Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Integracyjne napięcia
2019-04-15
Maxim Rust

W ciągu ostatnich miesięcy wzrosło napięcie między Mińskiem a Moskwą. Pojawiają się nowe osie sporu, a oprócz „tradycyjnych” wojen handlowych można zaobserwować coraz więcej kwestii stricte politycznych. Kulminacją tych sporów stały się niedawne zawoalowane groźby prezydenta Aleksandra Łukaszenki, że Białoruś może unieruchomić całą rosyjską infrastrukturę tranzytową na terenie kraju pod pretekstem niezbędnych prac remontowych.

 

Kolejny „spór o ropę” nie pojawił się znikąd i jest pochodną różnych czynników w białorusko-rosyjskich stosunkach ostatnich miesięcy. Jeszcze w grudniu 2018 pojawiło się tzw. ultimatum Miedwiediewa, na które białoruska strona zareagowała bardzo nerwowo. Wtedy rosyjski premier oznajmił, że subsydiowanie białoruskiej gospodarki będzie zależało od intensyfikacji procesów integracyjnych. Oficjalny Mińsk mówił wtedy wręcz o chęci inkorporacji Białorusi przez Rosję. Kreml oczywiście zaprzeczył wszystkim podobnym interpretacjom, ale niesmak pozostał. Szczególnie zważywszy na to, że w tym roku mija dwadzieścia lat od momentu, kiedy Białoruś i Rosja formalnie tworzą państwo związkowe.

Od stycznia br. Białoruś funkcjonuje w warunkach tzw. manewru podatkowego, wprowadzonego przez Rosję. Manewr polega na stopniowej likwidacji eksportowego cła na rosyjską ropę i produkty ropopochodne, które wcześniej Białorusi nie dotyczyło. Według obliczeń ekspertów, wprowadzenie manewru może spowodować straty białoruskiej gospodarki w wysokości 9–11 miliardów dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat. A to jest ogromna kwota dla białoruskiego budżetu przy obecnej kondycji gospodarki. Wprowadzenie tej regulacji było jedną z najważniejszych przyczyn energetycznego sporu w białorusko-rosyjskich relacjach w zeszłym roku. Strona białoruska zażądała od Rosji rekompensat na poczet potencjalnych strat. Gdyby to się nie udało, rząd hipotetycznie mógłby nawet zwiększyć stawkę tranzytową dla Rosji o 23 procent. Kreml na razie w tej kwestii milczy. Dodatkowo, strony nadal nie mają uzgodnionych cen gazu dla Białorusi od 2020 roku.

Moskwa, wyczuwając słabość negocjacyjną białoruskiego establishmentu, systematycznie wzmacniała swoje naciski w ostatnich miesiącach. Oliwy do ognia dolały wypowiedzi rosyjskiego ambasadora w Mińsku, Michaiła Babicza, który w marcu pozwolił sobie na publiczną krytykę białoruskiego kierownictwa. Wypowiedzi ambasadora, który jednocześnie jest specjalnym przedstawicielem rosyjskiego prezydenta, niemal nie doprowadziły do otwartego dyplomatycznego skandalu. Białoruska strona oznajmiła, że „ambasador czuje się w kraju kimś więcej niż ambasadorem”. I to w sytuacji, w której teoretycznie oba kraje są największymi sojusznikami, a żaden z ambasadorów sceptycznie nastawionych do białoruskiego reżimu państw europejskich nie pozwoliłby sobie na podobne wypowiedzi.

Liczba punktów spornych się kumulowała. Dodatkowo na początku kwietnia Rosja rozszerzyła ograniczenia na wwóz do kraju białoruskiej żywności. Formalną przyczyną było nieodpowiadanie rosyjskim standardom oraz walka z „sankcjonką” – czyli objętymi rosyjskim embargiem europejskimi towarami, wwożonymi do kraju jako białoruskie produkty, przede wszystkim warzywa i owoce. Białoruski prezydent nazwał te działania „sankcjami, niegodnymi prawdziwego partnera”. Na specjalnej naradzie 11 kwietnia Łukaszenka zagroził, że może sparaliżować rosyjskie rurociągi i całą infrastrukturę tranzytową ze względu na jej zły stan techniczny. Ta wypowiedź mogłaby zostać tradycyjnie potraktowana jako nic nieznaczące pogróżki, natomiast Kreml zareagował natychmiastowo. Rzecznik prasowy rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow oznajmił, że Rosja nie wprowadzała żadnych sankcji oraz że dla uregulowania obecnych nieporozumień energetycznych jest potrzebna inna atmosfera i zmiana nastawienia białoruskiego kierownictwa.

Z wypowiedzi białoruskiego lidera wynikało, że rosyjska infrastruktura tranzytowa wymagała pilnego remontu już dwa lata temu. Łukaszenka natomiast, żeby ochronić „braterską Rosję” przed stratami, nakazał nie wstrzymywać pracy rurociągów. Ale teraz sytuacja się zmieniła i jeżeli dojdzie do punktu krytycznego, to odpowiednie służby mogą wstrzymać działanie infrastruktury tranzytowej na okres wymaganych napraw. Czy Białoruś może faktycznie pozwolić sobie na taki krok i czy ją na niego stać?

Jest to mało prawdopodobne. Po pierwsze, jednorazowe zatrzymanie całej rosyjskiej infrastruktury owszem przyniosłoby rosyjskiej gospodarce wymierne straty finansowe, ale byłyby to przede wszystkim straty wizerunkowe. A one bardzo szybko obróciłyby się przeciwko zamierzeniom białoruskich władz. Po drugie, taki krok odbiłby się na wiarygodności Białorusi jako partnera Rosji. Białoruska gospodarka i tak od lat zmaga się z problemem stopniowego zmniejszania rosyjskiego tranzytu przez terytorium kraju – obecnie tranzyt rosyjskiej ropy wynosi około 50 mln/t rocznie, a jeszcze 6–7 lat temu wynosił 75–80 mln/t. Takie posunięcie byłoby krokiem politycznym, ponieważ przy faktycznej konieczności napraw infrastruktury można by podzielić je na kilka etapów. I po trzecie, w razie realizacji zapowiedzi prezydenta Łukaszenki, Rosja może jednorazowo znacząco obniżyć dostawy samej ropy i produktów ropopochodnych do białoruskich przedsiębiorstw. A w razie takiego scenariusza wymiar strat dla białoruskiej gospodarki byłby nieporównywalnie większy od strat strony rosyjskiej.

Należy pamiętać, że zdecydowana większość białorusko-rosyjskich konfliktów gospodarczych ostatnich lat, w tym energetycznych, w rzeczywistości ma podłoże polityczne. W obecnych warunkach deklarację białoruskiego prezydenta należy traktować nie jako realną groźbę czy straszak na Rosję, tylko bardziej jako apelowanie do strony rosyjskiej o przyśpieszenie negocjacji w sprawie wspomnianego manewru podatkowego oraz cen gazu dla Białorusi. Dlatego w najbliższym czasie nie należy spodziewać się prawdziwego unieruchomienia rosyjskiej infrastruktury tranzytowej. Ale wzrostu temperatury w relacjach dwustronnych jak najbardziej tak. Szczególnie, że już teraz można zaobserwować zalążki nowej wojny informacyjnej. Ale obie strony przerabiały to już nie jeden raz.

 

Fot. Kremlin.ru (CC BY 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Czarnobylski Łazarz – historie z zapomnienia

17.06.2019
Andrzej Goworski Marta Panas-Goworska
Czytaj dalej

Promocja w e-kiosku: NEW i NEE 30% taniej

14.06.2019
NEW
Czytaj dalej

Żołnierze ludowego Wojska Polskiego. Historie mówione" w Centrum Historii Zajezdnia

12.06.2019
NEW
Czytaj dalej

Political fiction. O Mołdawii bez geopolityki

12.06.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Wspólny protest ambasadorów Polski i Izraela

11.06.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zmierzch oligarchy

10.06.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu