Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rumunia: zmierzch socjaldemokratów?
2019-11-27
Kamil Całus

Tegoroczne wybory prezydenckie w Rumunii były wyjątkowe pod co najmniej dwoma względami. Pierwszym był bezprecedensowo niski rezultat osiągnięty przez liderkę socjaldemokratów, Vioricę Dăncilę. Drugim była historyczna mobilizacja diaspory, która silniej niż kiedykolwiek do tej pory postanowiła zamanifestować swoją niechęć wobec skorumpowanej centrolewicy.

 

Za wszelką cenę

24 listopada odbyła się druga tura wyborów prezydenckich w Rumunii, w której z wynikiem około 66 procent głosów zwyciężył dotychczasowy prezydent Klaus Iohannis, związany z centroprawicową Partią Narodowych Liberałów (PNL). Jego kontrkandydatka Viorica Dăncilă, liderka Partii Socjaldemokratycznej (PSD) i była premier, uzyskała około 34 procent głosów.

Nigdy jeszcze w historii PSD – pod różnymi nazwami, rządzącej lub współrządzącej krajem niemal nieprzerwanie od 1989 roku – żaden z jej kandydatów ubiegających się o stanowisko głowy państwa nie uzyskał mniej niż 45 procent głosów. Tak niski rezultat Dăncili jest konsekwencją głębokiego kryzysu wizerunkowego, w jakim od kilku lat pogrąża się rumuńska centrolewica.

Wszystko zaczęło się na początku roku 2017, gdy ówczesny lider PSD, Liviu Dragnea zaczął forsować kontrowersyjną reformę sądownictwa i prokuratury, zmierzającą wyraźnie do osłabienia skuteczności rumuńskiego aparatu antykorupcyjnego. Choć planowane zmiany próbowano tłumaczyć koniecznością uniezależnienia wymiaru sprawiedliwości od służb i zwiększania ich efektywności, zdecydowana większość społeczeństwa nie miała wątpliwości, że głównym celem władz była chęć uniknięcia odpowiedzialności za działania o charakterze korupcyjnym. Zarzutów takich szczególnie mocno bał się sam Dragnea, który jeszcze w kwietniu 2016 roku został skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu za oszustwa podczas organizacji referendum w sprawie odwołania prezydenta Traian Băsescu w 2012 roku. Decyzja sądu była dla niego podwójnie bolesna. Z jednej bowiem strony uniemożliwiła mu ona objęcie stanowiska premiera, co byłoby naturalnym efektem zwycięstwa PSD w wyborach parlamentarnych w grudniu 2016 roku, zaś z drugiej stanowiła swoistą czerwoną kartkę dla lidera socjaldemokratów. Każdy kolejny wyrok, nie ważne jak błahy, musiał się skończyć dla niego więzieniem.

Dlatego też Dragnea, w stosunku do którego prowadzono już kolejne postępowania, parł do zmian w prawie nie bacząc zupełnie na szybujące w dół sondaże oraz antyrządowe demonstracje wybuchające regularnie w Bukareszcie i innych rumuńskich miastach. Jego działania doprowadziły w krótkim czasie do konfliktu Bukaresztu z partnerami zachodnimi, szczególnie Komisją Europejską i Waszyngtonem, którzy zarzucali rządowi rumuńskiemu podważanie zasad praworządności. Symbolem spustoszenia, jakiego działania Dragnei dokonały w wizerunku PSD, stały się wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego w maju br. Socjaldemokraci, którzy jeszcze w końcu 2016 roku bez trudu zdobyli 45 procent głosów, teraz musieli zadowolić się dwudziestodwuprocentowym poparciem.

 

Gafy i porażki

Chwilę po ogłoszeniu wyników wyborów europejskich spełnił się czarny sen Dragnei. Przewodniczący PSD został skazany na trzy i pół roku pozbawienia wolności za nadużycie urzędu i wylądował w więzieniu. Stery partii przejęła Viorica Dăncilă, współpracowniczka dotychczasowego przewodniczącego, którą ten wypromował na szefową rządu na początku 2018 roku. Krok ten pogorszył tylko wizerunek socjaldemokratów. Liderka PSD była dla większości Rumunów uosobieniem niekompetencji. Regularnie popełniane przez nią gafy protokolarne i językowe stały się swoistym znakiem rozpoznawczym rządów pani premier. Dość powiedzieć, że wizytując w lipcu 2018 roku Czarnogórę wyrażała „radość z obecności w Prisztinie” (stolicy nieuznawanego przez Rumunię Kosowa), zaś niedługo przed wyborami prezydenckimi zadeklarowała, że celem PSD jest wygranie… zeszłorocznych (sic!) wyborów parlamentarnych.

Dużo ważniejsze od lapsusów językowych były jednak porażki polityczne, a tych Dăncili również nie brakowało. W ciągu ostatnich kilku miesięcy nie udało jej się m.in. zablokować objęcia przez krytykowaną przez socjaldemokratów Laurę Codruţę Kövesi (byłą szefową prokuratury antykorupcyjnej) stanowiska europejskiej prokurator generalnej, ani też przeforsować kandydatury Rovany Plumb na urząd europejskiego komisarza do spraw transportu. To w znacznym stopniu jej niezaradność doprowadziła w październiku do obalenia socjaldemokratycznego rządu i przejęcia miesiąc później władzy przez centroprawicowy gabinet Ludovica Orbana, lidera rywalizującej z lewicą Partii Narodowo-Liberalnej popierającej… prezydenta Klaus Iohannisa. W obliczu wszystkich powyższych faktów wielu rumuńskich komentatorów politycznych z nieukrywaną ironią uznało fakt wejścia Dăncili do drugiej tury oraz osiągnięty przez nią ostatecznie wynik za całkiem spory sukces, świadczący o niebywałej trwałości twardego elektoratu PSD.

 

Diaspora pamięta

Rumuńska diaspora szacowana na około 4–5 milionów osób tradycyjnie aktywnie angażuje się w życie polityczne kraju. Zdecydowana większość reprezentantów tej grupy jest niechętna centrolewicy i to ją właśnie obwinia za masową emigrację zarobkową, której Rumunia doświadcza od 2007 roku. Podczas niedzielnych wyborów prezydenckich mobilizacja mieszkających z dala od ojczyzny Rumunów przeszła jednak najśmielsze oczekiwania. W punktach wyborczych uruchomionych poza krajem pojawiło się niemal milion ludzi. To 10 procent wszystkich biorących udział w głosowaniu. Ponad 90 procent z nich poparło przy tym urzędującego prezydenta. Co ciekawe, powodem tak wielkiej mobilizacji nie była obawa o rezultat wyborów. Zwycięstwo Iohannisa było bowiem właściwie przesądzone. Biorąc masowy udział w głosowaniu i wspierając kojarzonego jednoznacznie z narracją anty-PSDowską prezydenta przedstawiciele diaspory chcieli zamanifestować swoją niechęć wobec rządów centrolewicy. Wielu chciało też pokazać, że zależy im na nowoczesnym, europejskim i dumnym wizerunku Rumunii, uosabianym przez niekontrowersyjnego i lepiej prezentującego się publicznie Iohannisa.

 

Niespokojna przyszłość

Zwycięstwo Iohannisa jest kolejnym w krótkim czasie sukcesem Partii Narodowo-Liberalnej (PNL) – kluczowego oponenta PSD i konsekwentnego krytyka centrolewicy. W ciągu ostatnich miesięcy ugrupowanie to zdołało doprowadzić do obalenia rządu Dăncili oraz zapewniło sobie w parlamencie poparcie niezbędne dla utworzenia mniejszościowego rządu Ludovika Orbana. Szybko też rozwiązało problem wyłonienia europejskiego komisarza z ramienia Rumunii, z powodzeniem proponując na to stanowisko kandydaturę Adiny Vălean. Wszystkie te wydarzenia dają PNL znakomitą pozycję wyjściową przed zbliżającymi się wyborami lokalnymi (lipiec 2020) oraz parlamentarnymi, planowanymi na koniec 2020 roku. Partia ta może wedle sondaży stać się największym ugrupowaniem na rumuńskiej scenie politycznej.

Mimo to, sytuacja narodowych liberałów w najbliższych miesiącach nie będzie łatwa. Nie tylko będą oni atakowani przez lewicę, ale co gorsza będą zmuszeni do podjęcia rywalizacji ze swoim kluczowym konkurentem na prawicy – Związkiem Zbawienia Rumunii (USR). Partia ta jest ideologicznie zbliżona do PNL i apeluje do tego samego elektoratu, jednocześnie stosując retorykę antyestablishmentową, która uderza w obecne w rumuńskiej polityce od początku lat dziewięćdziesiątych ugrupowania, takie jak m.in. PNL. Konflikt ten może dać PSD chwilę oddechu potrzebną dla wewnętrznej przebudowy i odzyskania utraconej pozycji. Nie ma bowiem wątpliwości, że w bardzo niedługim czasie na łonie socjaldemokratów dojdzie do poważnych zmian, szczególnie kadrowych. Dni Dăncili są bez wątpienia policzone, a do przejęcia sterów partii czeka kolejka dużo zręczniejszych i bardziej popularnych polityków. Niewykluczone, że chęć wsparcia odbudowy PSD (w zamian za określone korzyści polityczne) zadeklaruje także jej niegdysiejszy lider, a obecnie przewodniczący ugrupowania ProRomania, Victor Ponta.

***

Wbrew pozorom, mimo głębokiego kryzysu, w którym pogrążyła się PSD pod rządami Dragnei i Dăncili, wieszczenie ostatecznego upadku socjaldemokratów wydaje się jeszcze zdecydowanie przedwczesne. Ugrupowanie to mimo serii niepowodzeń posiada wciąż ogromny potencjał kadrowy, intelektualny i finansowy, a także – co bardzo ważne – świetnie zorganizowane i rozbudowane struktury terenowe. W przeszłości udowodniło ono także, że potrafi radzić sobie ze spadającą popularnością i odbudować swój elektorat. Czy będzie tak jednak również tym razem?

 

Fot. RO2019EU (CC BY-SA 2.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu