
Walka
rosyjskich władz z niezależnymi mediami i społeczeństwem obywatelskim
przeniosła się do sieci. Hakerzy zaatakowali niezależne strony
internetowe, bo władze chcą „podreperować” wyniki.
Przez całą
niedzielę nie można było odwiedzić między innymi strony internetowej
niezależnego radia Echo Moskwy. O cyberataku poinformował na Twitterze
redaktor naczelny stacji. Aleksiej Wieniediktow napisał, że blokada
strony internetowej miała na celu zapobieżenie publikacji informacji o
nieprawidłowościach podczas wczorajszego głosowania.
Na placu
Triumfalnym w centrum Moskwy trwały nielegalne protesty, organizowane
przez Inną Rosję, ruch skupiający liberalne i lewicowe partie,
niedopuszczone do wyborów parlamentarnych. Policja zatrzymała około stu
osób, w tym Eduarda Limonowa, jednego z najzagorzalszych krytyków
Kremla, lidera radykalnej, lewicowej Partii Narodowo-Bolszewickiej.
Tymczasem
niezależni dziennikarze odnotowali wiele przypadków łamania przepisów
wyborczych. Gazieta.ru opisała między innymi „karuzelę” – proceder
polegający na wielokrotnym głosowaniu przez te same grupy osób, które
wożono do kolejnych lokali wyborczych.
Mimo nielicznych
protestów, aktywności internautów i niezależnych dziennikarzy wybory do
Dumy i tak wygra partia władzy Jedna Rosja. Stawką w wyborczej grze jest
to, czy partia „oszustów i złodziei” – jak nazywają Jedną Rosję –
uzyska większość konstytucyjną.
Wydaje się, że władze
zaatakowały w sieci po to, by nikt nie przeszkodził w operacji
„podreperowania” wyników wyborów na korzyść rządzącej partii. W wyborach
z 2007 roku Putinowskie ugrupowanie uzyskało 64 procent głosów,
zdobywając 315 z 450 mandatów do izby niższej rosyjskiego parlamentu.
Tandem
Miedwiediew-Putin woli mieć konstytucyjną większość we własnych
szeregach, by nie musieć dzielić się przywilejami sprawowania władzy z
„dekoracyjną” opozycją. Tym bardziej że nadciąga druga fala kryzysu
światowego, a sterowane ręcznie rosyjskie państwo i gospodarka
potrzebują „stabilizacji”, czyli całkowitej kontroli przez elity władzy.
Najbliższe
dni pokażą, jak daleko posuną się w fałszerstwach rosyjskie władze i
czy hasło Stalina: „nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy”, znów
stanie się aktualne w przypadku Rosji.
Tomasz Kułakowski jest dziennikarzem Polskiego Radia; stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.
--
Sławomir
Popowski Żółta kartka dla KremlaIwan
Preobrażeński Konserwacja systemu przy utracie poparcia