Nasza strona używa ciasteczek do zapamiętania Twoich preferencji oraz do celów statystycznych. Korzystanie z naszego serwisu oznacza zgodę na ciasteczka i regulamin.
Pokaż więcej informacji »
Drogi czytelniku!
Zanim klikniesz „przejdź do serwisu” prosimy, żebyś zapoznał się z niniejszą informacją dotyczącą Twoich danych osobowych.
Klikając „przejdź do serwisu” lub zamykając okno przez kliknięcie w znaczek X, udzielasz zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczących Twojej aktywności w Internecie (np. identyfikatory urządzenia, adres IP) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów w celu dostosowania dostarczanych treści.
Portal Nowa Europa Wschodnia nie gromadzi danych osobowych innych za wyjątkiem adresu e-mail koniecznego do ewentualnego zalogowania się przy zakupie treści płatnych. Równocześnie dane dotyczące Twojej aktywności w Internecie wykorzystywane są do pomiaru wydajności Portalu z myślą o jego rozwoju.
Zgoda jest dobrowolna i możesz jej odmówić. Udzieloną zgodę możesz wycofać. Możesz żądać dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przeniesienia danych, wyrazić sprzeciw wobec ich przetwarzania i wnieść skargę do Prezesa U.O.D.O.
Korzystanie z Portalu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza też zgodę na umieszczanie znaczników internetowych (cookies, itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie ich (przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich) przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i Zaufanych Partnerów. Zgody tej możesz odmówić lub ją ograniczyć poprzez zmianę ustawień przeglądarki.
Ukraina / 15.04.2026
Marek Kozubel
Konflikt z Iranem podnosi ceny ropy. Kijów wykorzystuje chaos i wzmacnia swoją pozycję
Izraelsko-amerykański atak na Iran okazał się dla wielu państw, nie tylko Bliskiego Wschodu, niemiłym zaskoczeniem. Szczególnie dotkliwa była jednak irańska odpowiedź – ostrzał terytorium sąsiadów i państw Zatoki Perskiej, a także działania zagrażające żegludze przez Cieśninę Ormuz. Skutkiem wojny jest wzrost cen ropy naftowej i gazu, inflacja, ograniczenie dostępu do siarki oraz zagrożenie dla turystyki w Zatoce. Wojna wywiera wpływ również na Ukrainę, która wciąż broni swojej niepodległości. Otwiera też przed Kijowem szereg nowych możliwości.
(Shutterstock)
Posłuchaj słowa wstępnego szóstego wydania magazynu online!
Atak na Iran doprowadził do wzrostu cen ropy naftowej, co mocno uderzyło w wiele państw Zachodu, ale także w Ukrainę. Rosji ten stan rzeczy sprzyja, gdyż jej budżet jest mocno uzależniony od dochodów z eksportu surowców energetycznych. Część komentatorów uważa, że walki na Bliskim Wschodzie odwrócą uwagę mediów od Ukrainy, a także doprowadzą do przekierowania części europejskich zasobów do ochrony państw arabskich w Zatoce Perskiej (w tym ochrony żeglugi przez Cieśninę Ormuz). Rosną również obawy, że Stany Zjednoczone zrezygnują z pośredniczenia w negocjacjach ukraińsko-rosyjskich, co mogłoby osłabić pozycję Kijowa. Czy jednak obawy te są w pełni uzasadnione?
12 marca Departament Skarbu USA poinformował o wydaniu licencji ogólnej na sprzedaż i dostawę rosyjskiej ropy naftowej, która była już załadowana na tankowce należące do floty cieni. Obejmowała bardzo duży wolumen, szacowany na 128 milionów baryłek ropy. W wyniku wcześniejszych decyzji władz amerykańskich o wdrożeniu sankcji i ceł na nabywców rosyjskiej ropy, zapasy te utknęły na morzach, pozbawiając Moskwę czerpania z nich korzyści. Wydawało się, że sytuacja gospodarcza Rosji ulegnie drastycznemu pogorszeniu i wpłynie na decyzję o zakończeniu inwazji na Ukrainę. Działania amerykańskiej administracji przekreśliły te nadzieje.
Prawdopodobnie główną motywacją Amerykanów była pilna potrzeba obniżenia globalnych cen ropy (do ponad 100 dolarów za baryłkę), zwłaszcza że skok cen paliw na amerykańskich stacjach benzynowych może mieć ogromny wpływ na wynik wyborów połówkowych do Kongresu w listopadzie tego roku. Skutkiem osłabienia sankcji wobec floty cieni jest jednak wzrost wpływów do budżetu Federacji Rosyjskiej. Al-Dżazira oszacowała, że w ciągu pierwszych dwóch tygodni wojny na Bliskim Wschodzie Rosja zarobiła 672 miliony dolarów, a obecnie jej zysk ze sprzedaży prowadzonej przez flotę cieni daje jej około 150 milionów dolarów dziennie.
Kolejne decyzje Donalda Trumpa wywołują dyskusje na temat jego rzeczywistych motywacji – chodzi o zgodę na dostarczenie rosyjskiej ropy na Kubę (która według deklaracji 47. prezydenta USA ma być kolejnym celem amerykańskiej interwencji), a także zniesienie obostrzeń z trzech objętych sankcjami (od 2022 roku) tankowców pływających pod rosyjską banderą „FESCO Moneron”, „FESCO Magadan” i „SV Nikolay”. Część krytyków uważa, że Trump próbuje w ten sposób pomóc Rosji w wojnie z Ukrainą.
Choć licencja ogólna ma obowiązywać jedynie do 11 kwietnia i, jak zapewniał sekretarz skarbu Scott Bessent, nie będzie przedłużana, Ukraińcy poważnie obawiają się, że w praktyce może być zupełnie inaczej. Pod byle pretekstem zgoda na sprzedaż rosyjskiej ropy mogłaby zostać przedłużona, zapewniając rosyjskiemu budżetowi dopływ gotówki.
W tym samym czasie administracja Trumpa naciskała na Ukraińców, by nie atakowali rosyjskiej infrastruktury naftowej. Mimo to pod koniec marca strona ukraińska rozpoczęła serię uderzeń na porty naftowe w Primorsku i Ust-Łudze, które doprowadziły do pożarów, uszkodzeń terminali oraz czasowego zakłócenia eksportu ropy przez Bałtyk. Część ataków objęła również infrastrukturę kolejową służącą do rozładunku cystern.
Poza uderzeniem w rosyjskie zdolności do eksportu ropy Ukraińcy kontynuowali ataki na rafinerie. 14 marca ukraińskie drony spadły na instalacje w Afipskim, tydzień później w Saratowie, a 22 marca w Ufie. Za kilka dni w ogniu stanęły rafineria w Kiriszy, która dostarczała ropę do portów naftowych na Bałtyku, oraz zakład w Jarosławiu. Równoległe działania objęły flotę cieni, czego świadectwem był atak drona morskiego na jeden z rosyjskich tankowców, gdy 26 marca próbował przekroczyć Bosfor. Do operacji przeciwko flocie cieni na Morzu Śródziemnym Ukraińcy wykorzystują również port w Libii, który udostępniły im władze z Trypolisu.
Choć działania Ukrainy nie przekreślają całkowicie korzystnych dla Rosji skutków wojny w Iranie, stanowią w pełni racjonalną reakcję. Kijów zmniejsza tym samym potencjalne szkody, jakie wyrządza ugodowa względem Moskwy polityka Białego Domu, a dodatkowo wpływa na postrzeganie siły i szans naddnieprzańskiego państwa w oczach Zachodu (a także samych Rosjan). Według szacunków agencji Reuters Ukraińcy ograniczyli możliwości eksportu rosyjskiej ropy o 40 proc. Pod znakiem zapytania stoi kwestia, jak szybko uda się Rosjanom naprawić szkody.
[br
Drony – ukraińska projekcja siły i bezpieczeństwa
Wojna Izraela i USA z Iranem dowiodła, że stawianie wyłącznie na drogie i wyrafinowane technicznie systemy obrony przeciwlotniczej jest ślepą uliczką. Jak donoszą autorzy raportu RUSI, po zaledwie 16 dobach obrona przeciwlotnicza państw arabskich z Zatoki Perskiej wykorzystała znaczną liczbę posiadanych pocisków do najdroższych systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Mowa o 60 proc. rakiet do kupionych od USA systemów THAAD i 32 proc. wystrzeliwanych przez wyrzutnie Patriot. W tym samym czasie wojska amerykańskie na Bliskim Wschodzie wykorzystały ponad 39 proc. własnych pocisków do THAAD i 16 proc. rakiet od systemów Patriot. Arabia Saudyjska zużyła około 6 proc. zasobów amunicji do Patriotów. Sporo z nich wykorzystano do zestrzelenia irańskich rakiet balistycznych, ale część posłużyła do zlikwidowania stosunkowo tanich dronów uderzeniowych kamikadze, na przykład Shahedów 136. Biorąc pod uwagę, że jeden pocisk do systemu Patriot kosztuje w przypadku eksportu około 4 milionów dolarów, a standardowy bezzałogowiec używany przez Iran – około 100–120 tysięcy dolarów, trudno mówić nawet w przybliżeniu o umiarkowanej relacji koszt–efekt. Na domiar złego zdarzały się sytuacje, gdy systemy te, działając w trybie automatycznym (obsługa dla bezpieczeństwa ukrywała się w schronach), wystrzeliwały nawet kilka rakiet, by zneutralizować jeden cel.
Choć Iran stopniowo zmniejszał intensywność ostrzału z wykorzystaniem rakiet i dronów, to jednak – na co zwracali uwagę analitycy – do zawieszenia broni utrzymywał się on na zbliżonym poziomie (od 25 do 50 rakiet balistycznych i manewrujących dziennie oraz od 40 do 110 dronów dziennie). Oznacza to, że Stany Zjednoczone, Izrael i państwa arabskie będą musiały szybko uzupełnić zapasy efektorów do obrony przeciwlotniczej lub znaleźć zamiennik, który odciąży drogie systemy. Problem w tym, że otrzymanie nowych rakiet do THAAD i systemu Patriot będzie bardzo długim procesem – spekuluje się, że przemysł USA będzie potrzebować na to do 5 lat, a amunicję zamawiają również Europejczycy.
Dlatego Arabowie szybko przypomnieli sobie o wystawie uzbrojenia na World Defense Show 2026 w Rijadzie (Arabia Saudyjska), gdzie były także stoiska ukraińskich firm zbrojeniowych, głównie produkujących systemy bezzałogowe. Już wtedy niektórzy przedstawiciele bliskowschodnich resortów obrony oraz firm zbrojeniowych zainteresowali się propozycjami Ukraińców. Firmy znad Dniepru proponowały klientom nie tylko drony bojowe i rozpoznawcze, ale również tanie (kosztujące zaledwie kilka tysięcy dolarów) bezzałogowce przechwytujące, przeznaczone do zestrzeliwania dronów kamikadze. Poza nimi istotne okazały się również oferowane radary, systemy walki radioelektronicznej, systemy zarządzania polem walki oraz narzędzia analizy danych. Ukraińcy zaoferowali więc nie tylko same drony, ale także cały system służący obronie nieba przed dronami przeciwnika, który można zintegrować z drogimi rakietowymi systemami obrony przeciwlotniczej oraz armatami przeciwlotniczymi, świetnie nadającymi się do zestrzeliwania bezzałogowców (część państw arabskich posiada je na swoim uzbrojeniu). Atutem ukraińskich produktów jest to, że zostały przetestowane bojowo i są tanie. Ponadto ukraińskie firmy dysponują wolnymi możliwościami produkcyjnymi, gdyż władze nie są w stanie kupić wszystkiego.
Dlatego w ostatnich tygodniach do Kijowa mieli się zwrócić przedstawiciele aż 11 państw Bliskiego Wschodu zainteresowanych pozyskaniem kompleksowych systemów obrony przeciwlotniczej. Prywatni i państwowi przedsiębiorcy znad Dniepru już zacierali ręce, licząc na zyski, ale władze wstrzymywały wydawanie pozwoleń na eksport. Początkowo na Bliski Wschód wysłano około 200 specjalistów z Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU) wraz ze sprzętem. Część ukraińskich komentatorów uznała to za sabotaż ze strony prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i rządu Juliji Swyrydenko, który może doprowadzić do zmarnowania dziejowej szansy dla producentów dronów, systemów WRE i radarów, ale także dla samej Ukrainy. Otóż nagle okazało się, że kraj może nie tylko wrócić do roli znaczącego eksportera broni, lecz również zyskać geopolityczne wpływy.
W dniach 26–28 marca Zełenski odbył wizyty w Katarze, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, które ucierpiały w wyniku agresji Iranu. Prezydent Ukrainy podpisał z nimi długoletnie umowy o współpracy. Obejmuje ona nie tylko kwestie zbrojeniowe i bezpieczeństwa, ale też wymianę handlową, szczególnie w zakresie tych towarów i surowców, których brakuje obu stronom kontraktu. Zełenski ujawnił, że Ukraina otrzyma między innymi ropę diesla, potrzebną SZU. W grę wchodzi również barter uzbrojenia: ukraiński system obrony przeciw dronom w zamian za rakiety do zwalczania celów balistycznych lub na przykład samoloty Mirage 2000.
Cierpliwość opłaciła się, choć należy podkreślić, że teraz dużo zależy od realizacji zobowiązań, również przez stronę ukraińską. O ile gotowość do wywiązania się z nich po stronie firm zbrojeniowych znad Dniepru jest pewna, to przeszkodą mogą okazać się niektórzy biurokraci z Kijowa. W każdym razie wojna na Bliskim Wschodzie została znakomicie wykorzystana przez Kijów do znaczącego zbliżenia z państwami arabskimi oraz zwiększenia międzynarodowego znaczenia Ukrainy.
Ukraina i Izrael – nowe otwarcie?
Inaczej wyglądają relacje z Tel Awiwem. Rzecz w tym, że rząd Binjamina Netanjahu od zawsze bardziej sprzyjał Rosji. Izrael odmawiał sprzedaży uzbrojenia Ukrainie, a także blokował przekazywanie tych systemów, w których znajdowały się podzespoły izraelskich producentów. Relacji nie ociepliły nawet słowa poparcia ze strony Zełenskiego, wyrażone po ataku na Izrael 13 października 2023 roku. Kosztowały one zresztą Ukrainę ochłodzenie relacji z państwami arabskimi, szczególnie gdy reakcja izraelskich władz i sił zbrojnych przekroczyła granicę rozważnej kontrakcji, a zmieniła się w zbrodniczą epopeję w Gazie.
Wojna z Iranem, która prawdopodobnie rozgorzała na nowo właśnie z inicjatywy Izraela, doprowadziła jednak do sytuacji, gdy rząd w Jerozolimie sam znalazł się w pułapce. Jego możliwości obrony przed irańskimi bombardowaniami słabły, gdyż zaczęły wyczerpywać się jego zapasy rakiet. Pierwsze 16 dni konfrontacji kosztowało Izrael 81 proc. pocisków przeciwlotniczych i przeciwbalistycznych Arrow 2 i Arrow 3, 54 proc. pocisków do Procy Dawida, około 46 proc. rakiet do systemów THAAD oraz około 19 proc. pocisków do wyrzutni systemu Żelazna Kopuła. Biorąc pod uwagę, że do zestrzelenia jednej rakiety balistycznej potrzeba co najmniej kilku efektorów (większe szanse na zestrzelenie celu), oraz fakt, że Iran wciąż dysponuje zapasami, a być może nawet możliwościami produkcji rakiet, które trudno zlokalizować i zniszczyć, Izrael może w przyszłości stanąć w obliczu niedostatku środków do obrony własnego nieba. Problemem może się też okazać zaangażowanie militarne w Libanie (wiążące część sił i środków) oraz włączenie się do wojny Huti z Jemenu po stronie Iranu (co nie powinno dziwić z uwagi na wieloletnie wsparcie dla ich sprawy ze strony Teheranu). Jeżeli także oni rozpoczną ostrzał rakietowy i ataki dronami na terytorium Izraela, wzrośnie ryzyko strat i zniszczeń, a brak głębi strategicznej może uczynić państwo łatwym celem w przypadku wyczerpania się amunicji do obrony przeciwlotniczej.
Z tych powodów również Izrael zaczął rozważać zbliżenie z Ukrainą. Zakupione od Kijowa rozwiązania mogłyby zresztą zostać w przyszłości unowocześnione przez izraelskich inżynierów. 14 marca izraelskie media informowały, że premier Netanjahu skontaktował się z prezydentem Zełenskim i wyraził wolę wznowienia rozmów w celu omówienia współpracy zbrojeniowej. Potem nastąpiła jednak cisza. Do spotkania Netanjahu i Zełenskiego nie doszło nawet w trakcie wizyty tego ostatniego na Bliskim Wschodzie. Nie jest jasne, co spowodowało zmianę w postawie władz Izraela. Możliwe, że wpływ na nie miała gniewna reakcja Trumpa, o czym niżej. Tym samym ocieplenie relacji ukraińsko-izraelskich znowu zostało odroczone.
Epicka furia i porażka Trumpa
Wzrost znaczenia Ukrainy oraz jej sukcesy dyplomatyczno-gospodarcze na Bliskim Wschodzie wyraźnie zaniepokoiły Stany Zjednoczone oraz dotknęły osobiście amerykańskiego prezydenta. W wyniku tego rozdania Kijów otrzymuje kolejne mocne karty, których według Trumpa Zełenski miał nie posiadać. Ukraina samodzielnie wzmacnia relacje z państwami Bliskiego Wschodu i może otrzymać coś w zamian, a także zbudować długoletnią współpracę handlową. Kijów oferuje bezpośrednie wsparcie militarne (uzasadnienie: Iran wspierał Rosję materialnie w agresji na Ukrainę) w postaci doradców i instruktorów wysyłanych na Bliski Wschód wraz z systemami przeciwlotniczymi. Czyni to więc z Ukrainy eksportera bezpieczeństwa, a taką rolę w tej części świata pełniło dotąd jedynie kilka państw spoza regionu – przy czym niektóre z nich trudno określić tym mianem z uwagi na chaos, jaki wywoływały ich działania (wystarczy wspomnieć skutki interwencji USA w Iraku albo działania Rosji w Syrii). Kijów jednak skupia się na wzmocnieniu możliwości obronnych partnerów, co może sprzyjać szybszemu wyczerpaniu się konfliktu, a co za tym idzie – powrotowi do czerpania dochodów z handlu surowcami energetycznymi oraz turystyki.
Widać też, że Trump źle znosi nie tylko sam fakt posiadania kart przez Zełenskiego, ale także perspektywę, że Ukraina będzie czerpać zyski ze sprzedaży systemów obrony przeciwlotniczej. Oświadczył, że Arabowie mogą kupować ukraińskie uzbrojenie wyłącznie za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych. Z pewnością Amerykanów niepokoi także osłabienie dźwigni finansowej, jaką dotąd dysponowali wobec państw arabskich. Okazało się, że na horyzoncie pojawił się kolejny rywal sprzedający im rozwiązania militarne, znacznie bardziej uprzejmy w relacjach osobistych. W sytuacji, gdy możliwości USA w zakresie obrony państw Zatoki Perskiej i Arabii Saudyjskiej są ograniczone, Arabowie mogą jeszcze bardziej uniezależnić się od intryg i humorów lokatorów Białego Domu, a także ich nieasertywnej postawy wobec agresywnej polityki Tel Awiwu. Taką szansę daje im właśnie Europa, w tym Ukraina.
O tym, że Trump źle znosi tę sytuację, świadczy jego wypowiedź podczas konferencji Future Investment Initiative w Miami na Florydzie. Prezydent stwierdził, że następca tronu Arabii Saudyjskiej, „całuje go w tyłek”. Nie trzeba było długo czekać na reakcję Muhammada ibn Salmana, choć należy podkreślić, że była ona nieporównywalnie bardziej taktowna.
W trakcie swojej niedawnej wizyty w Arabii Saudyjskiej Marco Rubio, sekretarz stanu, omówił obawy władz amerykańskich w związku z przyjęciem przez Rijad pomocy od Ukrainy, sugerując, że to jego kraj decyduje o względach bezpieczeństwa w tej części świata. Następca tronu oświadczył, że USA nie wywiązały się w pełni ze swojego zobowiązania i to zmusiło Arabię Saudyjską do szukania wsparcia u innych. Podkreślił przy tym, że jego kraj jest suwerennym państwem i może samodzielnie decydować o kwestiach bezpieczeństwa i obrony. Choć słowa ibn Salmana były wyważone, wyraźnie pobrzmiewał w nich zarzut wobec Stanów Zjednoczonych, zadufanego w sobie i aroganckiego hegemona, który przecenił własne możliwości, a teraz próbuje zrzucić na innych odpowiedzialność za własną lekkomyślność.
Innym niekorzystnym dla Ukrainy skutkiem wojny w Iranie jest pojawienie się wśród obecnej administracji USA kontekstu sprzyjającego odwróceniu się od sojuszników z NATO, a być może nawet wstrzymaniu dostaw uzbrojenia dla Kijowa (zakupionego przez państwa europejskie w ramach programu PURL). Przedstawiciele władz amerykańskich tłumaczą te groźby brakiem reakcji państw NATO na apel Trumpa o wysłanie wojsk do odblokowania Cieśniny Ormuz, a także koniecznością uzupełnienia własnych zapasów amunicji. Rubio powiedział, że Stany Zjednoczone w 2022 roku wysłały wsparcie dla Ukrainy, choć agresja rosyjska to jakoby sprawa Europy, a nie Ameryki – co było prawdopodobnie nawiązaniem do tego, że europejscy sojusznicy nie zareagowali na rozkazy lokatora Białego Domu. Wykorzystanie uzbrojenia zakupionego w ramach PURL na rzecz uzupełnienia zapasów wojsk amerykańskich obniży z kolei wiarygodność USA jako eksportera broni. Już teraz obserwujemy narastający konflikt między Ameryką a Szwajcarią, która chce zawiesić zakup systemów Patriot z powodu rażących opóźnień z realizacją kontraktu.
Marek Kozubel – doktor nauk humanistycznych oraz magister prawa. Ukończył Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autor wielu komentarzy, analiz oraz codziennych podsumowań poświęconych wojnie ukraińsko-rosyjskiej. Jest również autorem kilkudziesięciu opracowań na temat historii Polski, Ukrainy i Rosji w XIX i XX wieku.
Choć atak na Iran uruchomił kilka niekorzystnych dla Ukrainy procesów, otworzy też przed nią pewne możliwości. Za sukces należy uznać intensyfikację kontaktów z państwami arabskimi, których zwieńczeniem była udana wizyta dyplomatyczna Zełenskiego na Bliskim Wschodzie. Oznacza to również osłabienie pozycji Donalda Trumpa, który wydaje się coraz mniej obliczalnym partnerem. Z kolei w obliczu wzrostu zysków Moskwy ze sprzedaży ropy naftowej Kijów może częściowo przeciwdziałać własną „polityką sankcyjną”, pisaną rakietami i dronami uderzeniowymi, skierowanymi w rosyjskie rafinerie i porty naftowe. I podkreślać w ten sposób swoją podmiotowość na arenie międzynarodowej.