24, 25 i 27 sierpnia 1991 roku uzyskiwały niepodległość odpowiednio Ukraina, Białoruś oraz Mołdawia. Trzy państwa niegdyś wchodzące w skład Związku Radzieckiego. Chociaż są one do siebie podobne, to jednak przez ostatnie dwadzieścia lat rozwijały się niezależnie od siebie i – w różnym stopniu – od Centrum. Co działo się przez ten okres? Jakie nasuwają się refleksje? I co w przyszłości czeka Ukrainę, Białoruś i Mołdawię?Paweł Wołowski: „Nie dając demokracji ani państwa prawa w wydaniu zachodnim,
niepodległość zainicjowała niezależny byt państwowy, który – z
perspektywy dwudziestu lat istnienia – odznacza się trwałością i
stabilnością. Ukraina i Białoruś nie są państwami sezonowymi i będą, jak
można sądzić, sąsiadami Rzeczpospolitej przez długie dekady”.
Ołeksandr Paschawer: „Wielu uważa, że jeśliby prezydent Leonid Kuczma prowadził inną politykę, to na Ukrainie sytuacja rozwinęłaby się jak w Czechach czy Polsce. (…) Jestem przekonany, że jeśli Kuczma spróbowałby działać inaczej, to nie rozmawialibyśmy dzisiaj o Ukrainie, bo nie istniałoby takie państwo. Ono powstało na skutek łańcucha wydarzeń, których nie można było zmienić”.
Tomasz Kułakowski: „Do utrwalenia dominacji Moskwy nad Dnieprem przyczyniła się Unia
Europejska. W zachęcaniu Ukrainy do transformacji na wzór
środkowoeuropejski nie zrobiła nic albo niewiele. Nie zaproponowała
stowarzyszenia, o perspektywie członkostwa nie wspominając, odgrodziła
się nową, szengeńską kurtyną, wprowadziła upokarzające wizy”.
Andrij Bondar: „Sekret ukraińskiej zależności od Rosji polega nie tylko na naszej gazowej narkomanii, a przede wszystkim na tradycyjnej mentalnej niezdolności do odejścia od poradzieckiego dyskursu, gdzie wszystko rozwiązuje się przez ustne porozumienia, rejderstwo, protekcjonizm i zależność sądów od władzy. Najmniejsza modernizacja państwa (...) dla ukraińskich elit oznaczałaby tylko jedno: totalne zniszczenie”.
Piotr Andrusieczko: „Po dwudziestu latach widać na Ukrainie wyraźne zmęczenie obecnymi elitami politycznymi. Większość dzisiejszych figur politycznych jest na scenie od lat dziewięćdziesiątych XX wieku i dla wielu Ukraińców różnice pomiędzy poszczególnymi formacjami politycznymi są wyłącznie formalnej natury. Świadczy o tym wzrost liczby zwolenników głosowania »przeciw wszystkim« – niektóre badanie szacują ich liczbę na około 20 procent”.
Aleksander Kwaśniewski: „W ukraińskich warunkach – bez względu na barwy partyjne – nie da się prowadzić innej polityki niż balans między Rosją a Unią Europejską. Nie krytykuję władz Ukrainy za to balansowanie, natomiast niedostatkiem tej polityki jest brak zdefiniowania głównego celu. Myśmy sobie powiedzieli, że chcemy być członkiem Unii Europejskiej i NATO. Ukraina ciągle się waha, ale ten rok może być przełomowy”.
Piotr Pogorzelski: „Przyjeżdżający na Ukrainę Polacy często narzekają i konstatują: »poradziecki syf, bieda, kiła i mogiła«. (...) Tak, nie ma
wątpliwości, że nasz kraj jest bogatszy, tylko zastanówmy się, czy gdyby
nie pomoc Unii Europejskiej, to nasza wieś wyglądałaby lepiej od
ukraińskiej, czy polskie drogi, na które i tak narzekamy, byłyby lepsze
od tych, które są na Ukrainie?”.
Małgorzata Nocuń: „W tej historii brak romantycznej walki i wzniosłych uczuć: dwadzieścia
lat temu Białoruś nie miała wyjścia, ogłosiła niepodległość, bo zmienił
się otaczający ją świat. Większość społeczeństwa modliła się, żeby
Sojuz przetrwał, i bała się nowego”.
Kamil Kłysiński: „O ile sam fakt umocnienia się niepodległej Białorusi i uformowania – w dużej mierze pod wpływem propagandy państwowej – świadomej oraz patriotycznie nastawionej większości społeczeństwa można uznać za sukces, o tyle już treść tego państwa można zaliczyć do porażek”.
Kamil Całus: „Mołdawia po dwudziestu latach niepodległości to kraj sprzeczności, niepewności i ciągłej zmiany. Mimo to, jak się wydaje, ta młoda republika przeszła już najtrudniejszy okres. Zdołała wychować pokolenie, które potrafiło dokonać pierwszej od lat manifestacji politycznej i wpłynąć na bieg historii swojego kraju”.