Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Oblicza rosyjskiego terroru
2017-09-11
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita

Wacław Radziwinowicz: „Dziś w Rosji podnosi się fala prawosławnego ekstremizmu. Kreml nie ma dziś jednak narzędzi, aby kontrolować te ugrupowania”.

 

ZBIGNIEW ROKITA: Czy do zamachów terrorystycznych, takich jak kwietniowy zamach w petersburskim metrze, będzie dochodziło w Rosji coraz częściej?

WACŁAW RADZIWINOWICZ: Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat przez Rosję przetoczyła się większa fala terroru niż przez Europę Zachodnią. Przypomnijmy sobie wydarzenia roku 1999, gdy w Moskwie wylatywały w powietrze domy, rok 2002 i zamach w teatrze na Dubrowce, rok 2004 i atak na szkołę w Biesłanie, rok 2015 i zestrzelenie rosyjskiego samolotu nad Synajem, a po drodze wiele pomniejszych aktów terrorystycznych, w tym liczne, które miały miejsce w Moskwie.

Rosja to kraj, któremu terror towarzyszy od dawien dawna: przynajmniej od Narodnej Woli [organizacja rosyjskich rewolucjonistów, założona w 1879 roku – przyp. red.]. Związkiem Radzieckim rządzili terroryści: Lenin, Stalin. Ten ostatni był uczniem seminarium duchownego, ale jego zawodem wykonywanym był terrorysta. Dziś w Rosji terroryzm przybiera różne formy: to zamach na Anatolija Czubajsa z 2005 roku, to radykalne siły, które w swoim czasie planowały zamach stanu, to działalność nacjonal–bolszewików Eduarda Limonowa, to książki Zachara Prilepina, z kart których wyłania się ideologia terroru.

Wyzwaniem, o którym mówi się najwięcej, jest terroryzm kaukaski i islamski. Świat muzułmański w Rosji się zmienia. W wielu rosyjskich miastach ludności kaukaskiej jest dużo, ale dziś obserujwemy przede wszystkim dynamiczny napływ ludzi z Azji Centralnej, z której do Rosji można wjechać bez wiz. Ludzie ci – Uzbecy czy Kirgizi – przywożą ze sobą islam bliskowschodni, a więc nie ten znany na przykład z Tatarstanu, pogodzony z rosyjską państwowością, ale ideologię znacznie bardziej wojowniczą. Władze niby kontrolują te migracje, ale w kraju, w którym jedynym działającym instrumentem rządzących jest korupcja, trudno o realną kontrolę. W Moskwie czy Petersburgu niełatwo się zameldować i legalnie żyć, ale już na rosyjskiej prowincji odsetek przybyszy z Azji Centralnej w ramach tamtejszych społeczności muzułmańskich rośnie, a same społeczności rozrastają się błyskawicznie. W należącym do Uralskiego Okręgu Federalnego Surgucie, w którym doszło niedawno do ataku nożownika, muzułmanie stanowią już 12 procent mieszkańców – a to północ Rosji, zasiedlana historycznie przez ludność słowiańską. Nieprzypadkowo „Państwo Islamskie” ogłosiło niedawno swoją prowincją również Ural – dotychczas rosyjską prowincją „ISIS” nazywano tylko Kaukaz Północny. Ma to wydźwięk wyłącznie symboliczny, ale z jakiegoś powodu się wydarzyło.

 

Jaką postawę przyjmuje Kreml, gdy dochodzi do zamachów w Rosji?

Rosyjska polityka jest sprytna: tamtejsze władze za nic nie chcą przyznać się, że dokonujące się tragedie są zamachami terrorystycznymi. Wróćmy do katastrofy rosyjskiego samolotu nad Synajem: po kilku dniach od eksplozji cały świat mówił już, że był to zamach, a na pokładzie była bomba. Tymczasem Rosjanie przez ponad dwa tygodnie podawali różne wersje, nie chcieli przyznać, że mogło dojść do aktu terroru, związanego z udziałem Rosji w wojnie w Syrii. Albo przypadek tak zwanej bandy GTA, która na podmoskiewiskich drogach bez powodu zatrzymywała auta i zabijała przypadkowych kierowców: okazało się, że owa grupa, kierowana przez byłego żołnierza „ISIS”, trenowała przed wyjazdem na Bliski Wschód i wojną. Dziś są oni sądzeni za bandyckie napady rabunkowe – choć niczego nie rabowali. Władze słowem nie zająkną się, że to terroryści.

 

Rosyjskie społeczeństwo odbiera więc dokonujące się akty terroru jako przejaw słabości władz, które są niezdolne do zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa, czy wręcz przeciwnie – konsoliduje się wokół Kremla w sytuacji zagrożenia?

Kremlowska strategia jest skuteczna, do świadomości Rosjan nie dociera, że mają do czynienia z terroryzmem. Media co do zasady nie mówiły o rzezi w Surgucie, a nieliczne, niszowe relacje, które poruszyły ten temat, nożownika przedstawiały jako leczącego się psychiatrycznie wariata. W przypadku kwietniowego zamachu w Petersburgu władze musiały zająć stanowisko, ale kluczyły: najpierw mówiono, że to samotny wilk, a o tym, iż za zamachem stała zorganizowana grupa powiedziano dopiero wówczas, gdy sprawców złapano. Poetyka informowania obywateli jest następująca: najważniejsze jest oświadczenie, że mamy sprawców, później, co się wydarzyło, najmniej istotne są ofiary.

Sondaże Centrum Lewady pokazują, że spada odsetek Rosjan lękających się terroryzmu, dziś takie obawy deklaruje około trzydziestu procent respondentów. Rosjan bardziej obchodzą sprawy bytowe.

Wyobrażony Obcy konsolidował w Rosji obywateli wokół władzy w czasie drugiej wojny czeczeńskiej, pod koniec epoki Jelcyna i na początku epoki Putina. Żywy był wówczas rosyjski nacjonalizm, a stosunek społeczeństwa, władz i milicji do tak zwanych czarnych, czyli osób z Kaukazu czy Azji Centralnej, był negatywny. Nacjonalizm jako czynnik jednoczący Rosjan nie sprawdzał się jednak w kraju wielonarodowym i wielowyznaniowym. Dziś wygląda to inaczej, a tym, co konsoliduje Rosjan, jest antyamerykanizm i wrogość wobec Zachodu: takie nastroje podziela z jednej strony mieszkaniec Orła czy Murmańska, a z drugiej Groznego. Dlatego władze próbują przemilczeć akty terroru.

Kreml boi się informować naród o terroryzmie jeszcze z jednego powodu. Putin obiecał obywatelom, że rosyjskie zaangażowanie w Syrii nie będzie niosło ze sobą ofiar wśród rodaków, a walki toczyć będą się na obcej ziemi. Mówienie więc dziś Rosjanom, że ludzie w Surgucie, Moskwie czy Petersburgu giną z powodu obecności naszych wojsk w Syrii, podważy pozycję Putina, który za parę miesięcy wystartuje w wyborach prezydenckich.

 

Najbliższy czas może przynieść Moskwie kolejne wyzwania, takie jak napływ islamskich bojowników do Rosji i szerzej: na obszar poradziecki. W szeregach „Państwa Islamskiego” walczą tysiące osób, które na Bliski Wschód przybyły z byłych republik ZSRR, a wraz ze słabnięciem „ISIS” część z nich powróci. Czy Rosja posiada instytucje, które są w stanie skutecznie przeciwdziałać zagrożeniu ze strony takich grup?

Pamiętamy zamach na Dubrowce. Szamil Basajew śmiał się wówczas, że za niewielkie pieniądze terroryści kupili paszporty i za łapówki przejechali przez całą Rosję. Dziś wydaje się jednak, że rosyjski aparat jest przygotowywany: służby są liczne, dobrze wyposażone i mają wolne ręce – nie muszą przejmować się obrońcami praw człowieka, parlamentem czy mediami, w imię zapewnienia ludziom bezpieczeństwa mogą robić wszystko. W przypadku granic wschodniej i zachodniej państwo jest w stanie zapewnić ich szczelność.

Problemem jest wspomniane południowe miękkie podbrzusze. To jeden z problemów, o który spierają się Putin i Nawalny. Ten ostatni, oskarżany o nacjonalizm, tłumaczy, że chce zamknięcia granic nie po to, aby ludzie nie przyjeżdżali, ale po to, aby przyjeżdżali wyłącznie ci, którzy są potrzebni. Putin stara się ograniczyć migrację z kierunku południowego, ale jednocześnie zamknięcie granic jest sprzeczne z jego wizją odbudowy imperium, nie chce odgradzać się od dawnych ziem Związku Radzieckiego czy Imperium Rosyjskiego. To jego wielki dylemat. Pozostaje więc liczyć na kontrole graniczne i uczciwość tych, którzy je wykonują, jednak ta ostatnia jest wątpliwa.

Problemem nie są zresztą tylko migracje, ale także zainteresowanie wojującym islamem ze strony młodych prawosławnych etnicznych Rosjan.

 

To dla nich atrakcyjna ideologia?

Na islam licznie przechodzą mieszkańcy Rosji północnej – prawosławni Słowianie, często w niewielkich miejscowościach. Spotykałem się z nimi i nie dziwię się im. W otaczającej rzeczywistości nie widzą perspektyw: wokół pijaństwo, bezrobocie, ponuro. W muzułmanach dostrzegają zaś ludzi niepijących, odpowiedzialnych, dbających o swoje rodziny i higienę. Islam staje się promykiem nadziei, że coś może się zmienić.

 

W jakiej wersji go przyjmują?

W wersji radykalnej.

 

Kilka dni temu doszło do nieudanego zamachu terrorystycznego w Jekaterynburgu. Zamachowiec wjechał w kino busikiem wypełnionym butlami z gazem i materiałami łatwopalnymi. Zdaniem mediów to przejaw ekstremizmu prawosławnego. Czy środowiska skrajnie prawosławne bądź skrajnie nacjonalistyczne w Rosji mogą zradykalizować się do tego stopnia, aby zacząć siać terror na dużą skalę?

Dziś wydaje się, że taka fala się podnosi. Radykalni prawosławni ekstremiści działają nie od wczoraj. Przykład: to oni w niby–kozackich strojach z wielkimi krzyżami pojawiali się w miejscach, gdzie próbowano organizować parady równości i siekli każdego, kto im się nawinął. Nie stronili od przemocy, a pozostawali bezkarni. Wiosną rosyjskie władze zdelegalizowały Świadków Jehowy: uznano ich za sektę, skonfiskowano spory majątek. Dało to początek serii napadów na Świadków Jehowy, które przeprowadzane były pod hasłami właśnie prawosławnymi.

Teraz zapalnikiem może okazać się film Matylda [prawdopodobnie plany jego dystrybucji w jekaterynburskim kinie były przyczyną próby zamachu – przyp. red.], opowiadający o romansie przyszłego cara Mikołaja II z polską primabaleriną Matyldą Krzesińską. Dla prawosławnych ekstremistów to okazja, aby się pokazać i zademonstrować siłę. Stowarzyszenie Święta Ruś od dawna grozi, że będzie podpalać kina, które zdecydują się na wyświetlanie tego filmu. Dwa tygodnie temu ktoś podpalił petersburskie studio Aleksieja Uczitela, reżysera Matyldy. Dostojnicy cerkiewni, na przykład Wsiewołod Czaplin, wprost nawołują do karania ogniem tych, którzy bezczeszczą rosyjskie świętości. To powtórka historii z „Charlie Hebdo”: tam wrogowie niby spotwarzyli proroka Mahometa, a tu świętego męczennika Mikołaja II.

 

A czy Kreml kontroluje te środowiska?

Prawosławie nie jest podporządkowane jednemu centrum, jest rozbite. Skoro sama rosyjska cerkiew nie kontroluje prawosławnych ekstremistów, to co dopiero mówić o Kremlu. Poza tym owym ugrupowaniom sprzyja znaczna część oficerów służb, którzy biegają co rusz do cerkwi, bronią tradycji ultrakonserwatywnej. Kreml nie ma obecnie narzędzi, żeby kontrolować prawosławnych ekstremistów.

 

Wacław Radziwinowicz jest dziennikarzem „Gazety Wyborczej”. Reporter, publicysta, wieloletni korespondent w Moskwie, autor między innymi nominowanej do Nagrody Literackiej Nike książki Gogol w czasach Google'a. Korespondencje z Rosji 1998–2012 (Warszawa 2013).

Fot. W0zny (cc by-sa 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu