Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Mój własny Wschód
2017-07-11
Paulina Niechciał, - tekst i zdjęcie

Wyprawa w tadżycki Pamir – czyli na obszar Górskobadachszańskiego Wilajetu Autonomicznego – to zazwyczaj trekking lub przemierzanie jeepem kilometrów górskiego pustkowia. Sześcio- i siedmiotysięczniki robią wrażenie, jednak mnie region zafascynował przede wszystkim kulturoznawczo. Zamieszkują go Pamirczycy posługujący się rozmaitymi lokalnymi językami z grupy wschodnioirańskiej, a także nieliczni Tadżycy, Uzbecy i Kirgizi. Co ciekawe, w przeciwieństwie do reszty mieszkańców Tadżykistanu, Pamirczycy są ismailitami – wyznają odłam islamu szyickiego uznając zwierzchnictwo mieszkającego w Wielkiej Brytanii Agi Chana IV.

Fascynujące są miejsca związane z ich religią – groby ważnych postaci (mazor) i święte miejsca (oston), w których pali się świeczki, składa ofiary, a głazy smaruje zwierzęcym tłuszczem. Ich historia związana z przedmuzułmańską tradycją regionu jest wciąż zagadkowa, ozdobione kamieniami i porożem kóz lub owcy Marco Polo, czasem ogrodzone murkiem, robią wrażenie szamańskich miejsc kultu i zaskakują przybysza, który spodziewałby się czegoś na wzór meczetu. Wiele z nich odeszło w niepamięć – za czasów radzieckich ścinano święte drzewa, a miejsca kultu rozjeżdżano buldożerami, potem do spadku popularności ostonów przyczynił się Aqa Chan, który zaczął odwiedzać region po utworzeniu niepodległego Tadżykistanu i zdaniem niektórych Pamirczyków „anulował” ich ważność.

Kiedy wybrać się w Pamir? Nie mamy wielkiego wyboru – najlepiej w okresie od czerwca do wczesnego września. Przed wyjazdem warto sprawdzić w internecie w jakim terminie odbywa się w Chorogu doroczny międzynarodowy letni festiwal muzyczny Roof of the World. To fantastyczna okazja do posłuchania muzyki z różnych stron świata, również lokalnej, pamirskiej, a także pooglądania Pamirczyków w tradycyjnych, odświętnych strojach. Moja pierwsza wizyta w Pamirze była trochę podróżą z dreszczykiem, szczególnie że przypadła tuż po strzelaninach między lokalnymi watażkami a stroną rządową latem 2012 roku. Los wyjazdu ważył się do ostatniej chwili, bo badachszańską autonomię zamknięto na pewien czas dla obcokrajowców, a kiedy wreszcie udało mi się uzyskać pozwolenie, wszystko o mały włos nie rozbiło się po drodze o łapówkę na przydrożnym posterunku wojskowym. Na terenie Badachszanu widać było żołnierzy, a mnie dodatkowo straszono, że jeśli nie wrócę stamtąd wystarczająco szybko, to spadnie pierwszy śnieg i całkiem mnie uziemi. I faktycznie – spadł tydzień po moim powrocie do Duszanbe.

Wyjazd w Pamir to zawsze przygoda – czym dojechać, gdzie spać i co robić, żeby uniknąć rozstroju żołądka? Jeśli chodzi o dojazd od strony Tadżykistanu, to można spróbować kupić na lotnisku w Duszanbe bilety na podejrzanej klasy samolot albo na odpowiednim parkingu wybrać kierowcę wyglądającego na doświadczonego i dysponującego w miarę wygodnym jeepem o stosunkowo mało łysych oponach – bo to kilkanaście godzin jazdy w trudnych warunkach drogowych. Jeśli chodzi o noclegi, to z roku na rok Pamirczycy oferują turystom coraz więcej możliwości, ale bez własnego, ciepłego śpiwora trudno się obejść. A jeśli chodzi o unikanie rozstroju żołądka, to w ostatecznym rozrachunku niewiele da się zrobić. Na pewno trzeba zaopatrzyć się w wodę mineralną, bo poza Chorogiem – stolicą autonomii – to towar deficytowy.

Jeśli chodzi o zwiedzanie Pamiru, to na mnie szczególne wrażenie zrobiła dolina rzeki Pandż, przez którą przebiega granica Tadżykistanu z Afganistanem, a wytężając wzrok można zobaczyć kobiety w burkach na afgańskim brzegu. Żeby się tu dostać, najlepiej wynająć kierowcę z samochodem – jeśli nie jesteśmy z kilkuosobową grupą, to najlepiej w punkcie informacji turystycznej w parku w Chorogu zostawić ogłoszenie, że szuka się towarzyszy. Szczególną atrakcją doliny są położone około 80 km od Iszkoszimu źródła Bibi Fotimai Zachro – nazwane na cześć córki proroka Mahometa, Fatimy. Krystalicznie czystej, gorącej wody, która ma pomagać przede wszystkim na problemy z płodnością, najlepiej zaczerpnąć ze strumienia spływającego ze skały w kształcie rękawa Fatimy. Odważniejsze osoby mogą zanurkować do małej groty obok i stamtąd wyłowić kamyczki, co daje znacznie większą szansę na pomyślność. Kobiety i mężczyźni kąpią się w naturalnej, zielonkawej grocie nago na zmianę, po kilkanaście minut, bo dłuższa wizyta w tak gorącym źródle może być niezdrowa. Potem zimny prysznic i ciepłe ubranie. Atrakcją wioski Jamczun są też ruiny budowli datowanej nawet na kilka wieków przed naszą erą, zwane fortecą „czcicieli ognia”, co ma nawiązywać do zaratusztrianizmu – jednej z religii wyznawanych w regionie przed islamizacją.

Ismailism i zaratusztrianizm to jednak nie wszystko – dawniej popularną religią był tu też buddyzm, o czym świadczy chociażby stupa w wiosce Wrang. Co ciekawe, widoczna dziś z daleka konstrukcja została wzniesiona współcześnie przez lokalnych mieszkańców. Jak powiedział mi tutejszy nauczyciel, przez lata wiedzieli, że coś tam jest, ale nie wiedzieli co, a dopiero po poznaniu informacji z wykopalisk archeologicznych postanowili po prostu stupę naprawić. Również własnym sumptem wybudowali Pamirczycy muzeum w miejscowości Jamg, w której mieszkał ismailicki mistyk, muzyk i astronom Muborak Kadam Wachoni (1839–1903). Ponieważ zajmowała go problematyka kalendarza, zaaranżował kamienne obserwatorium – do dziś w Jamgu można zobaczyć na przykład kamień wyznaczający odpowiednią pozycję słońca (sangi oftob-bin). Na otwarte w 1994 roku muzeum składa się oryginalne miejsce zamieszkania mistrza (farmon-chona) i budynek z ekspozycją obiektów etnograficznych i manuskryptów (osor-chona). Na wzniesieniu widać grobowiec mistrza z dwiema wieżyczkami – to miejsce za życia przygotował sobie sam.

120 kilometrów za Iszkoshimem, w okolicach Langaru, można obejrzeć jeszcze jedną atrakcję – petroglify. W samej wiosce znajduje się tylko kilka niewielkich skał, najlepiej więc, mijając cmentarz, wspiąć się na pobliską górę w towarzystwie jakiegoś lokalnego przewodnika. Oglądając tysiące naskalnych rysunków – od mających nawet kilka tysięcy lat kozic czy myśliwych z łukami po współczesne napisy – człowiek zastanawia się, czy to dewastacja kulturowego dziedzictwa, czy raczej przejaw jego ciągłości?

Paulina Niechciał jest socjolożką, etnolożką i iranistką. Pracuje w Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ. Prowadzi blog: tadzykistan.blogspot.com. 

                                                                                                            ***

Artykuł jest częścią wakacyjnego cyklu Mój własny Wschód. Nasi autorzy przedstawiaj w nim ważne dla siebie, nieznane, ciekawe miejsca w Europie Wschodniej.

Chcesz również przedstawić na łamach wydania internetowego NEW „swoje” miejsce na Wschodzie? Zachęcamy do wysyłania krótkich (do 6 tysięcy znaków) tekstów eseistyczno–dziennikarskich na adres zbigniew.rokita@new.org.pl. Może być to opis miejsca, wydarzenia, impresje z podróży. Redakcja wybierze najciekawsze artykuły, które zostaną opublikowane na www.new.org.pl, a ich autorzy otrzymają upominki książkowe.

 


Polecamy inne artykuły autora: Paulina Niechciał
Powrót
Najnowsze

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

Palone mosty

10.11.2017
Michał Potocki
Czytaj dalej

Utopia, modernizacja, terror – 100 lat po Październiku 1917

09.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Cel: Putin 4.0

08.11.2017
Karol Bijoś
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu