Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski są małżeńsko-pisarskim duetem. Interesują się kulturą i historią krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosji. Publikowali m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Nowej Europie Wschodniej”, „National Geographic”, „Polityce”, regularnie współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym „Akcent”. Autorzy Naukowców spod czerwonej gwiazdy (PWN, Warszawa 2016) oraz Grażdanina N. N. (PWN, Warszawa 2017).  

У (U) jak ubornaja, czyli toaleta
2018-10-14
Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Po 1917 roku środkiem Moskwy i Piotrogrodu płynęły fekalia, Lenin ostrzegał „Albo wesz zwycięży rewolucję, albo rewolucja zwycięży wesz!” Decyzja o budowie szaletów miejskich miała więc charter strategiczny. Ubornyje – czyli toalety – to także nieodzowny element chruszczowek i wszelakich instytucji publicznych. Śpiewał o nich Wysocki, poszukiwali żołnierze szykujący się do parad na Placu Czerwonym, wspominają artyści scen radzieckich. Jeśli więc ubornaja „to lustro, w którym przegląda się cały kraj”, to jedno z odbić musi mrozić krew w żyłach i kresem tej żartobliwej historii niech będzie sucha wojenna relacja Ilji Erenburga.

Parada radzieckich żołnierzy na Placu Czerwonym w 1938 rok. Wówczas te okolice były już „uzbrojone” w szaletyNa przełomie wieków XIX i XX Imperium Rosyjskie liczyło niemal tysiąc sto miast, spośród których nowoczesną kanalizację, czyli ułożone pod ziemią rury, którymi spływały nieczystości, miało zaledwie jedenaście, włączając w to Warszawę. W ich liczbie jak się okazuje nie było Petersburga, zaś w Moskwie ścieki odprowadzano z obszaru zawężonego do Sadowej Obwodnicy, czyli centrum metropolii. Brak infrastruktury sanitarnej stał się szczególnie dotkliwy po rewolucji październikowej, gdy największe z miast Kraju Rad tonęły w fekaliach, stając się wylęgarnią chorób. I to wówczas Lenin zakrzyknął „Albo wesz zwycięży rewolucję, albo rewolucja zwycięży wesz!”. Bolszewicy, wśród których nie brakowało ludzi światłych, jeszcze w trakcie wojny domowej rozpoczęli akcję budowy ubornych, czyli toalet podpiętych do systemów kanalizacyjnych. Wzrost liczby zwłaszcza szaletów publicznych, jak wykazali czerwoni statystycy, przyczynił się do diametralnej poprawy zdrowia populacji, choć dodać należy, że nietrudno jest wykazać trzystu-, czterystuprocentowy progres, gdy wyjściowe dane oscylują wokół zera. Wracając jednak do ubornych, jak głosi porzekadło, ich historia może być lustrem, w którym przegląda się cały kraj. Opisać losy tych przybytków byłoby dziełem o tyle wartościowym, co wymagającym żmudnych studiów. Warto więc wytyczyć kamienie milowe tej ścieżki ku wiedzy. Na kolejny, po rewolucyjnej klęsce epidemiologicznej, impuls do masowego stawiania szaletów trzeba było czekać dekadę. Stalin poczuł się samodzielnym włodarzem, a jego kraj, w odróżnieniu od świata Zachodu, nie pogrążył się w kryzysie ekonomicznym. Blogerka i autorka książek o ZSRR, Natalia Kuroczina, w swej Historii toalet (Cześć 3. Rosja) zapisała:

W latach 30. XX wieku w Moskwie zaczęły się pompatyczne parady. Ich uczestnicy maszerowali godzinami, a w przerwach byli dobrze karmieni. Po pierwszej z takich parad z trudem dało się domyć bramy w centrum miasta. Domofonów i kodowanych zamków wówczas nie było, a konsjerże (tam, gdzie byli) nie mogli powstrzymać natłoku mundurowych.

Chruszczowki z prefabrykatów w Petersburgu – ubronyje są tu rozłożone zgodnie z Radzieckimi Budowlanymi Normami i PrawamiOd tego czasu publiczna toaleta, czyli obszczestwiennaja ubornaja, na trwałe wpisała się w pejzaż radzieckiej stolicy. Monumentalizm, na który cierpieli architekci największego kraju świata, przełożył się na ostateczny wygląd tych przybytków. Duże, a nieraz wielkie budowle, z doprowadzonymi doń alejkami, okolone rabatkami, wewnątrz upstrzono hasłami. Oprócz znanych i Polakom sloganów „Umyj ręce!” czy „Uczesz się!” (Sic! Widziane w toalecie w Białymstoku w latach 90. XX w.), można było spotkać i dystychy, takie jak „Nie potuszajuszczemu swiet / w trudowoj ubornoj miesta niet!” (Niegaszącemu światła / w toalecie ludzi pracy miejsca nie ma!). Stopień ideologizacji wychodków był odwrotnie proporcjonalny do zaopatrzenia w papier toaletowy, który zaczął pojawiać się dopiero pod koniec lat 60. XX wieku i grażdanie korzystali z codziennej prasy. W stolicy uprawiano również architektoniczny recykling i na ubornyje przerabiano prawosławne świątynie, co w wielu przypadkach uchroniło je przed zniszczeniem.

Napołnyj unitaz czyli tak zwana ubikacja kucana – zdjęcie wykonane na jednym z rosyjskich dworcówZagadnienie ubornych nabrało nowego wymiaru w 1955 roku, gdy po raz pierwszy opublikowano Radzieckie Budowlane Normy i Prawa, w których opisano minimalne rozmiary toalet w budownictwie wielorodzinnym. Architekci nie zamierzali proponować mieszkańcom Związku Radzieckiego wymiarów innych niż najmniejsze z dozwolonych i jak kraj długi i szeroki unitazy, to jest sedesy lub równie często stosowane napołnyje unitazy, czyli tak zwane ubikacje kucane, wkomponowywano w klitkę o głębokości 1,2 metra, szerokości 0,8 metra i wysokości nie mniejszej niż 2,1 metra. Określono też umiejscowienie na planie mieszkania i zarówno wszechobecne chruszczowki, jak i późniejsze wieżowce, musiały mieć wydzieloną tak zwaną „mokrą strefę” między kuchnią a częścią mieszkalną, w skład której wchodziła oprócz maleńkiej ubornej także łazienka. W Normach i Prawach określono sposób, w jaki mają się otwierać drzwi od toalety – w kierunku do kuchni, tak aby opary spłynęły raczej do sypialni niż w okolice lodówki. Oprócz tego jeśli mieszkaniec takiego lokum potknął się biegnąc za potrzebą, mógł przekląć twórców cytowanych norm, bowiem to oni ustalili także wysokość progów do „mokrej strefy”.

Zagadnienie szaletów ponownie zaistniało w publicznej dyskusji dzięki Włodzimierzowi Wysockiemu, który w pieśni Satyra na kiepski kryminał w trzeciej zwrotce swym głębokim, drżącym głosem oznajmiał „Klub przy ulicy Nagornoj stał się toaletą miejską”. Konstatacja ta znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości i odnosi słuchaczy wprost do roku 1966, kiedy to władze miasta po raz wtóry rozpoczęły akcję doposażania Moskwy w szalety. Nie wiedzieć czemu postanowiono też przeznaczyć na ten cel duży, bo dwupiętrowy budynek służący jako dom kultury. Czy działania te zakończyły się sukcesem i niegdysiejszy Dom imienia Mołotowa, a w czasach Wysockiego zwany od ulicy po prostu Nagornym, stał się obszczestwiennoj ubornoj? Na krótko tak, ale dziś znów pełni swą pierwotną funkcję i na stronie instytucji czytamy, że 10 października 2018 roku pracownicy zapraszają wszystkich na spotkanie z blogerem i muzykiem Andriejem Mirnym pod tytułem Jak skonstruowany jest świat?

Problem toalet w latach osiemdziesiątych powiązano z hotelami i do tych konotacji odwołał się prowadzący telewizyjne show „Wspomnit’ wsie” (Przypomnieć wszystko), aktor Władimir Stierżakow. W 2015 roku zaprosił on do studia kolegów po fachu, którzy w czasach ZSRR rozjeżdżali się po kraju i na zachętę uraczył prawdziwą historią:

Strach było myśleć, jak wygląda najgorsza gostinica– zażartował Stierżakow wspominając „najlepszy” hotel gdzieś nad Amurem – gdy w tej toaletę ulokowano w drewnianej budce, jakieś sto metrów od budynku”. Na dodatek, żeby do niej dojść, trzeba było przebiec przez ruchliwą drogę, po której jechały obładowane magnezytem studwudziestotonne BiełAZy. Kierowcy zatrzymywali maszyny tuż przy tolecie, dla żartu wrzucali na luz i wciskali gaz do dechy. Wówczas od drgań wywołanych przez ryczące silniki (o mocy co najmniej 1500 KM) toaleta podskakiwała niczym zabawka. Szoferzy mieli szczególny ubaw, gdy jakaś dama wybiegała z gołym tyłkiem i przerażona gnała przed siebie.

Rozpad Związku Radzieckiego odcisnął swe piętno także na obszczestwiennych ubornych. „W miejskich budżetach – zauważa Kuroczina – nie było pieniędzy na utrzymanie szkół i szpitali, a co dopiero szaletów. W Moskwie zaczęto je masowo przeprofilowywać: średnio w ciągu roku zamykało się tuzin. Toalety przy ulicy Gogola i ulicy Dmtrtija Ul’janowa stały się sklepami, przy Warszawskiej i przy Dworcu Białoruskim – komisariatami milicji. Kawiarnię ulokowaną w jednym z nich nazwano Cyrano”.


Symbole – a ubornaja takowym niewątpliwie jest – mają wiele znaczeń i w tym przypadku w szeregu zabawnych i groteskowych, znajdzie się i takie, który może zmrozić krew w żyłach. Zachowało się ono dzięki Ilii Erenburgowi. Ten radziecki publicysta i pisarz, pióro doskonałe i niepokorne, podążał z Armią Czerwoną i opisywał okrucieństwa wojny, publikując to później w „Krasnoj Zwiezdzie”. W dzienniku z 12 lipca 1942 roku możemy przeczytać jego relację z przesłuchania pojmanego Niemca:

Jak mogliście zgwałcić trzynastoletnią dziewczynkę?

Niemiec zamrugał obojętnie i odrzekł:

Dla mienia żenszczina eto ubornaja [‘Kobieta jest dla mnie szaletem’ – przyp. aut].

Miał jasne, kręcone włosy i niebieskie oczy. Spojrzawszy na niego, każdy się odwracał i w smutku myślał: lepiej by zapomnieć, że na świecie istnieje takie obrzydlistwo!

Niemieccy żołnierz (Archiv H279 Wehrmachtslatrine, 1940 r., zdjęcie oznaczone jako do ponownego wykorzystania w celach niekomercyjnych)

Ryciny:

W poprzedniej odsłonie Sowieckiego alfabetu – Т (T) JAK TACZKA... DO PIEKŁA


Polecamy inne artykuły autora: Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Powrót
Najnowsze

Donbaskie roszady

16.11.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Koniec rewolucji – wybory w Armenii

15.11.2018
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Zdezawuowane idee Giedroycia

14.11.2018
Igor Ksenicz Wołodymyr Pawliw
Czytaj dalej

Do przerwy 1:1

13.11.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Brudna perła Finlandii. Sprawa Airiston Helmi a relacje fińsko-rosyjskie

12.11.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Spotkanie z Wojciechem Góreckim

07.11.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu