Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Milczenie i czyny prezydenta
2017-07-14
Ewa Polak

Wynik kwietniowych wyborów parlamentarnych potwierdził skalę politycznego zagrożenia za strony premiera Karena Karapetjana dla prezydenta Serża Sarkisjana. Zdecydowane zwycięstwo Republikańskiej Partii Armenii znacznie przekroczyło oczekiwania związane z zakładanym rezultatem wyborów: RPA uzyskała ostatecznie ponad 49 procent  głosów (co przełożyło się na 58 mandatów w 105-mandatowym Zgromadzeniu Narodowym), podczas gdy sondaż przeprowadzony na miesiąc przed wyborami przez ormiańskie biuro Gallup (postrzegane jako prorządowe) dawało RPA drugie miejsce za Blokiem Carukjana i jedynie około 22 procent głosów. Bardzo dobry wynik udało się uzyskać pomimo nieomal całkowitego wycofania się Serża Sarkisjana z kampanii wyborczej, której liderem i twarzą był Karen Karapetjan (mimo że sam nie mógł startować w wyborach).

Sukces RPA można zatem postrzegać jako porażkę Sarkisjana; rezultat wyborów unaocznił, że prezydent-przewodniczący partii nie jest nieodzownie potrzebny, by dowieść swoją siłę polityczną do zwycięstwa.  Przed prezydentem pozostał jeszcze niecały rak piastowania najwyższego stanowiska w kraju – rok, w którym musi ostatecznie podjąć decyzję co do swojej przyszłości i  wypracować odpowiednią pozycję dla realizacji planu. Mimo że wiele wskazuje na to, że Sarkisjan jeszcze nie dokonał ostatecznego wyboru, aktywnie pracuje nad zapewnieniem sobie możliwie szerokiego pola manewru.

Wojskowi kontra menadżerowie

Główna oś wewnętrznego konfliktu politycznego przebiega na linii Serż Sarkisjan – Karen Karapetjan. Rywalizacja pomiędzy dwoma czołowymi politykami RPA nie ogranicza się jedynie do osobistej niechęci, a ogniskuje w sobie spór na kilku płaszczyznach i wykracza poza ramy walki wewnątrzpartyjnej. Konflikt dwóch Republikanów można postrzegać miedzy innymi jako starcie „wojskowych” i „menadżerów” – dwóch różnych stylów myślenia o państwie i jego zarządzaniu, ugruntowanych w osobistym doświadczeniu weterana wojny karabachskiej i byłego dyrektora Gazpromu. Na to nakłada się konflikt generacyjny, w ramach którego młodsze pokolenie dąży do zastąpienia grupy osób, które wydźwignął do władzy ruch karabachski końca lat osiemdziesiątych. Trzecim wymiarem starcia Karapetjana z Sarkisjanem jest konflikt środowisk prokremlowskich i nacjonalistycznych. Podczas gdy te pierwsze prowadzą w Armenii „pozorną renacjonalizację gospodarki”, polegającą na przyciąganiu związanych z Kremlem oligarchów ormiańskiego pochodzenia, te drugie starają się „ochronić” lokalny układ biznesowy poprzez utrzymanie status quo. Walce frakcji dodaje pikanterii instrumentalnie, selektywnie i okazjonalnie wykorzystywanie proeuropejskich gestów. Czasu do całkowitego przejścia na system parlamentarny zostało niewiele, obie strony sporu starają się najlepiej jak mogą wyważyć proporcje pomiędzy poparciem zagranicą (z niewątpliwie największą siłą przełożenia Moskwy), pośród wyborców oraz w Zgromadzeniu Narodowym, które wyłoni nowego prezydenta, premiera i szefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Potyczki parlamentarne

Pozornie wewnątrzpartyjny konflikt różnych frakcji w RPA znalazł odzwierciedlenie w powyborczej kompozycji parlamentu. Emanacją sporu Sarkisjan-Karapetjan była między innymi dyskusja dotycząca koalicji z Ormiańską Federacją Rewolucyjną (Dasznakami). Premier Karapetjan był przeciwny podpisaniu memorandum o współpracy, Dasznacy zaś jednoznacznie uderzyli w ministrów-współpracowników Karapetjana (którzy nie startowali w wyborach, pomimo braku formalnych ograniczeń).  Jasnym jest, że do zawarcia koalicji dążyło środowisko Serża Sarkisjana, wobec którego Dasznacy pozostają lojalni. Zawarte porozumienie gwarantuje zatem frakcji prezydenta siedem dodatkowych głosów w parlamencie. Jednocześnie konflikt Karapetjan-Dasznacy spowoduje, że obie siły będą się wzajemnie osłabiać, co zmniejszy potencjał zagrożenia z ich strony.

Bezprecedensowym przypadkiem powyborczej walki politycznej okazała się sytuacja w Bloku Carukjana. Z 31 kandydatów, którzy według wstępnych wyników wyborów uzyskali mandat poselski, 23 złożyło rezygnację. Jednakże wkrótce po upublicznieniu tej decyzji 12 przedstawicieli Bloku wyraziło protest, twierdząc że nigdy takiej rezygnacji nie składali i że nie zamierzają zrzekać się mandatów poselskich.  Rzeczniczka Bloku Carukjana twierdzi, że niedopuszczenie kandydatów do pełnienia funkcji poselskich jest pokłosiem ich niezadowalającego wyniku wyborczego, w związku z czym partia czuje się w prawie, by niedoszłych posłów odwołać. Co jednak wydaje się bliższe prawdy, sytuacja może być raczej wynikiem konfliktu pomiędzy Serżem Sarkisjanem i Gagikiem Carukjanem. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć scenariusz, w którym na skutek porozumienia pomiędzy politykami w zamian za obietnicę koalicji (może nawet funkcję premiera dla Carukjana) na listach Bloku Carukjana znaleźli się politycy przychylni prezydentowi i jego partii. W związku z nieprzewidzianie dobrym wynikiem RPA okazało się niemożliwym zastąpić na stanowisku premiera Karapetjana, w związku z czym do koalicji RPA-Carukjan nie doszło. Lider Dostatniej Armenii  w takiej sytuacji prawdopodobnie uznałby zatem za słuszne usunięcie ze swojego Bloku wszystkich potencjalnie nielojalnych i pro-republikańskich posłów. Bunt 12 z nich przeciw swojemu nominalnemu liderowi oznaczałby, że otrzymali pewnie gwarancje od Sarkisjana, które pozwoliły im na dokonanie rozłamu wewnątrz Bloku Carukjana. Centralna Komisja Wyborcza ustaliła, że pretensje większości z nich są zasadne, w związku z czym zatrzymali oni swoje mandaty poselskie. Tym samym RPA i jej prosarkisjanowska frakcja również w deklaratywnie opozycyjnym Bloku Carukjana mogłaby liczyć na wsparcie minimum kilku dodatkowych parlamentarzystów.

Przyszłość Sarkisjana

Uzyskanie przez parlament realnej władzy politycznej po całkowitym przejściu na system parlamentarny w 2018 roku zdecydowanie zwiększa jego znaczenie. Tym samym można zaobserwować coraz większą wagę, przywiązywaną przez liderów partii do poszczególnych jego członków oraz ich lojalności. Można zatem dojść do wniosku, że prezydent Serż Sarkisjan przygotowuje sobie możliwie szeroki front poparcia, wykraczający poza jego własną partię, w której potencjalnie zagraża mu frakcja prokarapetjanowska. Daje mu to zdecydowanie szersze pole manewru, zarówno w przygotowaniu scenariuszy na swoją rolę po 2018, jak i przy neutralizacji potencjalnych konkurentów politycznych. Co zatem planuje Sarkisjan? Najgłośniej mówi się o możliwości zajęcia przez niego stanowiska premiera. Nie można wykluczyć takiego scenariusza, jednakże należy mieć na uwadze, że nie musi się on okazać najdogodniejszym. Wiele siły i samozaparcia wymagałoby dalsze pełnienie funkcji piorunochronu, który skupiałby na sobie niezadowolenie zarówno własnego społeczeństwa, jak i zagranicznych partnerów. Zwłaszcza gdyby na Armenii wymuszono niepopularne reformy, doszłoby do kolejnych masowych protestów lub do zmiany status quo w Górskim Karabachu. Zdający sobie sprawę z napięcia społecznego Sarkisjan już teraz postawił przed rządem ambitne, lecz mało realne cele (na przykład rokroczny 5 procentowy wzrost gospodarczy pomimo o wiele mniej entuzjastycznych prognoz), z których rozliczy premiera albo tłum, albo sam prezydent.

Chęć odsunięcia Karapetjana od władzy nie musi jednak oznaczać osobistego zajęcia jego miejsca. Serż Sarkisjan umiejętnie inwestuje politycznie w lojalnych wobec siebie „młodych” (wicemarszałkowie, rzecznik RPA, minister obrony, szef komisji spraw zagranicznych) i „wojskowych”, którzy w znacznej mierze zawdzięczają mu karierę. Można z łatwością stworzyć prosarkisjanowską giełdę nazwisk osób, które mogłyby zastąpić Karapetjana. Sam Sarkisjan pytany o swoją polityczną  przyszłość milczy, deklarując jedynie, że zamierza w jakiejś formie działać na rzecz bezpieczeństwa kraju. Nowa konstytucja natomiast zwiększa pełnomocnictwa Rady Bezpieczeństwa Narodowego, nadając jej uprawnienia do podejmowania decyzji. W pogrążonym w konflikcie z sąsiadami kraju przewodniczący RBN ma szansę zostać szarą eminencją. De facto sprawując władzę w państwie i utrzymując przy tym rolę trybuna pośród miejscowych koterii przewodniczący faktycznie mógłby „działać na rzecz bezpieczeństwa” – i to nie tylko państwa, a również „państwa w państwie”, poza zasięgiem urn wyborczych i nachalnych oczu kamer.

Ewa Polak jest antropolożką polityki w krajach byłego ZSRR, badaczką terenową i analityczką.   

 


Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu