Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Estończycy zdecydowali: Reformiści wracają do władzy
2019-03-11
Dominik Wilczewski

Chociaż wybory wyniosły do władzy partię opozycyjną w Estonii, nie należy spodziewać się politycznej rewolucji. Jedną z głównych cech życia politycznego w tym nadbałtyckim państwie w ostatnich kilkunastu latach jest stabilność.

 

Estończycy udali się do urn w poprzednią niedzielę, 3 marca. Ale dotyczy to tych, którzy oddali swoje głosy tradycyjną metodą. Od 21 do 27 lutego wyborcy mogli także głosować przez internet. Możliwość głosowania online już od kilku lat jest dumą Estończyków. Tamtejsi informatycy zapewniają, że system jest całkowicie bezpieczny. W tym roku z tej możliwości skorzystało ponad 247 tysięcy osób (co stanowi 28,1 procent uprawnionych do głosowania). Cztery lata wcześniej głosujących w ten sposób było ponad 170 tysięcy. Ogółem frekwencja wyniosła 63,7 procent.

 

Łeb w łeb

Wybory przyniosły odpowiedź na dwa zasadnicze pytania tegorocznej kampanii: której z dwóch głównych sił estońskiej polityki – rządzącej Partii Centrum czy opozycyjnej Partii Reform – uda się zająć pierwsze miejsce oraz jaki będzie wynik tej trzeciej – Estońskiej Konserwatywnej Partii Ludowej (EKRE). Przedwyborcze sondaże nie dawały bowiem jasnych wskazówek: od wielu miesięcy centryści i reformiści szli w nich łeb w łeb, mogąc liczyć na poparcie w granicach od 20 do 30 procent. EKRE niemal zawsze sytuowała się za ich plecami.

Ostatecznie to liderka Reformistów, 41-letnia Kaja Kallas mogła cieszyć się ze zwycięstwa. Po ponad dwóch latach spędzonych w opozycji jej ugrupowanie wraca do władzy. W tych wyborach Partia Reform zdobyła 28,9 procent głosów, co przekłada się na 34 mandaty w liczącym 101 miejsc Riigikogu (cztery lata temu było to odpowiednio 27,7 procent i 30 miejsc). Centryści kierowani przez dotychczasowego premiera Jüriego Ratasa uzyskali poparcie 23,1 procent głosujących i 26 miejsc w parlamencie (24,8 procent i 27 miejsc w 2015 roku). O dużym sukcesie mogą mówić liderzy EKRE: odnotowali wynik lepszy o 9,7 procent i 12 mandatów niż przed czterema laty.

W tym roku EKRE z 19 mandatami będzie trzecią siłą w Riigikogu. Skład izby uzupełniają prawicowa Pro Patria i Partia Socjaldemokratyczna (SDE), które do tej pory wspólnie z Centrystami tworzyły rząd. Większość Estończyków pytanych przez ankieterów opowiadało się za kontynuacją tego układu. Wskazywali oni również, że Ratas będzie lepszym premierem niż Kallas. Wynik wyborów każe jednak zweryfikować te oczekiwania: hipotetycznej koalicji Partii Centrum, Pro Patrii i socjaldemokratów brakowałoby trzech głosów do uzyskania większości. Nic zatem dziwnego, że misję utworzenia rządu z rąk prezydent Kersti Kaljulaid otrzymała liderka Partii Reform. Jeśli jej się powiedzie, po raz pierwszy w historii dojdzie do sytuacji, gdy funkcje głowy państwa i szefa rządu będą sprawować kobiety. Pierwszy tydzień po wyborach upłynął jednak pod znakiem rozmów o perspektywach utworzenia wspólnej koalicji. Kallas zwróciła się w tej sprawie także do niedawnych rywali z Partii Centrum. „Wielka koalicja” mogłaby liczyć na niemal 2/3 głosów Riigikogu. Jednak oferta została odrzucona. Dalsze negocjacje Kallas będzie zatem prowadzić z Pro Patrią i SDE.

 

Wspólne priorytety

Ewentualna koalicja z tymi ugrupowaniami będzie odtworzeniem układu istniejącego już w latach 2015–2016. W tym miejscu należy zrobić bowiem krok do tyłu i przypomnieć, że także z poprzednich wyborów Reformiści wyszli zwycięsko. Władzy pozbawiło ich dopiero parlamentarne przesilenie, do którego doszło pod koniec 2016 roku. Wówczas to partnerzy z Pro Patrii i SDE opuścili koalicję i zwrócili się do opozycyjnych Centrystów. Ten krok wyniósł do władzy Jüriego Ratasa.

O ile przez ostatnich kilkanaście lat Reformiści u władzy byli zawsze (w różnych konfiguracjach koalicyjnych), o tyle Partia Centrum niemal zawsze była w opozycji. Wyjątkiem były lata 2002–2003 i 2005–2007, gdy obu głównym siłom udawało się wznieść ponad dzielące je różnice. O wypchnięciu centrystów poza główny nurt polityki decydowały zarzuty o prorosyjskość – partia faktycznie cieszy się dużym poparciem wśród licznie zamieszkujących Estonię rosyjskojęzycznych (ponad 1/4 mieszkańców). Tak naprawdę jednak wynikało to głównie z osoby jej poprzedniego lidera Edgara Savisaara.68-letni dziś Savisaar w estońskiej polityce był obecny „od zawsze”: w czasach sowieckich pracował w instytucjach odpowiedzialnych za planowanie, pod koniec lat osiemdziesiątych stanął na czele tzw. Frontu Ludowego, który był główną siłą polityczną domagającą się przywrócenia niepodległości. Był pierwszym szefem rządu po jej odzyskaniu, a potem przez wiele lat liderem Partii Centrum i burmistrzem Tallinna. To właśnie wtedy cieniem na jego biografii położyły się m.in. kontakty z rosyjskimi oligarchami, skandale korupcyjne i współpraca z putinowską Jedną Rosją.

Tak długo jak Savisaar stał na czele Centrystów, tak długo musieli się oni liczyć z politycznym ostracyzmem. Dopiero wyjście na jaw kolejnych skandali łapówkarskich w stołecznym magistracie i problemy zdrowotne Savisaara w 2015 roku sprawiły, że stracił on fotel lidera Partii Centrum. Jego miejsce zajął Ratas – polityk z zupełnie innego pokolenia, który gdy Estonia odzyskiwała niepodległość był zaledwie nastolatkiem. Obawy zagranicznych obserwatorów żywione gdy Centryści wchodzili w 2016 roku do rządu, że teraz Estonia może znaleźć się pod wpływem Moskwy były zupełnie bezzasadne – priorytety państwa w polityce zagranicznej i obronnej pozostały nienaruszone.

W istocie bowiem zarówno Partia Centrum, jak i ich oponenci z Partii Reform to ugrupowania całkowicie prozachodnie, pronatowskie i prounijne. Dowodem na ich bliskość jest to, że oba należą do europejskiego Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE, jej szefem w Parlamencie Europejskim jest Guy Verhofstadt). Tym, co ich dzieli, jest m.in. podejście do edukacji w szkołach mniejszości narodowych: Reformiści dążą do całkowitego przejścia na język państwowy, Centryści – chcą zachowania edukacji w języku rosyjskim.

W tej kampanii wyborczej dały o sobie znać także różnice dotyczące polityki gospodarczej i społecznej. Bardziej prospołeczni Centryści postulowali utrzymanie elementów progresywnego podatku dochodowego (wprowadzonych za rządów Ratasa), prorynkowi Reformiści chcą powrotu do podatku liniowego, który według nich przez ostatnich kilkanaście lat był jednym z głównych motorów napędzających estońską przedsiębiorczość i innowacyjność. Poza tymi kwestiami kampania przedwyborcza toczyła się raczej spokojnie i merytorycznie.

 

Marsz populistów przez Europę

Niepokój wprowadzała obecność Konserwatywnej Partii Ludowej. Wzrost poparcia dla tego nacjonalistycznego, populistycznego i radykalnie eurosceptycznego ugrupowania to zupełnie nowe zjawisko na estońskiej scenie politycznej. Wygląda na to, że także nad Bałtyk zaczęły dobiegać echa marszu populistów przez Europę. Tym jednak, co odróżnia EKRE od Matteo Salviniego czy Marine Le Pen jest wyraźna antyrosyjskość. Liderzy EKRE, przede wszystkim 69-letni Mart Helme, doświadczony polityk i dyplomata, m.in. były ambasador w Moskwie nie mają złudzeń, co do wrogich zamiarów Putina wobec Estonii.

Ale złudzeń nie mają też odnośnie Unii Europejskiej. W optyce estońskich populistów wspólny europejski projekt w obecnym kształcie nie ma przyszłości. Mart Helme i jego syn Martin w wywiadach prasowych nie szczędzili ostrych słów krytyki pod adresem „eurobiurokratów”, którzy ich zdaniem próbują zmusić Estończyków do przyjmowania imigrantów i akceptacji „nietradycyjnych” zachowań seksualnych. Sprzeciw wobec niekontrolowanej imigracji oraz wobec legalizacji związków osób tej samej płci był jednym ze znaków rozpoznawczych kampanii prowadzonej przez EKRE.

Obok zupełnie fantastycznych pomysłów, jak np. zapowiedź zwrócenia się do prezydenta Donalda Trumpa o zainwestowanie miliarda dolarów w estoński system obronny, w programie EKRE znalazło się miejsce na obietnice różnego rodzaju transferów socjalnych. Sukces wyborczy populistów estońscy komentatorzy tłumaczą pogłębiającymi się różnicami w poziomie rozwoju stołecznego Tallinna i biedniejącej, wyludniającej się prowincji. To właśnie w najbiedniejszych gminach Estonii, na południu kraju, poparcie dla EKRE było najwyższe.

Z uwagi na radykalne poglądy, ani przed wyborami, ani teraz EKRE nie było pożądanym partnerem koalicyjnym dla żadnej z głównych sił politycznych. Stosunkowo najbliżej do nich miała konserwatywna Pro Patria, ugrupowanie byłego premiera Marta Laara, ojca estońskich reform gospodarczych na początku lat dziewięćdziesiątych. Ale to właśnie EKRE, jadąc po prawej bandzie, odbierało Pro Patrii głosy – do tego stopnia, że jej utrzymanie się w parlamencie nowej kadencji stanęło pod znakiem zapytania. Ale na wzroście poparcia populistów straciła też SDE, której postulaty skierowane do przegranych estońskiej transformacji okazały się nieprzekonujące.

Kaja Kallas jeszcze przed wyborami wykluczyła jakiekolwiek negocjacje koalicyjne z partią ojca i syna Helmów, a samą EKRE nazwała „zagrożeniem dla porządku konstytucyjnego”. Mart Helme zdaje się nic z tego sobie nie robić i już teraz zapowiada, że w następnych wyborach jego partia będzie bezdyskusyjnym zwycięzcą. Od poczynań nowego rządu, a przede wszystkim tego, na ile skutecznie będzie działać na rzecz rozwiązania nabrzmiałych problemów społeczno-ekonomicznych może zależeć, czy buńczuczne zapowiedzi lidera EKRE nie nabiorą realnych kształtów.

 

Fot. EU2017EE Estonian Presidency (CC BY 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Donbas – pokoju nie będzie

08.08.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu