Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zełenski i (prawdopodobnie) Poroszenko w drugiej turze
2019-03-05
Wojciech Konończuk, Wojciech Wojtasiewicz

Z Wojciechem Konończukiem, kierownikiem Zespołu Ukrainy, Białorusi i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich, rozmawia Wojciech Wojtasiewicz.

Интервью также доступно на русском языке

 

 

WOJCIECH WOJTASIEWICZ: Kampania wyborcza przed elekcją prezydencką na Ukrainie oficjalnie trwa już ponad dwa miesiące. Jak wygląda kwestia przestrzegania procedur demokratycznych i swobody agitacji wyborczej? Czy mamy do czynienia z elementami brudnej kampanii wyborczej?

WOJCIECH KONOŃCZUK: Formalnie kampania zaczęła się w styczniu, jednak de facto trwa już znacznie dłużej. Najwcześniej, bo jeszcze latem ze swoją agitacją wystartowała Julia Tymoszenko. Gdybyśmy popatrzyli na kampanię przez pryzmat tego, co mówią główne stacje telewizyjne, to bardzo łatwo można stwierdzić, jakie są sympatie polityczne ich właścicieli. Specyfika ukraińskiego rynku telewizyjnego jest taka, że większość popularnych kanałów informacyjnych należy do grupy pięciu oligarchów. I poza kanałem Ihora Kołomojskiego 1+1, pozostałe stacje mówiły do tej pory o prezydencie Poroszence w sposób pozytywny lub neutralny. Jest to przesłanka pozwalająca sądzić, że istnieje nieformalne porozumienie pomiędzy Petro Poroszenką a oligarchami.

Widać, że w ostatnich dniach walka przedwyborcza zaczęła się rozkręcać. W zeszłym tygodniu program śledczy Naszi Hroszi zaczął emisję materiałów na temat korupcji w sektorze zbrojeniowym, który uderza w Ołeha Hładkowskiego, wiceszefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, będącego zaufanym współpracownikiem prezydenta. Traci na tym również sam Poroszenko. W zeszłym tygodniu wydany został werdykt Sądu Konstytucyjnego Ukrainy, który uznał za niezgodne z prawem przepisy mówiące o sankcji więzienia za nielegalne wzbogacenie. Dziwna jest zbieżność czasowa wydania tego werdyktu i nagłośnienia afery korupcyjnej w sektorze zbrojeniowym. Jeśli ktoś na nim straci, to jest to właśnie Poroszenko. Poza oczywistym kontekstem przedwyborczym potwierdza to, że spora część elity politycznej nie jest zainteresowana, aby realnie walczyć z korupcją. Ten wyrok niweczy część pracy wykonanej dotychczas przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy oraz wpływa na działalność Narodowej Agencji ds. Przeciwdziałania Korupcji, do zadań której należy weryfikowanie oświadczeń majątkowych polityków. Jest to temat bardzo głośny medialnie i możliwe, że będzie miał swoje odzwierciedlenie w sondażach za kilka dni.

 

Obserwując kampanię wyborczą na Ukrainie można odnieść wrażenie, że główny konflikt ma miejsce pomiędzy Petro Poroszenką a Julią Tymoszenko. Tymoszenko oskarża Poroszenkę o korupcję w armii, a podporządkowana Poroszence Służba Bezpieczeństwa Ukrainy Tymoszenkę o stworzenie piramidy finansowej, służącej finansowaniu jej kampanii wyborczej.

Obecnie mamy trzech głównych kandydatów do zwyciestwa: Julię Tymoszenko, Petro Poroszenkę i Wołodymyra Zełenskiego. Prawdopodobnie nikt im już nie zagrozi.

 

A czy sytuacji nie zmieni wycofanie się z wyborów mera Lwowa Andrija Sadowego i przekazanie przez niego poparcia byłemu ministrowi obrony Anatolijowi Hrycence?

Nie. Zsumowany elektorat Sadowego i Hrycenki da temu drugiemu piąte miejsce w sondażach, za Jurijem Bojko. Nie jest powiedziane, że cały elektorat Sadowego, czyli około 4 procent, pójdzie głosować na Hrycenkę, ale  prawdopodobnie połowa jego dotychczasowych zwolenników odda swój głos na Poroszenkę. Walka trwa między trzema wspomnianymi wcześniej kandydatami. Zełenski i Tymoszenko nie krytykują się nawzajem, ale ignorują. Za to oboje, w sposób zdecydowany, krytykują Poroszenkę. Dla tej dwójki jest głównym kontrkandydatem.

 

W przypadku Poroszenki i Tymoszenki znamy ich poglądy na politykę wewnętrzną i zagraniczną Ukrainy. Jaki jest za to program trzeciego głównego kandydata Wołodymyra Zełenskiego, który nie jest zawodowym politykiem, a aktorem i komikiem? Czy analogicznie do Poroszenki i Tymoszenki prowadzi aktywną kampanię jeżdżąc po kraju? Czy niedawne spotkanie Zełenskiego ze specjalnym przedstawicielem Departamentu Stanu USA ds. Ukrainy Kurtem Volkerem nie świadczy o tym, że również świat zaczyna coraz bardziej brać pod uwagę jego zwycięstwo wyborcze?

Stały wzrost poparcia dla Zełenskiego sprawił, że jego kandydatura zaczęła być traktowana poważnie. Na miesiąc przed wyborami jest w stanie wejść do drugiej tury i powalczyć o zwycięstwo. Symulacje pokazują, że wygrywa zarówno z Petrem Poroszenką, jak i Julią Tymoszenko. To zaś sprawiło, że coraz więcej przedstawicieli państw zachodnich zaczęło dążyć do spotkania  i wysondowania, jakie właściwie ma poglądy. Trudno wyczytać je z jego nielicznych wystąpień publicznych. Po dwóch wywiadach styczniowych właściwie zamilkł. I to jest moim zdaniem intencjonalne. Zełenski nie jest politykiem, na wielu sprawach się nie zna. Każdy doświadczony dziennikarz jest w stanie stosunkowo łatwo zadać mu wiele niewygodnych pytań i zapędzić w kozi róg. Jego sztab przyjął więc taktykę, że lepiej nic nie mówić i na tym nicniemówieniu wytrwać do drugiej tury, a potem się zobaczy. Jego poglądy jesteśmy w stanie w niewielkim stopniu rekonstruować z nielicznych wywiadów i wcześniejszych wypowiedzi. Na pewno jest to człowiek, który bazuje na wielkim zapotrzebowaniu ukraińskiego społeczeństwa na nowe osoby w życiu publicznym oraz na tym, że nie jest zawodowym politykiem. Społeczeństwo ma dość obecnej klasy politycznej. Swoją rozpoznawalność zawdzięcza temu, że jako komik i aktor jest znany od kilku lat. W związku z tym, że wśród kandydatów nie ma innych nowych postaci, jego kampania i popularność bazują właśnie na politycznej nowości.

Zełenski nie przedstawił klasycznego programu wyborczego. Wręcz wezwał kilka tygodni temu swoich zwolenników do wspólnego stworzenia takiego programu poprzez stronę internetową. Ma jedynie pewne hasła, poparcie buduje na krytyce Poroszenki. W kwestii tak newralgicznej jak wojna z Rosją, mówi rzeczy tak naiwne, że aż niebezpieczne. W jego ocenie polityka prowadzona przez Poroszenkę wobec Moskwy zakończyła się fiaskiem i uważa, że najlepszym rozwiązaniem byłaby jego rozmowa w cztery oczy z Władimirem Putinem i „spotkanie się w połowie drogi”. Zełenski zdaje sobie sprawę, że na wielu sprawach się nie zna i w takiej sytuacji słusznie uznał, że aby nie dawać Poroszence zbyt wielu możliwości do krytykowania jego wypowiedzi, najlepiej jest za dużo nie mówić.

 

Skoro Zełenski nie ma doświadczenia politycznego i wiedzy na temat zarządzania państwem, można zastanowić się, po co mu kandydowanie na najwyższy urząd w państwie. Znając ukraińską politykę, od razu nasuwa się pytanie – kto za nim stoi?

Są przesłanki, którą pozwalają uważać, że jest związany z Ihorem Kołomojskim, jednym z wciąż najbardziej wpływowych ukraińskich oligarchów. Programy telewizyjne Zełenskiego są emitowane na kanale 1+1 Kołomojskiego. Zełenski próbuje jednak pokazać, że krytykuje równo wszystkich oligarchów i nie jest niczyim człowiekiem. I jest to chyba narracja, która trafia do Ukraińców. Ukraińcy pytani dlaczego chcieliby głosować na Zełenskiego odpowiadają, że jest to nowa twarz w polityce i człowiek niezwiązany z oligarchami. Widać zatem, że jego powiązania z Kołomojskim nie są przekonywujące dla wyborców i nie jest przez nich postrzegany jako ktoś na pasku Kołomojskiego.

 

A jak do opinii publicznej przebijają się informacje o biznesach Zełenskiego w Rosji?

Nie wpłynęło to na jego popularność. Zełenski ma firmę telewizyjną i sprzedaje produkowany przez nią content również w Rosji. Trzeba też pamiętać, że Zełenski jest rosyjskojęzyczny i swój przekaz buduje także na pewnej równowadze językowej pomiędzy Ukraińcami, którzy mówią po ukraińsku, i tymi, którzy mówią po rosyjsku. On też częściej i chętniej używa języka rosyjskiego, który zna lepiej. Mam wrażenie, że Ukraińcy patrząc na Wołodymyra Zełenskiego, widzą w nim raczej Wasyla Hołoborodko, bohatera serialu Sługa narodu. Bardziej wierzą w wizerunek medialny, który wykreował w ciągu ostatnich lat, niż w realnego obywatela Ukrainy Zełenskiego.

 

Odnoszę wrażenie, że Ukraińcy mają serdecznie dosyć całej dotychczasowej klasy politycznej. Tak wysokie notowania Zełenskiego są nie tyle świadectwem poparcia dla niego, co raczej wotum nieufności dla dotychczasowych polityków. Świadczą o tym również badania opinii publicznej. Najnowszy mówi o tym, że ponad 25,1 procent Ukraińcow chce głosować na Zełenskiego, na Poroszenkę i Tymoszenko odpowiednio 16,6 i 16,2 procent. Jednak gdy zapytać, kto wygra wybory, Ukraińcy wskazują Poroszenkę (24,3 procent), Tymoszenko (19,1 procent) i dopiero na trzecim miejscu Zełenskiego (17,1 procent). Czy jeśli Zełenski wejdzie do drugiej tury, a wszystko dziś na to wskazuje, że tak się stanie, to czy jednak Ukraińcy nie wykażą się rozsądkiem i nie wybiorą na głowę państwa doświadczonego polityka?  

Na to liczy Petro Poroszenko i na tym bazuje jego kampania wyborcza. Ma nadzieję, że przed drugą turą, jeśli do niej trafi z Zełenskim, będzie musiało dojść do debat telewizyjnych. I wtedy jako doświadczony polityk i świetny mówca będzie w stanie Zełenskiego położyć na łopatki. Poroszenko będzie wówczas  przekonywał, że Ukraińcy głosują nie tylko na głowę państwa, lecz także na głównodowodzącego armią kraju, który jest w stanie wojny. Urzędujący prezydent będzie zapewne twierdził, że Ukraina potrzebuje doświadczonego polityka, który może nie jest idealny, ale ma telefon do każdego ważnego przywódcy na Zachodzie i dobrze mówi po angielsku. Poroszenko będzie też podkreślał, że pewnych rzeczy, które obiecywał nie zrealizował i że w oczach wielu Ukraińców nie jest kandydatem doskonałym, ale po chwili będzie podkreślał, że alternatywa wobec niego będzie tylko gorsza. Będzie pytał Ukraińców, czy chcą głosować na komika bez programu, doświadczenia i wiedzy, który będzie wielkim eksperymentem.

Zobaczymy na ile taka narracja okaże się skuteczna. Nie lekceważyłbym wielkiego zmęczenia społeczeństwa Poroszenką i obecną klasą polityczną. Prezydent ma siedemdziesięcioprocentowy elektorat negatywny, ale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jego kampania się rozkręca. Od marca wypłacane już są zmonetyzowane subsydia, wprowadzane są dodatkowe emerytury. Silne pozostaje również wsparcie medialne dla Poroszenki. Zatem jego kampania ma szansę jeszcze przyspieszyć, choć zobaczymy jak na poparcie dla niego wpłyną wspomniane sprawy związane z decyzją Sądu Konstytucyjnego oraz z oskarżeniami korupcyjnymi pod adresem Ołeha Hładkowskiego.

 

Chciałem jeszcze dopytać o kwestię wykorzystywania  na korzyść prezydenta Poroszenki zasobów administracyjnych, czyli osławionego adminresursu.

Nie przeceniałbym tego. Z jednej strony rzeczywiście prezydent Poroszenko ma swoich gubernatorów, którzy dbają (przynajmniej takie jest założenie) za sprawy związane z kampanią wyborczą. Z drugiej zaś strony adminresurs był znacznie silniejszy kilkanaście lat temu, szczególnie kiedy rządził Leonid Kuczma. Oczywiście dzisiaj nie jest to bez znaczenia i przez różnych ukraińskich komentatorów szacowany jest na dodatkowe 2–3 procent. Trudno to jednak zweryfikować.

 

Jednak to mogą być istotne 2–3 procent głosów, kiedy różnice poparcia pomiędzy głównymi kandydatami są tak niewielkie. Mogą one zaważyć na tym, kto obok Zełenskiego wejdzie do drugiej tury – Tymoszenko czy Poroszenko. Rozumiem, że opcja, która była jeszcze kilkanaście tygodni temu w miarę prawdopodobna, że w drugiej turze znajdą się reprezentanci dwóch przeciwstawnych politycznie wektorów (Petro Poroszenko jako lider sił prozachodnich i Jurij Bojko jako przedstawiciel sił prorosyjskich), jest dzisiaj już nieaktualna?

Tak. Obecna kampania prezydencka jest kompletnie inna niż wszystkie wcześniejsze w ostatnich dwudziestu siedmiu latach. Nie wiemy nawet, kto ostatecznie przejdzie do drugiej tury, co było jasne w poprzednich elekcjach.

 

Czy przewiduje Pan, że kandydaci, którzy odpadną z wyścigu prezydenckiego po pierwszej turze, będą przekazywać swoje głosy politykom, którzy znajdą się w finale wyborów?

W głównej mierze jest to pytanie o elektorat kandydatów prorosyjskich lub umiarkowanie prorosyjskich. Trudno jest mi sobie wyobrazić, żeby na przykład Jurij Bojko otwarcie wezwał do głosowania w drugiej turze na Poroszenkę. Myślę, że znacznie bardziej prawdopodobne jest to w wypadku kandydatów jednoznacznie proeuropejskich, takich jak Hrycenko.

 

Czym oprócz tomosu chwali się w kampanii Petro Poroszenko jako sukcesami swojej blisko pięcioletniej prezydentury?

Prezydent ma swoją triadę: mowa, wiara, armia. Przedstawia siebie jako przywódcę, który odbudował ukraińskie wojsko. Poroszenko przypisuje sobie ponadto ostateczne oddzielanie się Ukrainy od Rosji i rosyjskości. Pokazuje też sukcesy w polityce zagranicznej, takie jak umowa stowarzyszeniowa i ruch bezwizowy z Unią Europejską. Jednocześnie unika mówienia o sprawach gospodarczych, bo nie za bardzo ma czym się chwalić. Rozwój na poziomie 2,5–3 procent to jest zdecydowanie za mało. Polityka gospodarcza ostatnich pięciu lat jest jedną z głównych porażek post-majdanowych władz i powodem frustracji Ukraińców. Siłą rzeczy obwiniają za ten stan prezydenta, pomimo tego, że Ukraina jest repuliką parlamentarno-prezydencką, a nie prezydencką.

 

Co nowego proponuje Petro Poroszenko na kolejne pięć lat swoich rządów? A co obiecuje Julia Tymoszenko?

Tymoszenko skupia się głównie na obietnicach socjalno-ekonomicznych. Mówi o niedopuszczalnej podwyższce cen energii oraz opłat komunalnych, obiecuje, że jeśli zostanie prezydentem, to obniży je kilkukrotnie. Odpowiedzialność polityczną za podwyżki ponosi Poroszenko, pomimo tego, że był to wymóg Międzynarodowego Funduszu Walutowego. O ile Tymoszenko skupia się na kwestiach socjalnych, to Poroszenko mówi o stabilności i przewidywalności. Podkreśla, że Ukraińcy wiedzą, czego mogą się po nim spodziewać, chwali się tym, co mu się udało, a co trzeba jeszcze naprawić w czasie drugiej kadencji. Ważne ze względów PR-owych było wpisanie kilka tygodni temu do konstytucji bezalternatywnego kierunku na integrację Ukrainy ze strukturami zachodnimi. Rzadziej zaś mówi o kwestii walki z korupcją, zdając sobie sprawę, że Ukraińcy dostrzegają, że jest to jedna z jego porażek.

 

Jaka będzie polityczna przyszłość Petro Poroszenki i Julii Tymoszenko po ich ewentualnej porażce wyborczej? Czy wycofają się z polityki?

Trudno powiedzieć. Jeśli Poroszenko przegra, tym samym szanse jego ugrupowania politycznego przed wyborami parlamentarnymi będą znacznie mniejsze i prawdopodobnie dojdzie do jego dezintegracji. Zwykle jest tak, że kandydat, który zostaje prezydentem, jest siłą napędową swojej partii. Nawet po ewentualnej przegranej Poroszenki od razu bym go nie skreślał, bo pamięć wyborców jest zwykle krótka. Inaczej jest w przypadku Julii Tymoszenko. Jeśli nie odniesie zwycięstwa to będzie to raczej zapowiedź końca jej kariery politycznej. Trudno też będzie liczyć na dobry wynik wyborczy jej partii. Pewnie Batkiwszczyna nie zniknie ze sceny politycznej, bo nadal na kilkanaście procent poparcia może liczyć.

 

Jak patrzy Zachód (USA, UE, Polska) na zbliżające się wybory prezydenckie na Ukrainie?

W głównej mierze formułuje oczekiwanie co do utrzymania stabilności. Elementem, który sprawia, że elekcja przykuwa jeszcze większą uwagę, jest osoba Wołodymyra Zełenskiego, czyli kandydata nie wiadomo skąd się wywodzącego, nie wiadomo w czyim interesie biorącego udział w wyścigu, po którym nie wiadomo czego się spodziewać. W ostatnich tygodniach został on odkryty przez prasę międzynarodową, która ze zdziwieniem pisze o zaskakującym liderze sondaży. Politycy zachodni w głównej mierze liczą na wygraną Poroszenki, bo – z trójki faworytów – daje największą nadzieję na zachowanie stabilności politycznej i gospodarczej.

 

Zatem którzy z kandydatów trafią do drugiej tury i kto ostatecznie wygra wybory prezydenckie? 

Jeśli kwestie związane ze wspomnianymi skandalami uderzającymi w Poroszenkę nie spowodują dużego tąpnięcia w jego sondażach, to znajdzie się on w drugiej turze wyborów raczej z Zełenskim niż Tymoszenko. W drugiej turze zaś kwestią otwartą pozostanie czy Ukraińcy wybiorą przewidywalność, czy zdecydują się na polityczny eksperyment. Wciąż jest trzy i pół tygodnia do wyborów, czyli dość sporo czasu i można się spodziewać, że kampania weszła w swój najbrudniejszy moment.

 

Fot. Oleg Dubyna (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Belgradzka Lady Makbet nie żyje

16.04.2019
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Polityczni znachorzy

15.04.2019
Andrzej Szeptycki Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Integracyjne napięcia

15.04.2019
Maxim Rust
Czytaj dalej

Białorusini znowu bronią Kuropatów

12.04.2019
Tomasz Mróz
Czytaj dalej

Quo vadis, Zełenski?

11.04.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Prezydent z ekranu? Ukraina po wyborach 2019

09.04.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu