Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?
2020-06-03
Dariusz Szymczycha

W połowie lutego 2020 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że marzy o wynagrodzeniach w jego kraju „takich jak w Polsce”. „Dlaczego tak mówię? To bardzo proste – w Polsce teraz już jest kilka milionów Ukraińców. I dlaczego wrócą? Potrzebna jest im motywacja, nawet trochę mniejsza wypłata niż w Polsce już byłaby w porządku. Jeśli będą mieć 70 procent polskiego wynagrodzenia, myślę, że przeważy to, że chcesz być w domu, a nie gdzieś jeździć” – stwierdził ukraiński prezydent[i].

 

Świadomi swojej wartości pracownicy

Ta wypowiedź była nie tylko wyrazem potrzebnego w polityce optymizmu, ale też reakcją na potrzeby ukraińskiej gospodarki. Według danych ukraińskiego Ministerstwa Polityki Społecznej obecnie za granicą przebywa około 3,2 miliona obywateli tego kraju, czyli prawie 20 procent osób aktywnych zawodowo. W Polsce mieszka i pracuje – przeważnie okresowo – niemal połowa tej grupy. Według szacunków NBP w ciągu roku przebywa w Polsce maksymalnie około 800 tysięcy Ukraińców, natomiast przez rynek „przewija się” około 1,2 miliona. Po raz pierwszy od końca lat czterdziestych XX wieku w Polsce znalazła się tak duża grupa osób innej narodowości niż polska.

Duża skala emigracji zarobkowej zaczyna być problemem na ukraińskim rynku pracy i przeszkadza w realizacji celów rządu, jakimi są wzrost eksportu i wzrost produkcji. Szczególne kłopoty występują w sektorze rolno-spożywczym, w wielkoobszarowych gospodarstwach rolnych, ponieważ brakuje młodych pracowników do obsługi nowoczesnych i drogich maszyn rolniczych.

Z drugiej strony, o czym Zełenski nie mówił, migranci zarobkowi to dla Ukrainy żyła złota. W 2016 roku przesłali do domu 7,5 miliarda dolarów, a w 2018 roku – aż 11 miliardów. To około 10 procent PKB Ukrainy, czyli aż 4,5 razy więcej niż ówczesne inwestycje zagraniczne w ukraińską gospodarkę. Polskich przedsiębiorców, przyzwyczajonych już do pracowników z Ukrainy, ucieszy zapewne sposób, w jaki Międzynarodowy Fundusz Walutowy zachęca Ukrainę do szybszych reform. „Marchewką” ma być prognoza, zgodnie z którą Ukraina, przy wzroście gospodarczym rzędu 6 procent rocznie, już w 2038 roku – czyli za osiemnaście lat – może osiągnąć ten poziom rozwoju i zamożności, na którym dziś znajduje się Polska. Naszym sąsiadom życzę tak wysokiej dynamiki gospodarczej, ale Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego, Handlu i Rolnictwa Ukrainy podało właśnie, że PKB w 2019 roku wzrósł o 3,3 procent.

W minionym roku zdarzyły się lepsze kwartały, w których notowano ponad 4 procent wzrostu, jednak do 6 procent ciągle jeszcze daleko. Co prawda Ukraina awansowała właśnie z siódmej do szóstej grupy ryzyka w rankingu OECD, a w rankingu Banku Światowego „Doing Business” poprawiła swoje notowania o dziewięć „oczek” i zajmuje siedemdziesiątą pierwszą pozycję, niemniej globalna gospodarka, poniewierana właśnie przez różne „czarne łabędzie”, nie pomaga ekonomice tego kraju.

Polscy przedsiębiorcy mogą się więc nieco uspokoić, co nie znaczy, że mogą spać spokojnie. Ukraińcy szybko i gremialnie nie wyjadą z Polski, staną się natomaist świadomymi swojej wartości pracownikami i nie zechcą dłużej być tylko tanią siłą roboczą. Powołali już Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Ukraińskich w Polsce, którego głównym celem jest „ochrona godności, praw i interesów związanych z wykonywaniem pracy zarobkowej”.

Polskie płace dla obywateli Ukrainy tracą na wartości. Jeszcze na początku 2018 roku trzeba było czterech ukraińskich pensji, by dorównać jednej polskiej, podczas gdy na koniec zeszłego roku – już mniej niż trzech. Narodowy Bank Ukrainy zwrócił też uwagę na wyraźny wzrost wartości płacy osiąganej na Ukrainie i wyrażonej w dolarach. Jest to efekt znacznego nominalnego wzrostu płac rok do roku oraz umocnienia się hrywny. Polskie regulacje podnoszące płacę nominalną też wpływają na oczekiwania finansowe obywateli Ukrainy pracujących nad Wisłą. Inaczej wyglądają indywidualne negocjacje. Polscy przedsiębiorcy muszą teraz płacić ukraińskim pracownikom więcej; myślę, że także w szarej strefie.

 

Około 1,5 miliona

Niestety, nie ma dokładnych statystyk, które pozwoliłyby określić liczbę obywateli Ukrainy przebywających w Polsce. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest to, że po wprowadzeniu w strefie Schengen ruchu bezwizowego dla obywateli Ukrainy wjazd do Polski otwiera granice innych krajów Unii. Andrij Deszczycia, ambasador Ukrainy w Polsce, powiedział niedawno, że przebywa tu 1,5 miliona Ukraińców. W Polsko-Ukraińskiej Izbie Gospodarczej rok temu ocenialiśmy, że w Polsce pracuje około 1,5 miliona obywateli Ukrainy. Nasze szacunki wynikały ze statystyki oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi wpisanych do ewidencji przez powiatowe urzędy pracy w poszczególnych miesiącach w 2018 roku.

Ciekawe badanie przeprowadziła firma Selectivv, specjalizująca się w pozyskiwaniu, analizie i profilowaniu danych z urządzeń mobilnych. Na potrzeby swojej analizy przyjęła, że „osoba z Ukrainy mieszkająca w Polsce” to taka, która posiada kartę SIM polskiego operatora, ale w telefonie ma ustawiony język rosyjski lub ukraiński oraz minimum raz w 2018 roku była na terenie Ukrainy lub zmieniła w tym czasie kartę SIM na operatora ukraińskiego. Na podstawie powyższych specyfikacji ustalono, że na terenie Polski przebywa 1,27 miliona obywateli Ukrainy.

Firmy Selectivv zakomunikowała też, że największe skupiska Ukraińców w Polsce to Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Trójmiasto, Lublin, Katowice i okręg górnośląski. Z analizy firmy wynika, że blisko 40 procent Ukraińców w Polsce to osoby w wieku 21–30 lat, a niemal 30 procent ma 31–40 lat. Mniej liczna jest populacja osób w wieku 41–50 lat – około 15 procent. Zaledwie 7 procent Ukraińców mieszkających w naszym kraju ukończyło 51 lat. Struktura wiekowa wskazuje zatem na osoby aktywne zawodowo, dlatego trzeba przyjąć założenie, że pracują wszyscy z powyżej wskazanych, także studenci.

Liczba 1,5 miliona Ukraińców w Polsce nie oznacza jednak ich pobytu stałego. Maksymalną liczbę pracowników z Ukrainy osiągamy zapewne w sezonie wakacyjnym oraz intensywnych prac rolniczych; spadki obserwujemy w okresie podwójnych świąt – polskich i ukraińskich. Według danych ZUS-u pod koniec 2019 roku ubezpieczeniami emerytalnymi i rentowymi w Polsce było objętych około 480 tysiąca osób z ukraińskim paszportem. Oznacza to, że osoby te na dłużej chciałyby związać się z Polską i ich pobyt nie ma charakteru czasowego. GUS informował, że w roku akademickim 2018/2019 studiowało u nas prawie 40 tysiąca studentów z Ukrainy. To też są Ukraińcy na dłużej związani z Polską, choć dla części z nich Polska jest pierwszym krokiem do Europy.

 

Bomba zegarowa tyka

Czy można obecnie wyobrazić sobie polską gospodarkę bez pracowników z Ukrainy? Oczywiście tak, ale – nie ukrywajmy – byłaby to gospodarka w gorszym stanie. Branża budowlana, przemysł, logistyka i handel – te gałęzie polskiej gospodarki zgłaszają w urzędach zatrudnienia ponad 60 procent wakatów uzupełnianych w większości przez obywateli Ukrainy. Już 18 procent firm w Polsce zatrudnia pracowników z Ukrainy, w tym aż 40 procent dużych przedsiębiorstw. Pracownicy z Ukrainy podnoszą polskie PKB o 0,3–0,9 punktu procentowego rocznie – oceniał rok temu profesor Szkoły Głównej Handlowej Jakub Growiec, doradca w Departamencie Analiz Ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego. Ekonomiści z NBP szacują, że aż 11 procent wzrostu polskiej gospodarki w ostatnich pięciu latach to zasługa imigrantów zarobkowych z zagranicy, głównie Ukraińców.

Jesteśmy więc zależni od pracy naszych ukraińskich gości. Trudno jednak przychodzi nam przyznać się do tego. „Polskie pany” ciągle jeszcze traktują „ukraińskich chamów” instrumentalnie, jak tanią siłę roboczą, i z wyższością przyjmują ich do pracy niezbędnej, ale często tylko fizycznej. Kilka znanych, drastycznych przypadków porzucenia chorych pracowników poza miejscem pracy wskazuje, że niektórym polskim pracodawcom brakuje człowieczeństwa, a ukraińskim pracownikom – wsparcia.

Tymczasem bomba zegarowa na polskim rynku pracy tyka i role mogą się odwrócić. „Ukraiński cham” stanie się „panem” w relacjach z pracodawcą. Niektóre badania wskazują, że do 2025 roku możemy potrzebować do 2,5 miliona pracowników. Lukę na rynku pracy, spowodowaną między innymi obniżeniem wieku emerytalnego (spadek podaży pracy mniej więcej o 0,5 miliona osób), programem 500+ (ponad sto tysięcy kobiet odeszło z rynku pracy) oraz zmianami demograficznymi, mogą uzupełnić tylko pracownicy z zagranicy. Będą to osoby głównie z bliskiego sąsiedztwa, czyli z Ukrainy. Polska potrzebuje systemowego podejścia do przyszłości rynku pracy, bo od takiego podejścia zależy rozwój gospodarczy i wypłacalność ZUS-u.

Tymczasem nasze państwo nie ma polityki migracyjnej. Dokument „Polityka migracyjna Polski – stan obecny i postulowane działania” z 2012 roku został unieważniony w 2016 roku przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. W 2019 roku w Ministerstwie Administracji i Spraw Wewnętrznych powstał projekt „Polityki migracyjnej Polski”. Na szczęście nie został przedstawiony Radzie Ministrów. Materiał ten okazał się wpadką i polityczną, i intelektualną. Jego autorzy, niczym religijni fundamentaliści, pisali:

Biorąc pod uwagę doświadczenia migracyjne Unii Europejskiej należy podkreślić, że paradygmat imigracji i integracji w oparciu o model wielokulturowości wymaga przewartościowania w stronę koncepcji kultury wiodącej. Istotne jest także podkreślenie, że system integracji cudzoziemców powinien stawiać integrację jako pewną powinność, a nie jedynie jedną z opcji możliwych do wyboru przez cudzoziemca. Celem zaś, do którego powinno się w tym kontekście dążyć, powinna być najpierw skuteczna integracja, a następnie asymilacja danego cudzoziemca. […]

Istotnym elementem programów asymilacyjnych będzie ich pogłębiony aspekt aksjologiczny i wtórnie socjalizujący, który oznacza zdolność cudzoziemca do zaakceptowania i przyjęcia jako swoich własnych wartości obowiązujących w Polsce, w tym światopoglądowych, religijnych, politycznych, kulturowych, obyczajowych oraz stania się w pełni ukształtowanym członkiem polskiego społeczeństwa (brak takiej zdolności powinien skutkować odmową przyznania obywatelstwa polskiego).

 

Welcome to Poland

Centralizacja, katechizacja, polonizacja, straszenie obcymi – czyli welcome to Poland à la PiS. Nic dziwnego, że Helsińska Fundacja Praw Człowieka zarzuciła projektowi duch ksenofobii i opresyjność oraz zwróciła uwagę na zapisy budzące poważne wątpliwości co do zgodności ze standardami prawa UE i prawa międzynarodowego. Nowego projektu nie widać.

Polska chciałby „mieć ciastko i zjeść ciastko”, czyli zatrudniać Ukraińców, ale nie zachęcać ich do osiedlania się. Zliberalizowaliśmy rynek pracy, a jednocześnie zaostrzyliśmy przepisy dotyczące otrzymania karty stałego pobytu i obywatelstwa.

 Reputację władzy ratuje tam, gdzie może, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. To nowa instytucja. Działa od dwóch lat, jest związana z rządem i zgodnie z ustawą „stoi na straży praw mikro- oraz małych i średnich przedsiębiorców”. Rzecznik podjął sprawę najczęściej zgłaszaną do niego przez przedsiębiorców – uciążliwe procedury związane z wydawaniem zezwoleń na pobyt czasowy i pracę w Polsce. Na razie bez sukcesów. Średni czas trwania oczekiwania na decyzję niestety wydłużył się w ostatnich miesiącach.

Czasami potrzeba wstrząsu, by pomyśleć i przyspieszyć działania. W Polsce takim wstrząsem bywa „niemieckie zagrożenie”. I choć w mediach pojawiają się obawy o konsekwencje otwarcia w marcu 2020 roku niemieckiego rynku pracy, nie widać exodusu Ukraińców z Polski. Mamy szczęście, że Niemcy na razie wysoko ustawili poprzeczkę: wymagają udokumentowania wykształcenia zawodowego lub dyplomu uczelni, a do tego znajomości języka niemieckiego. Poszukiwani są przede wszystkim lekarze, fizjoterapeuci, pielęgniarki, eksperci w dziedzinie lotnictwa czy technologii energetycznej, inżynierowie, specjaliści IT. Przedstawicieli każdego z tych zawodów mamy w Polsce niewielu, ponadto eksperci IT świetnie zarabiają także we własnym kraju, przez co usługi tej branży są najbardziej cenione w strukturze ukraińskiego eksportu.

Badanie „Profil społeczny migranta zarobkowego z Ukrainy 2019”, przeprowadzone z inicjatywy Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej i Foreign Personel Service, wykazało, że w obecnych warunkach Polska jest krajem pierwszego wyboru; trzykrotnie przebija popularnością Niemcy. Na korzyść Polski przemawiają: położenie geograficzne (35 procent), pozytywne doświadczenie (23 procent), poziom wynagrodzenia (23 procent) i brak bariery językowej (7 procent). Główną zaletą Niemiec wskazaną w tym badaniu są wysokie zarobki (70 procent). Jak widać, polscy przedsiębiorcy korzystają z renty położenia geograficznego i pewnego kulturowego sentymentu. Pytanie jednak, jak długo uda się zachować tę przewagę.

Zaniechania rządu starają się zastąpić swoimi działaniami inne podmioty. Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza dwa lata temu zainicjowała kampanię społeczną „Partnerstwo i Zatrudnienie”, skierowaną przede wszystkim do pracowników z Ukrainy, pracodawców oraz agencji pośrednictwa pracy w Polsce i na Ukrainie. Wśród celów działalności wskazano:

– zwalczanie patologii na rynku rekrutacji zatrudniania obywateli Ukrainy zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie,

– wsparcie w procesie adaptacji pracowników z Ukrainy w Polsce oraz po powrocie do kraju,

– rozwój dwustronnej współpracy w zakresie międzynarodowego zatrudnienia, podnoszenia kwalifikacji pracowników i organizacji praktyk zawodowych dla studentów oraz prowadzenia badań naukowych,

– projektowanie korzystnych rozwiązań prawnych w zakresie migracji zarobkowej.

Zamknięcie polskich granic związane z epidemią koronawirusa wywołało lawinę apeli i stanowisk organizacji pracodawców oraz izb gospodarczych. Okazało się, że decyzje administracyjne rządu i projekty antykryzysowych działań nie uwzględniają tej oczywistej oczywistości, jaką jest obecność prawie dwumilionowej rzeszy pracowników cudzoziemców. Ocenia się, że w pierwszej „wirusowej” fali wyjechało z Polski kilka procent pracowników ukraińskich. Części z tych, którzy zostali, skończą się terminy ważności wiz i zezwoleń na pracę, więc zapewne także wyjadą. Tymczasem w ogłoszonym 18 marca 2020 roku rządowym pakiecie antykryzysowym nie znalazła się możliwość przedłużenia terminu oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemców, postulowana przez organizacje pracodawców. Czy aby na pewno sami, bez „obcych”, zdołamy po spowolnieniu albo recesji szybko rozruszać polską gospodarkę?

 

Przestępstwa z nienawiści 

Pozytywistyczną pracę wykonują polskie samorządy. Właściwie to one wzięły na siebie ciężar prowadzenia najtrudniejszej części polityki migracyjnej państwa, czyli asymilacji przybyszów. Rząd tylko pilnuje granic… W dużych miastach cudzoziemcy to już ponad 10 procent mieszkańców, z czego 90 procent przyjechało z Ukrainy. Gdańsk, Lublin, Wrocław, Warszawa, Kraków, Poznań, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia – to czołówka polskich samorządów, które chcą, by imigranci zarobkowi zamienili pobyt czasowy na stały. Finansowanie i organizowanie nauki języka polskiego, pomoc socjalna, pomoc prawna, wspieranie integracji kulturowej, wyznaczanie urzędników pilotujących sprawy migrantów – takie działania są finansowane z budżetów samorządowych i nieraz zapisywane w lokalnych strategiach rozwoju.

Trudno kochać Marksa, ale parafraza jego teorii trafnie opisuje relacje Ukraińców i Polaków: baza wyprzedziła nadbudowę. Chodzi przy tym nie tylko o nadbudowę instytucjonalno-prawną, ale też o świadomość ludzi. Obywatele Ukrainy pracują razem z nami, obsługują nas w sklepach, kawiarniach i restauracjach, budują nasze drogi i mieszkania, zaczynają kupować mieszkania w naszym sąsiedztwie, ratują Polaków w katastrofach drogowych. Innymi słowy, stają się częścią naszej codzienności i normalności w momencie, gdy znaczna część Polaków nadal hołduje stereotypom historycznym i kulturowym.

Rzecznik Praw Obywatelskich we współpracy ze Związkiem Ukraińców w Polsce podjął się oceny postrzegania Ukraińców w naszym kraju. Wnioski nie są, niestety, wesołe: 41 procent wypowiedzi na temat Ukraińców miało w polskim internecie wydźwięk negatywny, 42 procent uznano za neutralne, a jedynie 17 procent – za pozytywne. Badania po raz kolejny dowiodły, że Polaków i Ukraińców najbardziej dzieli historia, choć dyskusja w sieci na jej temat nie jest merytoryczna. Dominują określenia negatywne. „Banderowiec”, „bandyta z Ukrainy”, „UPAdlina” to tylko niektóre przykłady wirtualnej mowy nienawiści. Ściganie jej nie jest oczywiście łatwe, ale brak zdecydowanej reakcji na tego typu agresję jest odbierany jako przyzwolenie.

Do organów ścigania coraz częściej są zgłaszane przestępstwa z nienawiści wobec przedstawicieli mniejszości ukraińskiej lub obywateli Ukrainy przebywających w Polsce. Jak pokazują jednak badania RPO, ofiary zgłaszają tylko 5 procent przestępstw motywowanych nienawiścią. Prokuratura rzadko ściga z urzędu takie przestępstwa, dużo śledztw jest umarzanych lub trwa bardzo długo, choć w takich przypadkach powinna działać szybciej i bardziej stanowczo.

 Czego jednak możemy oczekiwać od „szeregowego” prokuratora, skoro „prokurator prokuratorów”, czyli minister sprawiedliwości, przedstawiciel Zjednoczonej Prawicy, zainicjował zmiany w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej zakładające karalność za zaprzeczanie zbrodniom „ukraińskich nacjonalistów”? Pomimo międzynarodowej krytyki minister nie uznał swojego błędu i nie wycofał się z zapisów (chociaż zmienił zdanie odnośnie do części tej samej ustawy dotyczącej udziału Polaków w zbrodniach przeciwko Żydom). Z kolei prezydent, udając, że żyjemy w państwie prawa, skierował kontrowersyjny zapis do Trybunału Konstytucyjnego. Tam problem „rozwiązano” metodą uznania poprawek za niekonstytucyjne, choć w dyskursie publicznym – po takim wzmocnieniu – nie przestał istnieć. W tym kontekście nie jest przesadą stwierdzenie, że apel byłych prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego: „otwórzmy się dziś na tych, którzy chcą razem z nami budować wspólną pomyślność”, jest obecnie bardziej aktualny niż kiedykolwiek.

 

Dariusz Szymczycha jest członkiem Rady Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

 

[i] Polskie zarobki wzorem do naśladowania, wGospodarce.pl, 11 lutego 2020, https://wgospodarce.pl/informacje/75279-polskie-zarobki-wzorem-do-nasladowania (dostęp 31 marca 2020).


Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu