Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski są małżeńsko-pisarskim duetem. Interesują się kulturą i historią krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosji. Publikowali m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Nowej Europie Wschodniej”, „National Geographic”, „Polityce”, regularnie współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym „Akcent”. Autorzy Naukowców spod czerwonej gwiazdy (PWN, Warszawa 2016) oraz Grażdanina N. N. (PWN, Warszawa 2017).  

Т (T) jak taczka... do piekła
2018-08-12
Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Eugene Ivanov, Severský Styx, 2009Alegorie poruszają wyobraźnię. W średniowieczu były jednym z najważniejszych kodów kultury. Ich siła przekazu nie osłabła i dziś. Pobudzają pamięć. Kto raz zobaczył Alegorię rybołówstwa przy wejściu do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, będzie już zawsze o niej pamiętać. Nic więc dziwnego, że i Związek Radziecki w okresie Wielkiego terroru miał swoją alegorię. Allēgoréo – czyli opowieścią w przenośni, wypowiedzianą nie wprost – tamtych czasów jest... „maszyna z dwoma rączkami i jednym kołem”. Panie, Panowie – oto sowiecka taczka.

Gazeta „Sowietskaja Kołyma” w październiku 1936 roku pisała:

Jesteśmy zobowiązani zagadnienie urobku gruntów, torfów i piasków na jakiś czas ściśle powiązać z zagadnieniem taczki. Trudno określić, ile będzie trwał ten okres, w ciągu którego będziemy wywozić urobek ręcznymi taczkami, ale możemy powiedzieć dość ściśle, że to od konstrukcji taczki w olbrzymim stopniu zależy tępo prac i koszt produkcji. Rzecz w tym, że te taczki [tj. sprzed 1936 r. – przyp. aut.], jak się okazuje mają pojemność zaledwie 0,075 metra sześciennego, gdy potrzebna jest pojemność nie mnie niż 0,12 metra sześciennego. [...] Dla naszych zagłębi na najbliższe lata potrzebne są dziesiątki tysięcy nowych taczek.

W rosyjskim, a po rewolucji także radzieckim języku potocznym ‘taczka’ miała kilka znaczeń, między innymi nazywając samochód, na wzór polskiej 'fury', czy też ‘taksówkę’ lub służbowe auto, którym podróżowało się na tak zwanego łebka, płacąc szoferowi za przejazd. Bywało też, że ‘taczką’ określano taczankę, czyli bryczkę, na której żołnierze Konarmii Siemiona Budionnego montowali karabin maszynowy, choć są to już słownikowe peryferia. Jak Rosja długa i szeroka najpospolitsza definicja odnosiła się do „małego wózka z jednym kołem, częściowo unoszonego ręcznie, używanego do transportu przedmiotów lub materiałów sypkich na niewielkich odległościach”. Wraz z nadejściem Wielkiego terroru semantyka tego słowa rozszerzyła się, z jednej strony zahaczając o twardy, prymitywny realizm, a z drugiej dotykając problematyki metafizycznej, naznaczonej niewątpliwie pierwiastkiem boskim. Powstała głębia znaczeń wykraczająca poza PRL-owskie uwznioślanie narzędzi pracy; acz bez cechy, jaką zyskała taczka w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w rękach tłumu. I właśnie z tej alegorycznej pespektywy należałoby odczytać cytat z „Sowietskiej Kołymy”. Passus w nowym kontekście jako pierwszy przywołał bodaj najbardziej doświadczony kronikarz łagrów, Warłam Tichonowicz Szałamow, pisząc o sobie:

Jestem starym kołymskim taczkarzem. W trzydziestym ósmym roku w złotym wyrobisku posiadłem wszystkie tajniki taczkarskiej wiedzy. [...] Wiem, jak przewrócić taczkę jednym ruchem, jak obrócić z powrotem i postawić na trap. Jestem profesorem taczkarskiego fachu. Z ochotą pchałem taczkę, pokazując swą klasę.

Więźniowie przy budowie Biełomorkanału 1932Wiedza i kompetencje, które wymienia pisarz, przyswoiły również miliony innych obywateli Związku Radzieckiego, choć dodać należałoby – większość nie miała już potem okazji zastosować ich poza łagrem, bowiem biografie skazańców kończyły się zazwyczaj na Dalekiej Północy. Zanim jednak nieszczęśnik osądzony z artykułu 58 kodeksu karnego Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej trafiał do obozu i przystępował do nauki obsługi taczki, słyszał o niej dowcip – Taczka maszina OSO – dwie ruczki, odno koleso (Taczka – pojazd OSO – dwie rączki, jedno koło). Wspomniane Osoboje Sowieszczanije, czyli Kolegium Specjalne NKWD, zwane właśnie w skrócie OSO, miało kompetencje ławy sądowej i swą władze sprawowało na poziomie centralnym. Wraz z nadejściem roku 1937 Stalin uznał, że OSO działa sprawnie i nakazał sklonować jego strukturę przy siedzibach NKWD w poszczególnych obwodach. W ten sposób możliwe było skazywanie milionów przy zachowaniu pozorów prawomocności.

„Ciężarówka nad Drodze Kości w 1938 r.” Wszyscy „zdrajcy ojczyzny”, „szpiedzy” czy „kontrrewolucjoniści”, trafiwszy do kopalń, mieli do dyspozycji narzędzia proste – „łopatę z długim trzonkiem, zestaw łomów do wwiercania się w grunt, żelazną łyżkę do wybierania urobku z wykonanych dziur” bądź określaną mianem „małej mechanizacji” taczkę. Przy czym przyrządy proste na pozór tylko mogły wydawać się łatwiejsze od maszyny OSO. Ciągła kontrola sprawiała, że trudno było udawać, że się pracuje i nawet krótki odpoczynek pod pretekstem załatwienia potrzeb fizjologicznych, był weryfikowany. Szałamow opisuje sytuację, gdy strażnik rozejrzawszy się po najbliższej okolicy, nie znalazł dowodów potwierdzających celowość przerwy, wykrzykiwał „Gdzie twoje gówno? Gdzie twoje gówno, ja się pytam?”. Oprócz tego latem, gdy temperatury przekraczały dwadzieścia stopni, wszelkie wykopy zalewała wytopiona z wiecznej zmarzliny lodowata woda i robotnicy od łopaty i łomu brodzili w niej po kolana. Warunki te powodowały większe uszczerbki na zdrowiu niż lute mrozy. W przypadku taczki cała trudność polegała zaś na utrzymaniu równowagi podczas podjazdu na trap, będący długą do trzystu metrów i szeroką na metr „autostradą dla taczkarzy”. Trap wiódł do miejsca zrzutu urobku, gdzie należało po raz kolejny wepchnąć zapełnioną taczką na wyższy poziom. Oba przewyższenia były węzłowymi miejscami, gdzie łatwo było o wypadek. Przewrócenie maszyny OSO groziło przygnieceniem przez ciężką, drewnianą taczką pełną gruzu czy też uderzeniem przez nadbiegającego z tyłu taczkarza, co również skutkowało wywrotką. Za to powrót stawał się handikapem. „Pustą taczkę należało odwrócić, pchając kołem do przodu – czyli w momencie zrzutu, jak można sobie wyobrazić, należało wykonać z pustym narzędziem obrót o sto osiemdziesiąt stopni – i położyć palce na podniesione wyżej rączki [...]. Tu jest i odpoczynek, i zachowanie energii, i odpływ krwi z rąk. [...]. Taczkarz oszczędza siły” – przekonywał Szałamow. Naczelnicy starali się dbać o jakość trapu, bowiem gwarantował on odpowiednią przepustowość. Trudniej było zabezpieczyć podjazdy, gdyż tam materiał zużywał się najszybciej. Na Dalekiej Północy nie rosły drzewa i problem niewystarczającej liczby drewnianych okrąglaków do łatania dziur, rozwiązywano z iście szatańską pomysłowością. Warłam Tichonowicz cytuje oficjalną korespondencję między naczelnikami obozów, w której jeden zarządca pisał do drugiego: „Przywieź 200 drzew”. Informację tę należało odczytać jako prośbę o oddelegowanie dwóch setek, zapewne bardziej schorowanych, więźniów. Zmarli z wyczerpania byli pozostawiani na mrozie, po czym skostniałymi ciałami wspierano podjazdy lub brukowano odcinki, na których można było sobie pozwolić na podskakiwanie taczki...

Warłam Tichonowicz Szałamow. Zdjęcie NKWD po aresztowaniu 1937Sceptyków, którzy nie dostrzegliby alegorycznego charakteru taczki, może przekona krótki eksperyment myślowy. Przywołany w „Sowietskiej Kołymie” tekst zawiera celowy błąd autorów. Faktycznie Daleka Północ potrzebowała nie dziesiątków tysięcy a dziesiątków milionów nowych taczek. I niewątpliwie zostały one wyprodukowane zgodnie z postulowanym w prasie powiększonym pudłem ładunkowym. Wyobraźmy sobie, ile ofiar pociągnęła za sobą ta optymalizacja. Setki, tysiące, a może dziesiątki tysięcy kolejnych istnień za cenę 0,037 metra sześciennego?



Post scriptum:

  • Pisząc tekst inspirowaliśmy się materiałami zamieszczonymi na portalu Бессмертный барак (Nieśmiertelny Barak, bessmertnybarak.ru), a zwłaszcza tekstem z 15 stycznia 2017 r. – Taczka – symbol epoki, emblemat epoki, aresztancka taczka. Przygotowali go autorzy, dla których prawda jest wartością nadrzędną. Działają oni w obecnej Rosji i ich aktywność przeczy popularnej tezie, jakoby kraj ten zamieszkiwali dziś wyłącznie ludzie o zniewolonych umysłach.
  • Ostatnie dni Warłama Tichonowicza Szałamowa opisaliśmy (tj. Marta i Andrzej Goworscy) w opowiadaniu: Dni po dniu płaczu [kwartalnik literacki „Akcent nr 4 2016 r.] (dostęp: 212.08.2018).

Ryciny:

W poprzedniej odsłonie Sowieckiego alfabetu – С (S) JAK SMIENA


Polecamy inne artykuły autora: Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Powrót
Najnowsze

VII Kongres Inicjatyw Europy Wschodniej

18.09.2018
NEW
Czytaj dalej

Niekończąca się lekcja historii

27.08.2018
Jakub Herold
Czytaj dalej

Paryżanka w Tbilisi

22.08.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Kaspijska szachownica

17.08.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu