Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Efekt Matyldy
2017-12-19
Anna Głąb

Dla Putinowskiej Rosji ostatnie lata są czasem drugiego „romansu” z nacjonalizmem. Kilka faktów świadczy o tym, że „patriotyczne” nastroje mogą się Kremlowi wymknąć spod kontroli.

 

Pierwszy „romans” Kremla z nacjonalizmem rozpoczął się wraz z wprowadzeniem Dnia Jedności Narodowej i rozpoczęciem organizacji „Ruskich marszy” w 2005 roku. Na tych ostatnich znalazło się miejsce dla haseł typu „Rosja dla Rosjan” (Rossija dla Russkich), obecnie wpisanego na listę „materiałów ekstremistycznych i zakazanych. Kreml nigdy nie miał pomysłu na zagospodarowanie Dnia Jedności Narodowej (powstałego w miejsce rocznicy przewrotu bolszewickiego), zaczęły to więc robić grupy mniej lub bardziej radykalne. Na marszu w 2011 roku pojawił się również coraz aktywniej prowadzący działalność społeczno-polityczną Aleksiej Nawalny.

Gdy popularność „Ruskich marszy” zaczęła władzy przeszkadzać, rozpoczęto proces rozbijania środowisk nacjonalistycznych oraz ich marginalizowania – między innymi wytaczając liderom sprawy karne. W międzyczasie, poprzez aneksję Krymu i działania w Syrii, władza odpowiedziała na społeczną potrzebę poczucia wielkości i znaczenia. W efekcie tegoroczny marsz był jednym z najmniej licznych.

Miejsce nośnych haseł o podłożu etnicznym zastąpiły jednak slogany o wydźwięku religijnym. Inspiracją dla nich była działalność deputowanej do Dumy Państwowej Natalii Pokłońskiej, która sprzeciwia się dystrybucji filmu Matylda w reżyserii Aleksieja Uczitiela. Swoją kampanię była prokurator Krymu rozpoczęła na rok przed oficjalnie zaplanowaną premierą.

 

Film pod specjalnym nadzorem

Matylda opowiada historię romansu między tancerką (polskiego pochodzenia) petersburskiego teatru Matyldą Krzesińską oraz carewiczem Mikołajem Aleksandrowiczem. Historycy do dzisiaj wiodą spór na temat charakteru oraz długości ich relacji. Pozostawia to wiele miejsca do interpretacji tak „filmowej” historii.

Podjęcie wątku romansu według Pokłońskiej oraz jej zwolenników jest jednak obrazą uczuć religijnych prawosławnych. Mikołaj II w 2000 roku został uznany przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną za męczennika i świętego. Szczególne oburzenie wywołały insynuacje, jakoby Mikołaj II kontynuował romans z Krzesińską nawet po ślubie z heską księżniczką Aleksandrą.

Pokłońska rozpoczęła swoją „krucjatę” w obronie czci i dobrego imienia cara jeszcze zanim ktokolwiek mógł zobaczyć i ocenić film. Część komentatorów kpiła z jej „histerii”, ale część – w tym wielu duchownych cerkwii prawosławnej – przyłączyła się do apelu o zakaz dystrybucji. Sprawą zajęła się nawet prokuratura, jednak nie znalazła ona dowodów na naruszenie prawa. Akcja sprzeciwu zaczęła żyć swoim życiem, aż wymknęła się spod kontroli. Radykałowie zapowiadali ataki (w tym podpalenia) na kina, które zdecydują się na wyświetlanie obrazu. I rzeczywiście: doszło do incydentów (chociaż pojedynczych). Sytuacja eskalowała.

Z uwagi na zagrożenie bezpieczeństwa widzów niektóre duże sieci kin zrezygnowały początkowo z dystrybucji filmu. Nie pomogły nawet uspokojające głosy płynące z rosyjskich ministerstw oraz z Kremla. I choć obraz uzyskał między innymi państwową dotację, z uwagi na radykalizm środowisk prawosławnych mógł skończyć w szufladzie – to zaś wiązałoby się z ogromnymi stratami finansowymi. Ostatecznie jednak pod koniec października odbyła się premiera, a kina, które wstępnie wycofały się z dystrybucji, zdecydowały się go pokazać. Szum medialny zapewnił obrazowi dodatkową darmową reklamę, co przyznał nawet sam reżyser Aleksiej Uczitiel.

 

Wiele hałasu o nic

Obecnie wydaje się, że temat Matyldy już przebrzmiał – szczególnie, że Rosjanie mogli ocenić produkcję i dojść do wniosku, iż nie ma w niej nic obrazoburczego. Film nie jest arcydziełem (chyba też nigdy nie pretendował do takiego miana) i do klasyki kina zapewne nie wejdzie. Ot, ckliwy kostiumowy melodramat. Jeśli czymś obraża uczucia widza to płytkimi dialogami i słabym scenariuszem (szczególnie dotyczy to bohaterów drugiego planu, na przykład zakochanego w Matyldzie porucznika Woroncowa czy lekarza-szarlatana niemieckiego pochodzenia).

Historycy zgodnie wskazują, że z prawdą historyczną obraz ma niewiele wspólnego. Trudno stwierdzić, czy w reakcji na stawiane obrazowi zarzuty scenariusz był przepisany a film przemontowany. Podejrzenie, jakoby Mikołaj II zdradzał swoją żonę, rozmywa się w fabule. Historycznie ślub następcy tronu i koronację dzieliło półtora roku, w filmie jednak oba wydarzenia rozgrywają się jednocześnie. W efekcie na ekranie romans kończy się przed ślubem i koronacją, filmowego cara nie można więc podejrzewać o cudzołóstwo.

Ważną osią produkcji są także rozterki młodego carewicza i wybór przed jakim stoi: między miłością do Matyldy a powinnością wobec państwa. Ostatecznie podjęta decyzja (odbierana przez bohatera jako zgodna z wolą Bożą), w żaden sposób nie może bulwersować prawosławnych.

Drugim wartym podkreślenia aspektem jest fakt, że świętym zostaje się po śmierci, a nie za życia. Historia zna wiele przykładów nawróceń, na przykład świętego Pawła czy świętego Augustyna. Podążając tokiem myślenia przeciwników Matyldy film o życiu wyżej wymienionych również nigdy nie mógłby powstać.

 

Powrót do przyszłości

Atmosfera wokół Matyldy jest przejawem tlących się napięć społecznych na tle etnicznym lub religijnym. We wrześniu Ramzan Kadyrow skrzyknął swoich współwyznawców, aby ci protestowali przeciwko działaniom władz Mjanmy (w większości buddyjskiej) wymierzonym w birmańskich muzułmanów. Na owym mityngu miały być skandowane hasła: „Buddyści-terroryści” czy „Zaczniemy od Kałmucji” (Kałmucy są buddystami, a Kałmucja jednym z podmiotów Federacji Rosyjskiej). Manifestacja przyczyniła się do wzrostu napięć, a w sieci pojawiło się wideo, na którym osoby pochodzące z Dagestanu uderzają w twarz napotkanego w Moskwie buddystę.

Pod koniec października członkowie rosyjskiej Prezydenckiej Rady ds. Praw Człowieka na spotkaniu z Władimirem Putinem mówili o rozłamie, do którego doszło w społeczeństwie, oraz o panującej atmosferze nienawiści. Podkreślono w tym kontekście duży wkład państwowej telewizji we wzmaganie histerii. O niebezpieczeństwie trwającej „zimnej wojny domowej” mówił prezydentowi komentator radia Kommiersant FM Stanisław Kuczer. Celem prowadzenia tej „wojny” ma być prześladowanie osób o poglądach różniących się od głównej linii polityki państwa. Kuczer przytoczył przykłady (Matylda, sprawa reżysera Kiriłła Sieriebriennikowa, atak na dziennikarkę Echa Moskwy czy postawienie w stan oskarżenia szefa karelskiego oddziału Memoriału Jurija Dmitrijewa), jednak Putin odpowiedział propagandowymi telewizyjnymi sloganami. Było widać, że argumenty dziennikarza nie wywarły na nim wrażenia.

Co Kuczer miał na myśli, można było się przekonać kilkanaście dni później. W internecie pojawiło się wówczas nagranie wystąpienia ucznia z Nowego Urengoja (teren jamalsko-nienieckiego okręgu autonomicznego) Nikołaja Diesiatniczenko w Bundestagu. Jego przesłaniem miał być apel o pokój, jednak rosyjskie media najczęściej podkreślały fragment o tym, że nie wszyscy Niemcy chcieli walczyć w imię nazizmu. Rozpoczęła się nagonka na ucznia (przyłączali się do niej wysoko postawieni urzędnicy), a władze okręgu natychmiast zleciły kontrolę szkoły. Pod adresem Nikołaja i jego rodziny zaczęto kierować anonimowe groźby. Eskalację napięcia zahamował dopiero oficjalny komentarz Kremla. Dmitrij Pieskow, rzecznik prezydenta, wyraził niezrozumienie wobec „przesadnej nagonki” i wskazał, że w wypowiedzi ucznia nie można doszukiwać się złych intencji czy propagandy nazizmu.

Wydaje się, że to właśnie w tym momencie Kreml zrozumiał, o co chodzi w „zimnej wojnie domowej”. W Rosji panuje powszechne domniemanie, że w razie pojawienia się jakiegokolwiek stwierdzenia niezgodnego z głównym nurtem politycznym, należy mu jednoznacznie i ostro przeciwdziałać. Polaryzacja stanowisk jest przy tym dość wyraźna: albo jest się za władzą i jej koncepcją „wielkiej Rosji”, albo jest się w opozycji. W Dumie trwają „wyścigi” na najbardziej patriotyczne projekty ustaw. Niedługo w Rosji mogą się pojawić nie tylko „zagraniczni agenci”, lecz także „niepożądana” działalność czy współpraca. Paranoja oblężonej twierdzy może szybko przybrać na sile.

Pozostaje pytanie, gdzie skończy Rosja, kiedy podsycając skrajne nastroje społeczne w innych krajach, nie zauważy niebezpieczeństwa na własnym podwórku?


Anna Głąb

Fot. Evgeniy Isaev (CC BY 2.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Anna Głąb
Powrót
Najnowsze

„Granice marzeń. O państwach nieuznawanych” Tomasza Grzywaczewskiego

13.01.2018
NEW
Czytaj dalej

Nowa książka Iwana Krastewa „Co po Europie?”

12.01.2018
NEW
Czytaj dalej

Sędzia nie widział

11.01.2018
Serhij Tiszczenko
Czytaj dalej

Na wojnie z kłamstwem

08.01.2018
Mateusz Bajek Marcin Rey
Czytaj dalej

Czas na doktrynę postgiedroyciowską wobec Ukrainy

04.01.2018
Wojciech Konończuk
Czytaj dalej

Opowiadanie Wiatrowycza „Ludzie”

02.01.2018
Wołodymyr Wiatrowycz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu