Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Litewska tradycja karania rządzących
2019-05-16
Antoni Radczenko

W minioną niedzielę, 26 maja, na Litwie odbyły się wybory prezydenckie oraz dwa referenda dotyczące zmniejszenia liczby posłów oraz podwójnego obywatelstwa.

 

Zwycięstwo w pierwszej turze wyborów prezydenckich Ingridy Šimonytė i Gitanasa Nausėdy może świadczyć o pewnego rodzaju kryzysie systemu partyjnego Litwy. Nausėda jest ekonomistą, byłym doradcą prezesa jednego z największych banków na Litwie, nie należy do żadnej partii i startuje jako kandydat niezależny. Šimonytė również nie jest członkinią żadnego ugrupowania politycznego, chociaż jako posłanka na Sejm zasiada we frakcji Związku Ojczyzny – Litewskich Chrześcijańskich Demokratów i jest przez tę formację wspierana w kampanii wyborczej. Natomiast przegrana kolejnego faworyta wyścigu prezydenckiego – premiera i kandydata współrządzącego krajem Związku Chłopów i Zielonych Sauliusa Skvernelisa – może doprowadzić do kryzysu parlamentarnego.

O fotel prezydencki walczyło dziewięciu kandydatów. Wynik głosowania w pierwszej turze mniej więcej odpowiada sondażom przedwyborczym, w których od samego początku kampanii prezydenckiej liczyło się tylko trzech kandydatów: Ingrida Šimonytė, Gitanas Nausėda oraz Saulius Skvernelis, którzy odpowiednio zyskali 31,13 procent, 30,95 oraz 19,72 głosów poparcia.

Pozostali kandydaci nie przekroczyli 5 procent. Socjaldemokrata oraz eurokomisarz Vytenis Andriukaitis otrzymał 4,79 procent głosów, eurosceptyczny filozof Arvydas Juozaitis 4,69 procent, lider AWPL-ZChR Waldemar Tomaszewski – 3,98 procent, niezrzeszony poseł na Sejm RL Mindaugas Puidokas – 2,58 procent, lider Partii Centrum Naglis Puteikis – 0,79 procent, niezrzeszony europoseł Valentinas Mazuronis – 0,65 procent.

 

Zwrot w prawo

„Te wybory wskazały na dojrzałość litewskiego społeczeństwa. Mieszkańcy mają klarowne zasady, na które nie ma wpływu ani tani populizm, ani agresywny dyktat” – skomentowała pierwszą turę wyborów prezydenckich tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników obecna prezydent RL Dalia Grybauskaitė.

Radość i satysfakcję głowy państwa można zrozumieć, ponieważ Saulius Skvernelis w dużym stopniu swoją kampanię wyborczą zbudował na krytykowaniu jej działań. Natomiast z twierdzeniem o „dojrzałości społeczeństwa” można polemizować. Wyborcy po prostu ukarali rządzących, co jest swego rodzaju litewską tradycją.

Poza tym po raz pierwszy od odzyskania przez Litwę niepodległości do drugiej tury trafili dwaj kandydaci lokalizujący siebie po prawej stronie sceny politycznej. Dotychczas, jeśli dochodziło do drugiej tury, to zawsze zderzała się szeroko pojęta lewica z szeroko pojętą prawicą. Wynik niedzielnych wyborów ewidentnie wskazuje na duże problemy litewskiej lewicy – nawet gdyby wystawiła jednego kandydata, nie udałoby się mu trafić do drugiej tury. Gdy dodamy do tego, że z dużym prawdopodobieństwem także wybory sejmowe w 2020 roku wygrają konserwatyści, to trudno nie dostrzec, iż sympatie litewskiego wyborcy przesuwają się mocno w prawo.

 

Integracja euroatlantycka i relacje z Polską

Mimo iż Ingrida Šimonytė i Gitanas Nausėda mają poglądy prawicowe, trudno nie dostrzec pomiędzy nimi różnic. Šimonytė reprezentuje poglądy bardziej liberalne: opowiada się za oryginalną pisownią polskich imion i nazwisk, związkami partnerskimi osób tej samej płci i dekryminalizacją marihuany. Nausėda jest wszystkim tym kwestiom przeciwny. Šimonytė ma więcej wyborców w dużych miastach, Nausėda – na prowincji.

Jedną z głównych prerogatyw ośrodka prezydenckiego jest kształtowanie polityki zagranicznej. Pod tym względem zarówno Ingrida Šimonytė, jak i Gitanas Nausėda, są generalnie zwolennikami dotychczasowego kursu, czyli zacieśniania współpracy euroatlantyckiej oraz zdecydowanego stanowiska względem Rosji. O ile Nausėda dopuszcza pewne kontakty państwowe z Moskwą, przede wszystkim na poziomie kulturowym i ekonomicznym, o tyle Šimonytė odrzuca możliwość jakichkolwiek relacji na szczeblu państwowym ze względu na agresywną politykę Kremla.

Nie ma też pomiędzy kandydatami rozbieżności, jeśli chodzi o relacje z Polską. Obaj opowiadają się za wzmacnianiem współpracy z Warszawą oraz zapowiedzieli, że z pierwszą wizytą zagraniczną wybiorą się do Polski. W przypadku wygranej Nausėdy może jednak dojść do ochłodzenia relacji z Polską, ponieważ kandydat niejednokrotnie podkreślał, że nie zgadza się na oryginalną pisownię nielitewskich imion i nazwisk w oficjalnych dokumentach, której od lat domaga się polska mniejszość na Litwie. Ta kwestia od lat stanowi jedną z głównych barier do normalizacji relacji na linii Warszawa–Wilno.

Zważywszy na bardzo podobny wynik w pierwszej turze, w ciągu najbliższych dwóch tygodni obaj kandydaci będą musieli przekonać do siebie wyborców innych opcji. W pierwszej kolejności elektorat Sauliusa Skvernelisa, który jeśli chodzi o relacje z Polską ma podobne poglądy jak Šimonytė i Nausėda, jednak w stosunkach z Moskwą postulował wznowienia kontaktów międzypaństwowych wzorem Niemiec, Francji czy nawet Estonii. Skvernelis w czasie swojej kampanii wyborczej bardzo ostro krytykował też konserwatystów. Trudno więc oczekiwać, że jego wyborca w drugiej turze wybierze Šimonytė. Wszystko zależy jednak od tego, czy ten wyborca na drugą turę się w ogóle pofatyguje. Wszak Nausėda w jego oczach jest prawie tak samo podejrzany z uwagi na długoletnią pracę w bankach.

 

Wycofywanie się z obietnic przedwyborczych

Z przegraną Skvernelisa wiąże się jeszcze inny problem. Tuż przed niedzielnymi wyborami prezes Związku Chłopów i Zielonych Ramūnas Karbauskis zapowiedział, że jeśli ich kandydat nie trafi do drugiej tury, a partia nie wygra wyborów do Parlamentu Europejskiego, to wycofa się z koalicji rządzącej. Oznaczałoby to potrzebę powołania rządu mniejszościowego lub samorozwiązania Sejmu i przedterminowych wyborów do Sejmu. Skvernelis również i przed, i tuż po ogłoszeniu wyników deklarował, że w razie przegranej poda się do dymisji w lipcu br., kiedy ma zostać zaprzysiężony nowy prezydent kraju.

Karbauskis w ten sposób, pozycjonując siebie jako lidera siły antyelitarnej i antyesteblishmentowej, chciał zmobilizować własny elektorat przed wyborami. Plan z mobilizacją nie wypalił. W kilka dni po wyborach liderzy Chłopów i Zielonych – rozumiejąc, że przedterminowe wybory nic dobrego partii nie wróżą – zaczęli wycofywać się z tych deklaracji przedwyborczych. 14 maja odbyło się posiedzenie frakcji sejmowej Związku Chłopów i Zielonych, podczas którego większość posłów opowiedziała się za pozostaniem w koalicji rządzącej. Nie wiadomo jednak, czy na czele rządu dalej będzie Saulius Skvernelis.

„Frakcja ufa mi jako premierowi (…). Najważniejsze, że jest decyzja o nie wycofywaniu się z koalicji rządzącej, a jak będzie kształtować się rząd po wybraniu prezydenta, to już inna kwestia” – w enigmatyczny sposób określił własne stanowisko w tej sprawie sam Skvernelis.

 

Dwa referenda

W niedzielę odbyły się na Litwie także dwa referenda w sprawie zmiany Konstytucji. Jedno dotyczyło zmniejszenia liczby posłów na Sejm ze 141 do 121, a drugie – legalizacji podwójnego obywatelstwa. De facto oba poniosły fiasko. W przypadku pierwszego referendum można je uznać za kolejną porażkę Karbauskisa, bo to jego ugrupowanie było jednym z głównych inicjatorów zmniejszenia liczby posłów.

Referendum w sprawie zmniejszenia liczby posłów na Sejm nie jest wiążące, gdyż frekwencja w referendum nie przekroczyła niezbędnych 50 procent uprawnionych do głosowania. Wyniosła 47 procent, z tego jednak 76 procent głosujących opowiedziało się za redukcją liczby posłów.

Wprawdzie wynik referendum w sprawie podwójnego obywatelstwa jest wiążący, ale nie ma odpowiedniej ilości głosów do zmiany Konstytucji. Udział w referendum w sprawie podwójnego obywatelstwa wzięło 52 procent uprawnionych do głosowania, „za” podwójnym obywatelstwem głosowało 72 procent uczestników referendum, 25 procent było przeciw. Tymczasem żeby zmienić artykuł 12 Konstytucji RL, który stanowi, iż obywatel Litwy nie może być jednocześnie obywatelem innego państwa, „tak” powinna była powiedzieć ponad połowa uprawnionych do głosowania, czyli blisko 1,2 miliona. Tymczasem było ich 931 tysięcy.

 

Fot. Rokasdarulis (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org

Fot. Martynas16 (CC BY-SA 4.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Antoni Radczenko
Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu