Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Historiozofia nieustającej walki
2018-07-26
Marek Wojnar

Kredo Wiatrowycza nie jest antypolskie. Jest proeuropejskie – ale raczej w duchu okcydentalistycznych poglądów nacjonalistycznego myśliciela Dmytra Doncowa aniżeli tego, co przez to pojęcie rozumiemy dzisiaj.

Nowa książka Wołodymyra Wiatrowycza (Ne)istoryczni myti nie jest pracą naukową, lecz zbiorem trzydziestu ośmiu krotkich opowiadań o tematyce historycznej. Pozycja jest kluczem do zrozumienia sposobu, w jaki prezes Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UIPN) spogląda na ostatni wiek historii swojego narodu. Polakom ta wiedza jest potrzebna. (Ne)istoryczni myti zaczynają się od opowiadania o przyjeździe przed stu laty ukraińskich studentow do miejscowości Kruty. Pod koniec stycznia 1918 roku doszło tam do bitwy, w ktorej dziesięciokrotnie liczniejsze wojska bolszewickie zmasakrowały siły wierne Ukraińskiej Republice Ludowej. Książkę zamyka natomiast symboliczne opowiadanie Mamaj, ktorego część akcji dzieje się na froncie toczącej się dziś donbaskiej wojny, we wsi Piski. Wojna i walka obecne są niemal we wszystkich nowelach prezesa UIPN.

W celu zrozumienia historiozofii Wiatrowycza warto przytoczyć kilka liczb. Aż trzynaście nowel dotyczy życia i działalności członkow Organizacji Ukraińskich Nacjonalistow i Ukraińskiej Powstańczej Armii, a dwanaście – rożnych przejawow sowieckiego totalitaryzmu. Cztery kolejne autor poświęcił dysydentom, trzy – ukraińskiej rewolucji lat 1917 – 1921, dwa – okresowi po rozpadzie Związku Sowieckiego, po jednym represjom nazistowskim (ten wątek pobocznie pojawia się też w dwoch innych opowiadaniach) oraz międzywojniu. Zaledwie jeden tekst nie jest związany z historią heroiczną bądź martyrologią narodu ukraińskiego – opowiada on o Holokauście (z kolei ostatnia nowela wymyka się jednoznacznej kategoryzacji).

Autor nie potrafi odtworzyć złożonej historycznej mozaiki, bowiem brakuje mu otwartości wobec postaw innych aniżeli rewolucyjne. Nie potrafi również zmusić się do refleksji nad konsekwencjami działań podejmowanych przez swoich bohaterow. Pisze o represjach wobec cywilow na zachodniej Ukrainie, a także o antykomunistycznej walce UPA, ale nie zastanawia się, czy drugie nie napędzało pierwszego. Koncentrując się na walce zbrojnej, Wiatrowycz prawie zapomina o działalności kulturalnej Ukraińcow (pojawia się ona tylko w kontekście sowieckich represji). Autor nie poświęca też uwagi regionom: w jego opowiadaniach nie ma Odessy, Zaporoża, Dniepru czy Czerniowiec. Nie pamięta o emigracji ukraińskiej w Czechosłowacji ani o politycznych dążeniach Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo-Demokratycznego. Nie ma tu nawet Ukrainy Karpackiej, akcji „Wisła” czy deportacji Tatarow krymskich. Perspektywa doświadczenia historycznego Galicji i Wołynia dominuje nad całością narracji. Ukraińcy z tych ziem są przedstawieni jako bohaterowie, podczas gdy ci z Ukrainy sowieckiej – niemal wyłącznie jako ofiary. Wiatrowycz jako autor ma oczywiście prawo do swojej wizji, jednak jako prezes UIPN jest odpowiedzialny za wyznaczanie kierunkow ukraińskiej polityki pamięci. Tymczasem spoglądając na (Ne)istoryczni myti jako ilustrację najważniejszych tematów i wątkow tamtejszej polityki pamięci, widzimy obraz wybiorczy – choć dla Wiatrowycza tak skrojony kanon wydaje się kompletny. Jak sam pisze we wstępie: „Spodziewam się, że ta książka będzie służyć do tego samego, co poprzednie – [pomagać] lepiej rozumieć przeszłość, aby z większą pewnością spoglądać w przyszłość”. Ciekawy wniosek płynie z dwoch opowiadań Wiatrowycza, ktore dotykają tematu trudnych relacji polsko-ukraińskich. W pierwszym, zatytułowanym Ludzie, autor ucieka się do perspektywy ogolnoludzkiej: dziadek i wnuczek spacerują po polu, gdy w pewnym momencie ich uwagę przyciąga chmara much. Zbliżywszy się, znajdują ciała. „Dziadku, to nasi czy Polacy?” – pyta chłopczyk; „To ludzie! Ludzie!” – słyszy w odpowiedzi. Dziadek chwyta za łopatę, aby pochować poległych. Głownym bohaterem nie jest żołnierz UPA mordujący Polakow, a następnie zostawiający ich ciała ku postrachowi innych, lecz Ukrainiec przejęty ogolnoludzkimi wartościami. Ta idylliczna wizja wpasowuje się w znaną z innych książek Wiatrowycza narrację o zbrodni wołyńskiej. Humanizm służy relatywizacjizbrodni, ma obronić jednowymiarową opowieść.

Drugie opowiadanie dotyczy porozumienia zawartego między podziemiem poakowskim i UPA nieopodal Rudy Rożanieckiej 21 maja 1945 roku, a następnie wspolnego ataku na Hrubieszow. Wiatrowycz probuje w ten sposob wyciągnąć rękę do Polakow. Gest ma polegać na uznaniu braterstwa polskich i ukraińskich bohaterow, razem stawiających czoło sowieckiemu systemowi. Porozumienie ma więc opierać się nie na wspolnym potępieniu zbrodniarzy i wybaczeniu (w tej kolejności), lecz na posiadaniu wspolnego wroga – posiadaniu zresztą po dziś dzień. Wiatrowycz – świadomie lub nie – zdradza, na czym polega promowane przez UIPN pojednanie ukraińskich weteranow UPA i Armii Czerwonej. W wielu wypowiedziach (także na łamach „Nowej Europy Wschodniej”) autor (Ne)istorycznych mytiw przekonywał, że państwo ukraińskie powinno upamiętnić jednych i drugich. W rzeczywistości to pojednanie opierać ma się jednak na zwycięstwie wartości reprezentowanych przez UPA. Dowod? W przedostatnim opowiadaniu znajdziemy dialog między żołnierzem Armii Czerwonej i bojownikiem UPA, który wypowiada następujące słowa: „Te czterdzieści trzy lata podziemia i obozow były dla mnie prawdziwym życiem. Bo życie bez walki – [to tylko] istnienie. Ty to wiesz i rozumiesz, twoje życie zakończyło się w czterdziestym piątym, a dalej było istnienie. Wrociłeś z wojny i znowu zostałeś z niczym”. Zrezygnowany żołnierz Armii Czerwonej w końcu przyznaje upowcowi rację.

Ten fragment jest też chyba najbardziej symboliczny dla całej historiozofii Wiatrowycza. Charakteryzują ją afirmacja walki, aktywności, działania. Miłość jest w większym stopniu namiętnością aniżeli wyrzeczeniem (a jeżeli już, to w imię idei). I oczywiście nie ma tu miejsca na pokorę, spokoj czy akceptację rzeczywistości takiej, jaka ona jest. Jednocześnie kredo Wiatrowycza nie jest antypolskie. Jest proeuropejskie – ale raczej w duchu okcydentalistycznych poglądow nacjonalistycznego myśliciela Dmytra Doncowa z lat dwudziestych XX wieku aniżeli tego, co przez to pojęcie rozumiemy dzisiaj.

Marek Wojnar

Recenzja ukazała się w numerze 2/2018 „Nowej Europy Wschodniej”

Wołodymyr Wiatrowycz, (Ne)istoryczni myti. Narysy pro mynuli sto rokiw, Klub Simejnoho Dozwilla, Charkiw 2017


Powrót
Najnowsze

Kaspijska szachownica

17.08.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu