Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nie z pozycji siły
2017-08-10
Aleksander Radczenko

Litewskie elity nadal mają nadzieje na reset z Polską pod rządami PiS. Dziś widzimy kilka jaskółek możliwej polsko–litewskiej wiosny. Oby ta szansa nie została zaprzepaszczona przez „politykę paszportową” Błaszczaka.

Na Litwie o wiele większe oburzenie wywołał pomysł polskiego MSWiA, żeby w paszportach zagranicznych zamieścić wizerunek Ostrej Bramy, niż skandaliczne wypowiedzi Radosława Sikorskiego w restauracji Sowa i przyjaciele. Nie sądzę, aby opublikowane przed kilkoma dniami przez Tvp.info nagrania z lutego 2014 roku, na których ówczesny szef polskiej dyplomacji wraz z ówczesnym prezesem Orlenu Jackiem Krawcem rozmawiają o Litwie i rafinerii w Możejkach, cokolwiek zmienią w relacjach polsko–litewskich. Na Litwie z satysfakcją zostały przyjęte słowa Krzysztofa Szczerskiego, szefa gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy, że ujawnione nagrania nie odzwierciedlają stanowiska obecnych władz Polski. Z rządami Prawa i Sprawiedliwości litewskie elity nadal wiążą nadzieje na reset. Szczególnie że i Polska, i Litwa jednakowo postrzegają zagrożenie ze strony Kremla.

 

Osobista vendetta Sikorskiego

Taśmy dotyczą zresztą wewnętrznej polityki polskiej, a litewski ślad jest interesującym, ale jednak pobocznym wątkiem – nie dowiadujemy się niczego nowego. Bo o tym, że Sikorski chciał „wychować Litwinów, żeby zrozumieli, że sr…ie na Polskę nie jest za darmo” wiedzieliśmy od przysłowiowego zawsze. Litewski minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius w wywiadzie dla Žinių radijas” przyznał, że w rozmowach z Sikorskim i niektórymi innymi politykami z ówczesnego polskiego obozu rządzącego „czuć było podwójne dno i brak szczerości”, strona polska nie tyle bowiem starała się rozwiązywać problemy, co ich szukać.

Radosław Sikorski nigdy szczególnie nie ukrywał, że prowadzi przeciwko Litwie swego rodzaju osobistą vendettę. Według jednych źródeł poszło o to, że jeszcze w czasach, gdy był wiceministrem spraw zagranicznych (1998–2001), Litwini podczas jednej z jego wizyt w Wilnie przyrzekli mu solennie „w ciągu miesiąca” rozwiązać wszystkie problemy litewskich Polaków. Później tradycyjnie nie zrobili w tej sprawie nic. Sikorski, który już publicznie ogłosił, że osobiście dokonał przełomu (czego nie byli w stanie uczynić jego poprzednicy) nie mógł wybaczyć, że wyszedł na idiotę. Według innych poszło o stanowisko sekretarza generalnego NATO, o które zabiegał w swoim czasie: Litwini poparli wówczas Andersa Fogha Rasmussena. Tak czy inaczej Sikorski litewskich elit politycznych nie lubi i tak zwane taśmy prawdy tylko ten fakt potwierdzają. Wskazują też, jak daleko był gotów się w chęci dania nauczki „małemu kraikowi” posunąć.

Współpraca bilateralna, niezależnie od wielkości państwa, powinna być równoprawna. W kontaktach z Polską usiłujemy zachować serdeczne i konstruktywne stosunki. Tego samego też oczekujemy od nich. Żądania czy wskazówki kupienia przyjaźni, niezależnie od kogo pochodzą, są dla Litwy nie do przyjęcia” – tak skomentowała wypowiedzi Sikorskiego prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė. Pewnie mogła sobie ten komentarz odpuścić, szczególnie że dziś Sikorski nie pełni już żadnych oficjalnych stanowisk w Polsce i pewnie już nigdy ich pełnić nie będzie. Ale ona w swoim czasie prowadziła także swoją prywatną wojnę z Sikorskim i taśmy prawdy” to w jej oczach dowód na to, że miała rację.

 

Doktryna Grybauskaitė

Ta wypowiedź jest jednak ważna też z innego powodu. Doskonale obrazuje coś, co można nazwać „doktryną Grybauskaitė” litewskiej polityki zagranicznej. Sprowadza się ona do lapidarnego postulatu: z Litwą nie da się rozmawiać z pozycji starszego brata. Wszystkim decydentom w Warszawie najwyższy czas uświadomić, że zbyt świeże są na Litwie wspomnienia o podobnym zachowaniu ze strony innego, potężnego sąsiada, aby Litwini taką postawę zaakceptowali. Z Litwinami nie da się rozmawiać z pozycji siły. Próby takich rozmów nigdy nie dały i nie dadzą żadnego pozytywnego efektu, a dodatkowo rykoszetem zawsze uderzą w Polaków na Litwie. Polityka „wychowywania Litwinów” Radosława Sikorskiego jest najlepszym tego dowodem.

Poza tym nie należy zapominać, że Litwini też mają szereg własnych pretensji do Warszawy. Nie chodzi o prawa mniejszości litewskiej w Polsce, a o niezwykle ważne dla Litwy projekty infrastrukturalne. Via Baltica, Rail Baltica, LitPolLink, interkonektor gazowy wszystkie te projekty są omawiane prawie tyle lat, co kwestie pisowni nazwisk i dwujęzycznych tabliczek. Padało w ciągu ostatnich dwudziestu siedmiu lat wiele zapewnień i deklaracji, jednak w rzeczywistości projekty te posuwają się do przodu żółwim tempem. W dużym stopniu wynika to z oporów Warszawy.

 

Strategiczne partnerstwo nie było niewypałem

Dziś bardzo często strategiczne partnerstwo polsko–litewskie z przełomu XX/XXI wieków uważane jest za pozorne, za niewypał, gdyż nie pomogło rozwiązać problemów polskiej mniejszości na Litwie (pisownia nazwisk, dwujęzyczne tablice z nazwami topograficznymi). Jednak zapomina się przy tym, że w czasie jego trwania sytuacja polskiej mniejszości na Litwie się nie pogarszała. Radosław Sikorski deklarując, że jego noga nie postanie w Wilnie, dopóki Litwini nie rozwiążą tych problemów, nie tylko nie rozwiązała problemów Polaków na Litwie, ale i wytrąciła z rąk polskiego MSZ większość narzędzi „miękkiego wpływu” na stronę litewską. Na skutki nie trzeba było długo czekać w 2011 roku została znowelizowana Ustawa o systemie oświaty, która już całkiem realnie, a nie symbolicznie (jak w przypadku pisowni nazwisk), uderzyła w polski stan posiadania na Litwie.

W tym sensie mieli jednak rację prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński, którzy próbowali problemy polsko–litewskie załatwiać polubownie. Sikorski z Krawcem mogli oczywiście zastanawiając się nad przekazaniem rafinerii Rosjanom drwić z „genialności” Lecha Kaczyńskiego, który wymusił na PKN Orlen inwestycje w litewską rafinerię w Możejkach, ale dziś okazuje się, że Możejki nie są „górą złomu”: nie tylko w sensie politycznym, ale i biznesowym. W ubiegłym roku rafineria wygenerowała około 900 milionów złotych zysku. Na rok bieżący prognozy są również optymistyczne, szczególnie że zakończył się wieloletni spór z litewskimi kolejami państwowymi.

 

Ordery za szlachecką głupotę

Porozumienie PKN Orlen z Lietuvos geležinkeliai (kolejami właśnie) nie jest zresztą jedyną jaskółką zwiastującą polsko–litewską wiosnę. W litewskim parlamencie przyspieszeniu uległy prace nad Ustawą o pisowni imion i nazwisk, która rozwiązuje przynajmniej część problemów litewskich Polaków. Są duże szanse, że zostanie przyjęta w sesji jesiennej. Już za czasów poprzedniego litewskiego rządu po części rozwiązano problem dwujęzycznych tablic z nazwami ulic (dziś są one legalne na budynkach prywatnych, choć nie mają statusu oficjalnego) oraz używania języka polskiego w urzędach (dziś każda instytucja państwowa lub samorządowa na Litwie decyduje indywidualnie, czy zezwolić na obsługę interesantów w języku mniejszości narodowych; po polsku można złożyć podanie nie tylko w rządzonych przez Polaków rejonach wileńskim i solecznickim, ale i w Wilnie). Źle się stanie jeśli ta szansa na reset zostanie zaprzepaszczona przez „politykę paszportową” Mariusza Błaszczaka.

Afera paszportowa” doprowadziła już do sporego napięcia w stosunkach polsko–litewskich. Do litewskiego MSZ w celu złożenia wyjaśnień został wezwany chargé d'affaires ambasady RP na Litwie Grzegorz Poznański. Nie zdarzało się to w relacjach polsko–litewskich nawet w czasach Radosława Sikorskiego. Nastroje starają się studzić litewscy publicyści, którzy proponują na kwestię Ostrej Bramy w polskich paszportach patrzeć z humorem i dostrzegać też pozytywne strony takiego pomysłu – wszak to bardzo dobra reklama Wilna i Litwy.

Niestety ponieważ my, Litwini, jesteśmy jak dwie krople wody podobni do naszych braciPolaków, na polskie głosowanie internetowe w sprawie wizerunku Ostrej Bramy na ich paszportach, zareagowaliśmy bez humoru. (…) W ten sposób polscy radykałowie pobudzają litewskich radykałów, i vice versa. I tak będzie zawsze. (…) Najpierw będziemy się kłócili o wizerunek Ostrej Bramy na polskich paszportach. Potem z powodu »w« (…). A tym czasem w Moskwie ktoś ordery za naszą szlachecką głupotę dostaje” — powiedział w komentarzu dla litewskiej telewizji LRT publicysta Rimvydas Valatka. Trzeba przyznać, że ma sporo racji.


Aleksander Radczenko jest litewskim dziennikarzem i prawnikiem. Działacz polskiej mniejszości na Litwie, autor bloga Inna Wileńszczyzna jest możliwa, były redaktor naczelny „Gazety Wileńskiej".

Fot. Avi1111 (cc by-sa 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Aleksander Radczenko
Powrót
Najnowsze

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

Palone mosty

10.11.2017
Michał Potocki
Czytaj dalej

Utopia, modernizacja, terror – 100 lat po Październiku 1917

09.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Cel: Putin 4.0

08.11.2017
Karol Bijoś
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu