. Dość przypomnieć, że na samym początku gabinet Mykoły Azarowa składał się z dwudziestu dziewięciu członków i aż siedmiu wicepremierów.

Każdy władca, który nie wykorzystuje posiadanej władzy, skazuje się na stopniową marginalizację. Po niedawnej reformie ustrojowej kompetencje i prerogatywy prezydenta znacznie się poszerzyły, między innymi o możliwość odwołania premiera i całego rządu. Janukowycz nie zrobił więc nic ponad to, na co zezwala mu znowelizowana Konstytucja. Dzięki umiejętnie kontrolowanemu przekazowi medialnemu niecodzienna decyzja prezydenta przyniesie mu wiele wizerunkowych korzyści. Mogło bowiem powstać wrażenie, że Janukowycz pokazał stanowczość lidera, który nie waha się podejmować decyzji trudnych i niepopularnych w jego środowisku politycznym, tym bardziej że stanowiska stracili nie tylko wierni, lojalni i wieloletni współpracownicy prezydenta, ale także ostatni przedstawiciel koalicyjnego Bloku Łytwyna. Janukowycz-modernizator postawił więc na szali trwałość rządowej koalicji, by wyprowadzić kraj z ekonomicznego i decyzyjnego chaosu.

W każdej zachodnioeuropejskiej demokracji odwołanie połowy rządu byłoby przejawem kryzysu władzy lub co najmniej zapowiedzią daleko idącej korekty dotychczasowej polityki. Na Ukrainie jednak taki wstrząs ma służyć konserwacji status quo, zgodnie ze słynnym bon motem z Lamparta Giuseppe di Lampedusy: „Trzeba było coś zmienić, aby wszystko pozostało jak dawniej”. Trzeba było dać społeczeństwu i współpracownikom wyraźny sygnał, kto naprawdę rządzi na Ukrainie i – jednocześnie – nie rozkruszyć dotychczasowej struktury władzy.

Dariusz Kałan jest  doktorantem Szkoły Nauk Społecznych Instytutu Filozofii i Socjologii PAN i studentem Studium Europy Wschodniej.

Polecamy inne artykuły autora: Dariusz Kałan
Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu