Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Na północy bez zmian
2012-03-02
Aneta Waszkiewicz

Od czasu powstania niepodległego Azerbejdżanu relacje między Moskwą i Baku różnie się układały. Zaczęło się nie najlepiej dla Azerów. Wraz z wybuchem wojny karabaskiej stosunki dwustronne zostały zupełnie zerwane, a odbudował je dopiero po przyjściu do władzy w 1993 roku ojciec obecnego prezydenta Hejdar Alijew. Kontakty stopniowo się ocieplały, a Azerbejdżan wraz z szybkim bogaceniem się kraju, związanym z wydobyciem ropy naftowej, próbował zmienić swoją pozycję wobec Moskwy: stać się równorzędnym partnerem. Rosjanie zaakceptowali nową sytuację i uznali Baku za samodzielnego gracza, jednak mimo oficjalnych zapewnień układ sił azerbejdżańsko-rosyjskich nie jest do dziś ani zrównoważony, ani oparty na zaufaniu i wzajemnej sympatii. Niemniej dla każdej ze stron ważne są jej własne interesy: w relacjach dwustronnych króluje czysty pragmatyzm.

 

Kto komu bardziej potrzebny

Azerbejdżan dzięki dogodnemu położeniu w basenie Morza Kaspijskiego oraz bogatym zasobom ropy naftowej i gazu ziemnego jest kluczowym ogniwem południowego korytarza transportowanego. Gdyby sytuacja geopolityczna sprzyjała, a Ilham Alijew miał w tym interes, Azerowie mogliby pokusić się o zajęcie miejsca Rosji, jeśli chodzi o wydobycie czy dostawy surowców energetycznych w regionie. Ponadto Baku wywiera decydujący wpływ na relacje Moskwy z Iranem, Turcją oraz aktywnie współpracuje z państwami Azji Centralnej, w szczególności z Turkmenistanem i Kazachstanem. Nic więc dziwnego, że dla Rosji wpływy w tym kraju są bardzo istotne. Tym bardziej, że już utraciła kontrolę nad sąsiednią Gruzją.

Podstawowym narzędziem wywierania nacisku przez Moskwę jest konflikt karabaski – zakładnik niezależnej polityki zagranicznej Azerbejdżanu. Na początku trzeciej kadencji Władimira Putina – który najprawdopodobniej zwycięży w marcowych wyborach prezydenckich – postęp w procesie negocjacyjnym jest mało prawdopodobny. Uwaga nowej głowy Rosji skupi się pewnie na uregulowaniu sytuacji wewnątrz kraju i zapewnieniu bezpieczeństwa podczas igrzysk olimpijskich w Soczi w 2014 roku. Dodatkowo Rosjanie stale inwestują w Azerbejdżanie, zwiększając tym samym gospodarcze uzależnienie południowego sąsiada.

Przez ostatnie kilka lat Ilham Alijew aktywnie uczestniczył w pojednawczych spotkaniach z prezydentem Armenii Serżem Sarksianem organizowanych i nadzorowanych przez Rosję. Baku zmęczone bezowocnymi pertraktacjami i obietnicami zażegnania konfliktu na jego korzyść, nie chce dłużej być jeńcem Kremla. Wyrazem zwątpienia w zasadność ciągłego uśmiechania się do Moskwy jest nagłe zwiększenie opłaty za dzierżawę Gabalińskiej Stacji Radiolokacyjnej. Z dnia na dzień bakińscy oficjele podnieśli koszty dzierżawy obiektu wojskowego ponad czterdziestokrotnie – z 7 milionów dolarów rocznie do 300. Utrzymanie tak wysokiej ceny będzie jednoznaczne z dążeniem Azerów do pozbycia się Rosjan ze swojego terytorium.

Kolejnym niezwykle ważnym elementem wzajemnych relacji jest diaspora azerbejdżańska w Rosji. Liczebność Azerów pracujących czasowo lub na stałe na terytorium północnego sąsiada trudno jednoznacznie oszacować: dyrektor Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych Leonid Rieszetnikow podaje liczbę dwóch milionów.

Alijew wykorzystuje dochody ze sprzedaży surowców energetycznych do umacniania potencjału wojskowego, kreowania wizerunku silnego, nowoczesnego, otwartego na współpracę z innymi państwami – zarówno z Zachodem, jak i krajami muzułmańskimi. Taka polityka wielowektorowości, możliwa właśnie dzięki bogactwu, w gruncie rzeczy sprowadza się do unikania konfliktów i zależności od któregokolwiek ze znaczących graczy w regionie.Szkoda tylko, że pozycja bezstronnego państwa, ze względu na problemy z sąsiadami i sojusznicze układy z ich wrogami, na dłuższą metę i tak nie będzie możliwa.

Niemniej można powiedzieć, że Azerbejdżanowi, jako jedynej republice południowokaukaskiej, udało się ułożyć poprawne stosunki z Rosją. Alijew może prowadzić szeroko zakrojoną prozachodnią politykę pod jednym warunkiem – jego działania nie mogą zagrażać interesom rosyjskim w regionie. Jednak tuż przed wygraną Putina w wyborach prezydenckich Baku chce pokazać, że nie pozwoli wodzić się za nos. Szczególnie w obliczu napięć z Iranem, wspieranym przez Rosję.

 

Baku patrzy na Moskwę 

Czego można spodziewać się po powrocie Putina na Kreml? Centralizacja władzy, „sterowana demokracja”, duża kontrola państwa nad gospodarką czy problemy z wolnością mediów nie są zjawiskami obcymi w Azerbejdżanie. Kurs wzajemnych relacji pod warunkiem utrzymania obecnej sytuacji społecznej i ekonomicznej w obu krajach nie ulegnie zmianie: i nie ma się czemu dziwić, bo w gruncie rzeczy pomiędzy elitami obu państw jest znacznie więcej podobieństw niż różnic. Zasadniczą zbieżnością jest brak silnej, skonsolidowanej opozycji, która mogłaby stanowić realną przeciwwagę dla ekipy rządzącej.

Władze Azerbejdżanu będą nadal sprzyjać obecnym rosyjskim władzom w Rosji. Niezmienna atmosfera panująca na Kremlu jest gwarancją dobrej społeczno-politycznej kondycji Baku: azerbejdżańskie elity, nieważne czy szantażowane, czy wspierane, ale z pewnością pozostające pod olbrzymim wpływem Kremla, w obliczu roszad w szeregach władzy północnego sąsiada, narażone byłyby na poważną destabilizację. Taki wariant jest dzisiaj oczywiście mało prawdopodobny, ale historia pamięta nawet większe niespodzianki.

Z uwagi na pogłębianie współpracy Baku z Waszyngtonem i Brukselą, kierunek rozwoju relacji rosyjsko-azerbejdżańskich w ciągu najbliższych kilku lat w dużej mierze będzie zależał od pogorszenia lub poprawy relacji pomiędzy Moskwą i kluczowymi stolicami Zachodu. Jeśli nie dojdzie do drastycznego załamania tych stosunków, to współpraca Rosji i Azerbejdżanu będzie sukcesywnie się rozwijać. Dla elit bakińskich jest to oczywiście wymarzony scenariusz, zwłaszcza w obliczu globalnego kryzysu finansowego, niestabilnej sytuacji w państwach arabskich i kryzysu izraelsko-irańskiego.

Kolejnym sprawdzianem kondycji Azerbejdżanu będą wybory prezydenckie na własnym podwórku oraz w sąsiednich republikach – Gruzji i Armenii. Jeśli region Kaukazu przejdzie ten test weryfikacji stabilnej sytuacji politycznej pozytywnie, to znaczy bez ofiar i przewrotów, wówczas przed Azerbejdżanem otworzą się nowe możliwości rozwoju polityki zagranicznej i kontaktów gospodarczych.

Powyższe rozważania dotyczą przede wszystkim problemów rządzących elit: przeciętny obywatel Azerbejdżanu kwestii wolnych i uczciwych wyborów nie poświęca zbyt wiele uwagi nawet we własnym kraju, a co dopiero kiedy mają miejsce w Rosji. Z kolei obrońcy praw człowieka i nieliczna opozycja pochłonięci są własnymi problemami, które większość społeczeństwa już zdążyły doprowadzić do apatii i obojętności na to, co dookoła.

 

Aneta Waszkiewicz jest redaktorem portalu Kaukaz.net, absolwentką Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. 

 

 


Polecamy inne artykuły autora: Aneta Waszkiewicz
Powrót
Najnowsze

Muzyczne polowania na czarownice

17.12.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Sport postawiony pod ścianą

15.12.2018
Krzysztof Popek Piotr Rowicki
Czytaj dalej

Obserwatorzy w Działaniu

14.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Jak de-rumunizowała się Rumunia?

13.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu