Wiktor Janukowycz przywraca stare kadry z czasów Leonida Kuczmy. Wystarczy wymienić premiera Mykołę Azarowa, polityka żywcem wyjętego z radzieckich wydań wiadomości Wriemia, czy znanego z antyukraińskich wypowiedzi Dmytra Tabacznyka. Co w tej grupie oznacza obecność Serhija Tihipki?
Tihipko jest właściwie jedynym członkiem rządu o liberalnych poglądach i reformatorskich zamierzeniach. Zadbali o to prezydent Wiktor Janukowycz i premier Mykoła Azarow. Ukraiński rząd jest tworem koalicji „Stabilność i reformy”. O ile jednak pierwsze słowo w nazwie sojuszu Partii Regionów, komunistów, Bloku Łytwyna oraz pojedynczych deputowanych z Naszej Ukrainy i Bloku Julii Tymoszenko ma mocne uzasadnienie, o tyle druga część nazwy koalicji może się odnosić tylko do Tihipki. Mykoła Azarow to polityk nieskłaniający się ku reformom, ministrem gospodarki został zaś wspierany przez komunistów Wasyl Cuszko. W ostatnim rządzie Wiktora Janukowycza był szefem MSW i zapisał się w ukraińskiej historii jako pierwszy minister wykorzystujący siły porządkowe do walki politycznej. Z gospodarką miał coś wspólnego tylko na początku kariery, gdy był ekonomistą, a potem dyrektorem kołchozu imienia Siergieja Łazo; swego czasu był też wiceszefem kołchozu Postęp pod Odessą. Wasyl Cuszko jest też znany jako zwolennik wprowadzenia podatku od bogactwa. Właśnie z nim ma współpracować Serhij Tihipko jako wicepremier do spraw ekonomicznych.
Mówi jak pragmatyk…
Tihipko to polityk wyjątkowo pragmatyczny. W pierwszej turze ostatnich wyborów prezydenckich poparło go 13 procent głosujących, przede wszystkim ludzie z wielkich miast, aktywni przedsiębiorcy, inteligencja. Ten wynik dał mu trzecie miejsce, co powszechnie uznano za wielki sukces.
„Podziały kraju na poziomie przedsiębiorców, nauczycieli, lekarzy to mity. Łączy nas wojna z biedą. I jest tylko jedna różnica: jedni jadą pracować do Rosji, a drudzy do Europy Zachodniej” – mówił w jednym z wywiadów Serhij Tihipko. W kampanii wyborczej podkreślał, że regiony powinny same wybierać swój oficjalny język, a także samodzielnie wspierać – jeśli zechcą – kulturę rosyjską. Kultura ukraińska miałaby otrzymywać pomoc z budżetu centralnego. Mimo że w rządzie Tihipko ma się zajmować także integracją europejską, sam wielokrotnie przyznawał, że wejście do Wspólnoty pozostaje perspektywą długoterminową, przy czym Rosję widzi jako wielki rynek zbytu. Podobnie jego zdaniem wygląda kwestia Floty Czarnomorskiej stacjonującej na Krymie. Jeżeli Moskwa zaproponuje „realną cenę”, dlaczego nie pozostawić Floty po 2017 roku? O pragmatyzmie Tihipki świadczy także sprawa utworzenia rosyjsko-ukraińsko-unijnego konsorcjum, które miałoby kontrolować system gazociągów. Tihipko nie ma nic przeciwko, jeżeli tylko Ukraina miałaby pakiet kontrolny. Opowiada się też za liberalizacją importu produktów spożywczych. Jego zdaniem, doprowadzi to do upadku niektórych ukraińskich producentów, ale – jak sam mówi – „jeżeli producent jest nieefektywny, to dlaczego emeryt ma do niego dopłacać?”.
Całość artykułu dostępna w "Nowej Europie Wschodniej" nr 3-4/2010