Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zwijanie demokracji
2019-02-27
Piotr Oleksy, Krzysztof Popek

Z Piotrem Oleksym, historykiem, pracownikiem Instytutu Wschodniego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz autorem książki Naddniestrze. Terror tożsamości (Czarne 2018), rozmawia Krzysztof Popek.

 

 

KRZYSZTOF POPEK: W niedzielnych wyborach parlamentarnych w Mołdawii zwyciężyła prorosyjska Partia Socjalistyczna. Czy jest to zaskoczeniem?

PIOTR OLEKSY: Zwycięstwo Partii Socjalistycznej nie jest żadnym zaskoczeniem. Socjaliści od dłuższego czasu prowadzili w sondażach. Zresztą jest to standard mołdawskiej sceny politycznej, że jeśli mamy do czynienia z jedną silną partią prorosyjską i ten elektorat nie dzieli się pomiędzy kilka mniejszych formacji, zazwyczaj może liczyć na około 40–45 procent poparcia. Zaskoczeniem jest nie tyle zwycięstwo Partii Socjalistycznej, co bardzo słaby wynik tej formacji. Spodziewano się, według różnych sondaży, około 40 procent, w planie maksimum nawet 45 procent, a przy absolutnym minimum – 35 procent. Partia Socjalistyczna zyskała natomiast 31 procent w wyborach proporcjonalnych – to jest wręcz tragiczny wynik. Uzyskali do tego jeszcze słabszy wynik w wyborach jednomandatowych. Przypomnijmy, całe wybory odbywały się w systemie mieszanym – 50 deputowanych wybieranych było w wyborach proporcjonalnych, 51 w okręgach jednomandatowych. De facto Partia Socjalistyczna uzyskała najlepszy wynik ze wszystkich ugrupowań, ale te wybory są jej zdecydowaną porażką.

 

Jaki rezultat osiągnęły inne ugrupowania? Co można powiedzieć o obecnie mapie politycznej Mołdawii?

Umocniła się pozycja rządzącej Partii Demokratycznej, kierowanej przez Vlada Plahotniuca, który jest najbogatszym oligarchą mołdawskim i przewodniczącym tej formacji. Jeszcze dwa – trzy miesiące, a nawet miesiąc temu sondaże dawały Partii Demokratycznej w porywach do 15 procent, a pół roku temu było to zdecydowanie poniżej 10 procent. Wynik demokratów w wyborach proporcjonalnych, 23,6 procent, stanowi bardzo dobry rezultat, który jest pewnym zaskoczeniem. Bardziej spodziewane było świetne rozstrzygnięcie w wyborach jednomandatowych – Partia Demokratów wygrała w 18 okręgach. Od początku było wiadomo, że system mieszany był wprowadzany, gdyż demokraci widzieli w nim sposób na zachowanie swojej władzy. Do wyborów w okręgach jednomandatowych obóz rządowy przygotowywał się od kilku miesięcy, a nawet dłużej. Robiono wszystko, aby na swoją stronę przeciągnąć lokalnych liderów, by startowali pod szyldem Partii Demokratycznej: merów, szefów rad rejonowych, znanych lokalnie biznesmenów, przedsiębiorców. Działano czy to przy pomocy przekupstwa, czy szantażu, najczęściej łączono obie metody, na zasadzie kija i marchewki. O tym wiedzieliśmy, pisaliśmy i mówiliśmy od kilku miesięcy. Niemniej, ten wynik jest porażający – 18 mandatów w okręgach jednomandatowych jest naprawdę świetnym rezultatem Partii Demokratycznej.

Kolejną formacją, która ma silną pozycję w nowym parlamencie, jest ACUM (w tłumaczeniu: „Teraz”). Jest to blok łączący dwa ugrupowania proeuropejskiej i antyoligarchicznej opozycji: Partię Aktywność i Działanie Mai Sandu oraz Partię Godność i Prawda Andreia Năstase; sprzeciwiają się one władzy Partii Demokratycznej i Vlada Plahotniuca. Formacje te powstały na fali protestów, które wybuchły w Mołdawii w 2015 roku, spowodowanych aferą miliarda (głośnym skandalem, związanym z wyprowadzeniem z trzech mołdawskich banków miliarda dolarów). Blok ACUM wprowadzi do parlamentu 26 posłów, będą więc trzecią siłą. Będą jednak osamotnieni, gdyż nie mają zdolności koalicyjnych. Dla nich koalicja z demokratami jest nie do pomyślenia, właśnie pod hasłem walki z oligarchami blok ten w ogóle powstał. Podobnie, koalicja z Partią Socjalistyczną jest niemożliwa, co nie tylko wynika z postawy antyoligarchicznej, ale i proeuropejskości.

Czwartym ugrupowaniem, które weszło do parlamentu, jest Partia Șor, która swoją nazwę wzięła od nazwiska założyciela Ilana Șora, milionera, jednego z dwóch głównych skazanych w aferze miliarda (drugim był były premier Vlad Filat, który do tej pory siedzi w więzieniu). Șor, który był głównym architektem procederu wyciągania pieniędzy z banków, nie trafił do więzienia, a został merem Orhei, średniej wielkości miasta nieopodal Kiszyniowa, i zaczął budować swoją pozycję polityczną. Projekt Partii Șor powstał we współpracy z Vladem Plahotniuciem. Celem tego projektu było podebranie części wyborców prorosyjskiej Partii Socjalistów oraz zyskanie elektoratu socjalnego. Șor nie tylko obiecywał hojne programy socjalne, a nawet w ostatnich miesiącach, korzystając z prywatnego majątku, rozdawał pieniądze ludziom, głównie najbiedniejszym, znajdującym się w najgorszym położeniu społecznym. Poskutkowało to niezłym wynikiem partii, na której cele stoi biznesmen skazany za kradzież miliarda.

 

Żadna z partii nie będzie miała większości w nowym parlamencie. Czy to oznacza, że czekają nas niedługo kolejne przedterminowe wybory?

To nie jest tak, że Partia Demokratyczna, która teoretycznie jest prozachodnia, i Partia Socjalistyczna, która teoretycznie jest prorosyjska, są formacjami będącymi w ostrej opozycji. Te partia wykorzystują hasła prozachodniości i prorosyjskości, wykorzystują emocje społeczne i tożsamości z tym związane, tworząc jeden kartel polityczny i w dużej mierze dzieląc się władzą. One nadal będą chciały podtrzymać dwubiegunowość mołdawskiej polityki. Dlatego w ich interesie nie są wcale przyśpieszone wybory.

Vlad Plahotniuc będzie chciał utrzymać władzę. W jaki sposób może to zrobić? Wyniki są następujące: socjaliści mają 35 deputowanych, demokraci 30, ACUM 26, Șor 7, do tego mamy 3 niezależnych. Ci ostatni oraz Partia Șor poprą Plahotniuca, łącznie będą mieć 40 deputowanych. Do utworzenia rządu zabraknie 11. Prawdopodobnie Plahotniuc złoży ofertę koalicyjną Blokowi ACUM. Zostanie ona odrzucona, ponieważ jej liderzy, Maia Sandru i Andrei Năstase, nie mogą w taką koalicję wejść, bo nie jest to w ich interesie politycznym. Nie po to wchodzili do polityki, nie po to tworzyli swoje ugrupowanie, żeby współrządzić z Plahotniuciem. Wątpię, żeby lider demokratów złożył jakąkolwiek ofertę w tym momencie Partii Socjalistycznej. Mocna kampania socjalistów ze wsparciem Władimira Putina i całej elity rosyjskiej sprawiła, że nie mogą teraz wejść w koalicję z demokratami. Dalej będą oni najprawdopodobniej największą partią opozycyjną; nie zapominajmy, że mają swojego prezydenta, Igora Dodona.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że Plahotniuc zwróci się z odezwą do wszystkich deputowanych i wszystkich sił politycznych o utworzenie rządu, który zapewni stabilność i rozwój Mołdawii. Będzie to oznaczało próbę wywołania rozłamu Bloku ACUM i Partii Socjalistów, wystarczałoby wyciągnąć pięciu deputowanych z jednego ugrupowania i sześciu z drugiego, żeby zbudować większość. Jest to bardzo możliwe – mówi się od wielu miesięcy, a nawet lat, że Partia Socjalistyczna jest finansowo zinfiltrowana przez Plahotniuca i, kiedy będzie to konieczne, kilku deputowanych może opuścić socjalistów, by poprzeć rząd demokratów. Również kilku deputowanych z Bloku ACUM może tak zrobić, co byłoby związane z kwestiami geopolitycznymi. Skłonni byliby najbardziej prorumuńscy i proamerykańscy deputowani, ponieważ Vlad Plahotniuc ma cały czas wsparcie Rumunii i USA. Ze strony dyplomacji i ekspertów z tych krajów pojawią się naciski na posłów z tej partii, aby poparli rząd stworzony przez Plahotniuca. Wiedzeni chęcią stworzenia antyrosyjskiego rządu z dodatkową zachętą finansową mogą Blok ACUM opuścić.

Przyśpieszone wybory mogłyby się odbyć pod dwoma warunkami. Po pierwsze, musiałoby dojść do współpracy Partii Socjalistycznej i Bloku ACUM, co już jest bardzo mało prawdopodobne, choć nie niemożliwe. Z drugiej strony byłaby potrzeba ogromnej jedności w szeregach obu tych ugrupowań. O to również będzie bardzo trudno,. Nie można zupełnie przekreślić scenariusza przyśpieszonych wyborów, bo wiele niespodzianek miało miejsca w polityce w ostatnich latach, nie tylko w Mołdawii, ale i na całym świecie. Jest to jednak scenariusz o wiele mniej prawdopodobny niż stworzenie rządu koalicyjnego Partii Demokratycznej, Partii Șor i deputowanych, którzy opuszczą szeregi partii opozycyjnych.

 

Wspominałeś o stosowaniu przekupstwa i szantażu w czasie kampanii wyborczej, sporo można też przeczytać w mediach o kupowaniu głosów z Naddniestrza. Jak wygląda kondycja demokracji w Mołdawii przez pryzmat tych wyborów?

Kondycja demokracji w Mołdawii z roku na rok się pogarsza. O ile mamy do czynienia z formalnie prozachodnim kursem politycznym, to w praktyce władza demokratów i Plahotniuca jest utrzymywana przez zwijanie demokracji. Po pierwsze, cały wymiar sprawiedliwości jest podporządkowany nie tyle Partii Demokratycznej, co Vladowi Plahotniucowi. Po drugie, inne kluczowe instytucje państwowe są zależne od demokratów: agencje rządowe, prokuratura, służby. Po trzecie, mamy ogromną dominację Vlada Plahotniuca na rynku medialnym i informacyjnym. Chyba najbardziej sztandarowym przykładem były przyśpieszone wybory z czerwca 2018 roku na mera Kiszyniowa, które wygrał Andrei Năstase. Był to ogromny sukces proeuropejskiej opozycji. Te wybory zostały po prostu unieważnione przez Sąd Najwyższy. I nic się nie stało. Wprawdzie załamało to relacje mołdawsko-unijne w dużym stopniu, ale poza tym nic się nie stało. To najlepiej obrazuje kondycję mołdawskiej demokracji.

Nikt nie manipuluje przy liczeniu głosów. Są stworzone natomiast takie warunki, żeby ludzie głosowali tak jak chce władza. Mołdawia jest małym krajem, gdzie, szczególnie na wsi i w mniejszych miejscowościach, bardzo wiele rodzin jest zależnych od pracy w administracji, szkołach i instytucjach publicznych. Zależy im na tym, żeby w ich okręgu wyborczym wygrał kandydat Partii Demokratycznej, bo jeśli nie wygra, mogą ich czekać czystki w administracji publicznej, a tam oni pracują. Wielu lokalnych liderów, którzy wcześniej byli sceptyczni wobec demokratów, z miesiąca na miesiąc przechodziła na ich stronę.

O Naddniestrzu było bardzo głośno. Naddniestrzanie mieli możliwość głosowania w tych wyborach, punkty wyborcze były otworzone na prawym brzegu Dniestru, czyli na terenie, który znajduje się pod kontrolą rządu mołdawskiego. Byli tam przywożeni autobusami, sami też przyznawali w rozmowach z dziennikarzami, że średnio interesują ich wybory, a nakazano im głosować na Partię Demokratyczną bądź Partię Șor. To bez wątpienia podbiło wynik obu tych ugrupowań, szczególnie w wyborach proporcjonalnych. Dlaczego ci ludzie głosowali na obóz rządzący? W interesie władz Naddniestrza jest to, żeby Mołdawią rządziła partia prozachodnia, gdyż wtedy nie będzie mowy o zjednoczeniu. Totalne zwycięstwo sił prorosyjskich groziłoby powrotem tematu zjednoczenia, a to nie jest na pewno na rękę elicie naddniestrzańskiej.

 

Czy doszło do rosyjskiej ingerencji w te wybory? Takie zarzuty pojawiały się w czasie kampanii ze strony Partii Demokratycznej.

Jeśli doszłoby do rosyjskiej ingerencji, a partia prorosyjska zyskałaby o 10 procent mniejszy niż się spodziewano, to znaczy, że działania Moskwy są kontrskuteczne. Zaangażowanie ograniczyło się do wspierania prezydenta Igora Dodona, jednoznacznie kojarzonego z socjalistami, przez Władimira Putina i patriarchę moskiewskiego Cyryla. Nie doszukiwałbym się ręki Moskwy w tych wyborach. Jedynym i skutecznym reżyserem był tu Vlad Plahotniuc.

 

Fot. Ionmarandici (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu