Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polska Kuronia
2018-03-06
Iza Chruślińska

„Jacek Kuroń był człowiekiem walki bez nienawiści i pojednania bez zakłamania; odwagi bez fanatyzmu, konsekwencji bez faryzeizmu; był człowiekiem twardych zasad, ale łagodnego serca; kompromisu, który nie jest konformizmem; wyczucia czasu, które nie jest koniunkturalizmem; wspólnoty, która szanuje indywidualność; ufności, która nie jest naiwnością.” 

Adam Michnik (Słowo o Jacku w: U poszukach swobody, 2009)

 
Jaka miała być Polska według Jacka Kuronia? Demokratyczna, otwarta i tolerancyjna, wolna od nacjonalizmu i etnicznej nienawiści; miała być ojczyzną dla każdego bez względu na narodowość, wyznanie, światopogląd; dumna z tego, co było wielkie w jej historii i zdolna wyznać swoje przewiny i zbrodnie wobec innych narodów; miała to być Polska w Unii Europejskiej, hołdująca i wcielająca w życie najważniejsze wartości europejskie, Polska będąca rozumnym partnerem dla swoich sąsiadów: Ukrainy, Białorusi, Litwy, Niemiec.


Zrobić rachunek sumienia

Lista tego, czym miała być Polska według Jacka, byłaby bardzo długa. Polska AD 2018 jest jak najdalsza od jego wizji oraz od wizji wielu wspaniałych Polaków: poczynając od Jerzego Giedroycia i kręgu paryskiej „Kultury” po Jana Józefa Lipskiego, Bronisława Geremka czy Tadeusza Mazowieckiego. W ciągu ostatnich dwóch lat coraz częściej i coraz liczniejsze grono Polaków zadaje sobie pytanie: Co z tą Polską? Dlaczego odwracamy się od Europy, od naszych najbliższych sąsiadów i sojuszników? Co dzieje się z polskim społeczeństwem: bądź obojętnym, bądź coraz częściej zaczadzonym znanymi z XX wieku demonami – autorytaryzmu, nacjonalizmu, etnicznej nienawiści, ksenofobii, fanatyzmu religijnego. To demony, które w polskim społeczeństwie (doświadczonym ciężko ich konsekwencjami w latach trzydziestych XX wieku, w okresach II wojny światowej, stalinizmu i PRL) już nigdy nie powinny się odrodzić. A może ich cienie snuły się nieustannie po 1989 roku, tylko nie chcieliśmy ich dostrzec?

Aby stawić im czoła – jak okazuje się po raz kolejny – musimy być solidarni: przynajmniej ci z nas, którzy chcą Polski Kuronia i Giedroycia. Jacek wierzył, że można budować wspólnoty, które łączą lojalność i działanie, ale miały być to wspólnoty prawdziwe, a nie zaczadzone mitami i nienawiścią do „innego”. Solidarność to jeden z ważniejszych warunków tych wspólnot, ale chyba niewystarczający. Gdyby Jacek żył, nie bałby się wnikliwie spojrzeć na nasze błędy i zaniedbania, nazwać je, określić, gdzie brakowało nam konsekwencji – a brakowało jej wobec antysemityzmu, w podejściu do mniejszości narodowych i etnicznych, do uchodźców, w wychowaniu w odpowiedzialności za Polskę demokratyczną i otwartą, w mądrym stosunku do europejskich wartości i zasad, w rozumnym podejściu do historii Polski i do historii naszych nieprostych relacji z Ukraińcami, Białorusinami, Litwinami, Żydami.

Sam Jacek przez całe życie umiał sprzeciwiać się opinii publicznej, gdy uważał, że ogarnia ją szaleństwo narodowego szowinizmu. Walcząc o wolną Polskę nigdy nie zbliżył się do nacjonalizmu. Stał po stronie Żydów, Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, bez względu na różnice i zaszłości historyczne. Pogardzał zakłamywaniem i gloryfikacją własnej historii; przerażała go ksenofobia. Jak pisał Adam Michnik we wstępie do ukraińskiego wydania tak zwanych ukraińskich tekstów Jacka w książce Polaky ta ukrajinci – vazhkyj dialoh (2012): „W polityce polskiej był on zjawiskiem wyjątkowym. Wcześniej dominowała w Polsce logika monologu, mit Polski mesjańskiej, zawsze niewinnej ofiary złych sąsiadów. Jeszcze rządził w Polsce inny stereotyp: Polski położonej między Rosją a Niemcami. W ten sposób definiował polską geopolitykę, najwybitniejszy ideolog polskiego nacjonalizmu – Roman Dmowski. Zasadniczą polemikę z tym sposobem myślenia podejmował Jerzy Giedroyć, redaktor »Kultury« paryskiej, oraz Juliusz Mieroszewski. Natomiast w polityce nikt nie polemizował z tezą Dmowskiego z takim uporem i konsekwencją, jak Jacek Kuroń.”

Jacek powtarzał bezustannie: wschodnim sąsiadem Polski nie jest Rosja lecz Ukraina, Litwa i Białoruś. Jacek Kuroń, syn Ziemi Lwowskiej, uważał dialog i pojednanie polsko-ukraińskie za jeden z celów swojej działalności publicznej. Z tej perspektywy wypowiadał się o akcji „Wisła”, o prawach ukraińskiej mniejszości w Polsce, o Ukraińskiej Powstańczej Armii, o cmentarzu Orląt we Lwowie, o konfliktach polsko-ukraińskich, o prawie ukraińskiego narodu do własnej pamięci historycznej. I powtarzał, że trzeba najpierw robić rachunek własnego narodowego sumienia, a nie uderzać się w cudze piersi. Dokładnie na odwrót niż dzieje się to dzisiaj!

Przypominał więc kontekst historyczny, wskazywał na błędy przedwojennej polskiej polityki wobec Ukraińców, na ciąg zdarzeń, nie odmawiając tym samym niczego cierpieniu i polskim ofiarom, co tak często trudno jest zrozumieć niektórym środowiskom w Polsce. Miał odwagę mówić także o ukraińskich ofiarach. Starał się pokazać splot krzywd i rachunku krzywd po obu stronach. W rozmowie z Pawłem Smoleńskim na łamach „Gazety Wyborczej” Jacek Kuroń mówił: „Że przed wojną Ukraińcami [w Polsce] poniewierano (...), upokarzano, odzierano z godności – to pewne. Że na Wołyniu mamy do czynienia z czystką etniczną – to również pewne. Istnieje wzajemny rachunek krzywd. Ale jak je zmierzyć, jak porównać, gdzie jest ta waga, która pokaże sprawiedliwy rezultat? (...) Na Wołyniu zginęło więcej Polaków niż Ukraińców, ale tam, gdzie Ukraińcy stanowili mniejszość – na Zamojszczyźnie, Chełmszczyźnie, w Przemyskiem – bilans ofiar był dokładnie odwrotny. (...) Istnieją w historii takie momenty, gdy nie ma szans, by krew wsiąkła w ziemię, z krzywdy, z zemsty, z nienawiści rodzą się rzeczy przerażające, którym się nie da zaprzeczyć.”


Dialog zamiast szantażu

Jacek zdawał sobie sprawę z tego, jak ważna dla naszej współczesności jest współpraca polsko-ukraińska. Jak mało kto rozumiał też naturę polsko-ukraińskich konfliktów i sporów, ich złożoność i historyczną nieuchronność. Wiedział jednak również, jaką naukę na przyszłość trzeba wyciągać z wieloletniej nienawiści i bratobójczych wojen. Traktował niepodległą Ukrainę jako partnera Polski, z którym trzeba współtworzyć przyszłość Europy, na partnerskich zasadach prowadzić dialog. Dialog z Ukraińcami miał dotyczyć przede wszystkim spraw bolesnych i drażliwych, ale to nie one miały decydować o polskiej polityce wschodniej. Byłoby dla niego niewyobrażalne, aby można było Ukrainie, która dzisiaj aspiruje do członkostwa w UE, powiedzieć: „Nie wejdziecie do Unii z Banderą!”

Taka postawa oznaczałaby dla niego szantaż wobec innego kraju oraz zamknięcie oczu na naszą wspólną historię i naturę polsko-ukraińskich relacji w przeszłości. Kuroń wiedział, że na relacje te należy patrzeć w historycznej perspektywie kilkusetletniego bardzo bliskiego a zarazem tragicznego sąsiedztwa. Wiedział, że w innym razie niczego z tych wydarzeń nie zrozumiemy (a szczególnie nie pojmiemy konfliktu lat 1939-1947); tym samym nie uda się nam zbudować teraźniejszości i przyszłości w oparciu o wnioski wynikające z lekcji historii. Podobnie jak Jerzy Giedroyc, uważał, że Polacy poprzez kilkuwiekową obecność na tak zwanych wschodnich kresach ponoszą odpowiedzialność za część nieszczęść, jakie spotkały naród ukraiński. Wyrażało to przekonanie, że rachunki między naszymi narodami nie muszą być wyrównane, a Polacy powinni być skłonni w imię tej przeszłości na większe ustępstwa. Dlatego mówił o odpowiedzialności Polski za „hamowanie” czy uniemożliwianie stworzenia przez Ukraińców własnego państwa na początku XX wieku, uważając, że choćby dlatego nie da się sporządzić uczciwego bilansu naszych stosunków. Wielokrotnie starał się wyjaśnić Polakom, na czym polega nasz brak wrażliwości historycznej, niedojrzałość w relacjach z Ukraińcami. Tak było między innymi w 2002 roku, w czasie największych sporów wokół otwarcia Cmentarza Orląt we Lwowie, kiedy Polska domagała się odtworzenia cmentarza dokładnie w takiej formule, w jakiej istniał on do 1939 roku. Głos Jacka pozostał wówczas samotny. Tak było również w przededniu sześćdziesiątej rocznicy zbrodni na Wołyniu. Jego ówczesne słowa były jak głos wołający na pustyni, dosłyszany przez garstkę osób (raz jeszcze rozmowa Smoleńskiego z Kuroniem): „Są pewnie i tacy [wśród Polaków], mówił, - którzy żądają od Ukraińców przeprosin, lecz w żadne przeprosiny i tak nie uwierzą, pokutne bicie się w piersi nigdy nie będzie dla nich wystarczająco donośne. (...) Nikogo nie wolno przymuszać do pokuty, nikomu nie można nakazać pokajania się. Żądanie: klęknijcie przed nami, a wybaczymy, przyniesie odwrotny skutek. Zwłaszcza jeśli spojrzymy na historię – między Polakami a Ukraińcami nie ma łatwego do zdefiniowania i opisania związku katów i ofiar, zbyt często i zbyt ochoczo zamienialiśmy się rolami. (...) Apeluję o dobrą wolę i próbę zmierzenia się z cierpieniem i krzywdą drugiej strony. Nie idzie, aby krzywdy ważyć, ale by je poczuć.”

Jego głos w tej sprawie jest dziś jeszcze słabiej słyszalny niż w 2003 roku. Tymczasem Jacek ani w tej, ani w innych sprawach nie uprawiał dyplomacji, nie chciał niczego „ugrać” politycznie. Szedł za głosem sumienia bardzo się narażając – i to nie tylko polskim ukrainofobom. Za ten nonkonformizm płacił wysoką cenę.


Ukraina wyobrażona

Symptomy dzisiejszej rzeczywistości, której towarzyszy pseudopatriotyczne ożywienie, pojawiły się na długo przed 2018 rokiem. Zresztą, Jacek wielokrotnie o nich pisał i mówił, nie mogąc się z nimi pogodzić. Dziś jakoś wygodniej nam o tym nie pamiętać. Historię Polski po 1989 roku należy postrzegać raczej jako zmaganie się przeciwnych tendencji. Jedną jest model społeczeństwa otwartego (umownie nazwijmy go „europejskim”), drugą przedwojenny model endecki. Do dzisiaj obecne w polskim społeczeństwie i w polskiej polityce (szczególnie wobec Ukraińców) są i były PRL-owskie fantomy antyukraińskiej propagandy i tęsknot do homogenicznej narodowościowo Polski. Jacek zawczasu dostrzegał te pułapki, mówił o nich publicznie, także w czasie debat parlamentarnych. Przykładem niech będą prace nad nowelizacją ustawy o kombatantach, w połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy nie godził się, by w treści aktu wyróżniono Ukraińców jako naród, poprzez wpisanie formuły: „nacjonaliści” ukraińscy. Również i w tej sprawie jego głos nie został wysłuchany. Lwowianin Jacek Kuroń widział też zło w bezkrytycznym forsowaniu przez Polaków kresowej narracji, czego emanacją był wspomniany spór wokół odbudowy Cmentarza Orląt. Z kolei dzisiaj taką emanacją stało się „wyjęcie” kwestii zbrodni na Wołyniu w 1943 roku i Galicji Wschodniej w 1944 roku z całego kontekstu historycznego relacji polsko-ukraińskich w XX wieku oraz z realiów II wojny światowej.

W podejściu Jacka Kuronia do Ukrainy nie byłoby miejsca na kreowanie obrazu dzisiejszej Ukrainy w sposób odbiegający od rzeczywistości tak bardzo, jak dziś robi to wiele środowisk. W Polsce Ukraina, najczęściej przedstawiana jest jako kraj korupcji, elit politycznych, które nadal są nieodpowiedzialne i nieskuteczne; ponadto jako kraj, w którym narasta „ukraiński nacjonalizm”. W rzeczywistości jest inaczej: dwa tygodnie temu nowy szef Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Kijowie, Hugues Mingarelli, pochwalił tamtejsze rząd i parlament za przyjęcie w tak krótkim czasie tak znaczącej liczby ustaw reformujących i modernizujących Ukrainę. W polskiej debacie niedostatecznie obecna jest choćby Ukraina, która prowadzi wojnę z Rosją, w której codziennie giną ukraińscy żołnierze, a której wschód kraju jest niszczony. Brakuje też wiadomości o ponad sześciu milionach wolontariuszy wspomagających wewnętrznych uchodźców z Krymu oraz ze wschodu kraju – kraju, który dał sobie radę z milionami wewnętrznych uchodźców.

Polska tymczasem z naiwnością przyjmuje zapisy w ustawie o nowelizacji IPN, prowadzi politykę wymuszania na Ukraińcach wyrzeczenia się części własnej historii, a potem dziwi się, że ze strony części ukraińskiego społeczeństwa wywołuje to opór, a u części agresję. Mimo to stanowiska ukraińskich władz i elit intelektualnych oraz znacznej części społeczeństwa, pozostają zrównoważone, a ludzie ci nadal są gotowi do dialogu.

W wizji świata opartej na zasadach i pryncypiach Kuronia (to warte powtarzania, aż do znudzenia) nie byłoby zgody na promowany dziś przez polskie władze, część publicystów i społeczeńśtwa dyktat silniejszego i niechęć do dialogu. Nie do pomyślenia dla niego byłoby też nie tylko przyjęcie nowelizacji ustawy o IPN, ale samo jej napisanie! Poza wszystkim innym, uderza ona w wolność słowa w Polsce i zaprowadza cenzurę.

***

Jakże daleko odeszliśmy w relacjach z Ukrainą (i w innych sprawach) od podejścia, jakie nazwałabym jednocześnie chrześcijańskim i odwołującym się do świeckich wartości, w oparciu o jakie została zbudowana nowoczesna Europa. Brak autorytetów tego formatu, co Jacek Kuroń, zarówno teoretyków i praktyków dialogu polsko-ukraińskiego, to jedna z głównych przyczyn dzisiejszego kryzysu i powracającego w wielu środowiskach poczucia niszczenia dorobku kilku pokoleń Polaków i Ukraińców. Tracimy szansę na porozumienie, na realny, tak potrzebny w tej części Europy, sąsiedzki sojusz – szczególnie wobec imperialnej Rosji.

W obliczu dzisiejszych manipulacji wokół przeszłości zatrzymajmy się, wróćmy do myśli Jacka Kuronia: praktyka dialogu i wychodzenia poza polski egoistyczny nacjonalizm. Wróćmy też do myśli i wizji Jerzego Giedroycia. Nic mądrzejszego nie wymyślimy!


Iza Chruślińska

Fot. Andrzej Iwański (Scanned by Europeana 1989) (cc by-sa 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Iza Chruślińska
Powrót
Najnowsze

Kaspijska szachownica

17.08.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu