Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Robert Kaplan: „W cieniu Europy”
2017-02-24
Robert D. Kaplan

Prezentujemy fragment książki Roberta Kaplana W cieniu Europy. Dwie zimne wojny i trzydziestoletnia podróż przez Rumunię, a nawet dalej, która właśnie ukazała się w Wydawnictwie Czarne pod patronatem NEW.

Kiedy wiosną 2014 roku wróciłem z Republiki Mołdawii do Rumunii, chciałem ucałować ziemię. Z punktu widzenia Republiki Mołdawii, byłej części Związku Sowieckiego, nienależącej do Unii Europejskiej, Rumunia to bez wątpienia Zachód, do czego przyczyniły się członkostwo w NATO oraz instytucje, które dzięki wpływowi Unii Europejskiej powoli stają się coraz bardziej transparentne. Z perspektywy zachodnioeuropejskiej lub nawet polskiej Rumunia może się wydawać orientalną prowincją, ale podróżowanie zachęca zawsze do drobiazgowych porównań z miejscem, które ostatnio odwiedziliśmy. Różnice między Rumunią a Mołdową pokazywały, że koncepcja zwana Europą nie kończy się na tej czy innej granicy. To raczej szereg kolejnych stopni, większych lub mniejszych, powoli idących w dół wraz z przesuwaniem się na wschód, które urywają się, przynajmniej zgodnie z moim doświadczeniem, nad Morzem Kaspijskim.

Od czasu mojej wizyty w Rumunii tamtej wiosny dużo się zmieniło, zwłaszcza wczesnym latem 2014 roku. Najpierw rosyjski prezydent Władimir Putin utknął we wschodniej Ukrainie, gdzie we wczesnej fazie konfliktu prorosyjscy separatyści nie byli w stanie uczynić żadnych spektakularnych postępów, napotkawszy zaskakująco skuteczny i metodyczny opór sił ukraińskich. Jednocześnie owi zamaskowani separatyści nie zdołali rozniecić powszechnego powstania. Wymowne było również to, że Odessa, ukraiński port czarnomorski, który Rosjanie mogli zdestabilizować – jak przez chwilę wiosną 2014 roku się wydawało – nie okazywał żadnych oznak niepokoju i nie pojawiał się w wiadomościach. Jednak ulga, jaką odczułem, nie trwała zbyt długo. W sierpniu 2014 roku dramatycznie rosnące wojskowe zaangażowanie Rosjan we wschodniej Ukrainie, którego celem było połączenie Krymu mostem lądowym z terytorium Rosji, uświadomiło mi, że walka Europy z Rosją może dotyczyć nie tylko państw bałtyckich, ale i Morza Czarnego, a zatem dotknąć także Rumunii. Rosja nie ustanie w próbach oderwania wschodniej Ukrainy od reszty kraju ani w próbach osłabienia ukraińskiego rządu w Kijowie za pomocą różnych form działalności wywrotowej, przed którymi kilka miesięcy wcześniej ostrzegał mnie rumuński doradca do spraw bezpieczeństwa.

Mój lęk potęgowało nieprzyjemne poczucie, że rządy Europy, znajdujące się w stanie zapaści ekonomicznej i uzależnione od rosyjskiej energii, po prostu nie mają zbyt dużego pola manewru, podobnie jak administracja w Waszyngtonie. „Jeżeli South Stream kiedyś powstanie, Ukraina przepadnie”, powiedział mi rumuński przyjaciel, specjalista od spraw energetycznych. Miał na myśli sieć gazociągów, które Rosjanie mieli nadzieję zbudować w przyszłości i które przez Morze Czarne i Bałkany, a zatem omijając Ukrainę, miałyby przesyłać gaz ziemny do Europy Środkowej. Gdyby Rosja nie potrzebowała Ukrainy, by przesyłać gaz ziemny do Europy Środkowej, w dowolnym momencie mogłaby zakręcić kurek samej Ukrainie. Tymczasem inne kraje zaangażowane w projekt South Stream zaczynały mówić jednym głosem z Rosją: Bułgaria, mimo członkostwa w NATO i Unii Europejskiej, pod względem politycznym i instytucjonalnym znajdowała się w opłakanym stanie; Serbia stawała się prawdziwym satelitą Rosji zarówno w obszarze przestępczości zorganizowanej, jak i polityki; Węgry zwracały się ku neoautorytaryzmowi, a Austria pokazała swoją skłonność do dwulicowości. Czasowe zastopowanie projektu South Stream oraz spadek cen energii przyniosły Europie odrobinę wytchnienia kilka miesięcy później. Na wschodzie Ukrainy nadal trwały walki i powoli postępowała aneksja tego terytorium przez Putina.

Zaniepokojony, miałem nadzieję, że Rumunia nie zostanie wciągnięta w ten odmęt. Z czysto egoistycznych powodów chciałem, by nie pojawiała się w wiadomościach. Podobnie jak wielu podróżników i dziennikarzy, chciałem mieć to miejsce dla siebie. W końcu Rumunia była spokojnym, a mimo to zasadniczym laboratorium umożliwiającym namysł nad, między innymi, problemem Rosji. Chociaż Związek Sowiecki przestał istnieć w 1991 roku, niszczący efekt leninizmu i stalinizmu pozostawił na Rosji wyraźne blizny. Dowodził tego choćby styl sprawowania władzy przez Putina, który do złudzenia przypomina autorytarne politbiuro. Rosja znajdowała się na zewnątrz Europy nie tyle z powodu determinizmu geografii, ile z powodu wciąż wlokących się za nią konsekwencji rewolucji bolszewickiej – wydarzenia pełnego dynamicznych przypadków i wydarzeń, które niekoniecznie musiały się tak potoczyć. A przecież, mówiłem sobie, pomimo rewanżyzmu Rosji i pewnych własnych problemów dla Rumunii to stosunkowo bezpieczny okres w jej historii. Rumuńska gospodarka nadal się rozwijała, choć nieco wolniej niż przed europejskim kryzysem gospodarczym. Do Rumunii nie przyciągała mnie wisząca nad nią katastrofa. Fascynowała mnie raczej jej kulturowa i historyczna wyjątkowość, jednocześnie tak wiele mówiąca o Europie Środkowej i Wschodniej.

W październiku 2014 roku, jadąc z Bukaresztu na północ, opuszczałem nizinę Muntenii, której nazwa – jak na ironię – oznacza „krainę gór”. Być może ma to jakiś związek z górskim pochodzeniem dynastii Besarabów, która ją zdominowała. Po mniej więcej godzinie jazdy na horyzoncie zarysowało się Pogórze Karpackie, tuż za polami naftowymi Ploiești – tymi samymi, które służyły jako stacja benzynowa dla inwazyjnych sił Hitlera. Wkrótce otoczyły mnie wzgórza i przygnębiająca płaskość krajobrazu Muntenii zdominowanego przez pola kukurydzy i rudery rozwiała się wraz z pojawieniem się nad drogą jaskraworóżowych sztandarów, które obwieszczały przybycie T­Mobile do Rumunii.

Podziwiając ten odmieniony widok, przypomniałem sobie Romanian Furrow Donalda Halla, rzecz wydaną w 1933 roku. Hall przyjechał tu z Anglii, zanim jeszcze w te regiony zapuścił się Patrick Leigh Fermor. Hall zamierzał podróżować po wschodnich Bałkanach i Turcji, ale jego pamiętna podróż potoczyła się nieco inaczej, niż zaplanował. Oczarowany rumuńską wsią położoną niedaleko południowych stoków Karpat, spędził długie tygodnie, pracując w polu z tutejszymi chłopami. Romanian Furrow, relacja o tych dniach błogiego wysiłku, to książka podróżnicza jedyna w swoim rodzaju – raczej pieśń o ziemi niż opowieść o kulturach i grupach etnicznych. Hall pisze o twardych chłopkach, które „nosiły bluzki ozdobione kunsztownymi haftami w kolorze niebieskim, czerwonym i żółtym […]. A w południe, kiedy świat zapadał w sen, rozluźniały sznurówki po bokach swoich bluzek, aby nakarmić dzieci, które leżały w cieniu, gdy ich matki pracowały”. Ich fryzury były w pewien sposób „wytworne” i „arystokratyczne”, powiada Hall. „Takie kobiety wyrzeźbiono na kolumnie Trajana”. Podczas gdy prawicowi intelektualiści rumuńscy z lat trzydziestych łączyli prawosławie z życiem wiejskim, żeby podać w wątpliwość status miejskich Żydów, Hall zauważa: „Cerkiew prawosławna, pełna parad, barwnych ikon i olśniewających ornatów, chociaż imponująca, wymykała się ich chłopskiemu rozumieniu. Byli zbyt prości, aby to wszystko mogło przeniknąć w ich życie, blisko związane z ziemią. W ich oczach słońce było wspanialsze niż płonące świece, a zapach ziemi po deszczu był im milszy niż woń rozkołysanych kadzideł”. Jak wyjaśnia Hall, rumuńscy chłopi nie byli niereligijni, raczej skłaniali się ku wcześniejszemu pogaństwu zakorzenionemu w cyklicznych zmianach pór roku, które były bardziej elementarne, a zatem bardziej potężne niż jakikolwiek sformalizowany rytuał chrześcijański 3. Książka Halla jest mało znanym i pouczającym skarbem, którego odkrywanie jest prawdziwą nagrodą i który obfituje w wiedzę na temat Rumunii. Sprawdziłem i okazało się, że książka ta znajduje się na szarym końcu pozycji sprzedawanych przez Amazon. Jak powiedział Albert Camus, cytując Hermana Melville’a: jeżeli chcesz uwiecznić jakieś imię, wyryj je na kamieniu, a kamień wrzuć na dno morza, ponieważ „w głębi przetrwa dłużej niż na wyżynach”. Oto doskonała i najczystsza forma nieśmiertelności, właśnie taka, jaka kojarzy mi się z książką Halla .

Wkrótce pejzaż zmienił się w gęsty, mroczny las świerków, jodeł, brzóz i buków, od czasu do czasu przecinany jakimś owocowym sadem. Przyciągało mnie samo przeczucie nieuchronnie zbliżającej się granicy, bardziej rzeczywistej niż granica administracyjna. Domy zyskiwały na szlachetności, kiedy tylko drewno zaczęło zastępować nagie betony Muntenii. W końcu zzalinii drzew wystrzeliły pionowe Karpaty, niczym uniesione w górę błyszczące miecze. Zamek Peleș w górskim miasteczku Sinaia, zbudowany na przełomie XIX i XX wieku przez Karola I, przypominał baśniową scenerię w samym środku gęstego lasu rozpraszającego słoneczne światło. Pomyślałem, że ten zamek, po niemiecku mroczny i tajemniczy, mimo neorenesansowej architektury w postaci drewnianych balkonów i szkieletu ścian, doskonale wyraża samego Karola. Już same rozmiary i ambicje architektoniczne dowodziły, że nowy monarcha odczuwał potrzebę narzucenia swej osoby temu krajowi. Patrząc w dół na las z zamkowego balkonu, gdzie oddychałem zimnym górskim powietrzem, poczułem się szczęśliwy. Podróż to przemieszczanie się przez różne krajobrazy odzwierciedlające podróż przez życie. Im więcej krajobrazów, im głębiej je doświadczamy, tym nasze życie zdaje się dłuższe i bogatsze.

Droga wiła się, cofała i ponownie szła naprzód, aż w końcu znalazłem się w Transylwanii właściwej, pozostawiwszy za sobą północne zbocza Karpat. Strzeliste szeregi granitowych szczytów, gdzieniegdzie posypane śniegiem, a poza tym w barwie niebieskiego dymu, wydawały się tańczyć na równinie. Technicznie rzecz biorąc, wjechałem do Europy Środkowej, ale pierwsze, co zobaczyłem, to wioska rumuńskich Cyganów, pełna samochodów i anten satelitarnych, kojarzących się z wygodami klasy średniej.

Robert D. Kaplan, W cieniu Europy. Dwie zimne wojny i trzydziestoletnia podróż przez Rumunię, a nawet dalej, tłum. Robert Pucek, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017.

 

 


Polecamy inne artykuły autora: Robert D. Kaplan
Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu