Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wojna polsko-ruska pod flagą biało-niebiesko-czerwoną
2017-12-22
Aleksandra Pospiszyl

Czesnok, bohater pełnometrażowego debiutu filmowego Aleksandra Hant, pracuje w pobliskim zakładzie, wieczory spędza w osiedlowej spelunie, czas umila sobie narkotykami i romansem ze zblazowaną Łarisą, a emocje rozładowuje bójkami z miejscowymi i awanturami – raz z żoną, raz z teściową. Nic nie zapowiada przełomu. Aż nagle Czesnok otrzymuje informację o chorobie dawno niewidzianego ojca – to tytułowy Liocha Sztyr. Kiedyś porzucił on syna i żonę, żona się powiesiła, a mały Witia wylądował w domu dziecka. Teraz Czesnok czuje się zwolniony z obowiązku podmywania starego kaleki – w końcu nic, poza solidnym ciosem, nie jest mu winien. Dlatego, gdy dowiaduje się, że odziedziczy po ojcu kawalerkę (która za sprawą meblościanki stała się przytulnym M2), postanawia wywieźć go do domu opieki i przejąć nieruchomość.

Historia zatacza koło: przed laty mały Witia przez Liochę trafił do domu dziecka, więc teraz duży Witalij również odda go pod opiekę państwa; ojciec zostawił matkę z synem, więc Czesnok też opuści swoją rodzinę, by zamieszkać z Łariską w zwolnionym mieszkaniu. Rodzinne fatum musi się dokonać. Jednak to dopiero początek szalonego połączenia kina drogi z filmem gangsterskim i czarną komedią, które zaskakuje przedziwnymi, choć nie zawsze logicznymi zwrotami akcji.

Na uwagę zasługuje obsada, a przede wszystkim Aleksiej Sieriebriakow znany polskiemu widzowi z takich obrazów, jak Lewiatan Andrieja Zwiagincewa czy Ładunek 200 Aleksieja Bałabanowa. W tyle nie pozostaje odtwórca roli syna Jewgienij Tkaczuk, który doskonale wykreował postać prowincjonalnego gopnika kierującego się prostym kodeksem moralnym. Autentyczności ich grze i całej historii dodaje zaskakujące podobieństwo fizyczne obydwu aktorów.

Ci, którzy spodziewają się kolejnego obrazu przepełnionego symboliką i dywagacjami o rosyjskiej duszy, będą rozczarowani. Film Aleksandra Hanta nie przypomina kina Andrieja Tarkowskiego, a raczej dresiarską epopeję Xawerego Żuławskiego. W opowieści o Witii i jego ojcu udało się dokładnie odwzorować romantyzm blokowisk, który znamy również z naszego podwórka (i kina). Nie zabrakło słowiańskiego przykucu z pluciem łupinami słonecznika, kilimów na ścianach prowincjonalnych mieszkań i fototapety zastępującej egzotyczne wakacje. Są też dresy i kaszkiety, brud blokowisk, pijani mężczyźni i nieszczęśliwe kobiety, a do tego błatne pieśni z przygrywającą tęsknie gitarą. Gdyby rzecz działa się w Stanach Zjednoczonych, Witia jadłby posiłek w przydrożnej restauracji o nazwie „Route 66”. Akcja toczy się jednak w Rosji, więc knajpa, do której po drodze trafia Czesnok, nazywa się po prostu „69”. Gdyby film wymyślił Aleksiej Bałabanow, to odwracalibyśmy wzrok od tych widoków. Jednak Rosja opowiedziana przez Hanta wygląda zgoła inaczej.

Inaczej, gdyż Jak Witia Czesnok wiózł Liochę Sztyra do domu opieki o dziwo jest filmem zabawnym i ładnym. Z drugiej strony niech nikt nie pomyśli, że to po prostu słodka historia osadzona w rosyjskich realiach. Twardy montaż nadający obrazowi teledyskowej dynamiki i kolory podkręcone do granic możliwości pojawiają się w tym filmie nie po to, by ubarwić szarą rzeczywistość, a dlatego że właśnie tak wygląda świat naćpanego Witalija. Ten oryginalny klimat buduje również wywodzący się z rosyjskich blokowisk ostry Hard Bass. Niestety zabrakło tu drugiego dna, dzięki któremu adaptacja powieści Doroty Masłowskiej stała się głosem pokolenia. Gdy tymczasem porównujemy obraz Hanta do genialnej Wojny polsko-ruskiej to mimo krzykliwych kolorów, niestety wypada on dość blado.

Jak Witia Czesnok wiózł Liochę Sztyra do domu opieki nie jest obrazem przełomowym dla kina naszych sąsiadów, ale też nie ma pretensji do tego, by być czymś więcej, niż doskonale napisaną czarną komedią, której dialogi mają szansę przeniknąć do rosyjskiej popkultury. Czy to dużo? Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że myśląc o Rosji, rzadko jest nam do śmiechu, to chyba można mówić o sukcesie.


Aleksandra Pospiszyl

 

Jak Witia Czesnok wiózł Liochę Sztyra do domu opieki, reż. Aleksander Hant, Rosja 2017.

Film prezentowany był podczas tegorocznego Festiwalu Filmów Rosyjskich Sputnik nad Polską – NEW jest patronem festiwalu.

Fot. Materiał producenta


Powrót
Najnowsze

Muzyczne polowania na czarownice

17.12.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Sport postawiony pod ścianą

15.12.2018
Krzysztof Popek Piotr Rowicki
Czytaj dalej

Obserwatorzy w Działaniu

14.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Jak de-rumunizowała się Rumunia?

13.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu