Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kryzys jak marzenie
2019-02-23
Wojciech Wojtasiewicz

Po kilku miesięcznym sporze z kierownictwem partii rządzącej, w tym z jej liderem Bidziną Iwaniszwilim, o kształt i niezależność gruzińskiego sądownictwa, wieloletnia przewodnicząca parlamentarnej komisji prawnej postanowiła opuścić jej szeregi. Wszystko na to wskazuje, że w jej ślady pójdzie jeszcze kilkunastu innych deputowanych. Może to się skończyć poważnym rozłamem w Gruzińskim Marzeniu i zapoczątkować trwały kryzys, który grozi przegraną w wyborach parlamentarnych w 2020 roku.

 

Sądowe klany

Spór rozpoczął się pod koniec grudnia zeszłego roku, kiedy Wysoka Rada Sprawiedliwości (odpowiednik polskiej Krajowej Rady Sądownictwa, w jej skład wchodzą przedstawiciele parlamentu, prezydenta i środowiska sędziowskiego) przedłożyła parlamentowi do akceptacji listę dziesięciu sędziów, którzy mieli objąć dożywotnio wakaty w Sądzie Najwyższym Gruzji (przeciwni nominacjom byli przedstawiciele w Radzie wyznaczeni przez byłego prezydenta Giorgiego Margwelaszwilego). Wśród nich znalazło się między innymi nazwisko sędziego Lewana Murusydzego, który zyskał bardzo złą sławę w związku ze sprawą morderstwa bankowca Sandro Girgwlianiego przez funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 2006 roku. Między finansistą a przedstawicielami MSW, wśród których obecna była żona ówczesnego szefa resortu Wano Merabiszwilego, będącego prawą ręką Micheila Saakaszwilego, doszło do sprzeczki słownej. Następnie Girgwliani został wywieziony do lasu i zamordowany. Sprawę, która wywołała ogromny skandal w Gruzji, próbowano zatuszować. Wspomniani pracownicy MSW otrzymali niewielkie wyroki, zasądzone przez Murusydzego, a następnie Saakaszwili ich ułaskawił.

Proces nominacji próbowała zablokować wspomniana Eka Beselia, która stwierdziła, że cały system sprawiedliwości w Gruzji jest opanowany przez skorumpowane i skompromitowane klany sędziowskie, które porozumiały się z częścią Gruzińskiego Marzenia w celu zachowania swoich wpływów. Nieformalny układ miał polegać na tym, że sędziowie będą dostarczać obozowi władzy kompromitujące materiały na Zjednoczony Ruch Narodowy, wydawać wyroki po myśli partii rządzącej, a w zamian za to ich dawne przewiny zostaną zapomniane, oni zaś zyskają intratne posady oraz dożywotnie mianowania na stanowiskach. W Gruzji sędziowie sądów miejskich i apelacyjnych mianowani są przez Wysoką Radę Sprawiedliwości na próbny okres trzech lat, a następnie dopiero bezterminowo. Jednak dwa lata temu Sąd Najwyższy uznał taki proceder za niekonstytucyjny. Pozwalał on zachowywać politykom kontrolę nad sędziami przez pierwsze lata ich pracy. Sędziowie musieli być na przysłowiowym pasku władzy, aby móc liczyć na rozwój kariery. Na początku 2019 roku Gruzińskie Marzenie rozpoczęło prace nad wprowadzeniem procedury bezterminowego nominowania sędziów.

Beselia twierdziła, że reforma sądownictwa, implementowana od 2012 roku przez obóz rządzący, poniosła klęskę, pomimo tego, że odpolitycznienie, profesjonalizacja i uwolnienie od korupcji wymiaru sprawiedliwości były jednymi z kluczowych haseł Marzycieli w ich walce o odsunięcie od władzy ekipy Micheila Saakaszwilego.

 

Seks-szantaż

Ekę Beselię wsparły organizacje pozarządowe, opozycja oraz niewielka część obozu władzy. Jej głównym adwersarzem stał się przewodniczący parlamentu i jeden z liderów Marzycieli Irakli Kobachidze, który forsował przegłosowanie listy dziesięciu sędziów do Sądu Najwyższego. Koniec końców zdecydowano, że głosowanie zostanie przeniesione na wiosenną sesję parlamentu, która rozpocznie się w lutym 2019 roku. Beselia zrezygnowała z przewodniczenia parlamentarnej komisji prawnej. Oficjalnie decyzja ta miała zostać podjęta przez kierownictwo partii jeszcze latem zeszłego roku w związku z jej nominacją na stanowisko wiceprzewodniczącej parlamentu. Najpewniej jednak Beselia została do tego zmuszona z powodu niepokornego zachowania. Ponadto według jej planu miał to być również sposób na zablokowanie całej procedury nominacji. Wakat na tym stanowisku uniemożliwiał procedowanie sprawy w parlamencie. Spór stał się tak gorący, że musiał się w niego zaangażować sam Bidzina Iwaniszwili. Trwały narady, rozmowy, negocjacje. Liderzy podkreślali, że w tak dużej i demokratycznej partii, jaką jest Gruzińskie Marznie, spór i różnice zdań są czymś absolutnie normalnym. Zaznaczali, że ze względów formalnych nie można wycofać listy dziesięciu sędziów przedstawionych parlamentowi. Jednak rozłam wisiał w powietrzu. Ostatecznie swoje kandydatury wycofali sami sędziowie pod naciskiem społecznym. Partia rządząca zapowiedziała reformę procedur i kryteriów związanych z wyborem sędziów Sądu Najwyższego. Powstała nawet specjalna grupa robocza, z której jednak dość szybko wycofali się przedstawiciele opozycji i organizacji pozarządowych.

W międzyczasie wypłynęły do internetu pierwsze (zapowiadano kolejne) materiały ukazujące deputowaną Beselię w intymnych sytuacjach. Zainteresowana zażądała śledztwa. Prokuratura rozpoczęła odpowiednie postępowanie i zatrzymała osoby zaangażowane w proceder, jednak trudno nie było odnieść wrażenia, że był on inspirowany przez obóz rządzący, aby uciszyć niepokorną Beselię. Seks-materiały były zbierane przez służby za czasów Micheila Saakaszwilego, kiedy Beselia była adwokatką Bidziny Iwaniszwilego. Reprezentowała go w różnych postępowaniach sądowych, wytaczanych przez instytucje państwowe kontrolowane przez ówczesną ekipę rządzącą.

 

Wstrzymanie dożywotnich nominacji

Eka Beselia, aby zapobiec powtórzeniu sytuacji zgłaszania na stanowiska skompromitowanych sędziów, przedstawiła projekt nowelizacji ustawy o sądach powszechnych, wstrzymujący dożywotnie nominowanie sędziów sądów miejskich i apelacyjnych do 31 grudnia 2024 roku. Generalnie Beselia jest zwolenniczką dożywotniego mianowania sędziów, ale nie w obecnych warunkach, kiedy Wysoka Rada Sprawiedliwości opanowana jest przez „klany sędziowskie”. Projekt nie uzyskał poparcia jej macierzystej partii. Była to kropla, która przelała czarę goryczy. Beselia, informując o swoim odejściu z partii rządzącej, powiedziała, że staje po stronie społeczeństwa, które domaga się niezależnego i wolnego od korupcji sądownictwa. Podkreśliła, że była jedną z założycielek Gruzińskiego Marzenia, które miało zreformować wymiar sprawiedliwości, jednak partia nie spełniła swojej obietnicy.

 

Nowy rozdział

Eka Beselia zapowiedziała, że na razie pozostanie posłanką niezależną. Zamierza poczekać na ostateczną decyzję w kwestii pozostania w Gruzińskim Marzeniu tych kolegów i te koleżanki deputowane, którzy poparli proponowaną przez nią nowelizację. Zadeklarowała, że po ich odejściu z partii rządzącej. będzie prowadziła z nimi rozmowy na temat powołania nowej platformy politycznej. Można się spodziewać, że Beselia będzie chciała rzucić rękawicę Iwaniszwilemu i Marzycielom. Podkreśliła jednak, że nie zamierza współpracować ze Zjednoczonym Ruchem Narodowym ani innymi partiami opozycyjnymi, wywodzącymi się z byłego ugrupowania Micheila Saakaszwilego. Później tego samego dnia swoje odejście z Gruzińskiego Marzenia ogłosiło dwóch kolejnych deputowanych, co poskutkowało utratą przez nie większości konstytucyjnej w parlamencie.

 

Bank i port

Sprawa Eki Beselii i reformy sądownictwa to nie jedyne problemy obozu rządzącego. Czarne chmury zebrały się nad jednym z największych prywatnych gruzińskich banków TBC oraz projektem budowy głębokiego portu w Anaklii na gruzińskim wybrzeżu Morza Czarnego. Port mógłby wzmocnić pozycję Gruzji na szlaku handlowym pomiędzy Europą a Azją i byłby jedną z największych inwestycji w najnowszych dziejach Gruzji. TBC współfinansuje ten projekt i stoi na czele konsorcjum, które go realizuje. W jego skład wchodzą firmy z USA, Wielkiej Brytanii i Bułgarii. Narodowy Bank Gruzji zażądał od udziałowców banku usunięcia w przeciągu dwóch miesięcy przewodniczącego i zastępcę rady nadzorczej z zajmowanych stanowisk. Zarzucił im naruszenia gruzińskiego ustawodawstwa w zakresie konfliktu interesów. Chodzić ma o dwie podejrzane i nieujawnione prywatne transakcje finansowe z roku 2008 w wysokości 17 milionów dolarów. Prokuratura wszczęła śledztwo i na początku stycznia przejęła odpowiednią dokumentację banku. Szefowie TBC zaprzeczyli oskarżeniom i odmówili ustąpienia. Podkreślili, że wspomniane transakcje zostały skontrolowane przez firmę audytorską Dentos, która nie dopatrzyła się w nich żadnego prania brudnych pieniędzy, nadużycia władzy ze strony kierownictwa banku czy innego przestępstwa. Uznali, że cała sprawa ma na celu zniszczyć reputację banku i zagrozić budowie portu w Anaklii. Zarzuty skierowane wobec zarządu banku doprowadziły do niemal natychmiastowego spadku wartości jego akcji na giełdzie w Londynie, gdzie jest notowany.

Postępowaniem Narodowego Banku Gruzji oburzyły się największe gruzińskie organizacje pozarządowe, które uznały, że może ono negatywnie oddziaływać na rozwój gospodarczy i stabilność finansową Gruzji. Zaapelowały o to, aby toczące się śledztwo nie naruszało normalnej działalności banku i nie stało się przykładem tak zwanej selektywnej sprawiedliwości. Kilka dni później przewodniczący rady nadzorczej Mamuka Chazaradze i jego zastępca Badri Dżaparidze nadal zaprzeczając zarzutom, wyrazili gotowość współpracy z Narodowym Bankiem Gruzji w celu rozwiązania kryzysowej sytuacji. Zaproponowali powołanie specjalnej komisji do wyjaśnienia sprawy. Zaznaczyli, że toczące się śledztwo ma szkodliwy wpływ na budowę portu w Anaklii, jakkolwiek państwo jako całość zachowuje postawę wspierającą. Tymczasem do mediów wyciekł list kierownictwa banku do współpracowników, w którym oskarża instytucje państwa o bezprecedensowy atak, mający na celu przejęcie kontroli nad bankiem. Prezesi apelowali do nich o zjednoczenie, aby przetrwać nadchodzącą długą batalię.

Kilka dni później Mamuka Chazaradze zrezygnował z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej banku i wycofał pozew sądowy przeciwko Narodowemu Bankowi Gruzji. Uznał, że bank w minionym tygodniu stracił 200 milionów dolarów, co uderzy również w gruzińską gospodarkę. Dodał, że pomimo próby kontaktu z jego strony z premierem i ministrami, nie doszło do spotkania w celu przedyskutowania problemu. Uznał, że atak na bank miał również zdyskredytować go personalnie. Podkreślił, że jego rezygnacja i wycofanie pozwu zostały dokonane w celu dbałości o interesy udziałowców i deponentów banku. Koniec końców TBC i Narodowy Bank Gruzji osiągnęły porozumienie dotyczące spornych transakcji z 2008 roku. TBC zgodził się zapłacić milion lari kary i usunąć z zarządu swoich założycieli: Chazaradzego i Dżaparidzego.

Cała sprawa jest niezmiernie kontrowersyjna. Dziwić może postępowanie Narodowego Banku Centralnego, który po jedenastu latach dostrzegł nagle nieprawidłowości w dwóch transakcjach. Pojawiają się spekulacje, że za całą sprawą stoi Bidzina Iwaniszwili, który chce wyeliminować TBC z konsorcjum budującego port w Anaklii. Rzekomo bank jest powiązany z byłym premierem Giorgim Kwirikaszwilim, który popadł u gruzińskiego miliardera w niełaskę. Iwaniszwili wracając prawie rok temu na fotel przewodniczącego Gruzińskiego Marzenia miał mieć pretensje do Kwirikaszwilego o to, że przetarg na budowę portu wygrało konsorcjum TBC. Twierdził, że ten bank, jak również Bank Gruzji, przejmują kontrolę nad całym krajem. W myśl tej nieco spiskowej teorii, na miejsce TBC miałby zostać wyznaczony inny inwestor powiązany z faktycznym zarządcą Gruzji. W ostatnich dniach pojawiały się informacje o rozbudowie i pogłębieniu portu w Poti, gdzie operować mają firmy biznesmenów powiązanych z Iwaniszwilim. Port w Anaklii zaczął być budowany, z pewnym opóźnieniem, w 2016 roku. Ma zostać oddany do użytku pod koniec 2020 roku. Koszt budowy szacowany jest na 2,5 miliarda dolarów.

Sprawa ma także wymiar geopolityczny. Ani Rosja, ani Turcja nie są zainteresowane powstaniem w Gruzji nowego głębokiego portu. Uderza to w geopolityczne interesy Moskwy, która przez to będzie nadal tracić kontrolę i monopol na handel lądowo-morski pomiędzy Azją a Europą. Poza tym port w Anaklii miałby zostać usytułowany w kilkukilometrowej odległości od separatystycznej republiki Abchazji. Pojawiały się nawet oskarżenia, że port de facto miałby stać się przykrywką dla NATO-wskiej bazy wojskowej nad Morzem Czarnym. Natomiast Ankara obawia się, że jej porty czarnomorskie stracą wyłączność na południowo-wschodnim wybrzeżu morza. Dotychczas towary transportowane przez Gruzję były ładowane na małe statki (większe nie były w stanie wpływać do gruzińskich portów), a następnie przeładowywane na większe w portach tureckich i dalej wywożone przez Bosfor i Dardanele w świat. Powstanie portu wzmocniłoby międzynarodową pozycję Gruzji. Zachód byłby zainteresowany obroną tego kraju przed zakusami Moskwy w celu ochrony handlu z Azji, przez Gruzję, do Europy. Unia Europejska zapowiedziała sfinansowanie połączenia drogowego i kolejowego z portem. Dalsza rozbudowa portu miałaby w przeciągu czterech dekad doprowadzić do tego, że stałby się on największy w basenie Morza Czarnego.

***

Zaniepokojenie stanem gruzińskiego systemu sprawiedliwości i szerzej praworządności zgłaszało w ostatnim czasie wiele podmiotów w swoich raportach: Unia Europejska, Transparency International czy Freedom House. Podkreślały postępy w reformowaniu sądów, jednak wskazywały również na wciąż istniejące problemy. Widać wyraźnie, że od jesieni zeszłego roku Gruzja zaczęła ponownie dryfować w kierunku miękkiego autorytaryzmu: wybory prezydenckie pozostawiające wiele do życzenia pod względem przestrzegania standardów demokratycznych, umacnianie wpływów władzy wykonawczej w sądownictwie, próba wykorzystywania instytucji państwowych do przejmowania kontroli nad sektorem bankowym czy w końcu de facto podważenie strategicznej inwestycji w kraju. Wszystkie te zjawiska każą z niepokojem patrzeć na rozwój wypadków w Gruzji. Ostatnie sondaże pokazują, że Gruzińskie Marzenie nadal cieszy się największym poparciem (27 procent, gdy Zjednoczony Ruch Narodowy ma 12 procent), jednak aż 50 procent respondentów odmówiło odpowiedzi na pytanie, jaką partię popiera, bądź oświadczyło, że nie popiera żadnego z obecnie istniejących ugrupowań. Wszystko wskazuje na to, że odejście Eki Beselii i najpewniej kilkunastu kolejnych deputowanych rozpocznie proces dezintegracji partii władzy. Pozostaje kwestią otwartą, czy dotychczasowa opozycja, jak i ewentualne nowe ugrupowania, w tym przyszła formacja Eki Beselii, Ruch Obywatelski Gruzji Aleko Elisaszwilego (kandydat na mera Tbilisi w 2017 roku, który zajął drugie miejsce) czy Prawo i Sprawiedliwość Tako Czarkwiani (powstanie tych dwóch ostatnich było zapowiadane w mijających tygodniach) będą potrafiły wykorzystać ewidentny kryzys w łonie partii rządzącej i przejąć inicjatywę. Rok 2019 w Gruzji rozpoczął się niepokojącymi zjawiskami.

 

Fot. http://parliament.ge (wolny dostęp)


Powrót
Najnowsze

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Wymiana więźniów: sukces czy porażka?

09.09.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu