Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Pozorne ocieplenie
2019-02-21
Maxim Rust

W zeszłym tygodniu w Warszawie z czterodniową wizytą gościł Michaił Miasnikowicz, przewodniczący białoruskiej Rady Republiki, odpowiednika senatu. Ta wizyta w zasadzie została pominięta przez media – całkiem niesłusznie, ponieważ była ona bardzo ważnym wydarzeniem w bilateralnych relacjach dyplomatycznych Polski i Białorusi.

 

Waga samej wizyty polegała przede wszystkim na jej randze. Polska od wielu lat nie gościła przedstawiciela władz w Mińsku o takiej pozycji. Oprócz obecnie pełnionej funkcji, Miasnikowicz był szefem pierwszej administracji prezydenta Aleksandra Łukaszenki oraz premierem, a na Białorusi jest uważany jeśli nie za drugą osobę w państwie, to przynajmniej za jednego z najbardziej wpływowych urzędników, mającego bezpośredni dostęp do prezydenta.

Komentarze z obu stron po wizycie Miasnikowicza w Warszawie sprowadzały się głównie do trzech rodzajów podsumowań – że ta wizyta była kontynuacją dalszego otwarcia z Białorusią, wyrazem słabości polskich władz wobec Mińska albo przejawem odejścia polskiego establishmentu od głoszonych haseł wsparcia procesów demokratycznych na wschód od Bugu. Każde z tych rozumowań ma częściową rację, ale żadne z nich nie może całościowo odzwierciedlić charakteru wizyty.

Jeśli mówimy o otwarciu i ociepleniu relacji na linii Mińsk-Warszawa-UE, to owszem, ta wizyta może zostać uznana za sygnał w stronę Mińska na dalszą intensyfikację stosunków z Zachodem. Natomiast mówiąc o dalszym otwarciu pytaniem pozostaje brak konkretów. Argumentem przemawiającym za wyrazem słabości władz w Warszawie wobec Mińska może być absolutnie asymetryczna ranga wizyty – w ciągu czterech dni przewodniczący białoruskiego senatu spotkał się nie tylko z marszałkami polskiego parlamentu i szefem MSZ, a również z premierem i prezydentem. W części stolic państw poradzieckich, i nie tylko w Moskwie czy Mińsku, ale i w Kijowie, takie „honory” mogą rzeczywiście być uznane za przejaw słabości. Oskarżenia polskich władz o pomijanie kwestii demokratyzacji w relacjach z Białorusią nie wymagają dodatkowego komentarza. Można tylko dodać, że pod koniec wizyty Miasnikowicza pojawiła się informacja o pięciokrotnym zmniejszeniu finansowania przez polski MSZ opozycyjnego białoruskiego portalu informacyjnego Karta’97, i to w czasie, kiedy na Białorusi trwają procesy wymierzone w niezależne media. Można w różny sposób oceniać politykę redakcyjną Karty, ale jest ona jednym z najpopularniejszych niezależnych portali informacyjnych na Białorusi.

Samą wizytę Miasnikowicza w Polsce i jej możliwe następstwa należy analizować w warunkach obowiązującej koniunktury geopolitycznej. Teza, że Warszawa w sytuacji napiętych relacji z Brukselą, Paryżem i Berlinem, a jednocześnie Ukrainą i Izraelem, chce szukać „zastępczego” partnera w Mińsku, wydaje się być mocno przesadzona. Natomiast pozostaje pytanie, skąd się wzięła tak wysoka ranga tej wizyty. Przyjazd Miasnikowicza do Polski trzeba rozpatrywać w szerszym kontekście białoruskiej polityki zagranicznej. Charakterystyczne jest to, że w czasie pobytu białoruskiego urzędnika w Warszawie prezydent Białorusi odbywał spotkanie z Władimirem Putinem w Soczi. Czyli mamy sytuację, w której pierwsza osoba w państwie rozmawia z głównym donatorem zaplecza finansowego stabilności reżimu – Moskwą, a de facto druga osoba w państwie w tym samym czasie spotyka się z najważniejszymi politykami Polski. Nie ma w tym nic nowego. Po 2014 roku taka dwukierunkowość i pozorna dywersyfikacja stała się sednem białoruskiej polityki zagranicznej.

W warunkach narastających nacisków ze strony Moskwy, szczególnie w ostatnich miesiącach, kiedy wschodnia sąsiadka nie odpuszcza tematu pogłębionej integracji obu państw (Białoruś i Rosja od 20 lat formalnie tworzą państwo związkowe), Mińsk jak powietrza potrzebuje przeciwwagi w postaci partnerów spoza kręgu „ruskiego miru”. I Warszawa wydaje się być bardzo dobrym kandydatem. Po powrocie z Soczi prezydent Łukaszenka zapewniał, że Rosja pozostaje dla Białorusi najważniejszym partnerem, powiedział nawet, że „niepodległość jest pojęciem względnym”. W tym samym czasie Miasnikowicz oznajmił, że stosunki z Polską i Zachodem są na dobrej drodze i będzie tylko lepiej. Jest to postawa Mińska, która na razie pozwala Białorusi czerpać wymierne korzyści. Jeśli dla Polski w relacjach z Białorusią istotną jest stabilność i przewidywalność partnera (jak widać, sam charakter reżimu ma znaczenie trzeciorzędne), to dla Mińska najważniejszym jest posiadanie zachodnich partnerów, którzy mogą być kartą przetargową w rozmowach z Moskwą. A jeszcze lepiej, żeby tacy partnerzy mogli pomóc w pozyskaniu nowych funduszy.

Nie wiadomo do końca, o jakiej konkretnie agendzie rozmawiano podczas tej wizyty. Z bardzo ogólnikowych i skromnych wypowiedzi samego Miasnikowicza można się dowiedzieć tyle, że podczas rozmów panowała „atmosfera zaufania”. Brak jednak konkretów. Można założyć, że strona białoruska jest zainteresowana przede wszystkim ww. pozyskaniem zachodniego partnera dla wewnętrznej gry politycznej z Moskwą. Dla strony polskiej – oprócz globalnej kwestii stabilnego sąsiada na granicy z Rosją – naturalną wydaje się być problematyczna i wciąż bolesna kwestia polskiej mniejszości na Białorusi. Chodzi przede wszystkim o działalność nieuznawanego od ponad dziesięciu lat przez białoruskie władze Związku Polaków na Białorusi (ZPB), polskie szkoły oraz polskich księży, którzy są systematycznie z Białorusi wydalane. W rzeczywistości działalność ZPB nie stanowi dla władz żadnego zagrożenia, i granie tą kartą ma wymiar jedynie symboliczny. Mińsk traktuje nierozwiązany problem ZPB trochę jak wino – im starsze, tym lepsze i droższe w relacjach dwustronnych. Natomiast gdyby władze uznały, że ten produkt może wkrótce być przeterminowany, to natychmiast „sprzedałyby” go za pierwszą lepszą cenę. Jak widać, problem mniejszości polskiej nadal jest istotny dla białoruskich władz. W ramach demonstracji dobrej woli przed czy w trakcie wizyty Miasnikowicza można by było tę kwestię częściowo poruszyć w pożądanym dla Polski kierunku, ale na razie białoruska strona nie robi z nią nic.

Trzeba pamiętać, że Białoruś jest tym sąsiadem, z którym Polska nie ma żadnych poważnych zaległości czy konfliktów historycznych, jakie występują np. z Rosją czy Ukrainą. Natomiast to może się zmienić. Podczas wizyty Miasnikowicz odniósł się do sprawy upamiętnienia podziemia, które mordowało prawosławną ludność o białoruskim pochodzeniu. Chodzi przede wszystkim o uczczenie pamięci Romualda Rajsa „Burego”. Pozostaje pytanie, czy po marszu pamięci, który najprawdopodobniej odbędzie się w Hajnówce, strona białoruska uderzy w retorykę pamięci historycznej, która w Polsce ma nieporównywalnie większe znaczenie niż na Białorusi.

Naiwnością byłoby wierzyć, że Mińsk na poważnie weźmie wysyłane z Warszawy sygnały o alternatywie, którą może być Zachód w białoruskiej układance geopolitycznej. Nic nie wskazuje na to, że białoruska elita w najbliższym czasie nie tylko by mogła, ale i chciała wyjść z rosyjskiej sfery wpływów. Natomiast więcej atutów w postaci normalizacji stosunków z zachodnimi państwami Białorusi jak najbardziej pasuje. Naiwnością również byłaby wiara w to, że Mińsk rozpatruje Warszawę jako swojego bezwarunkowego advocatus diaboli w UE. Strony się docierają. Bardzo ważnym, ale wciąż niewykorzystanym, pozostaje potencjał współpracy gospodarczej. Możliwie, że po tej wizycie powstaną zapowiadane grupy międzyparlamentarne. Prawdziwym przełomem byłaby wizyta białoruskiego prezydenta w Polsce lub polskiego na Białorusi, ale obecnie jest to raczej rodzaj political fiction. Polityka dalszego otwarcia i ocieplania polsko-białoruskich stosunków na razie nie przynosi znaczących politycznych czy gospodarczych rezultatów.

 

Fot. premier.gov.ru (CC BY 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Paszinjan kontra sądy

20.05.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Świadek Wieku – Na nowy wiek. Setne urodziny Herlinga-Grudzińskiego

19.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego 2019

17.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Litewska tradycja karania rządzących

16.05.2019
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Festiwal Filmów Polskich „Wisła”: Konkurs Główny

14.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu