Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Skrwawione święto niepodległości
2011-12-17
Radzisława Gortat
Na uroczyste obchody dwudziestolecia niepodległości Kazachstanu padł krwawy cień pacyfikacji rozruchów w Żanaozenie, które najprawdopodobniej zostały sprowokowane. Dziś wprowadzono stan nadzwyczajny i aresztowano siedemdziesiąt osób. Próby inicjowania akcji solidarnościowych z ofiarami zamieszek są ograniczane przez władze.

16 grudnia 2011 roku Kazachstan obchodził dwudziestą rocznicę niepodległości. Atmosferę festynów, mających sławić kazachski sukces rozwojowy, zakłóciła wieść o rozruchach w Żanaozenie na zachodzie kraju. Według gazety „Kazachstan Today”, „spokojni obywatele, którzy zebrali się na centralnym placu miasta, by świętować rocznicę niepodległości, zostali napadnięci przez grupy chuliganów”. Wedle wstępnych danych zginęło dziesięć osób, wiele odniosło rany, w tym policjanci. Spalono siedzibę urzędu miejskiego, hotel i budynek administracyjny kompanii OzenMungajGaz. Prokuratura wszczęła sprawy karne wobec sprawców rozruchów.

Wedle gazety „Respublika”, przyczyną tragedii była rozprawa struktur siłowych ze strajkującymi pracownikami kompanii naftowej OzenMungajGaz, którzy od siedmiu miesięcy prowadzili akcję protestacyjną na centralnym placu miasta. OzenMungajGaz jest spółką córką koncernu KazMungajGaz, potentata w branży energetycznej. Konflikt zaczął się od sporu o płace i warunki pracy w Żanaozenie, co doprowadziło w maju do zwolnienia około dwóch tysięcy pracowników tej firmy. Odtąd nieprzerwanie trwa protest – pomimo obojętności dyrekcji, prowokacji oraz szykan ze strony struktur siłowych. Władze państwowe nie reagowały na determinację strajkujących, uważając konflikt za sprawę wewnętrzną przedsiębiorstwa.

16 grudnia w związku z uroczystościami rocznicowymi na centralnym placu Żanaozenu postawiono estradę i jurty na obrzeżach terenu okupowanego przez uczestników protestu. Około godziny jedenastej władze zmusiły grupę dzieci z flagami do przemarszu przez plac zajęty przez protestujących. Ci zatrzymali dzieci, skutkiem czego sami zostali zaatakowani przez policję. Ludzie rozbiegli się, ale wkrótce wrócili i odparli atak policji. Później prowokatorzy podpalili choinkę oraz jurtę, by oskarżyć o to strajkujących, policja ściągnęła posiłki z Atyrau i ponownie zaatakowała nafciarzy. Policjanci początkowo strzelali w powietrze, potem po nogach, a w końcu wprost do ludzi. Późnym wieczorem podano, że oddziały policyjne wyparły protestujących z centrum miasta. W Żanaozenie wyłączono prąd i zablokowano internet, łączność komórkowa działa z wielkimi problemami, nad miastem krążą helikoptery. Informacje na temat liczby ofiar są rozbieżne. Prokurator generalny stwierdził, że zginęło dziesięć osób, lenta.ru podała, że było dwadzieścia-trzydzieści ofiar, SocSoprKazachstan, powołując się na informacje robotników, utrzymuje, że zginęło siedemdziesiąt osób, zaś 700-800 zostało rannych. Niektórzy uważają tę ostatnią informację za przesadzoną.

W komentarzach internetowych pojawiły się wezwania do akcji solidarnościowych z pracownikami Żanaozenu, w tym strajków w sektorze naftowym. Są też apele o oddawanie krwi i pomoc, gdyż szpitale nie radzą sobie z opatrywaniem rannych. Dochodzą wieści o przerzucaniu oddziałów z Ałma Aty i Karagandy do obwodu Magistau.

Oficjalna prasa przedstawia działania pracowników naftowych jako „kartę w grze przeciwników władzy, kryjących się przed wymiarem sprawiedliwości za granicą (...), instrument podważania stabilności kraju” lub efekt geopolitycznej gry o zasoby. Twierdzi, że wyolbrzymianie liczby ofiar jest częścią tej taktyki.

Wydarzenia w Żanaozenie położyły się cieniem na uroczystościach dwudziestolecia, które miały nadawać ton wyborom parlamentarnym, wyznaczonym na 15 stycznia 2012 roku. Stworzyły również niepożądany kontekst dla obchodów dwudziestej piątej rocznicy powstania grudniowego (Żełtoksan) z 1986 roku. Nazwa ta wiąże się z protestami młodzieży i studentów po dymisji pierwszego sekretarza KC KPK Dinmuchameda Kunajewa, etnicznego Kazacha, i zastąpieniem go przez Giennadija Kolbina, etnicznego Rosjanina, który nie miał wcześniej żadnych związków z Kazachstanem. Protesty zostały krwawo stłumione przez służbę bezpieczeństwa, w czasie gdy obecny prezydent Nursułtan Nazarbajew był premierem. Określono  je – tak samo jak ostatnie zajścia – jako kryminalne działania chuliganów. Dopiero po rozpadzie ZSRR Nazarbajew uznał je za zalążek ruchu niepodległościowego. Dziś ta sama retoryka władz w odniesieniu do protestów na zachodzie kraju wywołuje sugestie, by pójść w ślady Kirgizów i skończyć z własnym superchanem. Trudno stwierdzić, jakie może być oddziaływanie tych wezwań, gdyż niezależne strony internetowe są w Kazachstanie blokowane.

Radzisława Gortat jest politologiem, wykładowczynią w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Polecamy inne artykuły autora: Radzisława Gortat
Powrót
Najnowsze

Muzyczne polowania na czarownice

17.12.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Sport postawiony pod ścianą

15.12.2018
Krzysztof Popek Piotr Rowicki
Czytaj dalej

Obserwatorzy w Działaniu

14.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Jak de-rumunizowała się Rumunia?

13.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu