Historię praw człowieka na Ukrainie w ostatnich dwudziestu latach można podzielić na cztery okresy. Pierwszy to czas nadziei wywołanej rozpadem ZSRR; drugi to lata transformacji; trzeci – epoka reżimu Leonida Kuczmy; wreszcie etap czwarty, czyli ostatnie pięć lat, charakteryzujące się rozkładem władzy, rozczarowaniem społeczeństwa, kryzysem zaufania, nasilającymi się przypadkami naruszenia praw człowieka, ale także – nowymi nadziejami.
Po rozpadzie ZSRR Ukraina stała się niepodległym państwem, ale jej społeczeństwo nie było przygotowane na taką zmianę. Natychmiast ujawniły się różnice między społecznymi aktywistami, połączonymi wcześniej jedną ideą – demokratyzacją życia społecznego – i wspólnym wrogiem, czyli reżimem komunistycznym. Nieprzygotowanie społeczeństwa do przemian skutkowało brakiem reform politycznych i ekonomicznych oraz niemożnością szybkich przekształceń demokratycznych w niepodległym już kraju. Krąg wolności w tych latach nie rozszerzył się, a w niektórych sferach wręcz się zawęził.
Główną przyczyną słabości ukraińskiej demokracji były wciąż żywe idee komunizmu. Na Ukrainie nie przeprowadzono procesu dekomunizacji, jak w Polsce, Czechach, na Węgrzech czy w innych krajach poradzieckich. Radziecki system nadal królował w administracji, nomenklatura utrzymała kierownicze stanowiska na wszystkich szczeblach władzy, co można też tłumaczyć powszechnym konserwatyzmem i konformizmem ukraińskiego społeczeństwa, które z jednej strony odcinało się od polityki, a z drugiej – pozostawało jej posłuszne. Nie bez powodu 60 procent elektoratu w wyborach prezydenckich 1 grudnia 1991 roku poparło nie byłego więźnia politycznego Wiaczesława Czornowiła, lecz byłego szefa Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Ukrainy Leonida Krawczuka. Przeważająca większość ukraińskich obrońców praw człowieka jeszcze w drugiej połowie lat osiemdziesiątych przeszła do polityki i zajmowała się głownie budową państwa.
Jesienią 1991 roku okazało się, że w kraju nie ma ani jednej organizacji broniącej praw człowieka, to znaczy grupy obywatelskiej, której celem nie byłoby zdobycie i utrzymanie władzy, lecz obserwowanie wydarzeń, zbieranie, analizowanie i rozpowszechnianie informacji o łamaniu praw człowieka, ochrona obywateli przed zorganizowaną przestępczością i przemocą (które stały się nieodłącznym elementem życia społecznego). Tego typu instytucje należało budować od podstaw, choć istniały już grupy Amnesty International (które później zjednoczyły się w ogólnoukraińskie stowarzyszenie), charkowskie i donieckie stowarzyszenie „Memoriał”, Ukraińsko-Amerykańskie Biuro Obrony Praw Człowieka, ukraińska sekcja Międzynarodowego Towarzystwa Praw Człowieka, ukraiński Media-Klub, Fundusz Obrony Wolności Słowa i Informacji, Wszechukraiński Komitet Obrony Dzieci i inne. Mimo dużych wysiłków i pojedynczych sukcesów tych organizacji, ich wpływ na wydarzenia w państwie i społeczeństwie był nieznaczny. Bez żadnego praktycznie sprzeciwu ze strony społeczeństwa ekspansja nomenklatury powiązanej ze światem przestępczym, biznesem i organami państwowymi nasilała się, w myśl starej maksymy, że państwo robi z ludźmi to, na co oni mu pozwalają.
Nie bez powodu jednak lata te nazwano „różaną demokracją”. Siłą inercji pierestrojki zatwierdzano postępowe, chociaż często pozostające jedynie na papierze ustawy o wolności sumienia i organizacjach religijnych, o prawach mniejszości narodowych, o języku, prasie i swobodzie informacji, o tajemnicy państwowej… Rehabilitowano ofiary represji politycznych, a o ważnych problemach – jak na przykład projekt Konstytucji w 1993 roku – rzeczywiście starano się dyskutować. Niezależne wydawnictwa prasowe zaczęły specjalizować się w dziennikarstwie śledczym, a ataki na dziennikarzy jeszcze nie stały się zjawiskiem powszechnym.
W listopadzie 1995 roku Ukraina została członkiem Rady Europy, a co za tym idzie – zobowiązała się przestrzegać szeregu europejskich konwencji dotyczących praw człowieka; Ukraińcy zyskali możliwość zwracania się do Trybunału Europejskiego w przypadku naruszenia ich praw obywatelskich i politycznych, i zaczęli oswajać te nowe możliwości.
Całość artykułu dostępna w Nowej Europie Wschodniej nr 1/2010