Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Na granicy zdrowego rozsądku. Estońsko-rosyjski spór graniczny
2019-11-29
Juliusz Dworacki

W mijającym miesiącu w estońskiej opinii publicznej ponownie pojawił się temat konfliktu z Rosją o kształt granicy i los ziem odebranych krajowi po drugiej wojnie światowej przez ZSRR. Pomimo że tym razem w spór zaangażowała się jedynie estońska prawica, rzutuje on na całokształt polityki zagranicznej tego kraju i oddala perspektywę podpisania z Rosją porozumienia kończącego ponad trzydzieści lat konfliktu dyplomatycznego.

 

Najnowsza odsłona sporu o granicę Estonii i Rosji oraz odebrane w 1944 roku estońskie ziemie jest ściśle związana z politykami rządzącej od kwietnia br. prawicowej koalicji na czele z premierem Jüri Ratasem, złożonej z centroprawicowej Estońskiej Partii Centrum (est. Eesti Keskerakond; skr. KE), konserwatywnej partii „Ojczyzna” (est. Isamaa; dawniej Związek Ojczyźniany i Res Publica, est. Isamaa ja Res Publica Liit) oraz Estońskiej Konserwatywnej Partii Ludowej (est. Eesti Konservatiivne Rahvaerakond; skr. EKRE). Członkowie ostatniej z wymienionych formacji, nacjonaliści posługujący się retoryką antyunijnej i antyimigranckiej, znani są z wypowiedzi podważających dotychczasowy kształt polityki zagranicznej kraju, nie tylko granicy z Rosją, ale także relacji z państwami zachodnimi, UE i NATO.

 

Wywiad, który zapoczątkował lawinę

Obecną wymianę zdań na temat nieustalonej granicy z Rosją zapoczątkował wywiad z Siergiejem Bieliajewem, dyrektorem II Departamentu Europejskiego w MSZ Rosji, opublikowany w poniedziałek 18 listopada przez agencję RIA Nowosti, dotyczący zresztą wielu różnych kwestii odnoszących się do polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej (FR). W odpowiedzi na pytanie o termin ratyfikacji podpisanego w 2014 roku traktatu granicznego z Estonią Bieliajew, odnosząc się do współpracy transgranicznej, wysunął oskarżenie w stosunku do Estonii, że ta – mimo podpisanego porozumienia – podtrzymuje interpretację o obowiązywaniu traktatu pokojowego z Tartu z 1920 roku. Dyplomata zarzucił politykom estońskim, że już w 2005 roku opóźniali ratyfikację wcześniej przygotowywanego traktatu granicznego przez wprowadzanie sformułowań nie do zaakceptowania przez stronę rosyjską – wskazał konkretnie na obecnego szefa MSZ Urmasa Reinsalu (Isamaa) i ministra spraw wewnętrznych Marta Helme (przewodniczący EKRE)[1].

Na odpowiedź z Estonii nie trzeba było długo czekać. Krótko po północy 19 listopada szef Riigikogu (pol. Zgromadzenie Państwowe; unikameralny parlament Estonii) Henn Põlluaas (EKRE) skomentował w ostrych słowach na portalu Facebook słowa rosyjskiego dyplomaty. Polityk stwierdził, że „nieuznawanie traktatu pokojowego z Tartu zasadniczo oznacza nieuznawanie Republiki Estońskiej”, „Estonia nie ma roszczeń terytorialnych wobec Rosji (…) chcemy tylko nasze [terytoria – przyp. JD]. Rosja zaanektowała około 5 procent terytorium Estonii” oraz „estońsko-rosyjską granicę państwową ustanawia traktat pokojowy z Tartu, który nadal znajduje się w rejestrze obowiązujących traktatów międzynarodowych ONZ”[2]. Wypowiedź zakończył stanowczym stwierdzeniem popierającym ponowne włączenie dawnych estońskich terytoriów do Estonii oraz porównał obecną sytuację do aneksji Krymu przez FR w 2014 roku. Nie jest to pierwsza wypowiedź tego typu autorstwa Põlluaasa. Ten kontrowersyjny polityk podobnie wyrażał się jeszcze w 2017 roku, sugerując, że Estonia powinna żądać odszkodowania za utracone ziemie, czy w maju 2019 roku, wyrażając opinię o dalszym obowiązywaniu traktatu z Tartu. W tym samym dniu szefa estońskiego parlamentu wsparł minister spraw zagranicznych, Urmas Reinsalu, który stwierdził, że Estonia nie powinna rezygnować z postanowień traktatu z Tartu w imię ratyfikacji nowego traktatu granicznego. Ponadto szef estońskiej dyplomacji podkreślił, że nie ma wątpliwości, że jest on nadal obowiązujący z uwagi na „odtworzenie państwowości” w 1991 roku (a nie powstanie nowego państwa) oraz że nie widzi możliwości ratyfikacji nowego układu granicznego przez parlament estoński w najbliższym czasie.

Komentarze w Estonii wywołały lawinę wypowiedzi rosyjskich polityków i komentatorów, które obficie przytaczały agencje prasowe. Dla przykładu, agencja TASS przedstawiła całą historię sporu po 1991 roku w osobnej notce oraz przytoczyła wypowiedź Marta Helme z maja br., gdy ten stwierdził publicznie, że Rosja nielegalnie zajmuje 5,2 procent terytorium Estonii. Nie sprecyzowała przy tym daty wypowiedzi, przez co sprawiała ona wrażenie bieżącej i tak została też przekazana przez agencje zagraniczne. Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow 20 listopada stwierdził, że FR nie może się zgodzić z niedopuszczalnymi żądaniami Põlluaasa, żeby zwrócić terytoria zajęte w 1944 roku. Ponadto rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa podkreśliła w oświadczeniu, że Rosja wielokrotnie zaznaczała, że traktat z Tartu jest dla Moskwy dokumentem tylko historycznym, odwoływanie się do niego jest „prowokacyjne i absurdalne”, a taka retoryka nie przybliża do finalnej ratyfikacji nowego porozumienia. Z kolei Władimir Żyrinowski, szef Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) kpiąco zasugerował, żeby przywrócić granice z pokoju z Nystad z 1721 roku. W końcu w piątek rano, 22 listopada, ambasada FR w Estonii na portalu Facebook wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że według Rosji traktat z Tartu wygasł w momencie wejścia Estonii w skład ZSRR w 1940 roku, stosunki estońsko-rosyjskie po 1991 roku to „nowa strona w historii relacji dwustronnych”, a świat uznał niepodległość Estonii w granicach współczesnych, a nie tych z 1940 roku. Skrytykowano też określenia „aneksja” jako te, które prowadzą do konfrontacji z Rosją.

 

Dwa wcielenia Estonii

Problem współczesnego przebiegu granicy jest elementem dłuższego konfliktu historyczno-politycznego dotyczącego wszystkich trzech poradzieckich krajów bałtyckich. Konkretnie dotyczy on uznania ich przynależności do ZSRR w latach 1940–1991 jako radzieckiej okupacji. Przyznanie tego przez Rosję potwierdziłoby wykładnię państw bałtyckich o kontynuacji państwowości przedwojennych republik z pominięciem ich radzieckich wcieleń, co mogłoby prowadzić do takiej interpretacji prawa, że przedwojenne traktaty pozostają w mocy. Argumentacja przewodniczącego Riigikogu o ważności dokumentu tworzyłaby sytuację, że ziemie odebrane Estonii po 1940 roku są de iure w dalszym ciągu jej częścią, co zresztą państwo to zaznaczało w pierwszych latach odzyskania niepodległości.

Historyczny dokument, który podnosi temperaturę sporu po obydwu stronach barykady to traktat pokojowy z Tartu (Dorpatu) podpisany 2 lutego 1920 roku[3], kończący wojnę między Rosją Radziecką a nowopowstałą Estonią i określający granice młodego państwa. Wśród ziem wchodzących w jego skład wymienione są też dwa obszary, które Estonia, przyłączona w 1940 roku do Związku Radzieckiego jako Estońska SSR, utraciła na rzecz RFSRR decyzją centralnych władz w Moskwie (około 5 procent terytorium i 6 procent ludności). Południowy fragment – tzw. ziemia pieczorska (est. Petserimaa) została doń przyłączona na podstawie Ukazu Prezydium Rady Najwyższej ZSRR z 23 sierpnia 1944 roku na podstawie „wielokrotnych próśb ludności” przyłączonych terenów[4]. W tym samym roku ustalono również na nowo granicę na fragmencie północnym – przesuwając linię demarkacyjną na zachód – na rzekę Narwa, dzieląc miasto o tej samej nazwie i pozostawiając nowopowstałe miasto Iwangorod (est. Jaanilinn; dotychczas część Narwy) po stronie rosyjskiej. W literaturze nie ma jasnego wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn korekty granicy, spotyka się wersję o przejęciu przez RFSRR łotewskich i estońskich wojskowych instalacji granicznych czy o chęci strategicznego odsunięcia granicy nowych republik od Pskowa. Na to zdaje się wskazywać kształt linii demarkacyjnej po estońskiej stronie – praktyczne odsunięcie Estonii od brzegów Jeziora Pskowskiego.

W czasach sowieckich dokładna granica między RFSRR i ESRR nie została wytyczona, przez co pozostały one „liniami administracyjnymi” bez jasnej demarkacji. Po odzyskaniu niepodległości po początkowych żądaniach Estonii przywrócenia granic sprzed 1940 roku w latach dziewięćdziesiątych miały miejsce rozmowy na temat przyszłego nowego traktatu granicznego. Wstępnie osiągnięto porozumienie w 1996 roku, jednak nie zostało ono ratyfikowane z powodu uwag Rosji w stosunku do traktowania przez Estonię rosyjskojęzycznej mniejszości[5]. Po ponownej serii rozmów kolejny tekst traktatu[6] został ustalony i podpisany w 2005 roku. Wówczas Estonia zaznaczyła, że żadna ze stron nie zgłasza roszczeń terytorialnych, ale dokument nie został ratyfikowany przez Rosję z powodu dodanych przez Riigikogu sformułowań odnoszących się do traktatu z Tartu i agresji ZSRR w 1940 roku. Ponowna tura rozmów odbyła się w latach 2012–2014, efektem czego powstał traktat graniczny podpisany przed przedstawicieli obydwu państw (szefów dyplomacji: Siergieja Ławrowa i Urmasa Paeta) 18 lutego 2014 roku. Również tam znalazły się sformułowania o braku estońskich roszczeń terytorialnych. Dokument nie został jednak do tej pory ratyfikowany przez żaden z parlamentów krajowych i nie ma mocy obowiązującej. Przez to Estonia jest obecnie jedynym członkiem NATO z nieuregulowanym przebiegiem granicy z Rosją[7].

 

Przecięte ziemie i ludy

To, że umowa w sprawie granicy jest potrzebna pokazuje sprawa tzw. buta saatskiego[8]. To 115-hektarowy obszar w kształcie prostokąta należący do Rosji, przecinający szutrową drogę między wsiami Lutepää i Sesniki na odcinku około dziewięciuset metrów oraz za tą pierwszą miejscowością na kolejnym odcinku tej drogi (dwadzieścia metrów), co czyni z niej praktyczną eksklawę Estonii. Osobliwość ta powstała w wyniku przyłączenia do Rosji w 1944 roku gospodarstwa, którego obecne kłopotliwe fragmenty były wówczas częścią. Pokonanie tych dwóch odcinków drogi jest możliwe jedynie samochodem i to bez zatrzymania się, zabronione jest poruszanie się pieszo bądź rowerem (brak jest drogi w kierunku Rosji). Ten osobliwy fragment rosyjskiej ziemi, choć jest sporą atrakcją turystyczną, utrudnia komunikację lokalną (ryzyko zatrzymania przez rosyjską straż graniczną, brak możliwości remontu i przebudowy) i jest jedną z przyczyn, dla których korekta granicy jest nieodzowna (wybudowany objazd znacznie wydłuża drogę). W dokumencie granicznym podpisanym w 2014 roku znalazł się zapis o wymianie 128,6 ha terytorium i niwelacji tego fragmentu granicy, jednak z powodu braku jego ratyfikacji wciąż fakt ten nie nastąpił. Ponadto na brzegu Jeziora Pskowskiego istnieje eksklawa Dubki, fragment półwyspu należącego do Rosji otoczonego przez terytorium Estonii, do którego można się dostać jedynie drogą wodną.

Współczesna granica państwowa dzieli też większe skupiska ludności i ośrodki. Na odcinku północnym rozdziela wspomniane już miasta Narwa i Iwangorod, będące niegdyś jednym organizmem miejskim. Z kolei na południu granica przecina dawniej leżący w całości w Estonii region etnograficzny Setumaa (w języku seto Setomaa), zamieszkały przez prawosławny ugrofiński lud Seto, blisko spokrewniony z Estończykami.

 

Problem Estonii, Rosji czy jednej partii?

W obecnej sytuacji politycznej brak jest na horyzoncie jasnej i szybkiej perspektywy zakończenia sporu i podpisania nowego traktatu międzypaństwowego regulującego przebieg granicy państwowej. Wydaje się, że spór służy jak dotąd obydwu stronom konfliktu – z jednej strony Kremlowi – dla celów propagandowych, z drugiej estońskiej prawicy – w celu umocnienia elektoratu. Należy tu podkreślić, że kontrowersje, czego media wyraźnie nie odnotowywały, dotyczą wyłącznie komentarzy polityków, natomiast postulat przywrócenia granic z 1920 roku nie jest formalnym żądaniem państwa estońskiego. Trzeba też zauważyć, że przez cały okres sporu głosu nie zabrali ani przedstawiciele liberalnej opozycji, ani prezydent Kersti Kaljulaid. Sama kwestia wypowiedzi estońskich polityków w dużo większym stopniu angażowała media i agencje rosyjskie, publikujące dużą liczbę komentarzy na ten temat, aniżeli estońskie czy zagraniczne.

Wprawdzie listopadowy spór wyszedł nie do końca z inicjatywy estońskiej prawicy, jednak stanowczy ton i radykalny pogląd na kwestię granicy mogą wspomóc EKRE w utrzymaniu relatywnie wysokiego poparcia. Od czasu wejścia w skład rządowej koalicji partia ta, która w marcowych wyborach parlamentarnych osiągnęła trzeci wynik (18,8 procent i 19 miejsc w 101-osobowym Riigikogu) funkcjonuje w warunkach permanentnego kryzysu spowodowanym kontrowersyjnym zachowaniem i wypowiedziami jej członków, konfliktem z prezydent Kaljulaid czy sugestiami ograniczenia wolności mediów. Od kwietnia już trzech ministrów EKRE straciło swój urząd. Szerokim echem odbiła się wypowiedź szefa tej partii i ministra spraw wewnętrznych Marta Helme, udzielona fińskiej prasie 19 listopada, w której stwierdził, że NATO już nie stanowi gwarancji bezpieczeństwa dla państw bałtyckich, przez co jego kraj przygotowuje, niesprecyzowany bliżej, „plan B” z udziałem Łotwy, Litwy i Finlandii. Za swoją wypowiedź Helme został skrytykowany m.in. przez obecnego premiera Jüriego Ratasa oraz byłego premiera kraju Marta Laara – drugi z wymienionych zasugerował, że mówiąc takie rzeczy polityk staje się „pożytecznym idiotą” Kremla.

Listopadowy spór o granicę wywołany między innymi przez wypowiedzi polityków prawicy pokazał też istotną kwestię, na którą Kreml może zwracać uwagę i wykorzystywać w propagandzie przeciw całemu estońskiemu państwu jako wroga Rosji czy rosyjskiej mniejszości narodowej (jak miało to miejsce w 2007 roku przy okazji przeniesienia pomnika tzw. Brązowego Żołnierza). Podgrzewanie sporu w żaden sposób nie doprowadzi do przywrócenia granicy z 1920 roku, a jedynie zaostrzy relacje międzynarodowe i oddali podpisanie porozumienia, które uregulowałoby jedną z zewnętrznych granic UE i lokalny ruch około i transgraniczny. Jedyną formą rozwiązania tego problemu są poważne rozmowy na szczeblu dyplomatycznym, które jednak z przyczyn wewnętrznych zapewne nie leżą w interesie obydwu obecnych rządów. Dzięki temu traktat z Tartu, choć ma już dziewięćdziesiąt dziewięć lat, ma silniejszą moc oddziaływania niż kiedykolwiek.

 

[1] W wywiadzie omyłkowo Bieliajew wymienił nazwisko Martina Helme (EKRE), syna Marta, który również zasiada w rządzie Ratasa jako minister finansów.

[2] Wypowiedź na profilu Henna Põlluaasa na portalu Facebook: https://www.facebook.com/henn.polluaas/posts/3242840082425077.

[3] Nie należy go mylić z pokojem fińsko-radzieckim, również podpisanym w Tartu 14 października 1920 roku.

[4] Сборник законов СССР и указов Президиума Верховного Совета СССР. 1938 г. — июль 1956 г., ред. Ю. И. Мандельштам, Москва 1956, s. 45–46.

[5] C. Levinsson, The Long Shadow of History: Post-Soviet Border Disputes—The Case of Estonia, Latvia, and Russia, “Connections”, Vol. 5, No. 2 (Fall 2006), s. 98–110.

[6] Konkretnie dwóch: traktat o rosyjsko-estońskiej granicy państwowej i traktat o rozgraniczeniu wód terytorialnych w Zatokach Narewskiej i Fińskiej.

[7] Z podobnym problemem granicznym borykała się wiele lat Łotwa, której odebrano w 1944 roku fragment północnej Łatgalii z miastem Pytałowo (łot. Jaunlatgale, w latach 1938–1945 Abrene). Kraj ten podpisał jednak odpowiedni traktat z Rosją w 2007 roku.

[8] Instrukcja dla turystów jak zachować się w rejonie „buta saatskiego” dostępna na portalu YouTube pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=QAJdZJGqBac.

 

Źródła: Delfi.ee, ERR, Iltalehti, MSZ Estonii (vm.ee), MSZ Łotwy (mfa.gov.lv), Postimees, RIA Novosti, Reuters, RT, TASS, The Economist, Yle.

 

Fot. Kulmalukko (CC BY 3.0) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu