Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Gruziński test demokracji
2017-03-06
Wojciech Wojtasiewicz

Kontrolowany przez władze Sąd Najwyższy Gruzji zadecydował o odebraniu najpotężniejszej gruzińskiej stacji telewizyjnej dotychczasowym właścicielom, osobom związanym z Saakaszwilim. Opozycja traci ostatnie bastiony.

Gruziński Sąd Najwyższy podtrzymał decyzję sądów niższych instancji w sporze pomiędzy obecnymi właścicielami telewizji Rustawi 2 – związanymi z Micheilem Saakaszwilim braćmi Giorgim i Lewanem Karamaniszwili – a Kibarem Chalwaszim, do którego stacja należała w latach 2004-2006. Najpewniej, jeśli ostatecznie dojdzie do przejęcia stacji przez Chalwasziego, w najbliższych miesiącach zmieni ona swój profil z opozycyjnego na prorządowy.

Batalia sądowa rozpoczęła się w 2015 roku, kiedy Chalwaszi oświadczył, że w 2006 roku ludzie Saakaszwilego zmusili go do odsprzedania swoich udziałów w telewizji. Nie jest to jednak zwykła walka o jedną z wielu stacji. Rustawi 2 odgrywa w Gruzji ogromną rolę.

 

Najpotężniejsza stacja

Sprawa stacji Rustawi 2 od wielu miesięcy rozgrzewa gruzińską opinię publiczną do czerwoności. Dzieje się tak, ponieważ owa stacja jest największym oraz najczęściej oglądanym prywatnym kanałem telewizyjnym. Sama telewizja jest zaś dla ponad dziewięćdziesięciu procent gruzińskiego społeczeństwa głównym źródłem informacji. Pomimo rosnącej liczby osób mających dostęp do Internetu, jego oddziaływanie w dalszym ciągu pozostaje w Gruzji ograniczone, natomiast odsetek osób czytających prasę jest niewielki i ogranicza się de facto do stolicy i pozostałych kilku największych miast. Rustawi 2 jest krytyczna wobec rządu Gruzińskiego Marzenia-Demokratycznej Gruzji oraz jednoznacznie kojarzona z byłą partią rządzącą: Zjednoczonym Ruchem Narodowym. Dyrektorem stacji jest były minister sprawiedliwości oraz edukacji w ekipie Saakaszwilego, Nika Gwaramia.

Niecałe dwa tygodnie temu wraz z liderami opozycji Gwaramia zorganizował protest przed budynkiem parlamentu w Tbilisi w obronie wolności mediów i słowa, który zgromadził kilkadziesiąt tysięcy osób. Stwierdził, że za operacją przejęcia stacji Rustawi 2 stoi Bidzina Iwaniszwili, który chce zniszczyć krytyczne wobec siebie i swojego rządu media. Gwaramia oskarżył również partię władzy o wywieranie nacisków na sędziów w celu uzyskania korzystnego dla siebie wyroku. Zaniepokojenie wyraziło wiele gruzińskich organizacji pozarządowych, także społeczność międzynarodowa: między innymi ambasador USA w Gruzji, Przedstawiciel Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie do Spraw Wolności Mediów oraz Delegacja Unii Europejskiej w Gruzji.

Opozycji nie pozostało wiele narzędzi wpływu na sytuację w kraju, jednym z ostatnich jest właśnie Rustawi 2. Telewizja publiczna oraz druga największa prywatna stacja w kraju, Imedi, są prorządowe; GM-DG posiada większość konstytucyjną w parlamencie oraz kontroluje większość samorządów, a jej nominaci sprawują szereg najważniejszych funkcji w kraju, stoją między innymi na czele Narodowego Banku Gruzji czy Sądu Najwyższego. Niesubordynację przejawia jedynie prezydent Giorgi Margwelaszwili, wybrany w wyborach powszechnych w 2013 przy poparciu partii rządzącej, który pomimo tego chce zachowywać niezależność od rządu. W ten sposób irytuje Iwaniszwilego i jego otoczenie.

 

Stronniczy pluralizm

Gruzińskie media informacyjne nie odznaczają się nadmiernym obiektywizmem. Przybierają niemal zawsze oblicze prorządowe lub opozycyjne. Jedynie telewizja publiczna stara się zachować pewną rzetelność, jednak jej oglądalność jest niewielka i od kilku lat systematycznie spada. Stacja Rustawi 2 w okresie rządów Micheila Saakaszwilego jednoznacznie wspierała ekipę reformatorów, a po dojściu do władzy koalicji Gruzińskie Marzenie zaczęła brutalnie atakować nowy rząd. Za czasów poprzedniej ekipy jej właściciele zmieniali się kilkukrotnie. Biznesmen Kibar Chalwaszi miał kupić stację w 2004 roku na prośbę ówczesnego ministra obrony Irakliego Okruaszwilego, prawej ręki prezydenta Saakaszwilego (więcej w tekście Gruzińska burza), żeby dwa lata później ją odsprzedać. Chalwaszi kierując sprawę do sądu w 2015 roku stwierdził, że wszyscy właściciele stacji, którzy nastali po nim, byli tylko figurantami, a jej rzeczywistym zarządcą pozostał Saakaszwili i jego otoczenie. Druga strona sporu zaprzeczała tym oskarżeniom, uznając je za atak motywowany politycznie. Z kolei kierownictwo stacji oskarżyło przed zeszłorocznymi wyborami parlamentarnymi GM-DG o chęć jej przejęcia w celu ograniczenia opozycji dostępu do mediów.

 

Odcienie szarości

Sprawa telewizji Rustawi 2 nie jest czarno-biała. Z jednej strony wydaje się dość prawdopodobne, że obóz władzy starał się wpłynąć na sądy wszystkich instancji tak, aby te wydały korzystny dla niego wyroki; z drugiej strony kierownictwo i właściciele stacji nie są tak krystaliczni, jak sami o sobie mówią. Trudno orzec, kto jest prawowitym właścicielem kanału. Wydaje się, że sam Chalwaszi nabył w 2004 roku prawa do Rustawi 2 w mało transparentny sposób, a dwa lata temu rząd Gruzińskiego Marzenia wykorzystał jego osobę do politycznej gry. Dyrektor Rustawi 2 nie jest żadnym obrońcą wolności słowa i pluralizmu mediów w Gruzji, lecz twardym politycznym graczem, broniącym swoich wpływów i działającym na rzecz powrotu do władzy Micheila Saakaszwilego i ZRN.

Rzecz jasna, odebranie stacji ekipie Niki Gwaramii wpłynie negatywnie na pluralizm mediów w Gruzji. Kibar Chalwaszi nie wykluczył odsprzedania stacji po jej odzyskaniu. Gwaramia z jednej strony wyraził chęć jej odkupienia, z drugiej zaś jego prawnicy skierowali sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Trybunał zawiesił wykonanie wyroku do środy 8 marca.

Trudno na chwilę obecną popadać w histeryczny ton i wieszczyć wzrost tendencji autorytarnych w Gruzji. Jednak jeśli sprawa stacji Rustawi 2 rozpocznie serię negatywnych tendencji w gruzińskiej polityce (takich jak ograniczenie prerogatyw prezydenta w myśl nowelizacji konstytucji, nad którą trwają obecnie prace, usunięcie Giorgiego Margwelaszwilego ze stanowiska głowy państwa czy w końcu niedemokratyczny charakter wyborów samorządowych zaplanowanych na jesień bieżącego roku), będzie można zacząć bić na alarm. Już teraz pojawiają się głosy zaniepokojenia polityków europejskich (m.in. Joseph Daul – prezydent Europejskiej Partii Ludowej), którzy uważają, że sprawa stacji Rustawi 2 jest testem dla gruzińskiej demokracji, a zmiana jej właścicieli to cios dla wolności mediów. Inny polityk europejskich chadeków, Jacek Saryusz-Wolski, uważa wręcz, że należy wstrzymać się z wprowadzeniem w życie ruchu bezwizowego dla Gruzinów do państw członkowskich Unii Europejskiej do czasu wyjaśnienia sprawy stacji. Ma on zostać wprowadzony pod koniec marca (odpowiednie decyzje podjął już Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej) po wieloletnich staraniach strony gruzińskiej i dramatycznych bojach na przestrzeni ostatnich miesięcy, kiedy to termin liberalizacji wizowej był wielokrotnie przekładany. Gdyby doszło do spełnienia tej groźby, byłby to ogromny cios dla gruzińskich władz i społeczeństwa, które wiele lat czekało na tę decyzję (umożliwia przebywanie bez wizy na terenie UE przez dziewięćdziesiąt dni w ciągu każdego pół roku). Może stać się ona pierwszym namacalnym skutkiem zbliżenia z Europą.

Bitwa o Rustawi 2 wciąż trwa.


Wojciech Wojtasiewicz

Wykorzystane zdjęcie: Frank Miller (cc by-sa 2.0) flickr.com


Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Wojtasiewicz
Powrót
Najnowsze

NEW w radio: audycje z okazji 50. numeru pisma

29.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Odszedł Zbigniew Brzeziński

27.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Czy Giedroyc jest aktualny?

25.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Kresentymentalizm

25.05.2017
Adam Balcer
Czytaj dalej

V Forum Europejskie

24.05.2017
NEW/ECS
Czytaj dalej

Spotkanie: Wojna, która nas zmieniła

22.05.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu