Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Inna twarz Wołodymyra Wiatrowycza
2017-12-27
Iza Chruślińska

Czy warto podjąć próbę zdemonizowania Wołodymyra Wiatrowicza? Zaproponować inne spojrzenie na szefa ukraińskiego IPN, którego tak często niesłusznie kreuje się na „wroga numer 1” polskiego państwa? Spróbuję to zrobić, choć bez większej nadziei na przekonanie kogokolwiek.

Mam poczucie, że z różnych przyczyn (nie jest to tekst polemiczny, więc ich nie analizuję), części Polaków potrzebny jest do różnych celów obraz „wroga”. Został na niego wybrany między innymi Wołodymyr Wiatrowycz. A przecież jeśli ktoś uważa jego poglądy i oceny za kontrowersyjne czy niezgodne z polską racją stanu, może się z nimi nie zgadzać, polemizować, krytykować – po co jednak „przyprawiać” mu twarz „wroga Polski”? Jako że argumenty uzasadniające negatywną opinię o szefie Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UIPN) są w Polsce rozpowszechnione i znane, dla symetrii podam garść kontrargumentów.

Nie tylko UPA

Moi mistrzowie – dzisiaj często potępiani przez różne osoby i środowiska w Polsce jak Jerzy Giedroyc czy Jacek Kuroń, uczyli Polaków innego podejścia w tego typu sytuacjach. Ot, choćby obrona generała Pawło Szandruka podjęta przez Jerzego Giedroycia na łamach „Kultury”. Trudno mi więc pogodzić się z narzucaniem polskiemu społeczeństwu tak jednoznacznie bezwzględnej opinii na temat Wiatrowycza. Tym bardziej, że opinia ta dla większości naszego społeczeństwa jest trudna do zweryfikowania: polskie audytorium, poza wąskim gronem osób, nie zna ani publikacji książkowych Wiatrowycza (jedyna jego książka wydana w Polsce to Druga wojna polsko-ukraińska 1942-47), ani jego pracy na Ukrainie jako szefa UIPN. W Polsce nagłaśnia się jedynie te działania Wiatrowycza, które dotyczą OUN i UPA, a o innych, bardzo ważnych dla ukraińskiego społeczeństwa, które dopiero od rewolucji godności odkrywa swoją historię (szczególnie XX-wieczną), milczy się.

Tymczasem w 2017 roku najważniejszym tematem prac i publikacji UIPN były ukraińskie walki narodowo-wyzwoleńcze lat 1917-1921 (w związku z przypadającą w tym roku 100-letnią rocznicą tych wydarzeń). Nie przypominam sobie jednak, aby w polskich komentarzach pojawiła się informacja na ten temat. Czy aby ktoś napisał o przepięknej wystawie przygotowaną przez UIPN z tej okazji, jaka przez kilka miesięcy była prezentowana na kijowskim Chreszczatyku? Wołodymyr Wiatrowycz był też jednym z inicjatorów i autorów tak zwanej ustawy dekomunizacyjnej, dzięki której z Archiwum SBU do UIPN trafiły setki tysięcy tomów dokumentów sowieckich organów represji. Znaczenia działań dekomunizacyjnych na Ukrainie nie można przecenić. Wiatrowycz jest również zaangażowany w zabiegi na rzecz uznania Wielkiego Głodu na forum międzynarodowym oraz za stworzenie na Ukrainie Memoriału Niebiańskiej Sotni.

Niestety, wolimy również nie pamiętać o tym, że gdy po pomarańczowej rewolucji Wiatrowycz był dyrektorem Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, przekazano Polsce nieznane, nigdzie niepublikowane dokumenty. Były wśród nich korespondencje i instrukcje KGB ZSRR obrazujące mechanizm zacierania śladów zbrodni katyńskiej, niszczenia miejsc pochówku polskich oficerów rozstrzelanych w Katyniu, Piatychatkach k. Charkowa i innych miejscach. Za ujawnienie tych dokumentów i przekazanie stronie polskiej oraz za zasługi w dokumentowaniu prawdy o najnowszej historii Polski na wniosek ówczesnego prezesa IPN Janusza Kurtyki Wołodymyr Wiatrowycz miał zostać odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi. Nie doszło do tego, ponieważ Ukrainiec uważał, że przyznanie przez ówczesnego prezydenta Wiktora Juszczenkę Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy było dobrą decyzją.

Kiedy po zwycięstwie rewolucji godności Wołodymyr Wiatrowycz został mianowany prezesem UIPN, jedną z jego pierwszych decyzji było wznowienie współpracy z polskim IPN. Ówczesny prezes polskiego Instytutu, Łukasz Kamiński, przebywający na zaproszenie Wiatrowycza z wizytą w Kijowie w grudniu 2015 roku, oświadczył, że przekazanie zasobów archiwów NKWD i KGB do UIPN ma „przełomowe znaczenie dla badaczy historii Ukrainy, Polski oraz całego obszaru byłego ZSRR”. Jego zdaniem będzie to też „największe udostępnienie dokumentów sowieckiego aparatu represji w historii”. Obecna dyrektor Archiwum IPN Marzena Kruk powiedziała, że w ten sposób „stronie polskiej udało się pozyskać wiele ciekawych, cennych materiałów i wypełnić białe karty historii”.

Wiatrowycz pozostawał i pozostaje otwarty – niezależnie od różnic w poglądach i ocenach na dyskusje i polemiki z polskimi historykami. W latach 2016 i 2017 był inicjatorem lub współinicjatorem zaproszenia na Ukrainę między innymi profesora Grzegorza Motyki, czy doktora Łukasza Adamskiego. Stało się tak mimo faktu, że poglądy tego ostatniego na temat Ukrainy i relacji polsko-ukraińskich są mocno kontrowersyjne, a przez część Ukraińców lub środowisk zajmujących się relacjami polsko-ukraińskimi w Polsce mogą zostać uznane za antyukraińskie. Gdy zaś wspólnie z Adamskim występował w kilku debatach w ukraińskiej telewizji, nie zauważyłam, aby reagował wrogo czy nie elegancko wobec adwersarza.

 

Kwestia perspektywy

Jesienią 2017 roku Wołodymyr Wiatrowycz pokazał jeszcze inne oblicze. Wydał swoją pierwszą książkę o charakterze nie publicystyczno-historycznym, a zawierającą krótkie teksty prozatorskie: Ne-istoryczni myti. Narysy pro mynuli sto rokiv istoriji. Włączone do książki miniopowiadania nie odwołują się do prawdziwych wydarzeń historycznych znanych z podręczników; historia Ukrainy, w tym współczesna, jest w nich obecna poprzez ludzi i ich emocje. Są to jakby zatrzymane na moment migawki z ludzkiego życia wpisane w wydarzenia historii Ukraińców XX i XXI wieków. Do najciekawszych zaliczam poruszające opowiadanie o grupce kijowskich studentów, którzy dojeżdżają w styczniu 1918 roku do stacji kolejowej w Krutach, na dzień przed bitwą, pozostającą w świadomości Ukraińców symbolem ukraińskich Termopilów. W tej bitwie, stoczonej pomiędzy 4 tysiącami oddziałem bolszewików a kilkudziesięcioosobowym Kureniem złożonym ze studentów, ochotników armii URL, większość ukraińskich młodych żołnierzy zginęła. Bolszewicy rozstrzelali również wszystkich wziętych do niewoli.

Wśród innych tekstów prozy, poruszających i pokazujących literacki talent Wiatrowycza, jest opowiadanie o strasznej głodowej śmierci małego chłopczyka na ukraińskiej wsi podczas Wielkiego Głodu. Jest też tekst o Wasylu Stusie, o jego ostatnich dniach przed śmiercią w 1985 roku w sowieckim łagrze, o sile charakteru i duchu niepokory, jaki cechował ukraińskiego poetę-dysydenta do ostatnich chwil życia (to mocno rozjuszało KGB).

Już słyszę sarkazm niektórych czytających te słowa i pytania: „a o UPA nie napisał?”. Owszem, w tomiku znalazły się również miniopowiadania związane z żołnierzami UPA, historia której jest nieodłączną częścią ukraińskich walk narodowo-wyzwoleńczych. Przypominam jedynie nieśmiało, że nie wszyscy w Polsce, znający dobrze historię dwunastu lat istnienia UPA (1942-54) oraz tragiczne losy jej żołnierzy w ZSRS, uważali i uważają armię UPA za zbrodniczą. Przypomnę jedynie, że wśród tych osób był Ryszard Torzecki czy Jacek Kuroń. W 2003 roku Jacek powiedział Pawłowi Smoleńskiemu na łamach „Gazety Wyborczej”: „Co więcej – jeśli Ukraina chce być niepodległa, nie może wyrzec się pamięci o UPA. UPA była powstańczą armią walczącą o niepodległość. Ładnie o tym pisał jeden z upowskich bohaterów Jehwen Stachiw: walki UPA z kobietami i z dziećmi wybaczyć nie można, ale za niepodległościową walkę z polskim podziemiem czy wojskiem, tak samo zresztą jak z Niemcami czy z Sowietami, należy im się szacunek. Staliśmy po dwóch stronach barykady, Polacy byli dla Ukraińców śmiertelnym zagrożeniem. Wielu z nas żachnie się, ale z ukraińskiej perspektywy ten spór musiał tak właśnie wyglądać.”

Opowiadaniem być może najbardziej poruszającym, o największej wartości literackiej jest to napisane przez Wiatrowycza latem 2015 roku – nosi tytuł Ludzie. Jego autorem jest nie tyle Wiatrowycz-historyk, co Wiatrowycz-człowiek. W tekście odwołuje się on do tragicznych wydarzeń lata 1943 roku na Wołyniu. Napisane w taki sposób, w jaki malarz malowałby obraz cieniutką, delikatną kreską. Pozostawiam je bez komentarza, a jego przekład na język polski włączam do tego tekstu.

Mój tekst nie będzie miał pointy czy podsumowania. Na Wołodymyra Wiatrowycza można patrzeć i oceniać jego działalność inaczej, wszystko zależy od perspektywy, z jakiej oceniamy, i od zdrowego rozsądku, jaki nami kieruje.

 

Iza Chruślińska

Fot. Сергій Липко (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Iza Chruślińska
Powrót
Najnowsze

Kaspijska szachownica

17.08.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu