Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Political fiction rodem ze średniowiecza
2017-05-16
Maxim Rust

Część białoruskiej opozycji zaproponowała swoją wizję państwa: zmiana ustroju politycznego, zgniły Zachód, lewacka propaganda homoseksualizmu, kobieta jako matka i rodzicielka, utworzenie Międzymorza. Zastanawiam się, czy wolę tę wizję czy wizję Łukaszenki.

Pod koniec kwietnia grupa białoruskich ekspertów i polityków pod przewodnictwem legendy białoruskiej opozycji – Zianona Paźniaka – przygotowała program politycznych, gospodarczych i społecznych reform o nazwie Wolna Białoruś. Liczy prawie osiemdziesiąt stron i został już zaprezentowany w Warszawie i Wilnie. Programów przygotowywanych przez przedstawicieli białoruskiej opozycji jest kilka, ale rzadko budzą tak skrajne emocje i żywe debaty jak Wolna Białoruś.

 

Sojm i taler

Zianon Paźniak podczas prezentacji w Warszawie zaznaczył, że jest to program uniwersalny i pozapartyjny, a głównym jego celem jest wskazanie reform, które powinny być wdrożone w wolnej i demokratycznej Białorusi w okresie przejściowym, a więc po zakończeniu rządów obecnej elity politycznej z Aleksandrem Łukaszenką na czele. Zasadniczym celem programu jest zagwarantowanie niepodległości Białorusi oraz uniemożliwienie jej powrotu do systemu autorytarnego i dyktatury. Według jego twórców najpierw należy ograniczyć wszechwładztwo głowy państwa: prezydent powinien posiadać jedynie funkcję reprezentacyjną i móc sprawować urząd maksymalnie przez dwie kadencje. Białoruś powinna zmienić ustrój na parlamentarno-prezydencki. Legislatywa ma być jednoizbowa, zmienić nazwę na Sojm i liczyć 360 posłów (zamiast obecnego dwuizbowego Zgromadzenia Narodowego liczącego odpowiednio 110 deputowanych i 64 senatorów). Konieczność zwiększenia liczby posłów do 360 w niespełna dziewięcio i pół milionowej Białorusi autorzy uzasadniają tym, że w parlamencie nowej, wolnej Białorusi powinny być jak najszerzej reprezentowane różne grupy społeczne i polityczne. Propozycją ekspertów na zapobieżenie skupieniu władzy w jednym ośrodku jest powołanie Rady Kryzysowej, która – w sytuacji totalnego kryzysu politycznego lub konstytucyjnego – może rozwiązać parlament oraz odwołać prezydenta. To ciekawa i nowa propozycja, w żadnym z krajów poradzieckich nie powołano takiego ciała.

Generalnie okres przejściowy ma być typową transformacją ustrojową, polegającą głównie na wprowadzeniu rzeczywistego trójpodziału władz oraz mieszanego systemu wyborczego. Jednym z głównych celów jest także uniezależnienie i upodmiotowienie sądownictwa. Oczywiście reforma czeka też siły porządkowe: milicja ma stać się policją, KGB zostanie rozwiązane i w jego miejscu powstanie Służba Bezpieczeństwa Narodowego, a wydatki na obronność mają wynosić około 3 procent PKB. Program przewiduje także przeprowadzenie lustracji, wykluczenie ze sfery publicznej osób związanych ze „zbrodniami poprzedniego reżimu” i powołanie białoruskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

Gruntowne reformy czekają też system gospodarczy. Program przewiduje szeroko zakrojoną walkę z korupcją, wdrożenie kontrolowanej prywatyzacji (która ma zapobiec powstaniu oligarchii), renacjonalizację niektórych dziedzin gospodarki oraz inwestycje w innowacyjne programy. Fundamentalnym krokiem ma być przywracanie własności prywatnej ziemi oraz jej restytucja (z tym że na własność ziemię będą mogli posiadać tylko obywatele Białorusi, obcokrajowcom pozostałaby dzierżawa). Celem reform gospodarczych ma być wolny rynek i szybki rozwój gospodarki, a to zapewnić ma wykształcenie się klasy średniej. Zakłada się też reformę systemu podatkowego oraz przeprowadzenie „amnestii podatkowej” w celu wyprowadzenia części biznesu z szarej strefy. Część gospodarcza programu miejscami jest wewnętrznie sprzeczna – na przykład chęć zwiększenia inwestycji kłóci się z propozycją ograniczenia obecności kapitału zagranicznego albo „moratorium na działalność przedstawicielstw rosyjskich banków”, co jest raczej political fiction. W założeniu gospodarka ma szybko rosnąć, tyle tylko, że autorzy – poza pojedynczymi propozycjami – nie dają konkretnych wskazówek, jak do tego doprowadzić.

Z ciekawostek można wymienić propozycję reformy administracyjnej – wolną Białoruś czekałaby totalna decentralizacja, a państwo zostałoby podzielone na szesnaście województw i sześćdziesiąt powiatów z wojewodami i marszałkami na czele (zamiast obecnych sześciu obwodów), a Mińsk byłby wydzielonym miastem stołecznym. Rubel białoruski miałaby zastąpić nowa waluta – taler. Program zakłada rzeczywisty rozdział kościoła od państwa i zakaz lekcji religii w szkołach. Miałaby być zakazana także energetyka jądrowa, powstałaby policja ekologiczna, a we wszystkich szkołach pojawiłby się nowy obowiązkowy przedmiot: Ekologia i ochrona przyrody.

 

UE jako ostoja agresywnej lewackiej ideologii

O ile z wieloma propozycjami ustrojowymi i politycznymi można się zgodzić, a niektóre z nich (na przykład wspomniana reforma administracyjna) mogą być punktem wyjścia szerokiej debaty społecznej, o tyle postulaty związane z polityką międzynarodową, a przede wszystkim z kwestiami społecznymi czy światopoglądowymi, przedstawiają się – mówiąc delikatnie – znacznie gorzej.

W polityce międzynarodowej wolna Białoruś diametralnie zmienia kierunki: jej twórcy proponują wprowadzenie granicy z Rosją, otwarcie granicy z Ukrainą, nawiązanie bliższych relacji z krajami bałtyckimi, Kijowem, Warszawą i Waszyngtonem. Białoruś ma opuścić wszystkie poradzieckie projekty integracyjne i wojskowe „zaakceptowane przez poprzedni antybiałoruski reżim” – autorzy mają na myśli przede wszystkim Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym oraz Unię Euroazjatycką. Ma powstać Wspólnota Bałtycko–Czarnomorska, czyli kolejna wizja Międzymorza. Jednak – mimo deklarowanej chęci zbliżenia z Zachodem i NATO – Białoruś nie powinna aspirować do członkostwa w UE.

Sam Paźniak podczas prezentacji tłumaczył takie podejście argumentami: „biedny kraj, jakim będzie Białoruś w okresie przejściowym, nie powinien iść do UE, póki nie stanie na nogi”; „do takiej słabej struktury, która nie może poradzić sobie z wieloma problemami, wstępować się nie opłaca”. Jednak po przestudiowaniu całego programu wyłania się inny obraz. Otóż wielokrotnie pojawiają się w nim stwierdzenia o tym, że UE obecnie jest niewydolnym biurokratyczny projektem i ostoją dyktatury lewackiej liberalnej ideologii. „Sojusz biurokracji i lewactwa bez pewnej przyszłości”, „instytucja ideologicznej nietolerancji, lewactwa i agresywnej bezbożności”, „fałszywość postulatów politycznych, podwójne standardy i zboczona ideologia” – to tylko niektóre określenia UE, które padają w programie. Cóż, posługiwanie się hasłami o „zgniłym Zachodzie”, które wychodzą spod pióra przedstawicieli rzekomo demokratycznej opozycji, brzmią co najmniej dziwnie.

 

Więzienie za edukację seksualna?

Na samym początku dokumentu autorzy zaznaczają, że wstępem do przeprowadzenia reform w wolnej Białorusi powinno być odwołanie wszystkich „antyludzkich i poniżających” aktów prawnych i porozumień poprzedniego reżimu. Jednak program, szczególnie jego część społeczna i ideologiczna, zdają się przeczyć deklarowanym celom. Na przykład w rozdziale o partiach politycznych jest wzmianka o tym, że organizacje „kultywujące gwałt i zboczenia natury człowieka” będą zakazane, a wprowadzona nowa Ustawa o wolności mediów zakaże dodatkowo „antymoralnej informacyjnej propagandy” w mediach. W rozdziale poświęconym relacjom miedzy rodziną i państwem czytamy, że wprowadzona będzie odpowiedzialność karna za „zgorszenie i zboczenie dzieci i młodzieży pod przykrywką edukacji płciowej i seksualnej”. Z tekstu nie wynika wprost, czym jest „antymoralna propaganda” czy „zboczona działalność”, natomiast jasne jest jedno – społeczność LGBT w nowej wolnej Białorusi nie będzie grupą, delikatnie mówiąc, mile widzianą. Czyżby autorzy sugerowali się rosyjską ustawą o tak zwanym zakazie propagowania homoseksualizmu?

Program za najwyższą wartość uznaje rodzinę. Tyle tylko, że – wbrew deklaracji rozdziału kościoła i państwa – ma to być rodzina tradycyjna i chrześcijańska, w której mężczyzna jest głową, a kobieta przede wszystkim matką. Bardzo dużo uwagi w programie poświęcono roli i znaczeniu kobiet dla białoruskiego społeczeństwa, ale rola ta jest postrzegana stereotypowo i „tradycyjnie”: kobieta to matka i rodzicielka. Harmonijnym i dobrym społeczeństwem ma być takie, które „może zabezpieczyć realizację naturalnych właściwości kobiety”. Zostawię to bez komentarza. Symptomatyczne natomiast jest to, że cały zespół ekspertów, pracujących nad programem, składa się wyłącznie z mężczyzn. Autorzy chcieli stworzyć program na miarę wyzwań XXI wieku, a wyszło na miarę wieku XIX. Albo i wcześniej.

Podczas prezentacji programu Zianon Paźniak zaznaczył, że proponowane reformy będą gwarancją wolności, praw i godności obywatela. Nie wydaje mi się. Z wieloma propozycjami, szczególnie z dziedziny transformacji politycznej i ustrojowej, można się zgodzić – są one słuszne i jak najbardziej potrzebne. Natomiast jako całokształt program często jest niespójny i wewnętrznie sprzeczny. Nie mam na myśli wyłącznie tego, że autorzy bardziej się skupili na tym, jak być powinno niż, jak do tego doprowadzić. Tylko czy można na poważnie rozpatrywać dokument, w którym w jednym z artykułów pierwszy paragraf przewiduje przyjęcie Ustawy o ochronie natury ludzkiej, w której „propaganda zboczonych relacji przeciwko naturze człowieka jest karana według obowiązującego prawa”, a następny paragraf stanowi o uchwaleniu Ustawy antydyskryminacyjnej, przewidującej „odpowiedzialność i kary” za dowolną formę dyskryminacji? Pytanie retoryczne. Gdybym miał wybierać – teoretycznie i praktycznie – pomiędzy obecnym białoruskim systemem a wprowadzeniem tego programu w całości, to wielokrotnie mocno bym się zastanowił.

 

Maxim Rust jest białoruskim politologiem, absolwent studiów doktoranckich na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie przygotowuje się do obrony doktoratu o białoruskich i ukraińskich elitach politycznych. Bada elity polityczne i procesy transformacyjne na obszarze poradzieckim. W Polsce współpracował m.in. z Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu i Fundacją im. Heinricha Bölla w Warszawie.

Fot. Serge Serebro, Vitebsk Popular News (cc by-sa 4.0) commons.wikimedia.org

 


Powrót
Najnowsze

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

Palone mosty

10.11.2017
Michał Potocki
Czytaj dalej

Utopia, modernizacja, terror – 100 lat po Październiku 1917

09.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Cel: Putin 4.0

08.11.2017
Karol Bijoś
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu