Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Putin to nie geniusz zła
2019-11-26
Kuba Benedyczak, Władisław Inoziemcew

Z Władisławem Inoziemcewem, rosyjskim ekonomistą i politologiem, rozmawia Kuba Benedyczak

 

 

 

KUBA BENEDYCZAK: Odkąd Zachód nałożył sankcje gospodarcze na Rosję, media prześcigają się w prognozach na temat „krachu Putina i putinizmu”. Proszę powiedzieć rewolucja i upadek Putina jeszcze w tym czy w kolejnym miesiącu?

WŁADISŁAW INOZIEMCEW: Choć sam należę do oponentów systemu, to w przeciwieństwie do całej opozycji, święcie wierzącej, że jego upadek jest tuż, tuż, pozostaję realistą. Nie widzę przesłanek dla „krachu putinizmu”. To prawda, że od czasu Krymu poziom życia się pogorszył, a ludzie są źli na niektóre decyzje władz jak chociażby podniesienie wieku emerytalnego, ale nie można tego w żaden sposób porównać do siedmiokrotnego wzrostu dochodów realnych w trakcie rządów Putina! Aby w Rosji wybuchł protest społeczny zdolny zmieść władzę z powierzchni ziemi, musiałyby się spotkać postulaty gospodarcze, polityczne, ekologiczne i wiele, wiele innych. A jedyne, co obecnie obserwujemy to pojedyncze wystąpienia opozycji w takiej czy innej sprawie. Poza tym rosyjskie społeczeństwo pozostaje dość inercyjne – aby coś zmienić potrzebuje impulsu płynącego od władzy, tak jak było w przypadku pierestrojki.

 

Jakiego rodzaju impuls ma pan na myśli?

Gdyby na przykład Miedwiediew będąc prezydentem, popchnął swój projekt modernizacji w dół, może społeczeństwo by to podłapało, a on sam odniósłby sukces.

 

Co bardziej „dalekowzroczne” gadające głowy wieszczą też rozpad Rosji.

Nie, rozpadu na pewno nie będzie. Moskwa eksploatuje Daleki Wschód zasiedlony Rosjanami na wzór dziewiętnastowiecznej kolonii, który zasila rosyjską gospodarkę i politykę Kremla. A Daleki Wschód się od Rosji nie oderwie, ponieważ na południu wyrosły potężne Chiny. Powoduje to, że żaden region między Irkuckiem a Władywostokiem nawet nie pomyśli o niepodległości – co miało na przykład miejsce w trakcie Wojny Domowej – gdyż natychmiast zostałby wchłonięty przez Chiny. Poza tym Rosja – poza Jakucją niezdolną do stworzenia własnego państwa – pozostaje w znaczniej mierze monoetniczna, a regiony są finansowo zależne od Moskwy.

 

Opisuje Pan teraz Syberię, ale jest jeszcze islamski Kaukaz Północny, który już wielokrotnie próbował pójść własną drogą.

Nie mam wątpliwości, że prędzej czy później znów zażąda niepodległości. Jednak ich oderwanie traktowałbym jak błogosławieństwo, a nie rozpad. Mimo że do Czeczenii i innych republik Kaukazu Północnego z Moskwy trafiają ogromne dotacje, pozostają one częścią Rosji jedynie formalnie, bo Rosjanie stanowią tam zaledwie kilkanaście procent ludności.

 

Dla Rosji błogosławieństwem miałoby być sąsiedztwo państwa czeczeńskiego? Czeczenia nie posiadając niepodległości najeżdżała inne republiki, a co dopiero gdyby stała się pełnoprawnym państwem. Przecież nawet inne narody Kaukazu uznają ich za lokalnych imperialistów...

 

To prawda, zaatakowali na przykład Dagestan w latach dziewięćdziesiątych. Ale gdyby na początku XXI wieku Czeczenia oderwała się od Rosji, nie byłaby to ani strata terytorialna, ani gospodarcza, ani kulturowa czy nawet geopolityczna. Przyspieszyłoby to jedynie konsolidację Rosji. Należało pozwolić im odejść, następnie wzmocnić lub zamknąć granice i przygotować się na ewentualną agresję z ich strony. Zamiast tego powstała tam niezależna enklawa, gdzie nie obowiązuje rosyjskie prawo, a Kadyrow dysponuje silniejszą armią i budżetem niż Dudajew. Obecnie Kaukaz Północny stał się siedliskiem rządzących klanów, konfliktów etnicznych i biedy, za które Rosja wzięła całkowitą odpowiedzialność.

 

Podobnie jak ZSRR za republiki związkowe, na przykład Azję Centralną…

Tak, bo ja pod „rozpadem” rozumiem dokładnie to, co stało się ze Związkiem Radzieckim. Jego demontaż był dla Rosji tym samym, czym dla Zachodu dekolonizacja Afryki i Azji. Przecież Rosja zarządzała całkowicie obcymi jej kulturowo społeczeństwami, używając kolonizatorskich metod. Ale w przeciwieństwie do zachodnich kolonii, Gruzja lub Tadżykistan nie przynosiły ZSRR żadnych korzyści gospodarczych. To samo dotyczy dzisiaj Kaukazu Północnego. Nie ma czegoś takie jak gospodarka Czeczenii, republika utrzymuje się wyłącznie z dotacji centrum. To czarna dziura, w którą Rosja wrzuca miliardy rubli tylko dla zachowania tzw. integralności terytorialnej.

 

Jest pan ekonomistą. Jakby pan określił politykę gospodarczą Putina? To jest neoliberalny Pinochet lub Reagan? Korporacjonizm? Państwo opiekuńcze?

Putin nie prowadzi żadnej polityki gospodarczej. On sam bez przerwy powtarza, że nie wolno dopuścić do powrotu biedy lat dziewięćdziesiątych. Oto cała jego polityka. Na początku lat dwutysięcznych niektóre jego decyzje były słuszne – obniżenie podatków, ściągnięcie inwestycji zagranicznych, wsparcie prywatnej przedsiębiorczości. Rosja odniosła wtedy sukces gospodarczy, ponieważ gorzej już być nie mogło, tylko lepiej. Jednak w 2008 roku przyszedł kryzys i kremlowska wierchuszka zrozumiała, że możliwości napychania swoich kieszeni kiedyś się skończą i drugiej szansy nie będzie. Po Miedwiediewie zmusili Putina, który chciał odejść, do kolejnych dwóch kadencji, bo jest on jedynym arbitrem zdolnym rozsądzić, kto i ile może sobie wziąć. Natomiast dzisiejsza „polityka gospodarcza” Kremla jest bardzo prosta: sprzedać jak najwięcej benzyny i napchać kieszenie ile wlezie. Agresja na Ukrainę była jedynie pretekstem do tego, aby podwyższyć sobie notowania i dalej sprzedawać surowce. A już gdy słyszę o jakiejś geopolitycznej strategii Putina…

 

Ależ to kolejny fetysz! Globalna szachownica, rywalizacja o nową architekturę światową, itp. Nic z tych rzeczy?

Putin jest trywialnie pragmatycznym człowiekiem. Rozumie, że siła Unii Europejskiej i NATO czy chiński potencjał na wschodzie uniemożliwia mu rozszerzenie terytorium. To on, nikt inny mówił, że „tylko człowiek bez serca nie chciałby przywrócenia ZSRR, i tylko człowiek bez mózgu sądzi, że to możliwe”. Przykład Ukrainy pokazał jak bardzo przywrócenie imperium nie jest możliwe. Podobnie będzie z inkorporacją Białorusi.

 

Nawet przeciwnicy Putina przyznają, że odbudował pozycję Rosji w świecie.

To kolejny mit. Proszę spojrzeć na Ukrainę. Putin rozszerzył granice Rosji o Krym, ale przy okazji straciliśmy Ukrainę i zantagonizowaliśmy Ukraińców na długie lata. Gdzie tutaj sukces? Niech mi pan pokaże choćby jeden sukces Putina w polityce międzynarodowej.

 

Choćby taki, że nie ma dzisiaj problemu globalnego, który można by rozwiązać bez udziału Rosji.

Za każdym razem, gdy słyszę to – zwłaszcza na Zachodzie – nie mogę uwierzyć. Proszę mi powiedzieć – jakież to globalne problemy nie mogą zostać rozwiązane bez Rosji?

 

Wenezuela, Korea Północna, Bliski Wschód…

Jeśli USA jutro zbombardują Wenezuelę albo zastrzelą Maduro, Rosja nic na to nie poradzi. Jeśli NATO zechce wysłać swe wojska na Ukrainę zdobędzie Donbas w tydzień, a Rosja nie odprawi tam nawet swoich żołnierzy. Jeśli jutro Unia Europejska przyjmie Mołdawię, wszyscy separatyści z Naddniestrza porzucą broń i przyłączą się do Mołdawii. I znowu Moskwa będzie się bezczynnie przyglądać. Mit powtarzany na Zachodzie jakoby bez Rosji nie dało się rozwiązać globalnych problemów, służy wyłącznie usprawiedliwieniu własnej impotencji. Jeszcze mi pan opowiada, że Rosja jest niezbędna na Półwyspie Koreańskim. Wszyscy plują na to, czy włączy się do negocjacji czy nie. Moskwa nie rozwiązuje problemów, ona je stwarza.

 

A walka z terroryzmem, przemyt narkotyków, handel ludźmi…

To są problemy, które były, są i będą. Udział Rosji nie ma tu nic do rzeczy.

 

Tego rodzaju pogląd już kiedyś słyszałem żeby było śmieszniej również od Rosjan. Mówili mi tak naprawdę nikomu nie jesteśmy potrzebni”.

To, co może Rosja, to odgrywać istotną rolę w handlu międzynarodowym albo stać się czynnikiem balansującym Stany Zjednoczone i Azję Wschodnią albo pełnić rolę gwaranta światowego bezpieczeństwa energetycznego. Ale mówienie o wielkiej roli Rosji czy co gorsza rysowanie Putina jako geniusza zła, służy usprawiedliwianiu własnych niepowodzeń. Hillary Clinton łatwiej powiedzieć, że przegrała wybory z powodu „ingerencji Putina”, a nie beznadziejnie poprowadzonej kampanii. Włochom wygodniej tłumaczyć sukces Ligi Północnej rosyjskimi kredytami niż problemami, jakie sami sobie zgotowali. A przy tym, Zachód robi w ten sposób przysługę Kremlowi, ponieważ czyni z Putina wielkiego przywódcę, którym w rzeczywistości nie jest.

 

Co rozumie Pan przez impotencję Zachodu?

Całkowity brak inicjatywy. Zachód jedynie reaguje na to, co robi Rosja. Nawet kiedy mówicie, że Rosja zagraża waszym interesom albo że podejmuje wrogie akcje na waszym terytorium i tak trwacie w bezczynności. Znowu podam przykład Mołdawii. Przecież Unia mogłaby ten kraj zrewitalizować za kopiejki- pieniądze o stokroć mniejsze niż te inwestowane w Grecję. Przyjmijcie Mołdawię do Unii, a zobaczycie jak na Kremlu toczą pianę z ust, bo nie potrafią temu przeciwdziałać. Już to byłoby ostrzeżeniem, że możecie podobnie postąpić z Ukrainą, a wtedy Rosja zwariowałaby z bezsilnej wściekłości.

 

Kiedy to właśnie jest jedna z przewag Rosji nad Unią Putin nie jest impotentem. Putin ryzykuje. Raz za razem.

Oczywiście, Putin ryzykuje. Jego sukces polega na tym, że posiadając niewielkie zasoby osiągnął potężny efekt psychologiczny – świat uważa Rosję za o wiele silniejszą niż jest w rzeczywistości. Tylko że efekt psychologiczny, jaki osiągnął, nie zmaterializował się. Putin trzyma w rękach zwycięskie kupony, których nie jest w stanie wymienić na pieniądze.

 

A przypadkiem państwa starej Unii Niemcy, Francja, Holandia nie przebierają nóżkami, żeby tylko znieść sankcje? I zrobią to w najbliższych latach?

Za każdym razem, gdy spotykam europejskich biznesmenów, polityków czy ekspertów, powtarzają mi, że sankcje przynoszą ich krajom straty gospodarcze. A przecież to nieprawda. Przed przyłączeniem Krymu do Rosji wymiana handlowa była dla państw Unii bardzo korzystna. Teraz jednak, gdy ceny ropy naftowej nie są zbyt wysokie, nastąpiła dewaluacja rubla i spadła siła nabywcza Rosjan, rynek rosyjski przestał być atrakcyjny dla europejskich firm. Z kolei firmy rosyjskie, które miały kupić europejskie technologie już to zrobiły, a te które nie zdążyły, mogą je zdobyć cztery razy taniej w Chinach.

 

Gospodarka Rosji nie ruszy z miejsca po zniesieniu unijnych sankcji?

Tylko odrobinę. Przecież sankcje nie wprowadzają ograniczeń na inwestycje w Rosji – unijne firmy mogą kupić linię lotniczą, otworzyć sieć kawiarni, inwestować w wydobycie na ropy i gazu na szelfach. A jednak w ostatnich latach pieniądze i inwestycje z Rosji odpływają. Od wprowadzenia sankcji, Rosję opuściło ponad dwieście firm – nawet tureckich. I nie dlatego, że przejmują się aneksją Krymu, ale odnotowują straty i nie widzą dla siebie perspektyw. W zeszłym roku rosyjskie firmy zapłaciły trzydzieści miliardów dolarów w dywidendach. Co to oznacza? Że nawet rosyjskie przedsiębiorstwa uznają za bezpieczniejsze wyprowadzanie pieniędzy zagranicę niż inwestowanie ich we własnym kraju. Sankcje mają dla gospodarki Rosji drugorzędne znaczenie.

 

Mówi pan, że pogorszenie warunków życia wskutek sankcji nijak się ma do poprawy, jakiej zaznał przeciętny Iwanow w trakcie rządów Putina. Wiemy, kim jest Iwanow jako homo politicus popiera Putina. A kim jako homo oeconomicus?

To bardzo racjonalna jednostka i skrajny indywidualista. Żadne hasła kolektywizmu, soborności [zasada kolektywnego zarządzania Cerkwią Prawosławną na wszystkich szczeblach, od parafii do soboru powszechnego – przyp. K.B.] do niego nie przemawiają. Podejmuje racjonalne działania i potrafi dokładnie przewidzieć jego efekty, ponieważ nie stara się osiągnąć rzeczy niemożliwych. I zawsze szuka rozwiązań na własną rękę – dlatego nie wychodzi na demonstracje ani nie zapisuje się do związków zawodowych. Zamiast tego, w trudnej sytuacji finansowej zacznie oszczędzać, unikać podatków lub znajdzie dodatkową pracę. To typowy Europejczyk z lower middle class.

 

Czym jest średnia klasa w Rosji? Bo tu między badaniami istnieją spore rozbieżności.

To dlatego, że na Zachodzie klasę średnią wyodrębnia się na podstawie dochodu, w Rosji natomiast nie należy patrzeć na parametry finansowe, ale styl życia. To aktywni zawodowo mieszkańcy dużych miast, którzy noszą w sobie głębokie przekonanie, że za swoją sytuację życiową odpowiadają tylko oni sami i nikt inny. Wiedzą, że nikt im nie pomoże, że muszą sobie radzić sami.

 

Proszę ich unaocznić jaki mają samochód, ile oszczędności? Dokąd jeżdżą na wakacje?

Mogą nie mieć samochodu, tak samo jak oszczędności – te posiada niespełna 10 procent Rosjan. W Rosji nie wykształciła się kultura oszczędzania. Jeśli pojawiają się dodatkowe pieniądze, Rosjanin zmieni mniejsze mieszkanie na większe albo pojedzie na dłuższe wakacje. Dopiero młode pokolenie uczy się oszczędzać. A co do wakacji, to rosyjska turystyka doskonale wykazuje czystą racjonalność Iwanowa. Kiedy Rosja przyłączyła Krym, patriotyczne hasła w rodzaju „jedziemy na Krym” albo „do Soczi” obeszły go szerokim łukiem. Mimo, że w Egipcie doszło do rewolucji i zamachów terrorystycznych, a Rosja wstrzymała ruch turystyczny do Turcji [jedna z sankcji po zestrzeleniu rosyjskiego Su-24 – przy. K.B.], Iwanow przeanalizował stosunek jakości do ceny i skoro wyszło mu, że najwygodniej i najtaniej będzie w Turcji lub Egipcie, pojechał do Turcji lub Egiptu, a nie na krymskie plaże.

 

Jednak w ostatnich dwóch latach prezydent i rząd przeznaczyli sporą część budżetu na projekty socjalne, aby Rosjanie nie odczuli stagnacji gospodarki.

Wbrew propagandzie to nie są socjalne programy. Na te – jak chociażby kapitał macierzyński – coraz trudniej znaleźć pieniądze. Podniesiono zasiłek dla samotnych matek, ale w tak niewielkim stopniu, że nawet tego nie odczuły. Natomiast środki na służbę zdrowia czy edukację są nieustannie redukowane.

 

Bezpłatne miejsca na rosyjskich uniwersytetach limitowane są już od dwudziestu lat. Niszczy to niezły system edukacji odziedziczony po Związku Radzieckim, który bądź co bądź taśmowo „produkował” doskonałych fizyków, programistów, inżynierów, o szachistach nie wspominając.

Niektóre elementy dobrego systemu edukacji ZSRR należałoby chronić, ale był on zbyt elitarny. Dawał wyższe wykształcenie trochę ponad milionowi obywateli. W Rosji Putina proces poszedł w odwrotną stronę – w 2010 roku było cztery i pół miliona absolwentów wyższych uczelni. A to okazało się „sztuką dla sztuki”. Rodzice robią wszystko, by posłać dzieci na studia, po czym większość z nich nie pracuje w swoim zawodzie. Wyższe wykształcenie do niczego im się nie przydaje. Stąd uczelnie postąpiły słusznie – jeśli jesteście gotowi płacić za niewiele warte wykształcenie, proszę bardzo, ale państwo nie ma na to pieniędzy. W Nowosybirsku na przykład istnieją trzy fakultety stosunków międzynarodowych. Po co?

 

Zaraz, zaraz, ale w ten sposób ucina się drogę awansu społecznego ze szkodą dla Rosji. Dzieci elit pozostaną elitami, robotników robotnikami, pijaków pijakami.

Na początku lat dwutysięcznych wprowadzono reformę, która radykalnie zdemokratyzowała uczelnie. Młodzi ludzi spoza wielkich miast z dobrymi wynikami mieli szansę dostać się na przykład do Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie. Tylko że rozważania nad tym problemem miałyby sens wówczas, gdyby dyplom wyższej uczelni miał jakiekolwiek znaczenie. A w Rosji bez odpowiednich koneksji skończenie najlepszego nawet uniwersytetu niewiele zmienia. Dyplom stanowi jedynie ozdobę. Natomiast jeśli masz koneksje, zrobisz karierę i wtedy po prostu dyplom kupisz. Również jako ozdobę.

 

dr Władisław Inoziemcew – rosyjski ekonomista i politolog, dyrektor Centrum Studiów Postindustrialnych w Moskwie, pracownik naukowy Polskiego Instytutu Studiów Zaawansowanych w Warszawie

 

Fot. Kremlin.ru (CC BY 4.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu