Wprowadzenie przez Rosję od początku bieżącego roku pełnej stawki celnej na dostarczaną Białorusi ropę (z wyjątkiem bezcłowego kontyngentu na potrzeby wewnętrzne w wysokości 6,3 miliona ton) spowodowało wzrost ceny jednej tony z około 320 dolarów w 2009 roku do około 530 dolarów. W rezultacie znacząco wzrosły koszty – opłacalnego jeszcze do końca 2009 roku – przerobu rosyjskiego surowca w białoruskich rafineriach, a następnie eksportu produktów naftowych na rynki zachodnie. Po raz pierwszy od lat sektor naftowy stał się nierentowny, co przyznały oficjalnie nawet białoruskie władze. Tym samym białoruska „żyła złota” i dotychczasowe koło zamachowe rozwoju gospodarczego przekształciło się w trudny do utrzymania balast. Dlatego białoruskie kierownictwo podejmuje próby renegocjacji podpisanego pod presją 27 stycznia bieżącego roku protokołu do umowy o warunkach dostaw i przerobu rosyjskiej ropy naftowej.
Całość artykułu dostępna w "Nowej Europie Wschodniej" nr 3-4/2010