
11
października w Sądzie Peczerskim w Kijowie sędzia Rodion Kiriejew
odczytał wyrok w sprawie liderki ukraińskiej opozycji Julii Tymoszenko.
Jej największym grzechem ma być nadużycie władzy, za co grozi jej między
innymi siedem lat pozbawienia wolności, zakaz pełnienia funkcji
publicznych przez trzy lata i grzywna w wysokości ponad półtora miliarda
hrywien, czyli około 195 milionów dolarów.
Najpierw zawrzało na
Ukrainie: przewodniczący Frontu Zmian Arsenij Jaceniuk zaproponował, aby
bojkotować wybory, a znany bokser i założyciel partii UDAR Witalij
Kłyczko uznał, że ukraińska władza popełniła polityczne harakiri. Ale
wiadomość szybko obiegła świat: Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Federacji Rosyjskiej uznało, iż sprawa ma antyrosyjski podtekst, a
szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton uznała wyrok na Tymoszenko
za mający „dalekosiężne” skutki w stosunkach między Ukrainą a Unią.
Prezydent
Ukrainy Wiktor Janukowycz, który uważany jest za osobę mającą ogromny
wpływ na sprawę i jej przebieg, uznał, że proces ma zły wpływ na
eurointegrację, ale wyrok sądu jeszcze nie jest ostateczny, bo oskarżona
może złożyć apelację.
Niejasne deklaracje władzy i – jak na
zachodnie warunki – radykalne stanowiska unijnych polityków pozostawiają
nadzieję, że sprawa zakończy się pomyślnie i Ukraina nie zrobi
kolejnego kroku wstecz w swojej dwudziestoletniej historii. Jednak nie
wiadomo, jak zachowa się Zachód, a przede wszystkim Unia Europejska –
czy tak jak podczas rządów Leonida Kuczmy Ukraina zostanie odgrodzona
murem, czy jednak dialog zostanie podtrzymany? Jeśli tak, to co z umową
stowarzyszeniową? Czy Ukraina może jeszcze o niej marzyć?
Paweł Pieniążek
Andrzej Brzeziecki: „Trzeba Ukrainę przyciągać do Unii, niezależnie od tego, kto nią rządzi,
trzeba starać się stwarzać dla jej obywateli możliwość kontaktów (i
zarobków) na Zachodzie. Nie da się jednak tego robić, godząc się
jednocześnie na niszczenie opozycji nad Dnieprem. To wygląda tak, jakby
jedną ręką otwierać drzwi do Unii, ale drugą je zamykać”.
Tomasz Kułakowski: „Celem prezydenta nie jest wsadzenie Julii Tymoszenko do więzienia, tylko »przekonanie« jej, by przestała zajmować się polityką. Tymoszenko, która jest jedynym politykiem będącym w stanie pokonać Wiktora Janukowycza w demokratycznych wyborach, jest zagrożeniem dla elity”.
Piotr Andrusieczko: „Czy proces Tymoszenko musiał zakończyć się wyrokiem skazującym? Tak!
Dlatego że cała intryga wokół byłej premier była zbudowana na chęci
zemsty i pokazowym poskromieniu symbolu opozycji. Miało to oczyścić pole
przed kolejnymi wyborami i zagwarantować Partii Regionów długotrwałą
władzę”.
Piotr Pogorzelski: „Ukraiński prezydent stara się stworzyć wizerunek silnego człowieka,
który umiał skupić w swoich rękach całą władzę. (...) Sprawa Julii
Tymoszenko pokazuje jednak, że władza nie jest tak monolityczna, jak
stara się to pokazać. Jest tak samo chaotyczna, jak poprzednia, choć
starannie to ukrywa”.
Witalij Portnikow: „Przyjście Janukowycza do władzy nie było szokiem ani dla Europejczyków,
ani dla Amerykanów, ani tym bardziej dla Rosjan. Od nowej głowy państwa
oczekiwali stabilności i reform oraz przez nieuwagę byli nawet gotowi
przymknąć oczy na faktyczny przewrót konstytucyjny, dokonany przez nową
władzę. Ale teraz po minionej przychylności nie ma żadnego śladu”.