Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie
2019-07-17
Marek Bogdan Kozubel

Zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego w wyborach prezydenckich było na początku tego roku rzeczą mało oczekiwaną. Badania socjologiczne wskazywały na to, że niezależnie od sympatii Ukraińcy uważali, że Petro Poroszenko utrzyma się na stanowisku gwaranta konstytucji na drugą kadencję, a tym samym istniejący układ polityczny będzie nadal niczym nowotwór niszczyć ukraiński organizm państwowy. Klęska oligarchy w starciu z aktorem nie doprowadziła jednak do natychmiastowej zmiany zasad gry. Do tego niezbędna jest również znacząca zmiana składu Werchownej Rady. Wobec wrogiej postawy parlamentu, którego deputowani w większości reprezentują system „nowotworowy”, Zełenski zdecydował się na skrócenie kadencji organu ustawodawczego.

 

Najbliższe wybory parlamentarne na Ukrainie okazują się nie mniej interesujące od poprzedzającego je wyścigu o fotel prezydenta. Pierwsze miesiące urzędowania Zełenskiego udowodniły, że bez posiadania większości w Werchownej Radzie gwarant konstytucji rzeczywiście niewiele może – deputowani są w stanie chociażby skutecznie blokować część nominacji, za które odpowiada prezydent. Z tego też powodu Zełenski musi znosić tymczasowo nieodwoływalnych, właśnie z woli parlamentu, ministrów spraw zagranicznych i obrony oraz szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Każdemu z tej trójcy można zadać szereg niewygodnych pytań o prowadzoną przez nich politykę, która w konsekwencji przynosi Ukrainie szkody. Powyższe skłoniło nowego prezydenta do skrócenia kadencji obecnego parlamentu, co wywołało popłoch wśród przedstawicieli starej władzy.

Zbliżającym się wyborom będą nadawać ton różne czynniki. Do zdecydowanie najważniejszych należy zapotrzebowanie na nowe twarze w ukraińskiej polityce. Nie chodzi rzecz jasna o osoby zupełnie nieznane ukraińskiemu społeczeństwu, nawet wręcz przeciwnie. Dla wielu wyborców liczy się najbardziej to by kandydaci do Werchownej Rady nie byli czynnymi politykami, na których Ukraińcy srodze się zawiedli w ostatnich trzech dekadach. Nie mniej ważna będzie frekwencja. Jeżeli będzie wysoka, to prawdopodobnie wesprze liderów wyścigu wyborczego. W odwrotnym przypadku do parlamentu będą miały szanse trafić partie, które posiadają niewielki żelazny elektorat. W końcu dla wielu Ukraińców ważne okażą się obawy przed rewanżem sił prorosyjskich, na wzór tego, który miał miejsce w 2010 roku.

 

Sługa Ludu jako lider sondaży

Zdecydowanie jedną z głównych motywacji prezydenta było wykorzystanie wysokiego wyniku wyborczego i jak na razie dużego kredytu zaufania społeczeństwa. Ukraińscy eksperci uważają, że proprezydenckie ugrupowanie może liczyć co najmniej na podobny wynik jak Zełenski w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Najbardziej optymistyczną opcją jest sukces sięgający niemal 50 procent głosów. Jeżeli Sługa Ludu osiągnie podobny wynik w okręgach jednomandatowych to będzie mógł liczyć, przynajmniej w teorii, na samodzielne rządy.

Praktycznie jednak będzie i tak potrzebować solidnego sojusznika, biorąc pod uwagę liczne problemy charakterystyczne dla tego typu partii – młodej i składającej się z polityków o różnych poglądach politycznych, a nawet reprezentujących przeciwne grupy wpływu. Otóż wbrew mylnym obrazom kreowanym w niektórych polskich mediach Sługa Ludu nie jest partią prorosyjską czy prywatnym ugrupowaniem oligarchy Ihora Kołomojskiego. Lista wyborcza do ogólnokrajowego okręgu proporcjonalnego, jak i okręgów jednomandatowych, zawiera nazwiska osób o orientacji mocno prozachodniej i pronarodowej, jak choćby Iryna Wereszczuk, przyjaciół Zełenskiego z 95 Kwartału, kandydatów o poglądach trudnych do ustalenia, „kukułczych jaj” Kołomojskiego czy w końcu postaci nie kryjących się ze swymi prorosyjskimi postawami[1].

Powyższy mix, który w praktyce musi okazać się niestabilny, ma na celu utrzymanie sympatii jak największej liczby wyborców oraz pogodzenie różnych grup wpływu. Nowy prezydent popiera prozachodni kurs Ukrainy, ale nie chce rezygnować z wyborców na wschodzie kraju, którzy w innym wypadku mogą oddać swój głos na skrajnie prorosyjską Opozycyjną Platformę – Za Życie. Na liście kandydatów Sługi Ludu znalazło się też miejsce dla osób związanych z oligarchą Kołomojskim. Ich obecność, pomimo idącej za nimi toksyczności, jest konieczna ze względu na medialne wsparcie kanału 1+1, bez którego partia proprezydencka zostanie „zadziobana” przez pozostałe media.

Powyższe mocno zraża mieszkańców o orientacji prozachodniej. Mimo że liczba osób o poglądach prorosyjskich na liście Sługi Ludu jest niewielka, to jednak są to przypadki mocno rzucające się w oczy. Pozwolę sobie przytoczyć jeden przykład. Z jednego z okręgów jednomandatowych na Kijowszczyźnie startuje Ołeksandr Dubinski. To jeden z reporterów kanału 1+1. Nie bez powodu określa się go trollem Kołomojskiego. Jest znany z mocno niecenzuralnych wypowiedzi, prorosyjskich poglądów i manipulacji[2]. Umożliwienie mu występowania pod sztandarem Sługi Ludu było z pewnością ułamkiem ceny, jaką partia musiała zapłacić za medialne wsparcie oligarchy.

Związki z Kołomojskim również mogą skutecznie odstraszyć wielu wyborców. O ile w pierwszych latach wojny z Rosją oligarcha był postrzegany jako patriota, to w ostatnich miesiącach spektakularnie ten wizerunek załamał się. W mediach Kołomojski nie ukrywa swej prorosyjskiej postawy, agresję Kremla cynicznie nazywa „wojną domową” z elementami „rosyjskiej interwencji” oraz naciska na ogłoszenie bankructwa państwa ukraińskiego. Poza tym ciągnie się za nim sprawa wyprowadzenia z PrivatBanku ponad pięciu miliardów dolarów[3].

Kilka zbyt wyrazistych i budzących kontrowersje figur na liście wyborczej może się okazać dla Sługi Ludu zbyt wysoką ceną za głosy na wschodzie i poparcie oligarchy. Zwłaszcza, że elektorat prorosyjski jest obecnie znacznie mniejszy niż za czasów sprzed Euromajdanu, a do tego mocno już zagospodarowany przez dwie partie – wspomnianą OP-ZŻ oraz Blok Opozycyjny. Powyższy problem w połączeniu z niektórymi trudnymi do obrony nominacjami prezydenta sygnalizował m.in. Andrij Palczewski, który przecież mocno wspierał Zełenskiego w ostatnich wyborach[4]. Pomimo powyższych komplikacji, partia głowy państwa nadal utrzymuje w sondażach wynik powyżej 40 procent poparcia. Ciężko jest więc ocenić, czy bliżsi prawdy będą politolodzy spoglądający sceptycznie na potencjalny wynik Sługi Ludu czy też optymiści.

 

Poroszenko i Medwedczuk – dwa oblicza tego samego rewanżu

Pod znakiem zapytania stoi parlamentarna przyszłość byłego prezydenta. Otóż zdecydował się on na start z pierwszego miejsca listy swej partii, która zmodyfikowała nazwę na potrzeby nowej kampanii. Poroszenko postanowił odświeżyć listę kandydatów, nakłaniając do kandydowania z listy Europejskiej Solidarności kilka niezwiązanych z polityką osób. W pierwszej dziesiątce znaleźli się m.in. łemkowska piosenkarka Sofia Fedyna, była sanitariusz Batalionu „Szpitalnicy” Jana Zinkewycz oraz dowódca wojsk desantowo-szturmowych gen. Mychajło Zabrodski. Z kolei dopiero w trzeciej dziesiątce znalazło się miejsce dla obecnego prezesa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyra Wiatrowycza. Znajduje się on na liście na miejscu 25. Poza nimi w grupie „wejścia” są politycy słusznie kojarzeni z dotychczas funkcjonującym systemem, m.in. marszałek Werchownej Rady Andrij Parubij („dwójka” na liście), Iryna Heraszczenko („trójka”), żona Prokuratora Generalnego Iryna Łucenko (miejsce 15) i masa innych weteranów Bloku Petra Poroszenki.

Metoda rozdawania miejsc na liście wiele mówi o rzeczywistych motywacjach Poroszenki. Obecność nieskompromitowanych udziałem w aferach Fedyny, Zinkewycz, Zabrodskiego i Wiatrowycza ma jedynie przyciągnąć prozachodniego i pronarodowego wyborcę. Pierwsza trójka owszem znalazła się w grupie, która znajdzie się w parlamencie w przypadku przekroczenia progu wyborczego przez Europejską Solidarność. Nie mniej jeżdżąca na wózku inwalidzkim sanitariuszka będzie miała z powodów zdrowotnych problem ze stałą obecnością na obradach Werchownej Rady. Z kolei wyciąganie z wojska niezwykle skutecznego Zabrodskiego nosi znamiona sabotażu Sił Zbrojnych Ukrainy – jaki jest sens zmiany doświadczonego dowódcy wojsk desantowo-szturmowych w przeciętnego deputowanego? Tymczasem Wiatrowycz został wykorzystany przez byłego prezydenta do przyciągnięcia elektoratu, o którego poparcie będą walczyć również Głos Swiatosława Wakarczuka i sojusz sił nacjonalistycznych startujący pod szyldem partii Wolność (Svoboda). Miejsce na liście nie gwarantuje mu wejścia do Werchownej Rady przy obecnych notowaniach partii Poroszenki.

Poza nimi lista Europejskiej Solidarności jest przepełniona politykami reprezentującymi stary skorumpowany system, który niczym nowotwór wyniszcza Ukrainę od wewnątrz. Wspomniana deputowana Iryna Łucenko, razem ze swym mężem Jurijem, dali się poznać Ukraińcom od zdecydowanie negatywnej strony – ona jako agresywna i pełna hipokryzji mówczyni, on jako prokurator generalny, za którego kadencji na tym stanowisku spławiono wszelkie postępowania wymierzone w byłego prezydenta-uciekiniera Wiktora Janukowycza i jego otoczenie[5]. Eksperci i wyborcy mają również wiele uwag do Andrija Parubija. Wystarczy wspomnieć o epopei związanej z próbą sabotowania reformy systemu wyborczego. Ostatnio zakończyła się ona co prawda przyjęciem nowego kodeksu wyborczego, ale jego działanie zostało… odroczone na pięć lat. Co oznacza, że również następne wybory odbędą się wedle dotychczasowej ordynacji mieszanej.

W swej retoryce wyborczej Europejska Solidarność stara się występować jako partia, która chce obronić prozachodni kurs, jaki obrała Ukraina w 2014 roku. Politycy tego ugrupowania skupiają się na hasłach o przystąpieniu do NATO i Unii Europejskiej, wzmocnieniu armii oraz utrzymania antyrosyjskich sankcji przez Zachód. Występują również zdecydowanie na rzecz utrzymania języka ukraińskiego jako jedynego urzędowego. Ich retorykę osłabia jednak tak konkurencja w postaci m.in. wspomnianego Głosu, jak i dotychczasowa polityka Zełenskiego, którą trudno nazwać prorosyjską czy antynarodową. Prawdopodobnie z tym należy wiązać ostatnią aktywność OP-ZŻ i jej lidera Wiktora Medwedczuka. Dla przypomnienia – byłego mentora i politycznego protektora Poroszenki.

Oficjalnie na drugim biegunie znajduje się właśnie ugrupowanie polityczne wspomnianego wyżej kuma Putina. Medwedczuk za wiedzą i wolą Poroszenki przejął jeszcze za jego rządów kontrolę nad kanałami informacyjnymi 112 i NewsOne. Oficjalnie właścicielem obu został Taras Kozak, były polityk Partii Regionów, blisko związany z liderem OP-ZŻ. Niedługo po zwycięstwie Zełenskiego Medwedczuk wzmocnił swój wpływ medialny poprzez wykupienie kanału ZIK oraz udziałów w kanale Inter, który należał dotychczas głównie do prorosyjskiego oligarchy Dmytra Firtasza. Dzięki temu małemu medialnemu imperium siły otwarcie prorosyjskie chcą wzmocnić swoją pozycję oraz popsuć wizerunek nowego prezydenta w oczach elektoratu.

Ostatnio NewsOne i 112 „wsławiły się” dwoma inicjatywami, które wielu słusznie rozpatruje jako zdradę państwa. Pierwszą miał być tele-most z rosyjskim kanałem telewizji publicznej, który ostatecznie odwołano z uwagi na reakcję ukraińskiego społeczeństwa. Drugą wyświetlenie propagandowego i prorosyjskiego filmu Olivera Stone’a, w którym wystąpił Medweczuk. Pokaz również został odwołany. Co ciekawe nadal kierowane przez przyjaciół Poroszenki SBU i Prokuratura Generalna reagują niemrawo na te incydenty. Nie ma się zresztą co temu dziwić – prawdopodobnie powyższe działania sił prorosyjskich zostały skonsultowane z byłym prezydentem.

Rzecz w tym, że powyższe incydenty podwyższają napięcie i niepokój elektoratu prozachodniego. Ten oczekuje następnie zdecydowanych działań od prezydenta jako gwaranta konstytucji. Problem jednak polega na tym, że Zełenski nie może skutecznie wykorzystać SBU i prokuratury do zlikwidowania problemu, gdyż stanowiska szefów obu instytucji zajmują osoby z wrogiego mu obozu. A ich odwołać też nie może z uwagi na to, że nie posiada większości w parlamencie. Przeciętny obywatel prawdopodobnie tego nie rozumie, stąd w jego oczach winę za bezkarność sił prorosyjskich ponosić będzie niewinny w tym przypadku prezydent. Jakiekolwiek zdecydowane reakcje przeciwko powyższym inicjatywom mogą z kolei zniechęcić wschodniego wyborcę do Zełenskiego i Sługi Ludu. Cyniczna gra Poroszenki i Medwedczuka ma za zadanie osłabić urzędującego prezydenta i pozwolić na zagospodarowanie dwóch elektoratów, prozachodniego i prorosyjskiego, przez dwie partie – kolejno Europejską Solidarność i OP-ZŻ. Według lidera pierwszej z tych partii postawiony pod ścianą przeciętny Ukrainiec w akcie desperacji wybierze jego ugrupowanie polityczne, jako rzekomo jedyne, które może ocalić Ukrainę przed „rewanżem”. Problem polega jednak na tym, że w istocie sam Poroszenko jest jedną z wiodących figur prorosyjskiego i oligarchicznego rewanżu.

 

Czy Głos Wakarczuka będzie usłyszany?

Innym ciekawym elementem tej kampanii jest udział kolejnej partii, pełnej wyłącznie „nowych twarzy”. To wspomniany już Głos. Jego niekwestionowanym liderem jest słynny rockmen Swiatosław Wakarczuk. Wielu Ukraińców oczekiwało jego startu w wyborach prezydenckich, ale ostatecznie nie mógł się zdecydować na to, co zrobić. Tę niepewność skutecznie wykorzystał za to Zełenski, czego efekt poznaliśmy w kwietniu.

Ostatecznie piosenkarz i lider zespołu Okean Elzy startuje z własnym ugrupowaniem w wyborach parlamentarnych. Lista Głosu jest powszechnie chwalona z uwagi na dużą liczbę specjalistów w swych dziedzinach. Poza Wakarczukiem do szerzej znanych osobistości należy jednak głównie błyskotliwy komik Serhij Prytuła. Co ciekawe poprosił on o dosyć ryzykowne miejsce na liście – 30. Zrobił to celem zachęcenia wyborców do oddania głosu na Głos – aby zostać deputowanym partia jego kolegi musi uzyskać przynajmniej 13 procent poparcia w dniu wyborów.

Partia Wakarczuka stanowi konkurencję przede wszystkim dla Europejskiej Solidarności w mniejszym stopniu dla Sługi Ludu, który upatruje w Głosie wygodnego koalicjanta. Stąd właśnie ze strony obozu Poroszenki mają miejsce różnego rodzaju akcje służące obniżeniu wiarygodności i szans partii Wakarczuka na wejście do Werchownej Rady. Ostatnio miały miejsce dwa tego typu wydarzenia. Pierwszym z nich były wyniki powszechnie krytykowanego przez politologów sondażu przeprowadzonego przez KMIS. Wskazują one na to, że Głos ma szanse jedynie na 4,4 procent poparcia[6]. Z drugiej strony w tym samym czasie „ktoś” wysyłał anonimowe smsy w zachodnich obwodach kraju, w których przekonywano wyborców o tym, że partia Wakarczuka nie ma szans na wejście do parlamentu. Śledztwo policji doprowadziło do ujawnienia sprawcy – okazał się nim agitator Europejskiej Solidarności, który opłacił (sam?) u jednego z operatorów wysyłkę 25 tysięcy smsów w ciągu miesiąca[7].

Tymczasem według pozostałych badań Głos może liczyć na 20–24 mandaty uzyskane w proporcjonalnej części wyborów. Poza nimi kandydaci partii Wakarczuka wygrają w części okręgów jednomandatowych.

 

Pozostali, czyli partia „gazowej księżniczki” i inne gnomy

Pod znakiem zapytania stoi to, ilu partiom uda się przedrzeć przez próg wyborczy. O możliwość uzyskania mandatów walczy szereg ugrupowań: Batkiwszczyna Julii Tymoszenko, Siła i Honor byłego kandydata technicznego Ihora Smieszki, Partia Radykalna Ołeha Laszki, Pozycja Obywatelska Anatolija Hrycenki, Blok Opozycyjny Jewgienija Murajewa i Ołeksandra Wiłkuła czy nowinka w postaci Partii Szarija, której nazwa pochodzi od nazwiska kontrowersyjnego dziennikarza.

Z wyżej wymienionych największe szanse, niezależnie od sondażu, ma niezmiennie partia „gazowej księżniczki”. Wydaje się, że jej poparcie na długi czas ustabilizowało się na poziomie 5–7 procent. Przy czym nieszczęśliwie dla niej jest to przeważnie elektorat wymierający. Przez jakiś czas była wymieniana jako potencjalny kandydat na premiera koalicyjnego i zarazem proprezydenckiego rządu. Wraz ze spadkiem poparcia w sondażach głosy na ten temat szybko umilkły. Nie mniej prawdopodobnie Batkiwszczyna może być rozpatrywana przez liderów Sługi Ludu jako wygodny, bo słaby, koalicjant.

Ciekawiej wygląda sytuacja partii byłego generała SBU Ihora Smieszki. Wiele wskazuje na to, że częściowo roztrwonił on niemałe poparcie uzyskane w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Pierwszym błędem było wyjście na jaw kulisów procesu układania list wyborczych. Otóż okazało się, że Smieszko pobierał niemałą opłatę za nadanie miejsca „biorącego”. Stąd lista Siły i Honoru wygląda chaotycznie i nie wzbudza zaufania. Sytuacji nie poprawia i postępowanie sojusznika Smieszki, dziennikarza Dmitrija Gordona, który odpowiada za wizerunek partii. Otóż jest on mocno zaangażowany w konflikty ze wspomnianym już Anatolijem Szarijem oraz liderem partii 5.10 Hennadijem Bałaszowem, który w ramach odwetu wyciąga z przeszłości fakty mocno kompromitujące dziennikarza. Wystarczy wspomnieć choćby o udziale Gordona w reklamowaniu pozłacanego złomu w kształcie piramidki, który przedstawiał jako leczniczy artefakt. Stąd Bałaszow pogardliwie określa go w swych materiałach na youtube „Piramidką”. Przy okazji uderza również w Smieszkę i jego partię, podkreślając ich niewiarygodność[8].

 

Ukraiński mem krytykujący Dmitrija Gordona za reklamowanie „cudownej piramidki”.

 

Pewne szanse na wejście do Werchownej Rady, pomimo wyników sondaży, ma również Radykalna Partia. Ołeh Laszko zaczął powoli wzmacniać notowania swego ugrupowania zdecydowanymi wystąpieniami uderzającymi tak w byłego, jak i urzędującego prezydenta. Stara się, aby Ukraińcy o nim nie zapomnieli, czyli robi to, co dotychczas. Prawdopodobnie jego strategia może przynieść pozytywny efekt dla Partii Radykalnej. Zwłaszcza, że sojusznikiem polityka z widłami może być niska frekwencja na wyborach. Część komentatorów uważa, że może ona nie przekroczyć 50 procent. Oznacza to, że większe szanse mają tym samym mniejsze partie, zwłaszcza jeżeli ich elektorat rzadziej podróżuje zagranicę podczas wakacji. Znaczna część wyborców Laszki to mieszkańcy wsi w obwodzie czernichowskim. Lider Partii Radykalnej wie, jak rozmawiać z ukraińskimi rolnikami. Pod koniec lipca okaże się, na ile jego działania oraz czynnik frekwencji były skuteczne.

Coraz gorzej wygląda za to sytuacja Pozycji Obywatelskiej i Bloku Opozycyjnego. To de facto partie z dwóch biegunów, ale na obie negatywny wpływ wywarło zwycięstwo Zełenskiego. Wielu sympatyków Hrycenki oczekiwało szybkich zmian w funkcjonowaniu państwa, skąd woleli oddać na wyborach głos na kandydata, który obiecywał rewolucję. Na dodatek lider Pozycji Obywatelskiej uwiarygodnił nowego prezydenta w oczach swych wyborców poprzez zaproponowanie Iwana Aparszyna na doradcę Zełenskiego ds. wojskowych i bezpieczeństwa. Dla przypomnienia był on kandydatem Hrycenki na ministra obrony w przypadku sukcesu w wyborach prezydenckich. Inna część wyborców, która z kolei nie zaufała Zełenskiemu, zaczęła sympatyzować z Głosem Wakarczuka. Pomimo połączenia sił z Obywatelską Kontrolą Dmytra Dobrodomowa i Rodzimym Krajem Mykoły Tomenki partia byłego ministra obrony ma niewielkie szanse na wejście do Werchownej Rady z jeszcze jednego powodu – mody na „nowe twarze” w ukraińskiej polityce.

Problem Bloku Opozycyjnego polega z kolei na nierównej konkurencji o niewielki już elektorat prorosyjski. Poza paroma procentami, które przejął Sługa Ludu, reszta została przeważnie zagospodarowana przez partię Medwedczuka. Sondaże wskazują na 12–14 procent poparcia dla OP-ZŻ, co oznacza, że to ugrupowanie jest niekwestionowanym liderem wśród obywateli spoglądających z nostalgią na Rosję i sowiecką przeszłość. Ponadto, jak wspomniano wyżej, Medwedczuk poprzez deputowanego Kozaka dysponuje de facto trzema kanałami informacyjnymi i udziałami w dosyć popularnym Interze. Tymczasem Blok Opozycyjny posiada jedynie wsparcie kanału Ukraina, należącego do oligarchy Rinata Achmetowa, oraz młodego kanału informacyjnego Nasz, który założył Jewgienij Murajew. Pozycji tej partii nie poprawiło połączenie z ugrupowaniem merów Odessy i Charkowa, Hennadijów Truchanowa i Kernesa, które nosi nazwę Zaufaj Czynom. Obecnie badania socjologiczne wskazują na 2–3 procent poparcia dla Bloku Opozycyjnego. Szansą dla tej partii może więc też być niska frekwencja w połączeniu z wykorzystaniem przez wspomnianych merów tzw. zasobu administracyjnego.

Ciekawostką w nadciągających wyborach jest również wspomniana Partia Szarija, której udział już wywołał oburzenie znacznej części Ukraińców. Jest to co ciekawe ugrupowanie mocno wirtualne i poza samym Szarijem ciężko jest znaleźć informacje o innych przedstawicielach formacji.

Nie mniej interesująca może być dola sióstr Sawczenko. Obie zdecydowały się na start w okręgach jednomandatowych… w strefie przyfrontowej. Nadia i Wira starają się uzyskać głosy od mieszkańców żyjących po drugiej stronie frontu, głównie w Gorłówce. Pierwsza z nich chciała w ostatnich dniach pojechać do tego miasta, prawdopodobnie z celem wynegocjowania u okupantów poparcia na zasadzie wysłania autobusów z wyborcami w dniu głosowania. Oczywiście, mieliby oni oddać głos na siostry Sawczenko, a następnie potwierdzić po powrocie ten fakt, na przykład w formie zdjęcia w telefonie. Ostatecznie ukraińscy wojskowi uniemożliwili jej wjazd na terytorium okupowane[9].

***

Wiele wskazuje na to, że 21 lipca dojdzie do znaczącego przemeblowania ukraińskiej sceny politycznej. Znaczna część miejsc w Werchownej Radzie zostanie zajęta przez osoby, które dotychczas nie były czynnymi politykami, ale za to realizowały się w swoich zawodach. Nie gwarantuje to jednak likwidacji ryzyka prorosyjskiego rewanżu czy kontrofensywy systemu. Większość oligarchów umieściła we wiodących partiach politycznych swe „kukułcze jaja”, czyli podporządkowanych im kandydatów na deputowanych. Lojalnych wobec nich, a nie partii, pod szyldem których startują. Można śmiało podejrzewać, że większość z nich znajdzie się w Werchownej Radzie za sprawą okręgów jednomandatowych. Stąd zbliżające się wybory można uznać za zaledwie jeden z etapów dobijania układu, który faktycznie rządzi Ukrainą.

 

[1] https://www.radiosvoboda.org/a/who-will-run-from-the-servant-of-people-in-majority-districts/30048287.html.

[2] https://www.radiosvoboda.org/a/news-schemes-i-zakydy-dubinskogo/29769976.html; https://www.radiosvoboda.org/a/news-suprun-dubinskyi/29926341.html.

[3] Zob. np. https://www.liga.net/politics/interview/russkie-v-donbasse-eto-norma-intervyu-kolomoyskogo-za-minutu.

[4] https://www.youtube.com/watch?v=pkcrBWNmMOw.

[5] Zob. np. https://www.pravda.com.ua/news/2019/07/2/7219849/.

[6] https://www.pravda.com.ua/articles/2019/07/2/7219736/.

[7] https://www.pravda.com.ua/news/2019/07/15/7220995/; https://www.pravda.com.ua/news/2019/07/16/7221100/.

[8] https://www.youtube.com/watch?v=yBp5HZkm-fA.

[9] https://www.obozrevatel.com/society/larisa-voloshina-savchenko-edet-v-dnr-eto-diagnoz.htm; https://glavcom.ua/news/vira-savchenko-rozkazala-chomu-voni-z-sestroyu-balotuyutsya-na-donechchini-609719.html.

 

Fot. Адміністрація Президента України (CC BY 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Donbas – pokoju nie będzie

08.08.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu